Brobdingnagowie kontra Lilipuci

w3

wolfhound-and-company

Guliwer, bohater powieści Jonathana Swifta trafił w swoich podróżach do przeróżnych krain, między innymi do kraju małych ludzików – Liliputów, gulliver1 by potem poczuć się wyjątkowo mikrym wśród ogromnych mieszkańców Brobdingnagu.

Jacek Kaczmarski w swoim cyklu „Podróże Guliwera”  śpiewał zaś: „Jak ciężko żyć wśród małych ludzi, którzy sięgają do obcasa…. aż chce się zdeptać – nie pobrudzić – i nie pamiętać pięknych zasad” żeby zaraz potem dodać: „Dobrze jest żyć wśród wielkich ludzi, z ich siłą siebie nieświadomą, zainteresowanie budzić małością, w straszne myśli płodną…” .*)

Wszyscy znamy tę czy inną wersję przygód swiftowskiego podróżnika, choćby tę z rysunkowego filmu, no i pewnie pamiętamy te historie o dużych i małych.

Jak się czasem przysłuchać dyskusjom, prowadzonym przez fankluby psów obu wielkości, to (poza zrozumieniem, co w realu może oznaczać „twórcze zarządzanie konfliktem”) należałoby uznać że w zasadzie w zbiorze „psiarze” znajdują się przeciwstawne podzbiory: „ci od małych psów” i „ci od psów dużych” i są one (sądząc po temperaturze sporów) rozłączne. A może wręcz chodzi o dwa różne gatunki zwierząt?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to znany fakt. malibu-dogWedług właścicieli psów dużych ci od malców są ciężko przewrażliwionymi przygłupami którzy nic, tylko łapią swoje roztrzęsione (i wrzaskliwe) pieski na ręce, zamiast je przyzwoicie socjalizować; blachary, tipsiary, sebixy i tak dalej.

I vice versa – ci od miniatur oceniają właścicieli dużych psów jako rozpychających się łokciami tłuków nie szanujących cudzej przestrzeni i pozwalających na potencjalnie niebezpieczne sytuacje tudzież nie biorących odpowiedzialności za szkody.

Każdy ma swoje wyobrażenie o tym, co, mianowicie, powinni robić oraz myśleć przedstawiciele wrogiego klanu.

Na przykład ci od malców muszą je socjalizować i to intensywnie bo od tego noszenia na rękach te psy głupieją.

A ci od dużych to, panie, smycz, kaganiec, a najlepiej klatka na kółkach bo kto puszcza luzem lamparta w naszej wysoce rozwiniętej cywilizacji.

Poza tym właściciele maleństw powinni z zadowoleniem przyjmować fakt że ich mikrus stał się ośrodkiem zainteresowania dużych psów najwyraźniej chcących sprawdzić co, mianowicie, ma on w środku, a ci od dużych – nauczyć swoje zwierzaki że mają ze stoickim spokojem znosić zaczepki małych upierdliwców, w końcu taki mały to nic nie zrobi.

not-funnyNo więc tym mędrkom od socjalizacji toy teriera z przypasionym labradorem mogę jeno rzec, że brak wyobraźni smutna sprawa, a cienkie kostki potrafią się złamać pod ciężarem radosnego kolesia o psychicznej i fizycznej konstrukcji tarana jak zapałki.

I tak, wiele miniaturowych psów bardzo źle sobie radzi ze zgiełkiem, hałasem i poczuciem przytłoczenia (także psychicznego), dlatego nie kochają gdy nad nimi piętrzą się zwierzęta wielkie niczym góra. Nawet jeśli te góry są przyjazne, to nadal pozostają górami które mogą malca przywalić.

Wystarczy wyobrazić sobie perspektywę świata oglądanego z wysokości dwudziestu centymetrów nad podłożem.

Czy my lubilibyśmy żeby – bez żadnych ograniczeń – bawił się z nami, a raczej NAMI, koń rasy Shire?

Jaką możliwość protestu ma mały pies? Kiedy rottweiler nieruchomieje, patrzy na kogoś ciężkim wzrokiem i prezentuje harmonię zębów, to wszyscy wycofują się na z góry upatrzone pozycje. big-bossGdy robi to mały piesek, budzi to skrajne emocje, od rozczulenia po nieco złośliwą chęć podrażnienia – ale bardzo rzadko wymarzoną reakcję, o którą prosi malec: odwal się!

Po paru takich doświadczeniach każdy z nas zrobiłby się nieco nerwowy i zirytowany.

Stąd opowieści o histerycznym zachowaniu psich kruszyn, które na dodatek bywają lękliwe – niestety hoduje się je na wzrost i wygląd, rzadko na charakter.

Miniatury stosunkowo często padają też ofiarą słabego wzroku psowatych. Ich mikry wzrost, za to szybkie ruchy łatwo uruchamiają u większych psów popęd łowiecki; bywało, że biegnący mały pies został poturbowany niejako zastępczo – bo polujący na niego większy zwierzak najpierw dogonił i złapał, a potem dopiero zajarzył że to, co schwytał, to po prostu drugi pies, a nie kot, kret, wiewiórka. Tyle że mleko już się wylało…

Do właścicieli malców też mam kilka uwag: pierwsza jest taka, żeby nie zakładali z góry, że każdy większy od walijskiego teriera pies w zasięgu wzroku nic, ino czai się, jak by tu ich pieska pożreć, a kośćmi ofiary wyczyścić sobie zęby.

small-and-largeDruga zaś, że wśród olbrzymów można stosunkowo łatwo wyszukać miłego flegmatyka zajętego sobą i własnym światem o powolnych ruchach i – że tak powiem – raczej żółwia, niż zająca, i z takim zacnym wielkopsem warto naszą miniaturę zapoznać. Niechże się przekona, że nawet ktoś kto jest od niej kilkanaście razy większy i cięższy (i ma taaakie duże ZĘBY!) bynajmniej jej nie zagraża. A, w sumie, nawet fajnie jest mieć takiego kumpla za którym można się w razie czego schować.

No i każdą miniaturę – każdą, wliczając w to wyjątkowo rachitycznego chihuahua typu „teacup” – można nie tyle szkolić, co wychowywać. Fakt, że piesek jest mały nie może oznaczać automatycznego rozgrzeszania wszystkich jego wybryków, zwłaszcza ciągłego jazgotania, atakowania innych psów, wbijania się w nogawki przechodniów i tak dalej.

Wystarczy zastosować prostą technikę: czy pozwoliłbyś na to…, to…, to oraz tamto swojemu psu gdyby nie był rozmiarów przeciętnej świnki morskiej, a – powiedzmy – przeciętnej owcy?

Zasadniczo najprostszym sposobem wydobycia się z odwiecznego plemiennego konfliktu jest zaopatrzenie się w psiego giganta oraz, jednocześnie, w mikrusa. Wtedy człowiek jest jednocześnie po obu stronach barykady a raczej robi w niej wyłom i siedzi pośrodku. Doświadcza satysfakcji właściwej posiadaczom psów obu wielkości – jak również zbiera bęcki przynależne i „temu od małych” jak i „temu od dużych”.

Pełnia człowieczeństwa, jeśli mogę tak powiedzieć.

teamŻycie staje się barwne i stawia przed nami nowe wyzwania, na przykład standardem jest że sprytny i ruchliwy mikrus wkrótce owinie sobie ogroma wokół cienkiej jak patyczek łapy i zacznie wykorzystywać dużego kolesia w charakterze broni („mój starszy brat ci pokaże!”). Kiedy jest się mikropsem z Dużym Kumplem, wystarczy wskazać obiekt i zajazgotać: „Gucio! Tego! Tego zabij!”, wybiec metr w kierunku ofiary a następnie, kiedy Gucio wystartuje z tętentem od którego trzęsie się ziemia, szybciutko się wycofać i obserwować z satysfakcją jak Gucio rozsmarowuje przeciwnika po asfalcie.

Jako właściciela dwóch przeciwieństw nie ominie nas też przyjemność słuchania klasycznych dziecięcych spostrzeżeń: „patrz, mamusiu! tata i synek!” (wiadomo: duży tatuś z małym synkiem na spacerze).

angel-and-devilA propos, mówi się że przeciwieństwa się przyciągają… i coś w tym jest. Najczęściej to duży w takim związku jest trochę poszkodowany bo mały nie dość, że szybszy i ruchliwszy i częściej robi go w bambuko, to jeszcze bywa skarżypytą i niechże tylko coś…, kiedyś…, jakaś kłótnia czy inne spięcie to wystarczy żeby się poryczał, a wszyscy go pocieszają a rugają dużego, no bo niech uważa, biedne maleństwo mogło zostać uszkodzone…!

Nic to, burze przechodzą; najczęściej w takiej mieszanej rodzinie panuje pokój i sztama oraz tkliwe uczucia.

Czego Państwu nieodmiennie życzę na ten Nowy Rok.

 

 

*) Jacek Kaczmarski „Podróże Guliwera. Liliput” oraz „Podróże Guliwera. Brobdingnag”.

One thought on “Brobdingnagowie kontra Lilipuci

  1. Joanna

    Niestety ludziom wyobraźni nie wystarcza: https://www.facebook.com/1792458947635537/videos/1803467593201339/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *