Jak się starają

w3

mountainŻeby nie było za dużo narzekania, dziś o pozytywach. Twierdzę, że sukcesy w psiej dziedzinie (choćby miało to być po prostu szczęśliwe i satysfakcjonujące życie ze swoim psem) mają ci, którzy potrafią wyjść poza własną naturę i nieraz dać się kopnąć w tyłek.

Pani Kokoszka to typowa housewife w średnim wieku. Nie ta z głupawego serialu, ale taka nasza, polska, ciepła gospodyni domowa która robi dzieciakom kanapki do szkoły, martwi się że mąż się w robocie stresuje, plotkuje z sąsiadką na rogu i chodzi do odległego marketu bo tam tik-taki są o trzy grosze tańsze, niż w osiedlowym sklepiku.

boxer-drinkingPokarany przez naturę chronicznym brakiem wyobraźni krewny na urodziny podarował pani Kokoszce psa. Molosa. Pies dorósł i zademonstrował swą (twardą) naturę. Co to był za skurwiel, ten pies! Wspaniały. Oczywiście lepiej byłoby żeby, w związku z tą okolicznością przyrody, pozostawał w rękach zawodnika sumo o predyspozycjach psychicznych towarzysza Berii, no ale padło na panią Kokoszkę.

Co mogła zrobić pani K.?

  • – Oddać psa: na wieś, do pilnowania terenu albo do stosownej fundacji która szukałaby mu domku „doświadczonego bo piesek trochę trudny”.
  • – Uśpić (zawsze się znajdzie lekarz który da radę, zważywszy na sytuację).
  • – Prowadzić wieloletnią terapię behawioralną z odwoływaniem się do przeżyć z wczesnego szczenięctwa i nagradzaniem tych rzadkich chwil w których pies akurat się nie rzuca na inne psy tudzież ludzi, smarując przeciwbólowymi maściami wyrwane ze stawów ręce i tłumacząc osobom którym się płaci odszkodowania za pogryzienia że „cały czas pracujemy nad problemem”.
  • – Przeistoczyć się w komandosa, zrewidować własne pojęcie o psim świecie oraz rządzących nim zasadach, wykasować Disneya z podświadomości i powiedzieć: „twardym, kurwa, trzeba teraz być, nie miętkim!”.

czad-komando-tiltWybór ostatniej opcji spowodował, że świadkowie roziskrzonym wzrokiem śledzili tę zacną kobietę, przebraną w wędkarską kamizelkę z wieloma kieszeniami, obwieszoną tonami pomocniczego sprzętu: sakwą z parówkami, pilotem od obroży elektrycznej, łańcuchami i linami, jak godzinami wędruje ze swoim Zeusem. Jasny gwint, ta rozniuniana, cieplutka, puci-puci niewiasta dała radę!

Przez wiele lat ten pies był przykładem najlepiej wychowanego zwierzaka na dzielni. Bonus: zaznawał naprawdę bardzo dużo swobody, co, jak wiemy, jest (a raczej powinno być) wprost proporcjonalne do karności.

Moja teoria jest taka: to, iż pani K. dała sobie radę wynika z faktu że umiała zrobić bardzo przyzwoite konfitury, o nalewce nie wspominając, no i wymiatała kurz także z kątów pod łóżkami. A tak! Mianowicie doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że łażenie na skróty zawsze gdzieś potem wylezie i narobi wyłącznie szkody, a nie pożytku, czyli że odpuszczanie sobie zawsze się na nas zemści. W związku z tym miała wewnętrzną dyscyplinę, pozwalającą jej na robotę w bardzo, dla niej, odległej i egzotycznej dziedzinie, jaką było ogarnianie – potencjalnie – bardzo groźnego psa.

molosserA propos, Zeus od wielu lat gryzie ziemię, dożywszy pięknego wieku i żegnany szczerymi łzami całej rodziny, gdy mu do psiego nieba iść wypadło. A pani K. zaopatrzyła się, całkiem niedawno, w miłe półjamniczę, suczkę uległą i lubiącą pieszczoty. Obie są bardzo szczęśliwe, co wskazuje na to, że jak ci się przytrafi nieszczęście, to próbuj je udźwignąć, ale nie szukaj go specjalnie po raz drugi, bo los może ci przywalić z tak grubej rury, że nie podołasz.

Czasem sukces osiągają z kolei tacy, co od niebios dostali wbudowane na amen poczucie przyzwoitości.

Dla wprowadzenia: jakże często przy powiększeniu rodziny ludziskom zmieniają się priorytety. Ukochany Murzynek czy Gapcio zawadza, staje się niepotrzebny, na dodatek zazdrosny o dziecko, no i wyjeżdża w kosmos. Ogłaszany na serwisach ogłoszeniowych i facebooku zbiera jeszcze rozkoszne komentarze poczciwych Kowalskich, że jak dobrze że ktoś go chce oddać, a nie zakopać żywcem, pociąć siekierą albo przywiązać w lesie. Zaiste, łaskawca.

Wzięcie ze schroniska niewidomego psa który w chwili tego przygarnięcia wygląda jak siedem nieszczęść, ma milion stereotypii, łapie wszystkich zębami i strzyka cuchnącą biegunką po ścianach to, zdawałoby się, wyciągnięcie takiego losu na loterii na który nikt nie czeka. A to przytrafiło się parze młodych ludzi zaczynających wspólne życie.

Wyleczenie z fizycznych przypadłości było kosztowne, ale udało się, choć zwierz pozostał niewidomy, bo i taki był od urodzenia – O.K., sporo ludzi którzy adoptują psy to robi i nawet nie narzeka jakoś specjalnie.

Ale już włożenie ogromnej pracy w jego psychikę, tak że udało się odnaleźć jego prawdziwą naturę: super-rodzinnego, a jednocześnie pracującego, samodzielnego psa to insza inszość i doprawdy mam ochotę zadedykować tę historię tym wszystkim obywatelom co to liczą, że skoro już udali się do specjalisty ze swoim niegrzecznym pieskiem, ten poradzi podawanie witaminy C przez trzy dni i owa niegrzeczność przejdzie jak ręką odjął. Zaś na sugestię systematycznego ćwiczenia z podopiecznym włącza mu się wybiórcza głuchota.

Wracając do naszych bohaterów: nie tak znów dawno w tej rodzinie pojawił się mały ktoś

Oglądanie świeżo upieczonej matki, jak z niemowlęciem w chuście na plecach przedziera się przez chaszcze i przełazi przez ruiny kładąc psu ślad (zamiast siedzieć w domu i na forach internetowych porównywać wagę swojego dziecka z wagami dzieci innych uczestniczek tychże forów, lamentując że coś jest nie tak, ewentualnie zajmować się układaniem mu diety bezglutenowej na najbliższe lata) jest, niewątpliwie, widokiem bezcennym. Eeee… chociaż nawiedzeni aktywiści od dzieci mogliby mieć coś do powiedzenia będąc świadkami jak ten sam berbeć, nieco już większy, pięknie wykonuje komendy „siad”, „stój” i „leżeć” choć jako żywo nikt go do tego nigdy nie namawiał, samo wyszło.

dog-trick-jumperCi ludzie nie są nawiedzonymi psiarzami. To normalna rodzina; wszyscy jej członkowie są absolutnie zdrowi na umyśle i patrzą na świat realnie. Zdarzyło się że ich pies potrzebuje zajęcia, no to je dostaje.

Najlepsze, że kiedy napomknąć tym przeskromnym ludziom, że ich zachowanie jest fantastyczne i w ogóle – szacun (co robię z rzadka żeby ich nie rozpieścić), to robią wielkie gały i pytają z najdoskonalszym zdziwieniem: „ale że co…?”.

Jest taki typ ludzi, dla których branie odpowiedzialności za istoty im podległe jest wdrukowane w ich jestestwo, jeśli mogę to tak określić. To coś co nie podlega namysłowi, ważeniu argumentów, ocenie z jakiegoś zewnętrznego poziomu. Wewnętrzny kompas, busola, świadomość poziomu i pionu po prostu.

Szkoda, że takich ludzi jakby coraz mniej z każdym rokiem, ale pocieszające, że jeszcze tacy chodzą po ziemi.

forest-pathUwaga, nie mam tu na myśli, na przykład, maniakalnych ratowaczy którzy do upadłego galwanizują świeżo znalezione ciężko chore psy i koty głosząc że to właśnie z poczucia odpowiedzialności, albo ludzi narażających własną rodzinę w imię konieczności trzymania naprawdę niebezpiecznego psa bo biedaczkowi było trudno w życiu.

Raczej o ludzi którzy rozumieją, że czasem trzeba trochę przeskładać swoje życie, zmienić upodobania, zmusić się do czegoś, bo wzięli odpowiedzialność za coś… za kogoś. Nawet jeśli okazuje się to niezgodne z ich planami.

Jak to było…? „Nadchodzi chwila w której musimy odróżnić i wybrać to, co dobre, od tego, co łatwe”. Obyśmy wszyscy wiedzieli, że taka chwila nadchodzi, i obyśmy potrafili dokonać tego wyboru.

 

11 thoughts on “Jak się starają

  1. Martyna

    Jestem treserem, mam szkołę, i tak ciężko tym ludziom powiedzieć że niema guzika który naciskam i pies działa… że trzeba poczynić zmiany w swoim życiu, że pies to styl życia

  2. Ależ mi się to dobrze czytało 🙂 i ten cytat na końcu 😉 HP rządzi!

  3. Dorota

    Dobry artykuł, jednak tego pilota od OE to mógł sobie autor darować 😉
    Nie, żebym była zwolenniczką tylko i wyłącznie “pozytywizmu”, ale uważam, że niestety OE ostatnimi czasy stała się zbyt popularna i to w rękach ludzi, co to z obsługą flexi mają problem a co dopiero mówić o elektryce. Ale lubią pilociki od tv, samochodu więc i pilocik do pieska kusi.

    • Waldorf

      Tak ad vocem: autor nie mógł sobie darować, z kronikarskiego obowiązku, bo obroża elektryczna uratowała temu psu życie po prostu, akurat taki to był przypadek – no i autor dosyć lubi ten sprzęt i uważa go za przydatny, o ile ktoś wie, jak tego używać. Na przykład, wczoraj autor obserwował nastolatka szarpiącego za skórę na karku histeryzującą pinczerkę i wywijającego nią w powietrzu. Po rozmowie (w skrócie, chłopiec bardzo kocha swoją suczkę, to widać, zachowanie było wynikiem po trosze bezradności, a po trosze tego, co rodzice dziecku przekazują 🙁 ) wyszło, że piesek jest do zrobienia i to stosunkowo prosto, tylko ludzie lubią używać rąk nie mając bladego pojęcia, JAK ich używać. 🙂 🙂

      A, ja mam duży problem z obsługą flexi, jakby co. 🙂

      • Dorota

        Problem w tym, że większość ludzi NIE WIE (i nie zamierza nikomu zapłacić za tę wiedzę) jak używać OE to raz, a dwa kupuje badziewny sprzęt byle taniej, tymczasem dobra OE swoje kosztuje (nieraz więcej niż ktoś dał za szczeniaka zwłaszcza z tych nowopowstałych tworów hodowlanych).
        To samo z kolczatkami. Ile autor widzi po parkach prawidłowo założonych kolczatek dobrej jakości?
        Ja na ogół widuję wiszące jak korale i to jeszcze doczepione do słynnej flexi.

        I nie ma nic do rzeczy przykład histerycznej pinczerki głupio karconej chwytem za kark.
        Jak tak czytam zachwyty nad OE to się zastanawiam jakim cudem ludzie układali psy w erze sprzed elektryki.

        A niewątpliwe psy były wtedy nie tylko mocniejsze psychicznie, ale i lepiej wychowane, niż obecnie.
        I nie mam na myśli pinczerków ale duże rasy, które nie zmykały po kilku strzałach, jak ma to miejsce dzisiaj i wykazywały pasję pracy, co dla wielu dziś trąci wręcz legendą.

        Może właśnie dlatego, że nie uznawano dróg na skróty, ani w szkoleniu, ani w hodowli?
        I stosowano ostrzejszą selekcję?

        A tak z ciekawości: co autorowi sprawia taką trudność przy flexi – poza tym, że to mało wygodna smycz w użyciu, dlatego ja np z niej nie korzystam.

        • Waldorf

          A jak ludzie przeżywali w erze przed antybiotykami? Normalnie… faktycznie, ostrzejsza selekcja naturalna 🙂

          Generalnie: każdego narzędzia, włącznie z ludzkimi rękami, trzeba umieć używać (także głupiego pilota do centralnego zamka w samochodzie) – więc argument że są na świecie idioci którzy nie umieją obchodzić się ze sprzętem nie oznacza że sprzęt jest be.
          Co więcej, w sumie, można nim narobić szkody, ale dużo więcej szkody można uczynić złym nastawieniem psychicznym do zwierzęcia, a to przecież powszechniejsze zjawisko, niż elektryka. 🙂

          A psy dawniej wcale nie były lepiej wychowane! Tylko ludzie mieli przesuniętą granicę w dwóch kwestiach: 1. “co wolno wojewodzie, to nie tobie, s…tarosto” oraz 2. obowiązków porządnego psa (że przypomnę klasyka “…obszczekać Żyda, dziada potarmosić…” jako wykaz zachowań normalnych i co robił każdy porządny pies podwórkowy, nie wspomnę o zadławieniu bolończyka Telimeny tuż u jej stóp przez myśliwskiego charta)

          P.S.
          Flexi mało wygodna, zgadzam się, i zawsze – mimo naprawdę przyzwoitej jakości produktu ktorego (szalenie rzadko) używam – w kluczowym momencie ten kretyński dynks blokujący zatnie się nie w tę stronę, w którą chcę. 🙂

  4. bożena

    Bardzo dobry artykuł o odpowiedzialności!!! Panią Kokoszko (czy jak jej tam naprawdę ) szczerze podziwiam. Jedna malutka uwaga – przyznam, że zdarza mi się samej doradzać, żeby szukać psu nowego domu. Rzadko, ale zdarza się. Bo boje się, że stanie się nieszczęście. po którym pies i tak – prawdopodobnie – straci nie dom, ale życie. I jeszcze jedno – wiele razy oglądałam ogłoszenia o adopcji psa, pod którym wylewały się – wcale nie pochwały, że ktoś dba o psa, tylko złość, obrażanie, wyzwiska za nieodpowiedzialność. To się chyba nazywa “hejt”? Więc nie zawsze jest tak, jak tu “stoi napisane” 😉

    • Dorota

      Bo jest to nieodpowiedzialność. Prawda jest taka, że większość z tych osób oddających psy nie powinna ich w ogóle mieć.
      Wystarczy popatrzeć na schroniska to najlepszy dowód ludzkiej głupoty.
      Ale jak się komuś powie, że nie nadaje się na właściciela i żeby nie brał psa to obraza majestatu.
      Jakby posiadanie psa było zagwarantowane w konstytucji 😀

      Tak, jak to ktoś wyżej wspomniał: pies to styl życia, a nie futrzasty dodatek do niego.

  5. Komandoska

    Jako “komandos” dodam tylko, że nic innego w życiu nie sprawiło, że tak bardzo się zmieniłam jak codzienna walka o psa. Nic tak nie naprostowało mi systemu wartości, nauczyło szybko podejmować decyzje, wybierać ludzi, z którymi chcę utrzymywać kontakt. Blizny po pogryzieniach przypominają mi, że to nie była łatwa sprawa.Mam taką teorię, że potrzebowałyśmy się z moją suczą nawzajem. Dzięki niej, bo to ona była motorem działania, zmieniła się też rzeczywistość psów w pewnym mieście w Polsce B. 🙂 Dziś, po 4 latach, cieszę się moim prawie normalnym psem. Ideałem.

  6. bożena

    Jest tym sporo prawdy, pies zmienia życie. Ale – właśnie schroniska, przytuliska itp. Akcje “Adoptuj psa” i wiele tym podobnych. Walka z bezdomnością. Sterylizacja – jasne! ale z drugiej strony wszystkie tego typu instytucje – prywatne, gminne czy jakiekolwiek – walczą o jak największą ilość adopcji. Żeby psy miały dom. Nie wszystkie psy z problemami to szczeniaki zakupione u handlarza żywym towarem. Całkiem spora ilość to psy schroniskowe. Jesteśmy atakowani z jednej strony agitacją adopcyjną, pomocą “biednym psom”, a z drugiej – straszliwą odpowiedzialnością i niemalże “sakramentalnym – na dobre i na złe”

  7. Dorota

    Jaką straszliwą odpowiedzialnością i niemalże “sakramentalnym – na dobre i na złe”?
    Ja odnoszę wręcz odmienne wrażenie: ludzie podchodzą do posiadania psa na zasadzie: oj, tam oj jakoś tam będzie. Pies to “żadna filozofia”, “każdy ma psa” i tym podobne “frazesy”..
    A gdy “jakoś nie jest” to trudno, pieska trzeba oddać. Wszak “każdy popełnia błędy”.
    Tylko, do cholery, wielu z tych błędów można było uniknąć gdyby osoba PRZED wzięciem psa trochę dokształciła się w temacie, skorzystała z pomocy fachowców już na początku, a nie dopiero kiedy sytuacja stała się nie do zniesienia oraz REALNIE oceniła swoje możliwości bez życzeniowego myślenia.
    Doprawdy jak obserwując wielu psiarzy dochodzę do wniosku, że oni wcale nie kochają psów, oni tylko kochają “mieć psa”. A to różnica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *