Cnoty nie stracić, a rubelka zarobić

Wybuchła afera z padającymi kozami na wyspie wiślanej; zważywszy na złożoność sytuacji, hm, politycznej nie było o tym aż tak głośno, jak zazwyczaj bywa, niemniej sprawa była i raczej ciężko udawać że połowa zwierzaków spędzonych na porośnięta beznadziejnymi chaszczami wysepkę i pilnowanych przez jakiegoś bidnego bezdomnego faceta wyparowała, ot tak. Abstrahuję od kwestii typowo disneyowskich

Czemu się dziwicie?

Zdarzyło mi się ostatnio wysłuchać dość kuriozalnego wywiadu udzielonego przez prawie-prezesa pewnej dużej prozwierzęcej organizacji radiowemu dziennikarzowi. Opowiadał on o interwencji w słynnej sprawie fermowych szynszyli. Znają Państwo tę historię? Dla tych, którzy o niej jakimś cudem nie słyszeli, w skrócie: nastoletnie, acz już pełnoletnie, dziewczę nabyło drogą kupna podupadłą fermę futerkowców, posiłkując się forsą

A przecież mi żal…

Co roku przed świętami nachodzi mnie kurier – w sumie pewnie kurierzy przybywają w tym okresie do każdego z P.T. Czytelników, bo wszyscy robią teraz zakupy przez internet, no a prezenty to już w ogóle najwygodniej tak kupować – tyle że ten konkretny przynosi paczkę której nie zamawiam, tylko którą mi wysyłają z miejscowości odległej

To nie kryzys, to rezultat

Świat zwierzolubów znowu poruszony, jedna kobita stłukła szczeniaka pięścią, a grupka dzieciaków – przypadkowych świadków to filmowała. Tradycyjnie internet spienił się i wystąpił z brzegów, niegodziwa oprawczyni została zidentyfikowana, zaś na miejsce zstąpiła z burzowych chmur jakaś organizacja prozwierzęca która pieska zabrała tudzież z wnioskiem stosownym wystąpiła. Słowem, „i znów ta sama ballada”, działo się

Da capo al fine

Jak by tu o tej historii napisać? Ano, kolejny raz rąbnięto człowiekowi jego psy, motywując to oczywiście dobrem zwierzaków. Smaczku sprawie dodaje (dość tradycyjnie już) fakt, że dziwnym trafem psy były rasowe; jeszcze więcej przyprawy się dosypie gdy powiemy, że po długiej batalii o zwierzaki prokuratura nakazała je zwrócić, i co, i nico, bowiem główny

To se ne vrati, Waldorf!

Dziś będzie o wystawach; coś niecoś już o nich pisaliśmy ze Statlerem, na przykład tutaj, ale tym razem tekst bez mała sentymentalny. Jestem już chyba bardzo starym człowiekiem, skoro pamiętam, jak to na tej czy owej wystawie, żeby się publika nie nudziła, organizowano pokazy różnych psich umiejętności. Zarząd oddziału musiał się trochę poszklić do (na

Miłość od pierwszego wejrzenia

Sporo zaginionych psów w Polsce wcale nie ginie pod samochodami; nie toną w rzekach, nie lądują u hycli; nie zjadają ich wilki, nie mordują źli ludzie. Nie, po prostu ktoś zauważa ich zagubienie. Ktoś, kto całkiem szczerze kocha zwierzątka i ma czułe, wrażliwe serduszko. I nie przejdzie obojętnie obok zestresowanego, szukającego rozpaczliwie pana, stworzenia. Wrażliwiec,