Co szkodzi owczarkowi

statler3

Jak wygląda prawdziwy koszmar niejednego hodowcy eksterierów? Organizacja z którą żyje w pasożytniczej symbiozie zaczyna regulować i zmieniać. Taka np. Skandynawia walczy z rozmnażaniem ras brachycefalicznych, nawet Polskę dopadł w końcu zakaz obcinania uszu i ogonów, a teraz BKC zakazuje na wystawach podwójnego handlingu w rasie owczarek niemiecki. No i co jeszcze każą w ich doskonałych w formie rasach zmieniać? Skandal i powrót do średniowiecza!

Acha – gdyby tylko cofnięcie się o choćby 100 lat było możliwe – nie tylko owczarki, ale większość ras zyskała by na dobrostanie. Spokojnie – Kluby kynologiczne specjalizują się w ruchach pozornych, a więc nic poważnego degeneracji hodowlanej na razie nie grozi.

Brytyjski zakaz wystawowego „wspomagania” czyli double handlingu jest bezpośrednim skutkiem tego, że masy przyjrzały się bliżej suni, która wygrała rasę na Crufts –  Cruaghaire Catoria.

Ot taki tam przykład ledwo-co-łażącego-z-pokrzywienia eksteriera, który cieszy serca sędziów rasy i wprawne oko przykładnego hodowcy.
Ku wielkiemu zdziwieniu kynologicznych związkowych ekspertów i biednego właściciela suni (no przecież wystawowy weterynarz ją dopuścił), zrobiła się afera na sto dwa.

BKC nie tylko poczuł się zobligowany przyjrzeć bliżej problemom w rasie, poczuł się zmuszony działać (a na całym wielkim świecie nie ma nic czego związki hodowców psów rasowych nie darzą większą niechęcią niż działanie).

Jak sam klub uzasadnia „różne podejmowane do tej pory próby poprawienia sytuacji przyniosły bardzo małe efekty. Te działania mają służyć naprawie szkód nie tylko w tej rasie, ale we wszystkich rasach.
Czytaj: BKC ma nadzieję, że zadowoleni widzowie raczą odwalić się od pozostałych ras, a przynajmniej na jakiś czas będzie spokój.

Żeby stłumić widniejące na horyzoncie protesty działacze klubu na wstępie przyznali, że chcieli wyrejestrować rasę, ale w obawie przed rozpierzchnięciem się hodowców do innych (gorszych) klubów, postanowili jednak wprowadzić po prostu zmiany.

Innymi słowy: wiemy, że robimy za mało i źle to wygląda, w związku z czym zróbmy coś spektakularnego bo nie mamy wyjścia – udawajmy. Postarajmy się tylko za bardzo nie rozsierdzić hodowców bo ich cenne sterlingi trafią do kieszeni konkurencji i tyle z tego będziemy mieli.

Jak cynicznie podejrzewam,  staranne kalkulacje klubu wykazały, że wprawdzie bolesną, ale jeszcze ofiarą „do przełknięcia” zostanie double handling.

Rzekomi eksperci na prośbę klubu wszczęli dochodzenie, które wykazało, że haniebna ta praktyka nie tylko stresuje psy, ale sprawia, że zachowują się w ringu nienaturalnie!

Trzeba przyznać, że beznadziejnie rozwrzeszczany i rozgwizdany ring owczarków na wystawach nie jest dla zwykłych ludzi pociągający, a brak tego cyrku z pewnością przyczyni się do spokoju zwierząt na sąsiednich ringach. Skąd jednak ci światli specjaliści (tfu!) behawioryści wzięli pomysł, że rozglądający się pies, z podniesionymi uszami i ogonem to pies doznający stresu i lęku – nie mam pojęcia.

Proszę państwa: od dziś wiemy, że jedną z ciemnych stron hodowli i zarazem gwoździem do trumny rasy owczarek niemiecki był fakt zainteresowania zwierzęcia zabawką lub znajomą osobą. Dzięki postępowi i światłym zmianom wprowadzonym przez klub, któremu na sercu leży przede wszystkim dobrostan psów, ta okrutna praktyka zostaje zbanowana.

Wyraźnie zestresowany dog niemiecki księcia Kentu
“Widocznie zestresowany” dog niemiecki księcia Kentu

“Chaotyczne ruchy i wyraźnie przesadzona sylwetka to kolejne aspekty którym przyjrzała się grupa ekspertów” – czytamy w oświadczeniu BKC.

Klub wierzy, że jak będzie bardzo udawał to wszyscy uwierzą, że jest wielbłądem. Oj chyba jednak nie.
Problem budowy ONków nie ma wiele wspólnego z tym czy jeden pacan z drugim pacanem biegają z nimi po ringu i wokół niego.
Sylwetka w biegu zawsze wygląda korzystniej i dlatego psy biegają na wszystkich ringach i we wszystkich rasach. We wszystkich też rasach handlerzy starają się doprowadzić do tego żeby pies był pobudzony bo lepiej się wtedy prezentuje.

Z faktu że wokół ringu ktoś pokrzykuje nie wynika, że rasa jest nadpobudliwa.
Rasa jest nadpobudliwa i nadszczekliwa bo nikt w eksterierach nie robi selekcji na charakter. I z pewnością każdy wystawowy owczarek niemiecki będzie demonstrować swoją wrodzoną nerwowość bez double handlingu tak samo świetnie, jak robi to we wszystkich codziennych sytuacjach.

Każda próba skutecznego wyłapania wad budowy i widocznych chorób na wystawowym ringu powinna zacząć się od zakazu biegania w ringu. Nic tak bezlitośnie nie uwydatnia słabych frontów, przebudowanych zadów czy nerwowości jak spokojny chód. Wie o tym każdy wystawiający hodowca w związku z czym poświęca sporo czasu na studiowanie odpowiedniego tempa biegu dla swojego championa in-spe. Zainteresowanie zabawką świadczy przynajmniej o tym, że (póki co) pokazywany pies nie jest jeszcze tak tchórzliwy żeby na nic nie zwracać uwagi – a i to się jak wiemy zdarza.

Żadna wystawa nie powinna w ogóle mieć miejsca bez porządnych testów psychicznych, które dały by możliwość eliminacji psów nerwowych i bojaźliwych. Większość zasad prezentacji psa na ringu powoduje, że co poniektóre małe móżdżki cały kontakt z psem podporządkowuje zasadzie nie ruszać psa, bo na wystawie będzie robił coś nie tak. Jakby szkoleniowcy dostawali 10zł za każdym razem jak słyszą od hodowców, że nie mogą uczyć psa “siad” bo będzie siadał na wystawie, to mieli by całkiem niezły dodatkowy dochód. Są i takie rasy, w których normalną praktyką jest tupanie z pokrzykiwaniem bo standard mówi, że ogon ma być opuszczony. Nawet hodowca wie, że jak się tupnie i huknie to pies się przestraszy i w trymiga poprawi. Najwyraźniej to ekspertów nie martwi.

Żeby oddać BKC sprawiedliwość trzeba nadmienić że wprowadzili również zmianę w standardzie rasy owczarek niemiecki. Pojawił się mianowicie fragment, że owczarki muszą być w stanie „swobodnie i spokojnie stać bez żadnej dodatkowej pomocy”.

thumb

To napawa prawdziwym optymizmem. Będzie dobrze, rasa się poprawi – teraz wystawy nie wygra pies, którego trzeba podpierać jak stoi.

Przed nami lepsza przyszłość.

I tak oto jedyną wisienką na zgniłym torcie jakim są reformy Kennel Clubu jest myśl o tym jak jeden z drugim rozsierdzony hodowca zżyma się że mu “pracę” włożoną w naukę biegania za ukrytą zabawką spuścili do kanalizacji. A ja wiśni w torcie nawet nie lubię.

25 thoughts on “Co szkodzi owczarkowi

  1. Dorota

    Osobiście uważam, że sposobem wystawiania należy się w tej rasie zająć na samym końcu, jak już ogarnie się kwestię zdrowia (fizycznego i psychicznego). Ale na to się nie zanosi.
    Bo by było trzeba za dużo psów wyeliminować z hodowli, co znacznie bardziej rozsierdziłoby hodowców, niż stracony czas na naukę biegania za zabawką.
    Często bywam na wystawach, ale niestety rzadko ktoś prezentuje tam typowe użytki (jako takiego uważam “kundla” z prostym grzbietem – najczęściej wilczastej maści).

  2. Zofia

    Nie wiem, czy da się jeszcze uratować owczarki niemieckie. Brakuje tych użytków dla odbudowania rasy. Chyba że sięgniemy po psy o nieudokumentowanym pochodzeniu. Za to pojawiły się już tendencje pójścia w kierunku hodowli eksterierowych malinois. Widziałam już takie eksteriery snujące się po ringu z opuszczonym ogonem. W końcu po co belgowi temperament?? Niech się snuje, byle budził zachwyt.
    Ale co tam owczarki, goldeny będą za chwilę beczkowatokrótkonożne i zupełnie niezainteresowane aportem. Że nie wspomnę o rasach hodowanych chyba tylko po to, aby żadnemu lekarzowi weterynarii nie zabrakło klientów.

    • Dorota

      Ja uważam, że dużo by pomogło wprowadzenie klasy użytkowej we wszystkich rasach, w której mogłyby być wystawiane psy naprawdę wykorzystywane do prawdziwej pracy typu ratownictwo, poszukiwanie materiałów/wybuchowych/narkotyków, psy w służbach mundurowych, psy asystujące… Nie wszystkie takie psy są wykastrowane.
      Nie lubię sportowej obrony, testy psychiczne w Związku Kynologicznym już nie sprawdzają psychiki psa niestety. Powinny być wprowadzone szwedzkie testy.
      Od wielu lat jeżdżąc na wystawy i zawsze zakotwiczając się przy wybranej rasie, pilnie sporządzałam notatki na temat każdego psa (zachowanie i wygląd) obserwując go w ringu i poza nim, a także sposób traktowania przez wystawcę/hodowcę.
      To bardzo cenne spostrzeżenia, z których potem korzystałam kupując szczenię. Gorąco polecam robić to samo. Ale wtedy musi być rozumny nabywca, taki, co to nie nabywa psa pod wpływem impulsu, tylko z rozmysłem.

    • Statler

      Też rozmyślam, czy owczarki są do uratowania i skłaniam się do tego, że jednak nie. Na pewno nie przy takim zatwardziałym oporze materii jaką są miłośnicy pokręconych zadów, spondylozy i całej reszty chorób genetycznych. One już z użytkami mają bardzo mało wspólnego, a poprawianie było by psuciem użytków.
      Faktycznie czasem trafiają się takie fajne “w typie” i miewają do tego przyzwoity charakter.
      A eksterierowym maliniakom z temperamentu zostanie za chwile wyłącznie ogromna wrażliwość na bodźce – tak jak u reszty belgów.
      Pewna pani tłumaczyła mi kiedyś, że jej kompletnie wyprany z popędów golden zachowuje się właśnie tak jak powinien zachowywać się 100% retriever – one są od tego, żeby iść na polowanie i siedzieć przy myśliwym bo polowanie to całe godziny siedzenia 🙂 I wiedziała to bo powiedział jej tak prawdziwy hodowca – myśliwy.

  3. Statler

    Chyba brakuje ludzi zainteresowanych pracą z psami, żeby istnienie takich klas mogło zrobić jakąś różnicę. Większość ludzi ma też ograniczone możliwości i robienia czegoś i kontaktu z osobami, które wiedzą jak, a nie udają że wiedzą. Pewnie – jak się nie lubi obrony to zawsze można robić FH, tylko trzeba mieć od kogo się uczyć i to są nakłady czasu i pracy na jakie przeciętny hodowca nie jest gotowy. I dlatego przygotowanie takich ONków sprowadza się często do zostawienia ich u pozoranta, który zda z nimi testy po 3 miesiącach – czasem porządnie przygotowany, a czasami naprawdę fatalnie.
    Z drugiej mańki wyrastają teraz hodowle w dawno już nie pracujących rasach, gdzie pani hodowczyni o 2 miesięcznej swojej pociesze twierdzi, że to będzie pies do ratownictwa, a dorosłe psy ma tak ułożone, że nie da się u niej wypić herbaty bo po wszystkim chodzą (autentyk).
    Chyba lepszy brak klasy użytkowej niż niby-klasa-użytkowa. Te proste kryteria weterynaryjne i predyspozycji psychicznych naprawdę by wystarczyły, gdyby do nich porządnie podejść. A jakże skutecznie zniechęciły by niektórych hodowców do hodowli 😉
    Oglądanie psów zanim się kupi jest bardzo słuszne, ja tak nie mogę, bo ja jak wejdę na wystawę to natychmiast muszę wyjść – nie zdzierżam 😀

  4. Dorota

    Bo Golden Retriever ma być psem rodzinnym, znaczy kanapowym i uaktywniać się na max dwie godziny na dobę. Podobnie inne rasy, zwłaszcza te niepoddawane próbom pracy.
    A jakie ciekawe teksty można usłyszeć/wyczytać na forach od ich hodowców, to strach się bać.
    Pies ma dysplazję? No i co, od tego się nie umiera 😀
    Pies (reproduktor) ma nowotwór? W wieku dwóch lat? Oj tam, nie ma zdrowych psów.
    Pies musi zażywać “tabletki na grzeczność”? No ludzie też łykają psychotropy i nikt nie robi tragedii.
    Itd.
    To straszne, kiedyś może nie istniał tzw “chów emocjonalny zwierząt”, zwierzęta nienadające się do pracy zostawały zabijane, ale mimo to uważam, że tamte czasy były zdrowsze. I jakoś tak paradoksalnie bardziej humanitarne dla psów.
    Bo dramatem dla mnie jest podawanie psu psychotropów przez całe życie by mógł funkcjonować w społeczeństwie. I pomyśleć, że takie zwierzę jest jeszcze rozmnażanie :O Bo ładne.

    Brak klasy użytkowej? To też dobry pomysł.
    Albo powinna być klasa psów naprawdę pracujących, albo żadna. Logiczne.
    Bo teraz to – zwłaszcza w ONkach – większość szczeniąt niby to jest “użytkowa” bo to hasło-klucz dla nabywców. Fajnie brzmi.

    Reasumując: jakoś wolałabym o wielu rzeczach nie mieć pojęcia. Może nie trzeba było tak drążyć wielu drażliwych kwestii?
    Zazdroszczę czasem laikom takiej beztroski przy nabywaniu szczeniąt.

    O wetach to temat na osobną notkę. Przecież w ich interesie jest, by było więcej chorych zwierząt. W końcu muszą z czegoś żyć.

    Ogólnie podoba mi się ten blog. Jest zdroworozsądkowy.
    A to rzadki sposób podejścia do wielu kwestii.

  5. Zofia

    Klasa użytkowa nie rozwiąże problemu. Lepiej moim zdaniem uwolnić hodowców i przywrócić słowom ich znaczenie.
    Uwolnić hodowców – czyli pies rodowodowy+suka rodowodowa, oboje bez wad dyskwalifikujących=rodowodowe szczenięta. Plus bezwarunkowa informacja dla nabywcy – czy psy były wystawiane i z jakimi wynikami lub nie, czy rodzice szczeniaka byli szkoleni/pracują i z jakimi wynikami lub nie, czy szczeniaki dorastają w klatce, czy mają dostęp do świata ludzi. Nabywca ma dostać prawdziwe informacje – i niech wybiera, czego chce.

    Przywrócić wartość słowom – podobnie.
    Co to znaczy, że pies z oceną “dobry” na wystawie nie może być reproduktorem??? Dobry pies to dobry pies.
    I jeszcze taki “drobiażdżek” – pies może być reproduktorem po jednorazowym zaliczeniu testów (kretyńskich dla wielu ras) na ocenę dostateczną. Z wystaw powinien mieć trzy oceny doskonałe. To się nazywa zapisana w statucie ZKwP równa dbałość o eksterier i charakter, prawda?

  6. Dorota

    Uwolnić hodowców się już nie da.
    Za późno. Też jestem za stosowaniem przez sędziów pełnej skali ocen, ale zazwyczaj wszystkie psy dostają ocenę “doskonałą” bo wiadomo: wystawca płaci za wystawę, do surowego sędziego nie przyjedzie, a jak nie przyjedzie to oddział Związku organizujący wystawę nie zarobi. Więc surowych sędziów się nie zaprasza na sędziowania. Zamknięte koło.
    Oczywiście, ONek z prostym grzbietem, dajmy na to pracujący jako pies gruzowiskowy czy terenowy PSP raczej słabo się prezentuje wśród eksterierów i oceny doskonałej nie dostanie (no chyba, że sędzia się zlituje).
    Jednak aby zostać reproduktorem musi też mieć wyszkolenie minimum IPO -V. To niemożliwe bo psy ratownicze nie są uczone atakowania ludzi.
    I tak wartościowe pod względem psychicznym i zdrowotnym psy są z góry eliminowane z hodowli. Kto to wymyślił?

    Kolejna kwestia: prawdziwe informacje dla nabywcy od hodowcy. Niestety, z tym jest jeszcze gorzej: nie zawsze hodowca powie gdzie był tak naprawdę trzymany pies, czym żywiony…itd.
    Hodowcy nie są głupi wiedzą, że nabywcy naczytali się rad w poradnikach i na różnych forach i chcą mieć psa z domowej hodowli, żywionego dobrymi karmami (choć ja tam uważam, że najlepsze jest naturalne żywienie typu BARF), socjalizowanego itd. i mówią ludziom, to co chcą usłyszeć.
    Tu nic nie zastąpi zwykłej ludzkiej uczciwości. W drugą stronę tak samo: nie zawsze nabywca jest szczery wobec hodowcy, co do jego oczekiwań wobec psa i warunków jakie jest w stanie zaoferować.
    Co do wyników wystaw rodziców to też mogą być pokazane wybiórczo – mało kto pokaże kartę z dyskwalifikacją z powodu agresji bo nie ma czym się chwalić. Nie zawsze też sędziowie wpisują w kartach braki w uzębieniu, zwłaszcza w rasach, w których liberalnie się do tego podchodzi.
    Dlatego uważam, że wyniki wystaw powinny być jawne, udostępniane przez oddziały związku, zainteresowanym.

    Warto wspomnieć, że sama sucha informacja o ocenie, lokacie i przyznanych tytułach to za mało. Niejednokrotnie widziałam jak ładniejsze psy miały gorsze lokaty, więc nie zwracam na to uwagi, wolę sama sobie obejrzeć zwierzę.

    Chyba najmniej “zepsute” są wyżły kontynentalne, tam się chyba nie zaznaczyły takie mocne różnice między typem wystawowym, a pracującym. Ale nie znam się, tylko spekuluję.

  7. Zofia

    Ponoć egzamin IRO daje klasę użytkową.
    Testy – jeśli szkółki, także prowadzone przez sędziów prób pracy, oferują przygotowanie do “testów psychiki” – to takie “testy” można sobie potłuc o co kto chce. To jest totalna fikcja, to egzamin, nie test; pies przygotowany do testu daje świadectwo przede wszystkim umiejętnościom trenera. Test, jeśli ma okazać psychikę psią, powinien polegać na ocenie zachowania oczekiwanego w rasie wraz z oceną możliwości odreagowania stresu w nowej dla psa sytuacji.

  8. Dorota

    Zgadzam się co do przygotowań do testów psychicznych. Bardzo wiele osób przygotowuje do nich swoje psy i nie widzi w tym nic nieetycznego. Najczęściej tłumaczą, że skoro inni tak robią, to i oni muszą.

  9. Statler

    Ale to przygotowywanie do aktualnych testów to nie jest taki dramat jeśli testy są porządnie przeprowadzone. Jeśli zmienia się sytuacja i zmienia się pozorant to widać, że pies jest słaby jeśli tak jest. Najgorzej kiedy ta sama osoba przygotowuje, testuje a organizacja testów sprowadza się do “przewalmy” jak najwięcej psów z pozytywnym wynikiem. A tak to najczęściej niestety wygląda.
    Dla osób, które nie chcą w ogóle robić obrony sportowej chwyt nie jest do niczego potrzebny na testach ale z drugiej strony takie ONki czy maliniaki chwyt powinny mieć (szczególnie jeśli się je rozmnaża), niezależnie od tego jaki sport czy inną użytkowość uprawia się na co dzień.

  10. Dorota

    Z tym chwytem zapewne chodzi by rasy obronne się nie stały z biegiem czasu tak miękkie w pysku jak Goldeny?
    Ok, argument zasadny, który warto wziąć pod rozwagę.
    Jednak co do przygotowań do testów psychicznych to jaki problem przerobić na psie kilkunastu pozorantów, w różnych miejscach? Kwestia determinacji i czasu.
    Takie zwierzę przecież będzie reagowało na pozoranta zawsze lepiej od zwierzęcia równie lękliwego, ale “surowego” nad którym nikt nie pracował.

  11. Zofia

    No to nieco zdumiałam się w/w opiniami. Test polegający na wiązaniu psa i atakowaniu rękawem czy kijem nie daje psu możliwości wyboru zachowania. Równie dobrze można by testować psa łańcuchowego – starczy przekonać zwierzę, że atak i chwyt jest jedyną możliwością rozwiązania takiej sytuacji.
    Mit “psa obronnego” i podświadoma potrzeba, tak silna u wielu właścicieli, chowania się za psimi zębami funkcjonuje od lat i zapewnia doskonale utrzymanie producentom sprzętu i trenerom.
    Siłę chwytu można zbadać bez drażnienia psa – po prostu w zabawie.
    Dla mnie tym, co decyduje o wartości psa, jest chęć i możliwość współpracy z człowiekiem. Współpracy bez nagradzania smakołykiem każdego milimetrowego opuszczenia głowy do wymaganej pozycji czy ustawienia tylnej łapy na środku piłki. Także bez posługiwania się OE dla zagwarantowania błyskawicznego przyjęcia pozycji wymaganej dla przyszłego mistrza któregokolwiek ze sportów psich, przypominających coraz bardziej cyrkową tresurę.
    Kolejne cechy, istotne moim zdaniem, to chęć badania otoczenia i umiejętność odreagowania stresu oraz zobojętnienie wobec czegoś, co było tylko pozornym zagrożeniem, zrównoważenie progu pobudzenia z progiem hamowania.
    Tego nasze testy nie sprawdzają w najmniejszym stopniu.

    ..

  12. Waldorf

    Dobra, to ja się przyznam: uważam nasze testy za nieporozumienie, a szwedzkie testy za skrajny szajs. 🙂

  13. Statler

    No to teraz dopiero zapowiada się długa dyskusja 😉
    Generalnie to należy sobie zadać pytanie czego się oczekuje od rasy “obronnej”. I odpowiadając na nie mieć z tyłu głowy, że w hodowli jeśli się czegoś nie utrwala to potrafi bardzo szybko zniknąć. Niewątpliwie jeśli chce się wygasić cechy obronne można np. chwyty sprawdzać na zabawce, pamiętając równocześnie, że porządny chwyt na zabawce miewa maltańczyk. Odnosząc się do tego co aktualnie obowiązuje u nas to testy dla berneńczyków i reszty są za łatwe i przy karykaturalnym ich przeprowadzaniu pies w ogóle nie zauważa, że coś spadło, albo ktoś przebiegł.
    A testy ON i reszty są oczywiście dyskusyjne i nadal będę się upierać że przygotowanie do testów nie jest niczym dziwnym bo słabego psa się po prostu nie da dobrze przygotować, można najwyżej go przeciągnąć własnym pozorantem i “udaję-że-nie-widzę sędzią”. Ale to też wtedy widać nawet jeśli wszyscy udadzą, że nie.
    I to nie jest tak że pozorant napiera na psa, który odskoczył – ba zdarzają się tacy pozoranci których żaden pies się nie przestraszy bo emanują brakiem zagrożenia 🙂 I nie – nie uważam, że ta część to jakiś highlight myśli kynologicznej, to po prostu jest pochodna założenia że testowane rasy to rasy “obronne”.
    Zdarzało mi się słuchać potwornych żali z powodu niezaliczenia testów przez naprawdę nerwowe psy, ale jeśli takie są to może nie należy tej hodowlanki robić po prostu?
    Taki korung czy ZTP są znacznie trudniejsze i przygotowywane wcześniej psy ich nie zdają.

    Szczerzę mówiąc wolę sytuację w której jestem dalej od psa, ale mogę go wspierać od sytuacji w której jestem koło niego w momencie stresu i mam się “zachowywać neutralnie” czyli nie mogę udzielić żadnego wsparcia – koszmar.

    A a`propos testów szwedzkich – nie widzę sensu stawiania psa w sytuacji potencjalnie stresowej jeśli ma to służyć celom innym niż ocena wartości hodowlanej.

  14. Dorota

    Skoro nie można przygotować psa do testów to dlaczego w takim razie niemal każda psia szkoła ma w swojej ofercie “przygotowywanie do testów psychicznych” ?
    Kłamią, obiecując złote góry? Zamiast po prostu powiedzieć, że nie da się przygotować psa do testów?
    Czy wychodzi na moje i jednak się da coś niecoś poprawić w zachowaniu psa? 😉 bez oczywiście gwarancji zdania testów.
    Wychodzę z założenia, że nikt nie robi czegoś, z góry skazanego na niepowodzenie bo szkoda czasu i pieniędzy 😉

    Oczywiście, że siłę chwytu można sprawdzić na zabawce i nie znam maltańczyka, który ma tak porządny chwyt jak owczarek bo to fizycznie niemożliwe, a nawet jeśli by miał to brakuje mu jeszcze wielu innych cech by się nadawał na psa obronnego.

    Zaś co do “neutralnego zachowania” i braku wsparcia…
    W kanadyjskiej policji RCMP psy służbowe poddaje się testowi, by sprawdzić jak zachowają się w sytuacji, w której przewodnik zostanie pozbawiony możliwości walki i oddziaływania na psa przez jego wsparcie, czyli kładzie się na ziemi i zachowuje całkowicie biernie.
    To, co wtedy zrobi pies jest miarą jego prawdziwej wartości jako partnera służbowego. I niejedną osobę zdziwi (zwłaszcza entuzjastę wizerunku nieustraszonego bodyguarda rodem z filmów Walta Disneya) jak wiele psów (uprzednio profesjonalnie wyszkolonych) wtedy ucieka…

    Tak więc aczkolwiek rozumiem racje Twórcy bloga (bo i owszem cechy nieużywane zanikają) to jednak najbardziej skłaniam się ku poglądom Pani Zofii.

  15. Statler

    Przygotowywać zawsze można, nikt nie gwarantuje, że pies zda, a szkółki muszą zarabiać. No żarty na bok, szkółek po których 90% kursantów nie ma ŚLADU przywołania jest na pęczki. To że coś mają “w karcie” nie jest miernikiem niczego.
    Niestety forma w jakiej testy są przeprowadzane (jak wyżej) nie pozwala na rzetelną ocenę tego co te testy mają niby sprawdzać (a nawet będąc dalekie od ideału mogły by co nieco wykazać, gdyby nie robić z nich totalnej farsy). Ergo tematem na jedną dyskusję jest to co w jakiej rasie testy mierzyć powinny i jak, a na drugą – jak wygląda praktyczne stosowanie aktualnych testów.
    Znam przypadki naprawdę żenującego poziomu takiego “przygotowania” do testów, za które ludzie zapłacili bardzo dużo, znam też i takie np. gdzie nawet hodowca prosi żeby nie brać psa na testy (mimo przygotowań) bo pies jest za słaby i po prostu nie przejdzie, ale popęd do robienia hodowlanki większy niż popęd łupu niejednej maliny 🙂 I potem pretensje są do całego świata i można czytać w internecie żale jaki to skandal.
    Przede wszystkim testy tutaj nie są obowiązkowe. Nie trzeba rozmnażać każdej suki tylko dlatego, że jest ukochanym cukiereczkiem. Jeśli robi się selekcję hodowlaną to trzeba przyjąć, że część psów (i to nie mała) powinna w niej odpaść.
    I nie 🙂 Nie jest tak, że maltańczyk nie może mieć lepszego chwytu niż ONek, oj może, może. Oczywiście proporcjonalnie. I naprawdę niejeden ONek już teraz ma gorszy chwyt niż maltańczyk – niestety. Problem z gryzieniem jest taki, że nie da się go ocenić jeśli się nie sprawdzi. Rozumiem że niektórzy woleli by ONka w wersji tropiąco-towarzyszącej, osobiście uważam, że byłby to koniec opowieści o wszechstronnym, wielozadaniowym psie.

    Tak, tak, wyszkolone psy są w stanie uciec, tak samo przygotowane do testów się przestraszyć – to nie jest żadna tajemnica i właśnie dlatego (jak wyżej) to żaden dramat, że psy są przygotowywane. To WIDAĆ który pies jest, a który nie jest. I nawet jeśli ktoś z fatalnego psa zrobił psa przyzwoicie zachowującego się na teście to znaczy, że chociaż było to możliwe bo bardzo często po prostu nie jest.

  16. Dorota

    Jeśli ktoś z fatalnego psa zrobił psa przyzwoicie zachowującego się na teście to znaczy, że jest dobrym trenerem. Ale takie działania mają wpływ na obniżenie się jakości pogłowia psów dopuszczonych do hodowli, niezależnie jak będziemy je tłumaczyć. Bo pies przed przygotowywaniem był fatalny i gdyby nie został przygotowany to by nie przeszedł weryfikacji. Po co obniżać poprzeczkę?

    Rozumiem: jest popyt jest i podaż – trzeba z czegoś żyć.

  17. Statler

    A jest jakiś sposób, żeby na oko wymierzyć jakie zachowanie psa jest genetyczne, a jakie uwarunkowane środowiskowymi czynnikami? Nie ma.
    Żeby z tchórzliwego szczeniaka zrobić odważnego psa trzeba w niego włożyć potwornie dużo pracy. I nie wystarczy do tego jakaś szkółka, trzeba dzień w dzień tego psa budować i w większości przypadków się to nie uda w pełni. Jeśli jednak udało się to może znaczyć że a) nie był taki tchórzliwy, b) miał na tyle dobre geny, że dało się go odkręcić. W obu przypadkach nie jest to już tchórzliwy pies.
    Idąc takim torem powinniśmy dawać fory psom, które były podobno świetnymi szczeniakami, ale trafił im się przewodnik – głupek i zrobiły się nerwowe.
    Nobla temu kto napisze równanie na Nature VS Narture, na razie się nie zanosi.

    Rozumiem, że pokutuje taki mit – jak pies jest nakręcony na rękaw to już pozamiatane, nie ma oceny bo nie ma naturalnej ekspresji zachowania. Gdyby tak było wszystkie maliny z dużym łupem zdawały by testy śpiewająco po paru zajęciach z pozorantem a tak nie jest. Bo wprawdzie większy łup, ale często i słabsze nerwy.

    Dla większości psów fakt, że inna osoba ten rękaw trzyma jest już sam w sobie obciążeniem, będą się więc różnić w tym jak je przyjmą – jedne bez problemu, inne się zawahają, jeszcze inne – dadzą nogę. I naprawdę nawet te psy, które złapią rękaw będą się różnić tym JAK to zrobiły – chwyt, brak chwytu, wokalizacja, nerwowość itp. No warto sobie popatrzeć jak duże te różnice są.

    I szczerze mówiąc nie wiem po co “demaskować” przygotowywanie do testów jako coś fatalnego, skoro czarno na białym w regulaminie napisane jest:
    “W testach sprawdza się:

    2. znajomość rękawa – to znaczy psy wyszkolone lub przygotowane do obrony muszą
    uzyskać wyższą ocenę punktową;
    ….”

  18. Waldorf

    Rany, o czym my mówimy. 🙂 Naprawdę wiara w to, że tacy Skandynawowie to krystalicznie uczciwe ludzie i nigdy, w życiu, nie podszykowują swoich zwierząt do swoich prześwietnych testów jest trochę zabawna (akurat mam info, że tak powiem, z pierwszej ręki 🙂 ).

    A choćby PIP-y – w tej chwili chyba tylko nieliczne jednostki przystępują do nich z surowymi psami. Przytłaczająca większość pracuje przedtem aż furczy 🙂 , tylko część tej większości się przyznaje, a część – nie. 🙂

    Wasza dyskusja jest dla mnie o tyle interesująca, że (w sumie) wystarczy trochę pobyć z konkretnym psem i, jeśli człowiek ma pojęcie o co kaman w psim świecie, naprawdę dużo o tym zwierzęciu się wie, to po prostu widać.
    Rozumiem że jest potrzeba jakiegoś oficjalnego ujednolicenia owego sprawdzania czy tam patrzenia, ale, jak wszystko na świecie, pomysły na owo ujednolicenie szybciutko się degenerują, albo inaczej: obrotni przedstawiciele homo sapiens tak zamotają, że szlachetna idea sobie, a życie – sobie…

  19. Zofia

    Co do PIP-ów – jednak owce są mniej przewidywalne niż pozorant, więc to nie jest czysta sytuacja treningowa.
    W szwedzkim teście “duchów” każdy sędzia, który nie jest ślepy z urodzenia lub przekonania pozna, czy pies spotyka “duchy” po raz pierwszy.
    Na koniec mojego udziału w dyskusji – bo raczej na przekonanie którejkolwiek ze stron dyskutujących, włączając w to i siebie, nie widzę szans – pozwalam sobie raz jeszcze przedstawić swoją opinię i pozostać przy niej.
    ON był kiedyś psem pasterskim. Do służb włączono go najpierw nie po to, by walczył, ale by przekazywał meldunki i ostrzegał. Największe i najcenniejsze usługi pies oddaje człowiekowi nosem, nie zębami. Mit Rin-Tin-Tina, psa o stalowych szczękach, leży u podstaw wszelkich pragnień posiadania nieustraszonego, bohaterskiego i niepokonanego psa. Ot, taki filmmit założycielski.
    Zasłanianie się psimi zębami i szukanie w psie obrońcy jest dla mnie moralnie czymś takim, jak zasłanianie się dzieckiem, nieświadomym, że tym razem może przegrać własne życie.
    A na temat jakże powszechnej obronomanii mam dokładnie takie zdanie jak znajomy góral. Zapytany, czy będzie szkolić swojego psa do obrony, odpowiedział, że on nikogo bać się nie musi, nawet teściowej, a swojego psa też obronić potrafi.

  20. Waldorf

    No, obronomania ze sportową obroną i jej dosyć sztucznymi wymogami ma chyba już mało wspólnego. 🙂

    A tak a’propos broniącego swojego psa górala: nie mam ochoty (idę dalej niż Statler: nawet w imię sprawdzenia przydatności do hodowli) specjalnie stawiać moich psów w bardzo stresującej sytuacji żeby przez “szkiełko i oko” zobaczyć, kiedy im ten stres zejdzie – test duchów jest według mnie wyjątkowo szkodliwy, a radosne opowieści znanych mi Skandynawów o tym jak to pewna suka sraczki dostała z tego wszystkiego a potem się bardzo w lesie bała, no ale ona słaba psychicznie była…, są – jak dla mnie – po prostu opowieściami o znęcaniu się. 🙁
    Fajnie że narysowali po tym wszystkim diagram który pokazywał jak reagowała 🙂 , ale mówimy o żywym zwierzęciu. Mleko się wylało.

    Rozumiem, pod co są szwedzkie testy: pod psy-owce. Oczywiście nie ma “zdał – nie zdał”, no ale wszyscy dokładnie wiedzą jak to piesek “powinien” reagować, mniej więcej (stąd też prace przygotowawcze przed testami).
    Rasy psów są przecież bardzo różne. Są też takie, które mają być, jednak, agresywniejsze niż inne, albo bardziej nieufne. Są też psy mocno delikatne, wrażliwe, i tak dalej.

    Trochę w tym wszystkim za dużo hipokryzji, no ale to tylko moje prywatne zdanie.
    Tyle, że ja – i tu się ze współblogowiczem różnimy – bardzo nie lubię też naszych polskich testów. 🙂

  21. Statler

    Świetnie, cofnijmy się o 200 lat, albo zróbmy taką selekcję hodowlaną jak pruski pasterz – to dopiero by było ciekawe. Taki pasterz niewłaściwym psem ryzykował dorobek życia, nie specjalnie mógł sobie pozwolić na sentymentalizm. Oczywiście pamiętając że w przeciwieństwie do chłopów z albionu, pruski pasterz trzymał psy stróżująco – zaganiające. Dlatego możliwa była wszechstronna praca z tymi psami i dlatego pierwsze testy Schz. miały miejsce w 1901 roku.
    Twierdzenie, że IPO ma coś wspólnego z ryzykowaniem psiego życia i zasłanianiem się psem jest hmm… mocno chybione. To po prostu wszechstronny regulamin, w którym w obronie główny nacisk jest na kontrolę, a dzięki temu że jest wszechstronny daje pewien test twardości i odporności psychicznej (czy dobry – można to kwestionować, ale w oparciu o fakty, nie o bajki czy wyobrażenia).
    To tak, możemy zaproponować testowanie przydatności hodowlanej a`la pasterz, obawiam się tylko, że dopiero się zrobi larum o moralne i etyczne traktowanie.
    Bo jeszcze raz: jeśli chcemy zredukować ONa do socjalnego psa od zaganiania i tropienia – ok, ale do pasienia lepiej mieć bordera, a w tropieniu lepszy byłby bloodhound (może nawet nieco mniej schorowany w porównaniu z współczesnym owczarkiem).

  22. Dorota

    A ja jestem za selekcją a’la pasterz i w nosie mam argumenty o znęcaniu się.

    Bo prawdziwie znęca to się ten, kto doprowadza rasę do stanu, gdzie bez uspokajających leków psy nie będą mogły funkcjonować w zurbanizowanym świecie człowieka pełnym różnych, dużo bardziej stresujących obiektów od szwedzkiego ducha w lesie…
    Ale wiadomo, że oprócz hodowcy i szkoleniowca zarobią wtedy: behawiorystka (nie jedna :D), weterynarz (a nawet kilku :D), producenci obróżek/dyfuzorów feromonowych, tabletek/syropów psychotropowych, kamizelek przeciwlękowych oraz sprzętu typu antyszczekowe elektryczne obroże, kantarki itd
    Czysty zysk.

    I gdzie tu tkwi hipokryzja?

  23. Statler

    No zgadza się, eksterierowa hodowla w tej chwili przypomina pisanie historii o powolnym i okrutnym wyniszczaniu zwierząt. Ale właśnie maliny po korungu, użytkowe ONki, nawet psy do ringu, KNPV czy kontraktowych hodowców do służb w stanach bądź innych krajach, są normalnie zbudowane, zdrowsze i znacznie bardziej odporne (abstrahując od różnic jakie daje określony sport/przeznaczenie). To można porównać tu i teraz i wnioski są oczywiste.
    Bo na widok eksteriera to by ten pruski pasterz uciekł z krzykiem i pewnie swoje stado wolał sprzedać niż robić na nim test przydatności para-owczarka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *