Zbieracze z makijażem

Animal Hoarding Syndrome. Tak się to zwie w ległydżu. Akurat bodajże jedynie Amerykanie poważniej zajęli się problemem. Chodzi o bardzo poważne zaburzenie, polegające na kompulsywnym przygarnianiu (lub kupowaniu) dużych ilości zwierząt aż do utraty kontroli nad tym zjawiskiem. Sam syndrom zbieractwa jest na tyle ciekawy (ale i przykry), że poświęcimy mu osobne teksty. Na razie

Spacer ciekłokrystaliczny

Zdarzyło mi się jakiś czas temu natknąć na grupkę psiarzy ciekłokrystalicznych*). Dla wyjaśnienia: ten gatunek ludzi egzystuje wyłącznie podłączony do różnych urządzeń, dzięki którym łączy się ze światem, a zwłaszcza „znajomymi”. W ten sposób obiekt bezustannie potwierdza fakt swojego istnienia a zwłaszcza „robienia czegoś istotnego”, bowiem, jak wiadomo, gdyby po prostu przeszedł się z psem

Wróć, Luciu, wróć!

Tak mi się zahaczyło o spacery i przy okazji, jak tu by nie kombinować, wychodzi, że najważniejszą rzeczą, którą każdy pies powinien mieć w swoim repertuarze, jest przywołanie. Uwaga: dalej pod tym słowem rozumieć powinniśmy „natychmiastowy powrót do właściciela na wezwanie niezależnie od istnienia czynnika czy czynników rozpraszających”. Ta

Okrucieństwo nie do przyjęcia

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego właściwie w naszym gatunku tak strasznie dużą karierę zrobił jogging. Jak wiemy, amerykański twórca i pomysłodawca tego sportu dla mas padł w końcu na zawał serca, ale co tam.  Ludziska zaczęli biegać i pewnie nie przestaną, choć jak dla mnie, gdybyśmy chcieli być tak bardzo zgodni z naturą, to powinniśmy raczej

Plastelinki

Z rozczuleniem zdarzyło mi się przeczytać wypowiedź nader zaangażowanej w psie sprawy niewiasty dowodzącej, że fakt iż błąkający się gdzieś tam pies nie je podrzucanej mu podłej suchej karmy świadczy o tym, że tak starannie nauczono go „nie brać jedzenia z ziemi” tudzież „od obcych”. Joł. Ludzie naprawdę wierzą, że mają taaaaką władzę nad naturą,

“Wolę zwierzęta niż ludzi!”

Słyszy się takie sformułowanie. I często czyta na stronach poświęconych zwierzętom, głównie psom i kotom. To stwierdzenie bywa wykorzystywane jako pretekst do łomotania zwierzolubów przez, eee, jakby to rzec, stronę przeciwną (mniej uwrażliwioną na potrzeby świata zwierzęcego – tak to ujmijmy). Zazwyczaj te słowa wyrywają się ludziskom za łatwo, bezrefleksyjnie, bywa jednak, że ktoś doznał

Syndrom lepkich rączek

Znowu przypadek przywłaszczenia psa. To już się powtarza z nużącą regularnością. Pani znajduje pieska, ot, kostropatego kundelka…, z drugiej strony szukają psa właściciele, obie strony mają co prawda ze sobą styczność, ale znalazczyni dość szybko postanawia zwierzaka nie oddać. Nawet nie wymyśla sobie pretekstów, nie zwróci go, bo taaaak okropnie „pokochała” zwierzaka którego ma od