My tu gadu, gadu, a…

w3

his-masters-voice

… pies ma z tym kłopot.

angels-talkBodajże Mowgli z „Księgi dżungli” objaśniał przyjaciołom, że ludzie nic, ino albo ruszają gębą, albo przy niej nieustannie majstrują, i coś jest na rzeczy.

Mają z tym naszym przyzwyczajeniem problem wszystkie zwierzęta, a już psy (które przywykliśmy traktować jak rodzaj mniejszych ludzików z taką samą psychiką, pojmowaniem rzeczywistości i możliwościami intelektualnym, jak my) to wyjątkowy.

Złapaliście się czasem na tym, że idziecie sobie z psem na spacerze i robicie za współczesny obiekt obserwacji Mowgliego?

„Remek, pójdziemy jeszcze za tamto drzewo, no poczekaj bo nie nadążam, idziemy, mówiłem ci tysiąc razy żebyś tak się nie spieszył, o idzie jamnik, Remek zatrzymaj się, stój, zostaw jamniczka, miły jamniczek, dobry piesio…” i tak dalej, i tak dalej.

Idziemy i emitujemy ten cholerny sygnał dźwiękowy nie zdając sobie w sumie sprawy iż intensywnie przyzwyczajamy naszego zwierzaka do tego, że tak mamy, jako ekscentryczny idiota za jakiego w głębi duszy uważa nas nasz pies, i że wobec tego wszelkie sygnały dźwiękowe które w przyszłości od nas wypłyną należy traktować jednakowo: z pobłażliwym lekceważeniem.

talkativeNie wspomnę nawet wyjątkowo odrażającego zwyczaju wędrowania z psem niby na spacer, ale przy akompaniamencie godzinnej rozmowy przez komórkę. Bla, bla, bla, bla, przyczepił się ten pies do mojego życia i muszę drania wyprowadzać, ale przynajmniej nie zmarnuję czasu i ponawijam przez telefon o czterech literach niejakiej Maryni.

Nie, to zachowanie poniżej naszych zainteresowań, wróćmy do rozważań o rozmowach z psami.

Inny objaw Natrętnego Słowotoku to niemożność wydania jednej i tej samej komendy – w miarę możliwości zawsze podobnym tonem.

„Pusia, siad!” i natychmiast: „siadaj, Pusia! Usiądź! Mówiłam siad!” – co dla psa naprawdę bynajmniej nie brzmi jak jeden, dobrze znany sygnał na który ma przyjąć wybraną pozycję.

To tylko dalszy ciąg owego brzęczenia, jakie z siebie ciągle wydajemy.

Podobnie jest zresztą z melodramatycznymi nieraz wykonaniami jednego prostego utworu:

„SIAD!!!!” „Siadsiadsiadsiad!”, „Siaaaadddd…” – na setkę sposobów, ale zawsze dbając żeby polecenie było maksymalnie różne od poprzedniego. Albowiem, jak naucza mędrzec, „w różnorodności siła”. Nomen nescio.

Owszem, psy w ogóle słabiej reagują na komendy słowne (słowo to dla nich zbyt ogólnie pojmowana abstrakcja) w przeciwieństwie do gestów. Stąd przecież złośliwe uwagi sędziów na zawodach posłuszeństwa, gdzie wypunktowywana jest sławetna „pomoc ciałem”.

Ale to nie znaczy, że – gdy decydujemy się już wprowadzić psy w nasz system kodowania informacji – można się zabrać do tego niedbale. Właśnie, mamy w tym przypadku gorzej, bo jeśli ktoś jest tak nieuzdolniony w dziedzinie pojmowania ludzkiej mowy, jak nasze psy, tym bardziej oczekuje wsparcia i klarowności naszych działań.

A my?

Tradycja: utrudniamy.

Od paru lat obserwuję na przykład pewną panią z przemiłą, uległą spanielką. Podziw mnie bierze, gdy odkrywam że można jednak nie nabawić się chronicznego zapalenia krtani od bezustannego wydawania poleceń – poleceń, dodajmy, z których trzy czwarte pies ignoruje, bo sypią się na niego w takim tempie, że musiałby być skrzyżowaniem Supermana (Superdoga?) z Flashem żeby zdążyć je zapercepować, a co dopiero ich posłuchać.

ear

Oprócz rozlicznych „do mnie!” (jakby ktoś pytał – suka spędza życie na smyczy, bo czemuś nie udało się jej nauczyć powrotu na wołanie, ciekawe, co?) i „nie rusz!” przy każdej próbie wciągnięcia nosem ciekawego zapachu, dużo uwagi (oraz jęzora) poświęca przewodniczka smutnemu dla niej faktowi że jej zwierzę jest z natury uległe, co oznacza, że usiłuje ową uległość pokazać napotkanym psom oraz ludziom. To irytujące dla kobiety zachowanie powoduje dalszy wodospad, czyli „Flora, nie kładź się!” , „Flora, wstań!” „Flora, idziemy!” „Flora, podnieś się, nie daj się, ruszaj się, odszczeknij” i tak dalej, i tak dalej.

Uszy więdną nie tyle z powodu brzydkich wyrazów – bo te nie padają – ale z powodu tej kaskady napastliwych słów oblewających nieszczęsną spanielkę przez cały czas. Biedna suka jest z tego wszystkiego kompletnie ogłupiała. To – w rzeczywistości bystre i pełne dobrych chęci – zwierzę sprawia wrażenie półgłówka miotającego się na wszystkie strony naraz w nieokiełznanych emocjach.

A pani zmartwiona, że jej się taki dziwny piesek trafił. Uff. Może ćwierć kilograma krówek ciągutek władowanych do ust na początku spaceru pomogłoby uzdrowić sytuację.

heelUtrudniamy psom zrozumienie naszego dziwnego świata, nie przekazujemy też klarownie emocji; najlepszym przykładem jest obejrzenie dowolnego treningu sportowego psa, niechże to będzie obedience, agility, freestyle, cokolwiek.

Piesek robi coś, nie do końca to, o co chodzi przewodnikowi, ale widać że bardzo się stara – a ten niby wie, że należałoby pochwalić zwierzaka za owo staranie, cóż, kiedy po rachitycznym „dobry pies!” natychmiast następuje słowotok skierowany do obserwującego (ludzkiego) otoczenia:

– O rany, widzieliście? No właśnie z tym nie daję rady, on tego nie kuma chyba, i tak się morduję od tygodnia…

I tak dalej, i tak dalej.

Nie rozumie taki nieszczęsny człenio, że właśnie obdarzył swojego psa ładunkiem negatywnych emocji w postaci marudzenia, narzekania i zrzędzenia wygłaszanego tak żałobnym tonem, jakby mu właśnie umarła bogata babcia nie uwzględniając go w testamencie.

I co, ten pies ma zrozumieć że do niego było „dobry pies”, a do reszty to się powinien zdystansować?

To pies jest czy jednak ludzik? Tylko na czterech nogach? I kudłaty?

A na koniec, trochę offtopicznie, mój prywatny spis wyrażeń za które od razu zasądzam dziesięć lat ciężkich robót (bez możliwości zwolnienia warunkowego):

  • – Uchole (ucholki)
  • – Brzusio
  • – Pychol
  • – Cioteczka (w znaczeniu: osoba zajmująca się psami, najczęściej bezdomnymi)
  • – Pańcia / pańcio
  • – Piesio
  • – Słodziak*

toys-toys-manga

Trochę poużywacie wyżej wymienionych wyrażeń, a zapadniecie na nieodwracalne zinfantylnienie które nie przysłuży się waszym psom. Ani żadnym innym, żeby była jasność. Tendencje te należy zgniatać w zarodku i strzec się zapadnięcia na manię ich używania w zdrowym odruchu samoobrony.

A reszta? No, wiadomo. „Reszta jest milczeniem!”.

 

 

*) za słodziaka proponuję od razu stosować wyrok śmierci przez rozstrzelanie.

2 thoughts on “My tu gadu, gadu, a…

  1. ruda26

    Ps ale dziś się dowiedziałam że nie można tonem pochwały powiedzie” dobry piecho znalazłaś piątą klepke” bo uwaga pieskowi jest przykro. Ja nie mam pytań a żeby bylo smieszniej autorka tej mysli ma psa na przy krotkim łańcuchu.

  2. U nas w parku chodzi taki koleś ze słuchawką bluetooth i zawsze idzie z psem jednocześnie rozmawiając 🙂 Też nie rozumiem takiego zachowania – zdarzy mi się odebrać telefon na spacerze jak pilne, ale generalnie przeznaczam ten czas dla psa.

    Co do rozmów z psem – większość właścicieli za dużo rozmawia z psami, ale czy to koniecznie złe? Człowiek to jednak człowiek i taką formę komunikacji preferuje. Głupio, żebyśmy na psy ciągle szczekali 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *