Autostradowy blues

WaldorfWalt„Gdzieś w Polsce” obok autostrady pojawia się pies, owczarek niemiecki. Kręci się obok stacji benzynowej, biega wzdłuż drogi, trochę koczuje w pobliskich zagajnikach.

Zwierzak (ostatecznie okazuje się że jest płci żeńskiej) ładny, w typie rasy, ludziska zwracają nań uwagę, próbują przywabiać, podkarmiać – suka niesamowicie płochliwa, po prostu dzika, na każdą próbę kontaktu reaguje paniką i ucieczką.

Mijają tygodnie, potem miesiące, pies czasem o włos przekracza granicę pobocza, miejscowi zaczynają się obawiać że dojdzie do tragedii i to z udziałem ludzi bo ktoś chcąc psa ominąć może zabić siebie albo innych.

Coraz więcej osób się psem interesuje, personel stacji benzynowej próbuje nauczyć zwierzaka że ma przychodzić w jedno miejsce po jedzenie – tak zawsze łatwiej psa złapać – ale owczarka jest sprytniutka, nie z nią takie numery…

Sprawą zaczyna się interesować organizacja pomocy zwierzakom, stosunkowo niedawno powstała (to akurat w tym przypadku ważne), skoro próby zwabienia suczki nie udają się, ludzie szukają innych możliwości, wszystko trwa już tyle że zaczyna liczyć się w latach, w końcu ktoś podrzuca pomysł żeby zaangażować profesjonalnego łapacza psów – bynajmniej nie hycla, tylko szkoleniowca prowadzącego hotel dla psów który oferuje także i takie usługi.

Jak postanawiają, tak robią, jako że w dzisiejszych czasach pozyskiwanie funduszy na tego typu szlachetną działalność odbywa się głównie w internecie, na Facebooku pojawia się wydarzenie, gromadzi setki fanów, ciągle domagających się newsów – wszyscy bowiem lubią seriale i nagłe zwroty akcji.

Nadchodzi dzień „0”: wyjątkowo trudna, bo prowadzona tuż przy ruchliwej wielopasmówce akcja się udaje (szacun dla pana łapacza), szczęśliwi członkowie organizacji postanawiają się pochwalić i… mają nieszczęście zamieścić zdjęcie łapacza jak ten przenosi sukę z jednej strony autostrady na drugą, skrępowawszy jej łapy.

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia ze zdziczałym psem wie, jak zachowuje się on w pierwszych momentach po złapaniu. Ano jak dzikie zwierzę właśnie. Wierzga, gryzie, wyje, charczy, zapluwa się i histeryzuje.

Kiedy weźmiemy na dodatek pod uwagę fakt jakiej wielkości i wagi jest przeciętny owczarek niemiecki system zastosowany przez łapacza wydaje się jedynym bezpiecznym i rozsądnym.

Powiedzcie to jednak bractwu ze świata Walta D.

Wizg, jaki się rozległ w internecie spowodował że w wielu domach wypadły ludziom klawisze z klawiatury. Histerię tzw. zwykłych właścicieli psów („jak można tak nieludzko wiązać psa???!” „Sami się zwiążcie, barbarzyńcy!”) umiejętnie podsycało paru przedstawicieli rozmaitych fundacji, rozzłoszczonych faktem że nie oni grają tu pierwsze skrzypce i że ktoś ośmielił się zorganizować jakąś akcję pomocową bez uzyskania ich błogosławieństwa, zgody, aprobaty – niepotrzebne skreślić.

Uczciwe sierotki śledzące rozmaite akcje dobroczynne mogą być przekonane że stowarzyszenia i fundacje są po to, żeby pomagać zwierzętom

O nienie, całkiem spora ilość takich organizacji nie jest w stanie egzystować bez stwarzania sobie jakiegoś wroga z którym następnie namiętnie walczą. Najczęściej w internecie bo to stosunkowo bezpieczne miejsce gdzie można zebrać co najwyżej wirtualne bęcki.

Naiwne panie inicjujące złapanie, a potem przetrzymywanie suki w hotelu i jej oswajanie (ludzie to mają cierpliwość, swoją drogą) sądziły, że skoro proszą tak zwaną społeczność internetową o datki, to mają obowiązek informowania tejże społeczności o losach owczarki.

I zrobiły to, uczciwie, przekazując też m.in. że suka w początkowym okresie musiała być trzymana w kojcu na łańcuchu, bo demolowała ściany i wygryzała się na zewnątrz.

Dla uczestników wydarzenia, rwących włosy z głowy i rzucających brzydkie wyrazy pod adresem ratowników suczki liczył się schemat, jaki uruchamiał się im zamiast myślenia: pies na łańcuchu = zło.

Swego czasu zdarzyło mi się obserwować jak dziki i spanikowany pies rozcina grubą linkę na której był uwiązany jednym kłapnięciem zębów. Powodzenia w przywiązywaniu takiego pieska sznurkiem! (prawdopodobnie, jako ukłon w stronę humanitarystów, powinien być to sznurek różowy).

No ale myślenie, niestety, nie jest mocną stroną rozemocjonowanych internautów – toteż panie z fundacji dostały solidne lanie. Znalazły się na arenie, a tłum zgromadzony wokół żądał ich głów i kierował kciuki w dół.

Może to je nauczy że należy stosować cenzurę tudzież photoshop jeśli nie chce się mieć kłopotów. Lukier rządzi. Także w wirtualu.

One thought on “Autostradowy blues

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *