Bęc tatusia, bęc mamusię, a dziadunia dylu-dylu?

w3

dog-183288_960_720Nieoceniony ksiądz Twardowski opowiadał anegdotkę, jak to jego znajomy księżulo musiał kiedyś przez kilka dni zastąpić więziennego kapelana. Trzeba trafu, że akurat wtedy wezwano duchownego do mordercy który zabił całą swoją rodzinę. Na miejscu personel uprzedził kapłana, gdy ten dotarł przed drzwi więziennej rozmównicy z miną mocno niewyraźną, że podsądny jest człowiekiem niesłychanie prymitywnym, wręcz z pogranicza upośledzenia umysłowego, i że trzeba do niego mówić bardzo prosto, niczym do dziecka, żeby w ogóle zrozumiał.

Ksiądz zebrał się na odwagę, wszedł do pokoju w którym siedział więzień i powiada: „A cio tio? A cio tio zrobiliśmy? Bęc tatusia, bęc mamusię, a dziadunia dylu-dylu?”.

Jak się trochę pogada z ludźmi zajmującymi się adopcjami różnych psich nieszczęśników, to człowiek zaczyna dostrzegać analogię.

Bowiem, poza tymi, którzy w miarę upływu czasu i własnego zaangażowania zaczynają na świat zwierzęcy patrzeć bardziej realistycznie, a mniej idealistycznie (na ogół to dość szybko następuje po pierwszym solidnym pogryzieniu), jest całkiem spora liczba takich, co to do końca świata, a może dzień dłużej, pozostaną przy „bęc tatusia, bęc mamusię…”.poodle-933567_960_720

Żeby sobie zostali w tym stanie jako wolne elektrony nie mające na nic wpływu, to w porządku, w końcu nie dają jeszcze wyroków za głupotę, a nawet nieraz zdaje się ona być premiowana.

Gorzej, że owi ciumciusie pośredniczą we wręczaniu zwierzaków różnym ludziom.

I, przy statystycznej sporej grupie stworzonek spokojnych, grzecznych, nieszkodliwych albo nawet niechby rozbrykanych, ale takich w gruncie rzeczy do rany przyłóż, trafiają się na tym świecie psy niebezpieczne. Nieraz bardzo niebezpieczne.

Zdarzyło mi się czytać opinię pani z pewnego schroniska o jednym psie, że „wymaga konsekwentnego przewodnika” oraz „ma tendencje do pilnowania przedmiotów”, jednak „jest to bardzo łatwy przypadek”. Brzmi milusio. Tak się złożyło że widziałem pieska w akcji. Jego tendencje do rzucania się do twarzy i wgryzania się w nią narastały w tempie lawinowym. Były zaś poprzedzone gryzieniem ludzi po kończynach, z imponująco mocnym, pełnym chwytem i próbami wyszarpywania tkanki.

Pani w zaleceniach podkreśliła, że absolutnie nie wolno wobec tego słodkiego dziubaska „stosować przemocy”, no i że trzeba z nim „pracować” ale żadnych konkretów więcej nie podała, jak mianowicie należałoby to robić w domowym środowisku, skoro zwierzę atakuje bez uprzedzenia i na serio. A, oczywiście dziubasek jest do adopcji, ma słodkie uchole i patrzy taaak wzruszająco. Na razie wolontariuszce która się nim w schronisku zajmuje nic nie upadło w jego kojcu, co wnioskuję po fakcie że ma jeszcze całe kończyny. Oraz twarz. dog-900215_960_720Niunio powrócił z adopcji i naturalnie panie wolontariuszki wirtualnie oblały ludzi, którzy go zwrócili, pełną zawartością szamba i różnymi żrącymi substancjami, piętnując jako drani, nieodpowiedzialnych leni (skoro nie chcieli z psiupsiusiem „pracować” – jako okoliczność łagodzącą należałoby podać że trochę trudno wykonywać prace manualne rękami owiniętymi grubo w bandaże, nawet podanie nagródki jest utrudnione) i w ogóle bandytów co to nie powinni mieć zwierząt. Standard.

Z innego przytuliska wyrzucono wolontariuszkę, która w ostatniej chwili uniemożliwiła adopcję bardzo niebezpiecznego amstaffa. Zwierzę już podczas pobytu w schronisku zabiło kilka psów, a wylądowało w nim dlatego, że spektakularnie pogryzło swoich właścicieli.

No ale wiadomo: piesek śliczny i mądry, a ta rodzina to go źle wychowywała, albo go sprowokowała, albo kłamała na jego temat. I otoczony miłością i dobroludzizmem okaże swój „prawdziwy” charakter (czyli przytuli do wezbranego serca owieczkę, dziatwę szkolną obliże po drodze do szkoły i tak dalej). W rezultacie pracownicy schronu wcisnęli rudzielca młodemu człowiekowi bez doświadczenia, za to z dwójką kilkuletnich dzieci. Wredna i podła wolontariuszka spytała pana adoptującego, czy zna historię psa i wie, co ten zrobił dotąd. Okazało się że nikt mu nie wspomniał o tych drobiazgach bez znaczenia. Pan spanikował i wycofał się z adopcji, a dziewczyna wyleciała z placówki, bo przecież taka nielojalna.

dog-261246_960_720Do wyznawców bęctatusizmu nie dociera, że psy naprawdę potrafią być realnie niebezpieczne, a na dodatek że takie osobniki naprawdę nie chodzą z pianą na pysku dwadzieścia cztery godziny na dobę. Że psu który w pewnych okolicznościach jest zdolny do zabicia człowieka albo choćby tylko poważnego uszkodzenia jego ciała naprawdę można dawać smakołyki albo chodzić z nim na smyczy, co o niczym nie świadczy. I że to, jak zwierzę zachowuje się w schronisku, w określonych warunkach, może nijak nie przekładać się na jego zachowania w innym środowisku.

W rezultacie ręczenie, ze pies który siedzi w klatce w przytulisku „nie niszczy rzeczy”, „jest przyjazny do ludzi”, „zupełnie nieagresywny” i tak dalej jest jedynie projekcją czyichś rojeń.

Rozumiem mechanizm – wolontariusz czy pracownik schronu lubi tego akurat zwierzaka, chciałby żeby ten znalazł dom… Ale opowiadanie dyrdymałów na podstawie krótkich, powierzchownych obserwacji to gorzej niż błąd. Bo parę nieudanych adopcji powoduje realne zmniejszenie kręgu ludzi w ogóle na taką adopcję gotowych, ot, na zasadzie „pamiętacie Kowalskich i tego potwora którego przygarnęli? Nigdy psa ze schroniska, ile to się nasiedzieli na pogotowiu!”. Słowem, tego typu zabawy w nieomylne wyrocznie – i odsądzanie od czci i wiary ludzi którzy zwyczajnie nie podołali rozwojowi sytuacji – to niezbyt mądry strzał w stopę.

Dodajmy, że część obrońców zwierzątek cierpi na tak poważne sieknięcie w mózg, że przestawiła im się skala wartości i ludzkie życie i zdrowie nie jest dla nich warte tyle, co tzw. dobrostan zwierzątka. Słowem, nie widzą niczego złego w narażaniu ludzi na niebezpieczeństwo. W końcu to tylko jacyś ludzie.

Oczywiście jeśli ktoś nie miał do czynienia z psem który jest realnie niebezpieczny i potrafi zrobić prawdziwą krzywdę święcie wierzy że szlachetna rana jaką otrzymał od strachliwego jamniczka który w panice drasnął go w rękę jest „prawdziwym pogryzieniem” i w związku z tym wiadomo, jak ta psia agresja wygląda i że da się z nią żyć. A jeśli ktoś nie potrafi, to baran ostatni.

Pomnę zabawną sprawę, gdy taka pani bęctatusistka, legitymująca się zresztą papierami behawiorystki, takiej nowoczesnej co to „bez przemocy” i „trzeba pracować używając wyłącznie pozytywnych wzmocnień” zabrała ze schroniska dość medialnego psa, mianowicie gryzącego golden retrievera (żeby było śmieszniej).

sleepy-238751_960_720Porządny ten, w gruncie rzeczy, zwierzak gryzł jak sukinsyn (nomen omen), zaświadczając że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści…, no więc goldeniarze rwali szaty z powodu pobytu tego pięknego psa w przytulisku (oddali go systematycznie gryzieni właściciele) a pani zdecydowała się wykazać, jak się pracuje z psem nowoczesnymi metodami i tak dalej.

Pierwszy dzień był dniem ochów i achów w internecie, piesek śliczny, poznaje otoczenie, na spacerki chodzi, dostał posłanie, tralala, i klaskanie zachwyconej publiki, cudownie, jakiż happy end… nareszcie psem zajmie się fachowiec zamiast tych beznadziejnych ludzi co po prostu nie umieli postępować z taką oazą spokoju. Durnie jedne.

Drugiego dnia pojawiły się wzmianki o tym, że są „pewne problemy” i pies „bardzo kontroluje zasoby”, trzeciego zapadła cisza, a na czwartą noc psa znaleziono przywiązanego do ogrodzenia schroniska.

dog-763058_960_720Nawet mnie to nie dziwi, to znaczy brak odwagi cywilnej i owszem, ale sama decyzja pozbycia się psa z mieszkania – nie bardzo, co każdy na kogo szarżował kilkudziesięciokilogramowy wkurwiony pies z paszczą pełną zębów, zrozumie.

No więc, wszystkim bęctatusistom należałoby zalecić żeby – zanim zbluzgają kogoś kto sobie z gryzącym psem nie poradził – przygarnęli tegoż gryzącego psa na tydzień, dwa, i pobyli z nim w domowych warunkach. Pochodzili na spacery, upuścili w domu jakiś przedmiot, sięgnęli do psiej miski, przeszli koło drzemiącego zwierzaka, wpuścili gości, zawiązali but, poprawili psu obrożę i tak dalej – to wszystko są autentyczne sytuacje które potrafią u pewnych problematycznych psów wywołać agresję.

Albowiem nic tak nie uczy, jak własne doświadczenie.

 

49 thoughts on “Bęc tatusia, bęc mamusię, a dziadunia dylu-dylu?

  1. Fantastyczny tekst, za który bardzo dziękuję i natychmiast udostępniam.
    Przeraża mnie fanatyczna miłość do każdego zwierzątka, pozbawiona indywidualnego i realnego spojrzenia na każdego psa z osobna. Bo wszystkie zwierzątka zasługują na dom, a my jesteśmy tacy dobrze i na ścianie możemy narysować sobie kolejną kreskę w odliczance nowych domków. Niestety, są psy, które powinny zostać uśpione, żeby nie zostało narażone żadne życie. Ani ludzkie, ani psie. Ale podjęcie decyzji o uśpieniu psa jest dużo mniej “pi-arowe”, niż “hip hip hurra – wyadoptowaliśmy pieska”.

    • Nie jestem pewien czy autorowi chodzi akurat o usypianie psów – akurat takich decyzji nie brakuje. Moim zdaniem mowa bardziej o świadomości – zwłaszcza schroniskowego/fundacyjnego środowiska – i o tym w jaki sposób psy są weryfikowane/opisywane i jak wiele osób zamiast rozsądkiem i logiką, kieruje się szkodliwymi emocjami.

      Jedna fundacja odrzuca potencjalnych fajnych właścicieli, bo biedaczkowie w trakcie ankiety nie wiedzą co to znaczy, że pies oblizuje nos, a druga wydaje młodego dynamicznego i sikającego pod siebie psiaka starszemu małżeństwu, które porusza się po pół kroku na raz i praktycznie nie wychodzi poza obręb podwórka.

      Tekst jest świetny – z przyjemnością poczytam inne i czekam na kolejne!

  2. Super text.Coz podobneho mame na Slovacii.Ludze zaangazovany v schroniskach nemyslou.

  3. Idealizowanie psów i tak powszechna antropomorfizacja (albo w tym przypadku babymorphizm 🙂 ) nie przynoszą niczego dobrego, a bagatelizowanie adopcji psów z historią pogryzień to niestety wielki problem.
    Pierwszy raz trafiłam dziś na Wasz blog, będę śledzić, ciekawie piszecie 🙂 Pzdr!

  4. allyah

    Wszystko pięknie, tylko czemu autor tekstu ni słowem nie zająknął się, że agresywne zachowania u psów w 90% przypadków wynikają z tego jak zostały potraktowane/wychowane przez CZŁOWIEKA??? Bardzo niewielki procent psów jest z natury, od szczeniaka agresywnych, najczęściej są to psy ras, których cechą wymagana przy tworzeniu była bojowość i agresja. Upps i tu znowu mamy CZŁOWIEKA który wedle swojego “widzimisie” postanowił stworzyć rasy bojowe/niebezpieczne bo takie były mu potrzebne do tego czy owego. Tylko dzięki CZŁOWIEKOWI mamy tyle psów na Świecie w tym tyle ras stworzonych do zabijania… Źle, ze są ludzie którzy wolą psy od człowieka? A jakim prawem? W czym jesteśmy od tych psów lepsi? Z całym szacunkiem nie widziałam psów, które by gwałciły szczenięta, mordowały z premedytacją, znęcały się nad psią rodziną, torturowały, wszczynały wojny, masową zagładę i holocaust etc. To my ludzie jesteśmy agresywni i bardzo kreatywni w tej agresji. Pies działa na zasadzie instynktu, samoobrony, a nie dlatego, że ma takie widzimisie. naogół te wszystkie ataki są sprowokowane niewłaściwym zachowaniem człowieka. Mam z psami do czynienia kilkanaście lat, różnymi psami. jako wolontariusz i petsiter i jako właściciel. Niestety to ludzkie wychowanie i układanie psa ma wpływ na to czy będzie on agresywny czy nie. Dlatego nie dziwię się tym złym, niedobrym wolontariuszom, że właśnie tych wspaniale wychowujących psy ludzi, potępiają i mieszają z błotem. Bo jeśli jakiś pies pogryzł rodzinę, w której znajdował się od szczenięcia, to znaczy się, ze co? z natury był zły? Czekał z pogryzieniem, aż dorośnie? Gryzł ich tak długo, az postanowili go oddać? hę? Myślę, zę ta “wspaniała” rodzinka popełniła kilka błędów wychowawczych, które zaowocowały tym pogryzieniem…. Więc zanim ktoś zacznie oczerniać wolontariuszy, robić z psiarzy fanatyków i psycholi, to niech może się najpierw zastanowi dlaczego pies stał się agresywny i komu to zawdzięcza?

    • Magorzata

      Ty w ogóle nie zrozumiałaś tego tekstu a ja za niego bardzo dziękuję. I rzeczywiście póki nie przerobisz na własnej skórze nie zrozumiesz!

      • Anna

        A ja dokładnie zrozumiałam ten tekst i uważam go za bardzo tendencyjny. Od zawsze mam psy z problemami, czasem psy które gryzły. Teraz nie gryzą, moze dlatego że nie mam w zwyczaju grzebać w ich miskach jak jedzą :).

    • yadira

      Może to trochę okrutne podejście, ale też tak uważam. Psy agresywne, bardzo trudne, powinno się usypiać patrząc na to ile psów tak naprawdę poszukuje domu i ile ich jest w schroniskach.
      Mało kto może sobie pozwolić na agresywnego psa, mało kto ma na tyle wiedzy, czasu i cierpliwości.

      • doti

        A to agresywnych sie nie usypia???? Bo zawsze slyszalam ze psa który pogryzł i wykazuje takowe agresywne zachowania sie usypia… Hmmmm

    • S

      Allyah – ale tematem artykułu nie są przyczyny pojawiania się agresywności u psów, a raczej próby zmierzenia się ze skutkami. Nie ma potrzeby roztrząsać, skąd pochodzą owe negatywne zachowania. Bardzo dobry tekst! Ja również ubolewam nad odwrócona hierarchią wartości, przerażające.

    • bio

      @ allyah
      No i widzisz, już w pierwszym zdaniu pokazałeś / pokazałaś, że nie znasz się na psach. Cytując “Wszystko pięknie, tylko czemu autor tekstu ni słowem nie zająknął się, że agresywne zachowania u psów w 90% przypadków wynikają z tego jak zostały potraktowane/wychowane przez CZŁOWIEKA???” – nie zająknął się, bowiem to – mówiąc wprost – gówno prawda.
      Już dawno stwierdzono, że agresja, lęk, zestresowany psiak – to efekt a) suki (jeśli przejawia agresję, młode mogą ją odziedziczyć), b) zdarzeń, z którymi zetknie się suka w ciąży (stres? wystawy? forsowny trening? wszystko wpływa na płody), a dodatkowo c) żywienie suki – wpływa na zdrowie malców i ich ROZWÓJ – wychowanie to resztka, którą DOKŁADAMY. Nie da się z psa, który gryzie do krwi / do kości zrobić łagodnego pieszczocha. Nazywa się to inhibicja gryzienia (jakoś tak) – i nigdy nie idzie w dół, co najwyżej jest coraz gorzej. Jeśli pies gryzie mocno i bez ostrzeżenia, to właściwie kwalifikuje go to do uśpienia, bo nie da się “oduczyć” agresji i gryzienia. Jeśli agresja przejawia się w postaci przytrzymania zębami bez pozostawienia śladów, to jest to raczej oznaka niezadowolenia, sygnał ostrzegawczy niż agresja sama w sobie.
      Polecam poczytać trochę fachowej literatury (nie C. Millana, bo on akurat jest świetnym przykładem czego NIE robić… poza 2 przypadkami na setki innych, które tylko potwierdzają regułę).

    • Futułapka

      allyah- dokładnie uosabiasz to o czym piszę autor 😀
      Oczywiście że w większości przypadków agresja psa to błędy właściciela. Choć nie zawsze (doczytaj http://www.e-lecznica.pl/slownik/termin/rage-syndrom).
      Chodzi tu o to że osoby które wydają psy do adopcji chcą widzieć w tych zwierzakach kochanego psa. Niestety wbrew temu co mówi pewna szkoła wychowywania psów, nie wszystkie wady da się u takiego psa skorygować. Nie mówię tu o psie który ma agresje smyczową, niszczy albo sika po domu. Mówie o psie kilkudziesięciokilogramowym, z którym nigdy nikt nie ustalił żadnych reguł. Kolega wynajmował mieszkanie u takich ludzi którzy gdzieś zdobyli szczeniaka- miks husky i owczarka niemieckiego. Ten pies nigdy nie był szkolony. Miska z jedzeniem zawsze stoi pełna i pies je kiedy chce, drzwi do domu zawsze otwarte i pies biega na szczęście po ogrodzonym ogródku jak i kiedy chce. Ten pies w domu po prostu jest i nikt z nim nigdy nic nie zrobił. Wchodziłam kiedyś w odwiedziny i przechodziłam przez ogród, pies oczywiście zaczął mi pokazywać zęby mimo że weszłam z właścicielem domu, a miał wtedy 4 miesiące. Obecnie kolega się już wybrowadził, i wole nie wiedzieć jak obecnie się ten pies zachowuje. Powiesz że trzeba było coś powiedzieć właścicielowi? myślisz że nie próbowałam? Jak jej pokazałam że trzeba psa sciągnąć do parteru to narobiła wrzasku że jak tak można przecież ją to boli! (W tym czasie słodki szczeniaczek próbował mi odgryźc ręke) .

    • Na “całokształt” psa wpływ mają: geny, socjalizacja pierwotna i wychowanie. Dlatego też to że pies jest agresywny nie musi być wynikiem złego wychowania. 20 lat temu uparłam się na psa w typie dobermana z nawet nie z pseudo ale od okropnego handlarza, który skupował 4-5 tygodniowe szczeniaki różnych modnych ras. Byłam bardzo młoda i baaaaaaaaaaaaaaardzo głupia. Ośmiotygodniowy szczeniak warczał i rzucał się na ręce. Ja w swojej dziecięcej naiwności myślałam, że “naprawię” pieska, bo przecież tak go kocham. No i było coraz gorzej, atakował obcych ludzi, w końcu jeden z domowników wylądował w szpitalu z pogryzioną twarzą. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że za agresję psów odpowiedzialny jest człowiek ale czy jest to tylko właściciel – zdecydowanie nie.

    • Jolanta

      Rozumiem chęć ratowania psów przed klatkami i zamknięciem, ale w naturze a odnoszę się do wilczych stad, basior “bawi się ” ze szczeniakami, robi to agresywnie i jeśli szczenię nie pokaże brzucha jest zagryzane, bo jest inne, tam nie ma szpitali psychiatrycznych, a takie szczenię jest później niebezpieczne dla stada. Tak reguluje natura.

      • Koei

        Jolanta – skąd Ty bierzesz takie wyssane z palca informacje na temat wilków? Podaj źródło, pośmieję się.

    • Agata Bruun

      Zgadzam się w zupełności z Twoim komentarzem. Mam psy cale swoje już długie życie i czy będzie agresywny zależy od wychowania psa. Nawet z pudelka można zrobić gryzacego wszystkich potwora.

      • Statler

        A to się genetycy zdziwią jak bardzo się mylili 🙂

        • es una de las ideas mas novedosas que he leido pero para ayudar a nuestro planeta se necesitan muchos de esos arboles sinteticos, pero almenos dan tiempo para ingeniarce otras soluciones.si se comienza por remplazar la gasolina de los automoviles por otro compuesto seria un comienzo….. colombiano _ALENMOCA

  5. Paula

    Dokładnie tak!
    Niestety zdrowy rozsądek to najbardziej ubogi z zasobów, także wsród miłośników zwierząt. Niestety.
    Sama mam pod opieką 6 psów z czego 5 to przygarniane znajdy, porzucone i po przejściach. Mogę więc o sobie powiedzieć, że psy kocham i wiem czym pachnie- dosłownie i w przenośni – opiekowanie się i mieszkanie z nimi. Ale nigdy nie zdołałam pojąć tego dążenia, by ratować każdego jednego psa niezależnie od zachowań jakie prezentuje a agresja jest jednym z tych zachowań, które absolutnie dyskwalifikują. Agresywne psy powinny być usypiane – sorry Gregory taki lajf. Jest tyle innych, miłych i nieagresywnych zwierząt, które czekają na adopcję – naprawdę nie trzeba ryzykować nieszczęściem w imię ratowania jednego psa.
    Pamiętam też sytuację sprzed chyba 10 lat gdy fundacja wyciągała z poznańskiego schroniska agresywnego goldena i wiozła do Warszawy, i były ochy i achy, gdy tymczasowi opiekunowie zgłaszali bardzo niepokojące zachowania nie byli traktowani poważnie a ich zgłoszenia były bagatelizowane aż w końcu on trafił na pogotowie gdzie założono mu kilkadziesiąt szwów na przedramieniu. Dzięki bogu, że to była ręka a nie twarz i że był to dorodny mężczyzna, który zdołał wyzwolić się spod atakującego “misiaczka” a nie np. dziecko. I co było dalej? Pies trafił na Paluch na obserwację a potem na ogólne klatki, skąd mógł byc zaadoptowany przez kogokolwiek, taką rodzinę z dziećmi na ten przykład no bo przecież goldeny to takie idealne psy rodzinne. Taki wlasnie pies BEZWZGLĘDNIE powinien zostać uśpiony.
    Udostępniam.
    Może da to komuś do myślenia.

  6. Anna Hermińska

    jak bardzo bardzo trafione, szacun za ten tekst naprawdę bardzo trafnie napisane.

  7. Bardzo dziękuję za ten tekst. Każdy powinien go znać na pamięć, a już zwłaszcza osoby, które się zajmują wyadoptowywaniem zwierząt, nie tylko psów!

    Mnie też nie uprzedzono o agresji Betona (tak nazywał się pies). Zniszczył życie mnie i mojemu labowi, i to w 4 miesiące. 🙁
    Potem nie uprzedzono mnie o agresji szczurzycy, prawie zagryzła jedną z moich rezydentek!
    Mojej przyjaciółki nie uprzedzono też o agresji kotki, którą przygarnęła. Zniszczyła życie kotki przyjaciółki, która już teraz boi się wyjść z dziury, mimo że agresora od miesięcy nie ma już w domu, a przyjaciółka miała takie rany, że będzie miała blizny do końca życia.

    Wystarczyło uprzedzić, przecież wiadomo, że nie każdy jest w stanie zajmować się agresywnym zwierzęciem, że do tego trzeba nie tylko mieć przygotowanie, ale jeszcze odpowiedni charakter, żeby to wytrzymywać! Tego nie zrobi osoba łagodna, wycofana, z depresją!

    Mnie na szczęście nikt nie oblał pomyjami, ale koleżankę za oddanie agresywnego kota wyzwano od najgorszych! Psy na niej wieszały oczywiście te osoby, które jej kota wcisnęły, nic nie mówiąc o agresji. Myślę, że same chciały się go pozbyć!

  8. Grzegorz

    Opisana sytuacja nie dotyczy tylko schronisk, wolontariuszy, ale coraz częściej Hodowców, zwrotek i braku świadomości jakiej rasy psy się hoduje. Oczywiście pies i jego prawo do życia jest ważne, zwłaszcza, że to życie często jest rolą człowieka, ale nie ma nic gorszego jak wszechobecna obłuda, kłamstwa i ważność własnego “JA” w internecie. Nie ma psów agresywnych, są tylko nieodpowiedzialni ludzie po wszystkich stronach, którzy doprowadzają zwierzęta to sytuacji, że muszą zacząć walczyć. Ludzie nie rozumieją podstaw nie wiedzą co to jest “zasada większych korzyści ” nie są konsekwentni i nie chcą nauczyć się czytać zwierzaka. Większość bazuje na teoretycznych regułkach, a nie o to w tym wszystkim chodzi. Wzorce zachowań to człowiek, otoczenie, stado i to my mamy w dużej mierze wpływ na to jak i jakie te wzorce kodujemy zwierzętom, zostaje jeszcze nam genetyka i instynkty, ale to również na nas spoczywa obowiązek ich łagodzenia czy eksponowania. Droga na skróty jest zawsze najprostsza, elektryka, chemiczne kastracje, ale to nigdy nie zastąpi pracy konsekwencji i przede wszystkim autorytetu jakim będziemy dla zwierzaka.

  9. Janka

    Przeraża mnie głupota ludzka, szczególnie niektórych osób które się tu wypowiadają. Niechaj was nieco olśnię – TAK! Naprawdę zdarzają się psy, których nie da się ogarnąć, są agresywne lękowo. Mało tego! Jest to bardzo dziedziczne i przekazywane dla 50% potomstwa, jako cecha dominująca. Znam psy mające najcudowniejsze domy, z doświadczeniem, a są agresywne lękowo, mimo samych najlepszych wspomnień. Żyją dzięki temu, że właściciel nie dopuścił do sytuacji gdzie poważne pogryzienie obcej osoby mogłoby się przydarzyć, tylko dlatego psy nie mają wyroku eutanazji. Nie byłoby rzeczy, która by mogła pomóc poza sporą ilością leków, po których pies jest otumaniony i załatwia się byle gdzie. Wszystkim ograniczonym umysłowo pseudo-wielbicielom zwierząt, nielubiących ludzi życzę takiego doświadczenia w swoim życiu abyście mogli zwyczajnie zmądrzeć… Czy taki stan psa może być na skutek genów?- Tak. Czy może być na skutek złych przeżyć wywołanych przez człowieka? – Tak… Czy ZAWSZE da się takiemu psu pomóc dzięki miłości i konsekwencji? – NIE! NIE ZAWSZE!! Czasami… Może… Jeśli agresja nie jest zbyt silna da się psa naprostować. Proszę o realne myślenie a nie “ideologie” wyjęte z … nie mające odzwierciedlenia w życiu codziennym.

  10. Janka

    Zalecam także wizytę na psich wystawach o obejrzenie charakterów niektórych psów – agresorów na żywo. Które chcą cię zabić tylko dlatego, że przechodzisz obok. Agresję wykazują w stosunku do ludzi, którzy chcą pogłaskać, sędziów, bycie obok ich klatki czy sama obecność innego psa w pobliżu. Ci chorzy ludzie chcą takie psy rozmnażać, kończą z nimi championaty!! O tym przede wszystkim należy mówić i myśleć. Widziałam także lanie psów przed wejściem na ring (gdzieś na uboczu) aby nie ośmieliły się ugryźć sędziego. Poza pseudo-wolontariuszami wielu hodowcom należy się kop w doopę.

  11. wojanga

    zgadzam się w 100% – sama jestem posiadaczka psa, który miał być łagodny a nie jest (w stosunku do innych zwierząt). I ogromnie żałuję, ze hodowca nie uprzedził nas, że tak może być. teraz, mając 7letniego psa, mam pozamiatane. I tak jak autor pisze – trzeba się pilnować w baaardzo wielu sytuacjach, jest się skrępowanym, czujnym i pilnuje się na spacerach czy jakiś kundelek/york/golden bez smyczy nie podejdzie zbyt blisko. W ogóle się nie dziwię, że właściciele oddają takie psy. Nie rozumiem jednak tych pseudowolontariuszy/pracowników którzy bez mrugnięcia okiem oddają ludziom psy agresywne. prosta droga do nieszczęścia…

    • Woo

      Twierdzisz, że zachowanie Twojego siedmioletniego psa jest winą hodowcy? Poważnie?

    • Paula

      I znowu jest pomieszanie.
      Tekst dotyczy agresji w stosunku do ludzi i o nieinformowaniu potencjalnych adoptujących o takich zachowaniach.
      Agresja w stosunku do innych psów jest bardziej lub mniej wpisana w charakterystykę rasy i, jeśli mamy psa z rasy która ją wykazuje, wymaga to po prostu mnóstwa pracy od pierwszych chwil. Po 7 latach to faktycznie pozamiatane.

      • “Po 7 latach to faktycznie pozamiatane.”
        Śmiem się nie zgodzić 🙂

        • l.

          Łukasz po 7 latach nie, że nie jest to możliwie,ale statystycznemu Kowalskiemu brak kompetencji i wiedzy by pracować z psem i wiem, że niektórych nawyków nie da się wyplenić, tak z ludzi, jak i ze zwierzęcia. Odruch Pawłowa…Niestety, wiem z doświadczenia niekóre rzeczy da się wypracować,ale nie chodzi o to, żeby żyć z psem i kontrolować każdy swój ruch… I chodzi też o to, by przed adopcją informować o historii psa( na tyle, na ile jest znana), a nie robić z psa landrynki i opowiadać bajek weźmiesz śłitaśnego pieska, On pierwszego wieczoru zaśnie z Tobą na podusi , pokocha Cię od pierwszego wejrzenia i będziecie żyli długo i szczęśliwie, a czas gdy będziesz 10h w pracy On prześpi. Miałam na dt wiele psów pokiereszowanych przez los i wiem o czym piszę.

  12. Świetny tekst.

  13. Piękny tekst, powinnam podsyłać go osobom zwykłym nazywać się osobami ratującymi psy z ulicy, a dokąłdniej ten fragment: “Dodajmy, że część obrońców zwierzątek cierpi na tak poważne sieknięcie w mózg, że przestawiła im się skala wartości i ludzkie życie i zdrowie nie jest dla nich warte tyle, co tzw. dobrostan zwierzątka. Słowem, nie widzą niczego złego w narażaniu ludzi na niebezpieczeństwo. ” Takie osoby z wielkim zadowoleniem wylewają hektolitry wymiocin na osoby, które znalazły psa/kota/ptaka i którego chcą oddać do schroniska. Co w tym złego? Już tłumaczę (też długo tego nie rozumiałam w czym problem). Z punktu widzenia takich osób, osoba która znalazła zwierzę powinna wziąć go od razu go na DT lub adoptować i nie obchodzi ich inne zwierzę w domu, dzieci, brak, czasu środków czy choroba znalezionego sierściucha. W efekcie czego takie osoby w przyszłości nie zlitują się więcej nad potrzebującym zwierzęciem, bo po co narażać się na hejty, że idzie się na łatwiznę, kiedy docelowo chciało się dobrze. Ale takie osoby chyba tego nie rozumieją, że nie każdy chce mieć psa, ale to nie znaczy, że musi być nieczuły na cierpienie zwierząt. I właśnie wtedy objawia się tak pięknie sprecyzowane sieknięcie w mózg.

    • bingo

      Czytając różne tu komentarze, dochodzę do wniosku, że teraz powinien powstać tekst o ludziach mających żal do ludzi mających żal. O hejtujących tych, którzy hejtują i o tych, którym wydaje się, że wiedzą więcej i lepiej od tych, którym wydaje się że wiedzą więcej i lepiej.

    • l.

      Calkowicie się z Tobą zgadzam. Decydując się na zwierzę, solidnie musimy sobie przedyskutować i przekalkulować, czy nasz plan piętnastoletni przewiduje kolejne zwierzę w domu. Bo to nie tylko kolejna mordka do miziania, ale też poświęcony czas, pieniądze( i nie są to drobne, bo gdy zwierzę zaczyna chorować….) i też dobro innych naszych podopiecznych. Uważam, że schronisko jest lepszym wyjściem niż zostawienie psa czy kota na ulicy.

      • Hola Ani si puedes participar en mi concurso puedes hacer una receta que sea de cualquier familiar tu sola y la foto la que tu quieras que te recuerde ese familiar.

  14. l.

    Zrezygnowałam z bycia domem tymczasowym, gdy pies w nocy rzucił mi się na kilkuletnie wówczas dziecko, które szło do toalety. Był to buldog francuski i skończyło się szczęśliwie, bo chwilę wcześniej obudziłam się ja…Buldoga oddała rodzina z malym dzieckiem, bo… tylko ..skakał na malca…Rankiem zawiozłam psa do hotelu…Też mi się dostało od wielu, że przecież biedny piesio, że moglam poczekać do znalezienia nowego dt itd… Nie jestem panikarą, nie był to mój pierwszy pies na dt, sama mam mam duże psy od zawsze, ale ten mały kurdupel mnie przestraszył. Jak słyszę, że pies musi szybko znaleźć nowy dom i teraz już nieważne z jakich powodów, bo zawinili właściciele zapala mi się lampka w głowie. Nie każdy potrafi podporządkować sobie psa, często psy się rozpieszcza chcąc wynagrodzić mu dotychczasowe zło, gdy trzeba od razu ustalać zasady, wychowywać…Nie podoba mi się też to, że np. owczarki kaukaskie wydawane są tylko na kanapę, nie do budy.. Nasz mastif pirenejski ma wstęp do domu, ale śpi na dworze, ma solidną budę i gdybyśmy chcieli go zatrzymać w domu na noc, zeżarłby nam drzwi by wyjść ma silną potrzebę kontrolowania swojego terenu. Nie mówię tu o ekstramalnych przypadkach gdy temp. spada poniżej -10 stopni itd. Nie uczłowieczajmy zwierząt na siłę. Jest jeszcze jedna sprawa utrzymanie czystości w domu. Nie każdy pies jest wstanie się tego nauczyć, w sytuacji , gdy nigdy nie mieszkał w domu( dzikie psy wyłapywane)- to też trzeba uświadamiać, że jest to proces nauki,ale nie zawsze się udaje.

  15. Beata

    Doskonały artykuł.Autor dobrze i ze znawstwem ogarnia temat.Wiem o czym pisze ponieważ sama jestem posiadaczką problemowego psa.Nie jest to pies duży,taki do kolan,po matce spanielce a ojcu?cholera go wie…:) Mam go pięć lat i raz był oddany na wieś do znajomej skąd po prostu zwiał i wrócił.A dlatego,że przejawiał daleko idące wręcz niebezpieczne-pilnowanie zasobów.Do tego stopnia,że pogryzł w domu niemalże wszystkich,łącznie ze mną.Moja wina,bo go nie układałam,nie ustalałam z nim zasad,robił co chciał.W końcu przebrała się miarka jak do ręki skoczył córce i bardzo ją pokaleczył.MUSIAŁAM UŻYĆ SIŁY I PO PROSTU SPUŚCIŁAM MU ŁOMOT ILE WLAZŁO.Co miałam zrobić?Szkoda mi go było ale bardziej płaczącej córki.I ZAPADŁA DECYZJA-WYPAD Z DOMU JAK SIĘ NIE UMIESZ ZACHOWAĆ.Nie chciałam wydawać na niego wyroku śmierci,nie jestem zwolenniczką usypiania zwierząt z byle powodu.Zbrodniarzy w więzieniach nie rokujących nadziei na poprawę także trzeba byłoby uśpić po co ich utrzymywać?Po czterech dniach bestia wróciła.I został.Cwany- wie że jak ugryzie to oberwie-mam prawo się bronić.Ale…uspokoił się.Wypracowałam z nim pewne zasady(gryzie tylko w określonych sytuacjach,gdy mu się coś odbiera).A ja mu nie zabieram ani miski,ani zabawek,sam nieraz włazi na kolana aby się przytulić i mamrocze pod nosem jak coś od mnie chce.Całe życie miałam psy gorsze od niego które nas nie gryzły.Myślę że to doświadczenie bardzo mi się przyda na przyszłość choć Bóg jeden wie ile mnie to kosztowało.Jestem realistką dzięki temu-nie każdy pies nadaje się do resocjalizacji.Mówiąc szczerze-nie odważyłabym się na decyzję o psie niebezpiecznej rasy .

  16. Zuza

    Całkowicie się zgadzam. Też zostaliśmy w ten sposób “wpuszczeni w maliny” przez pracowników schroniska. Nosiliśmy się dosyć długo z zamiarem adopcji, wybraliśmy psa z niewielkimi szansami na znalezienie mu domu. Z informacji od pracowników (o które naprawdę mocno zabiegaliśmy, chcieliśmy wiedzieć jak najwięcej) i ze strony schroniska wynikało, że pies został odłowiony jako kilkumiesięczny podrostek, kilka lat spędził już w schronisku, są z nim problemy, wykazuje agresję lękową w stosunku do obcych ludzi, ale do tej pory zdarzyło mu się raz ugryźć – wolontariuszkę, która nieopatrznie wsadziła łokieć przez kratę. Po całym procesie przedadopcyjnym, po kilku tygodniach wizyt w schronisku w celu oswojenia się psa z nami, w dniu kiedy zabieraliśmy go do domu, czekając już tylko na dokumenty adopcyjne, jednej z pracownic “wymsknęło” się, że pies był już kiedyś adoptowany i bardzo szybko zwrócony przez dotkliwie pogryzionych przez niego ludzi… Byliśmy w kropce, lecz wobec nas przez te tygodnie nie okazał nawet cienia agresji więc w końcu zdecydowaliśmy się zaryzykować i zabraliśmy psiaka do domu.
    Jednak nie wyobrażam sobie jak można było tak ważną informację pominąć, powinna być podana od razu przy jakimkolwiek zapytaniu o tego psa…

    • Ewa

      Przeżyłam w realu taką historię. Wzięłam psa ze schroniska, o psie nic nie wiedziałam. Był opis, że pies taki biedny, przerażony. Achy, ochy wolontariuszy. Myślałam, że oni się tym psem opiekują i go znają. Wzięłam psa, byłam przez pewien czasu bohaterem internetu. Było super. Aż pewnego dnia rzucił się na mojego Kajtka, chwycił go za szyję i dostał ściskoszczęku. Udało mi się Kajtka uwolnić tylko dlatego, że złapałam psa za obrożę i skręciłam w ręce przyduszając psa. A potem było już tylko gorzej. Jeszcze nie wierzyłam. Przecież miał być taki miły, fajny, przytulaśny. Pewnie się mylę. Oddałam psa na szkolenie do znajomych ludzi. I tam rzucił się na właściciela. To był atak furiata, zęby na wierzchu i piana z pyska. Bez żadnego powodu. No coś mu się po prostu nie spodobało. Dobrze, że facet miał doświadczenie. Wspólnie postanowiliśmy, że go uśpię. To pierwszy i ostatni raz. Nigdy nie zakocham się w psie na podstawie zdjęcia i opisu wolontariuszek. Dodam jeszcze, że pies był duży. 40 kg z hakiem.

  17. Barbara

    ‘Psy i Ludzie’ – znam Twoje rozsądne i mądre komentarze zamieszczane w innych miejscach, dlatego z ciekawością zajrzałam tutaj. Jak to fajnie przeczytać mądry, wyważony i w 100% trafny a do tego świetnie napisany tekst. Dziękuję.
    Szkoda, ze nie można tego skopiować i wrzucić na kilka for lub Wydarzeń, bo będzie się natychmiast odsądzonym od czci i wiary sadystą i oblanym wszelkimi możliwymi fekaliami słownymi. Szkoda, bo nawet jeśli tylko kilka osób wzięłoby sobie to do serca, przemyślało i starało się zastosować, byłoby znacznie mniej przykrych bądź strasznych wypadków i nie odstręczało sporej grupy fajnych, dobrych ludzi od pomysłu adopcji dorosłego psa.

  18. Anna

    Ja nie jestem zachwycona tekstem. Sorry…
    Doskonale rozumiem jego przekaz, przyznaje – takie są fakty, ale widzę też tendencyjne pisanie. Jaką wartość ma tekst napisany jednokierunkowo? W moim mniemaniu tylko ogranicza perspektywę, zwłaszcza ludzi nie obcujących blisko z problemem adopcji. I to właśnie taki tekst może spowodować lawinę spadku adopcji. Ale nie o tym…
    Chciałam zaznaczyć, iż jeśli autor miał na celu uświadomienie społeczeństwa ( a nie tylko stygmatyzację ” bęctatusizmu” ) to powinien zawrzeć też inne, tak samo istotne fakty. Nic nie jest czarno- białe, zwłaszcza w Polsce, gdzie jeszcze wszystkie problemy społeczno- polityczne mają co najmniej trzecie lub czwarte dno…
    Nie bede wymieniać co powinno byc jeszcze zawarte w tekscie. Ale zadam kilka pytań, które skłaniają do myślenia i może nawet jakiejś konstrukcji??
    – dalczego tak się dzieje z ludzmi?
    – do czego ludziom potrzebna jest wysoka wyadoptylalność?
    – dlaczego w wiekszości przypadków nikogo nic wiecej nie obchodzi jak liczba wyadoptowanych psów?
    – z iloma psami tak sie dzieje?
    – czy “moda na adopcje” może zaszkodzić psom?
    – dlaczego tak ważnym tematem zajmują się ludzie niekompetentni?

    p.s. poza tym wszystko co złe to na psa. czemu nikt nie powie głośno, że takich ludzi jak ” gryzących psów” jest znacznie wiecej w społeczeństwie. agresywnego psa najlepiej uśpić, ale faceta bijącego żone i dzieci najlepiej nie widzeć ani nie słyszeć…

    • Waldorf

      … a w Ameryce Murzynów biją! Ops. W dobie panującej politpoprawności – nieaktualne 🙂
      Chociaż akurat Obama coś lamentował ostatnio na ten temat. :

  19. Ewa

    Cudowny i wspaniały artykuł za który dziękuję. Kocham psy ale to nie są pluszowe zabawki. Pomimo ogromnego doświadczenia z psami nigdy nie odważyłabym się wziąść psa agresywnego.

  20. ludzie psom … i innym zwierzakom zgotowali ten los !!!! Jak można nazwać sytuację gdy właścicieli pies pogryzł kilkakrotnie a mnie nie . Gdyby właściciele obserwowali swojego psa to pogryzienie nigdy nie miało by miejsca.
    Pies wyraźnie po psiemu ostrzegał zachowaniem , mimika mordki i ciałem swoje nastawienie i fakt żę nie był zadowolony z określonej sytuacji. Gdyby właściciele psów częściej obserwowali swojego pupila z pewnością do pogryzień by nie dochodziło . Bo tak naprawdę ludzie prowokowali swojego pupila nie zastanawiając się nad swoim zachowanie i mając gdzieś sygnały ostrzegawcze niezadowolonego czworonoga. Wielka szkoda że w Polsce nie ma zaklinaczy psów z tak wielkim serduchem jak znany nam meksykańczyk. Mogę tylko się pochwalić że przez całe moje życie miałam psy lecz żaden mnie nie pogryzła ,nawet takie które gryzły swego opiekuna mnie nie ugryzły 🙂 . Lubie psy , wszelkie zwierzaki i nie prowokując ich swoim zachowaniem nie stwarzając sytuacji w jakiej czułyby sie w jakiś sposób zagrożone nigdy nie zostałam ugryziona.

    • Waldorf

      No to może czas na własny program 🙂
      A bardziej na serio: coś niecoś piszę w tekście o tej postawie “mnie żaden piesek nie pogryzł więc wiem wszystko, a ludzie są głupi”. 🙂

    • Bożena

      Jasne, można – na ogół – przewidzieć zachowanie psa, atak. Choć nie zawsze. Są psy, które gryzą bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Tylko dość trudno jest żyć normalnym życiem zachowując się jak saper na polu minowym. Oczywiście – sama wielokrotnie dawałam wskazówki jak się zachować, żeby pies nie zaatakował, żeby go nie sprowokować. Jeśli psiakowi wali od czasu do czasu w konkretnych sytuacjach – można zachować ostrożność i pracować z tą konkretną sytuacją. Ale jeśli pies jest kompletnie nieprzewidywalny, ataki zdarzają się bez ostrzeżenia, a w domu są dzieci – zwykle o wiele mniej przewidywalne niż jakikolwiek pies – nie byłabym dobrej myśli…

  21. Bożena

    To prawda, że wiele psów staje się agresywne z winy człowieka. Tylko co z tego? Czy dlatego mają nas pogryżć czy zagryźć nadze dziecko?! Choć uważam, że nie wszystkie. Może to niepopularne, co napiszę, ale uważam, że zdarzają się psiaki, po prostu, z paskudnym charakterem ( oczywiście według naszej skali oceniania). Tak jak ludzie – bywają różni. Wychowanie MA znaczenie, jasne, ale trafiają się przypadki agresywnych, trudnych dzieci w bardzo spokojnych, dobrych rodzinach. Rzadko, ale zdarza się. Tak bywa i z psami. Owszem, można z nimi żyć, a w sprzyjających okolicznościach nawet mogą stać się w miarę bezpiecznymi psami, ale te ” sprzyjające okoliczności” zwykle wyrastają ponad normę przeciętnej polskiej rodziny adoptującej psa. To oczywiście margines, większość dorosłych psów z problemem agresji ma za sobą trudne doświadczenia, czasem przemoc, czasem porzucenie czy zaniedbanie… Tylko – powtarzam – co z tego?! Wymagają resocjalizacji, prawda. Tylko kto ma się tego podjąć? Nowy właściciel? Ilu jest w Polsce dobrych specjalistów, którzy podjęliby się pracy z dużym, agresywnym psem, którego prowokuje niemal wszystko? Ja – przyznaję się bez bicia – nie! A bywają takie przypadki. Byłam dawno temu na wizycie u psa, który rzucał się jak tylko – bardzo delikatnie – ruszyłam ręką. Szczęśliwie miał kaganiec. Był młody (prosto z hodowli, nie miał żadnej traumatycznej przeszłości!), uwielbiany przez właścicielkę ( pogryzł ją tylko raz, reszta rodziny bardziej ucierpiała), która bardzo chciała go “ratować”(pomijam, że dała za niego kupę kasy, był bardzo rzadkiej rasy). Ja, w naiwności swojej, chciałam wtedy z nim “pracować”. Szczęśliwie dla mnie, choć nieszczęśliwie dla psa, zanim doszło do następnej wizyty piesek pogryzł znowu kogoś poważnie, no i właścicielka, namawiana od tygodni przez wetetynarza, adwokata ( miała sorawę o poprzednie pogryzienie) zdecydowała się go uśpić. Płakałam razem z nią. Do tej pory jest mi bardzo smutno, gdy o tym myślę. Choć teraz wiem, że zapewne nie dałabym z nim rady… Być może kto inny by sobie poradził. Właścicielka była dość zamożna, teoretycznie mogła szukać specjalisty w całej Polsce. Ale nie wszyscy opiekunowie takich psów mają pieniądze, niezgłębione pokłady cierpliwości, plastrów, środków odkażających itp. I niektórzy mają dzieci – a to – moim zdaniem – bariera nie do pokonania do adopcji psa z problemem agresji

  22. Malaya

    Normalnie jakbym czytała o swojej adopcji. Adoptowałam psa z jednej z fundacji, dostałam namiar na osobę u której jest piesek na tymczasie. Pojechałam do Pani, rozmawialiśmy , piesek cudak słodziak extra. Dla mnie najważniejsze było jak piesek w stosunku do dzieci. Odpowiedż była jedna: on dzieci to by zalizał, kocha dzieci krzywdy nie zrobi. Pani była poinformowana , że mam 2 małych dzieci w czym 1,5 roczną córkę. Wiedziałam , że piesek ma problemy odnośnie zakładania obroży , więc dzieciaki były pilnowane by czasem za obrożę nie łapały. Miałam kontakt z behawiorystką która z pieskiem ponoć pracowała. W pierwszy dzień piesek był zajęty naszą owczarką, w drugi dzień wyrwał synowi jedzenie z ręki, w 3 dzień syna ugryzł w rękę(naszczęście narobił mu tylko siniaków) bo syn odwrócił się w trakcie tego jak pies wyrywał mu kanapkę z ręki. Był tel do pani behawiorystki jak z nim współpracować by to nie miało więcej miejsca. Potem mieliśmy akcję gdzie niewiadomo czemu pies podszedł na podwórku do córki i zaczął na nią warczeć i kilka dni później rzucił się na kolegą syna. Piesek natychmiast wrócił na tymczas a mnie obsmarowano , wylano mi pomyje na głowę, że jestem nieodpowiedzialna itd. Przykro mi się zrobiło bo jak na mnie psy wieszano nikt nie napisał ( a obsmarowała mnie najbardziej pani która psa mi wyadoptowała, która ma swoją hodowlę i jeździ z pieskami na wystawy i w ogóle) jaka sytuacja była, co było powodem , że piesek wrócił. Okazało się , że pies nigdy nie miał kontaktu z dziećmi. chciałabym adoptować psa ae nie zaufam już fundacji , żadnemu człowiekowi. Byłam pogryziona przez psa, wiem jaki to ból i fizyczny i psychiczny i nigdy nie naraże swoich dzieci na coś takiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *