Czucie i wiara silniej mówią do mnie…

Można starać się racjonalnie wyjaśniać, że psy to odrębny od ludzkiego gatunek, który żyje obok nas i dzieli z nami życie, dosłownie: na dobre i na złe. Zresztą gatunek zupełnie nie mający na owo dobre i złe wpływu; jak dotąd nie udało się zorganizować castingu na typowego wiejskiego psa podwórkowego, żywionego odpadkami i mieszkającego w starej beczce. Nikt jakoś nie pyta kandydatów na to stanowisko czy podoba im się ich życiowa rola i czy nie chcieliby czegoś zmienić…

A jednak i tak praktycznie wszyscy psiarze podświadomie wierzą że te zwierzaki to jednak takie różniące się wyglądem, ofutrzone ludziki – i tak też je w ostateczności traktuje.

Kobieta z psem, pocztówka z dwudziestolecia międzywojennego. Ze zbiorów POLONA
Kobieta z psem, pocztówka z dwudziestolecia międzywojennego. Źródło: Polona

Od zupełnie prymitywnej wiary w to że pies, choć nie mówi, ma dokładnie takie same zdolności umysłowe i odczuwa idealnie takie same emocje jak przeciętny człowiek – te wszystkie „on wie, że źle zrobił, i teraz się wstydzi”, „jest niewdzięczny, tyle dla niego zrobiliśmy a on pogryzł nam buty”, „strasznie złośliwy ten nasz pies, aż przykro” to nic innego, tylko manifestacja tego przekonania – aż po znacznie subtelniejsze i trochę dziwne przejawy które można odkryć nieraz u bardzo, zdawałoby się, światłych, zajmujących się tematem zawodowo ludzi.

Kiedyś na przykład można było natknąć się w internecie na filmy mające pokazywać w jak – bywa – niekomfortowych sytuacjach stawiamy psy, zaczepiając je, klepiąc tak, jak sobie tego de facto nie życzą, wymuszając kontakt i tak dalej.

Cel zbożny, ale z bliżej nieokreślonych przyczyn na filmach występowali wyłącznie ludzie. Kobieta występująca w roli nachalnego przyjaciela zwierząt mierzwiła koleżance – odgrywającej na potrzeby filmu rolę psa – włosy na głowie, ta krzywiła się i wszelkimi sposobami pokazywała, jak się jej to nie podoba.

Podejrzewam, że te filmiki było łatwiej nakręcić, niż gdyby ich twórcy spróbowali przedstawić takie realne sytuacje z udziałem psów. Poza wszystkim, być może pomysłodawcy byli przekonani że ludzie lepiej zrozumieją (i będą w stanie ocenić) emocje człowieka, a nie psa. Z tym ostatnim trudno się nie zgodzić, zważywszy na to jak niewielu ludzi potrafi trafnie ocenić emocjonalny stan w jakim znajduje się aktualnie ich własny, doskonale znany im pies. Nie wspominając o obcym zwierzęciu.

Niemniej efekt końcowy był kompletnie absurdalny.

Co z kolei pomyśleć o niewieście, prowadzącej krucjatę przeciwko używaniu kolczatek, która jako argument w pisz-pan-dyskusji na ten temat postanowiła wykorzystać przedstawienie, stworzone ad hoc w jednej ze stacji telewizyjnych. Założyła kolczatkę na szyję i spektakularnie krzyczała i płakała, ukazując oczom struchlałej publiki ogrom męki na jaką jest narażony zakolczatkowany pies.

Jasny gwint – no to powinna także jednocześnie lansować przymusowe zakładanie psom butów, jakże to, te biedne istotki wszak przez całe życie szlifują bruki na bosaka. To dopiero musi być męka!

Nie wspomnę już o prowadzaniu ich na smyczy (któż z nas chciałby znosić takie ograniczenia??), uporczywym odmawianiu karmienia ich kawiorem, truskawkami i szampanem, zaniedbaniach przy nauce korzystania z muszli klozetowej (i zmuszaniu do korzystania z trawnika!) i tak dalej.

Problemem wszystkich tych antropomorfistów, a już najbardziej – tych posiadających tak zwaną wizję czy realizujących określoną ideologię – jest nawykowe przeszarżowanie.

Tak bardzo chcą kogoś przekonać do swoich racji, że przestają rozumować logicznie, do działania włączając jedynie emocje; swoje, ale głównie odbiorcy.

Gdzieś po drodze zapominają, o jakim gatunku rozmawiają, zamiast ocenić realnie, co owemu gatunkowi służy, a co – wręcz przeciwnie, co mu szkodzi, a co jest de facto obojętne zaczynają rajcować się samym podkręcaniem emocji.

Do pewnego momentu to działa. Potem zaś, zgodnie z niepisaną zasadą że „rewolucja pożera własne dzieci”, uruchomiona lawina nieraz zaczyna siłą własnego bezwładu działać przeciwko nim.

Szkoda, że w swoim zacietrzewieniu nie są świadomi tego faktu. A może nie szkoda?

 

 

One thought on “Czucie i wiara silniej mówią do mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *