Jesteśmy fajni

w3
George Spencer Watson, Hilda i Maggie, 1911
George Spencer Watson, Hilda i Maggie, 1911

Sądząc z wypowiedzi psiarzy w realu i w sieci, istnieją pewne żelazne reguły napędzające Wszechświat, a jedną z najważniejszych jest ta, że – masięrozumiećoczywistaoczywistość – „ludzie którzy lubią zwierzęta są dobrymi ludźmi”.

W podtekście: niczym Gene Kelly uwijający się pod parasolem w „Deszczowej piosence” nic, ino emanują ciepełkiem i miłością bliźniego. A to pacholę pogłaszczą w przelocie po pszenicznej czuprynce, a to staruszce zakupy przez jezdnię przeniosą, kotka bezdomnego po grzbiecie poczochrają, uśmiechają się do przechodniów i inne takie.

A propos tego przekonania: właściciele psów często w czambuł potępiają takich, co zwierzątek „nie lubią” (i tacy to już na pewno są „złymi ludźmi”), tyle, że w ich przekonaniu oznacza to raczej jakąkolwiek krytykę zachowań owych zwierzątek oraz ich posiadaczy.

Kiedy się z kolei zimnym okiem badacza przyjrzy realowi, nie zaś wirtualowi, przychodzi uściślić ową zasadę, a mianowicie „ludzie którzy lubią SWOJE zwierzęta są dobrymi ludźmi DLA SIEBIE”.

Kilka dni temu zdarzyło mi się natknąć na ów szczególny rodzaj Dobrego Człowieka. dog-658381_640 Mój pech: obok parkowej ławki spoczywał rozmaity sprzęt do szkolenia tudzież plecak. Udało mi się odejść od tego miejsca jakieś pięć metrów, po czym, rejestrując ruch za plecami, cóż widzę? Do moich rzeczy doszlusowała jakaś kobieta, przyholowana tam na krótkiej smyczy przez czarnego jamnika. I na tejże krótkiej smyczy go trzyma, pies zaś bez skrępowania i z wyraźną przyjemnością leje na zgromadzone przedmioty. Sic! Czy istnieje jakaś skuteczna odzywka na takowy obraz? Poza, ma się rozumieć, powszechnie używanym słowem określającym (po staropolsku) niewiastę lekkich obyczajów?

Najciekawsze, że nie udało mi się uzyskać słowa „przepraszam”. O nienie, bez przesady. Pieskowi zachciało się lać na cudzy plecak, to go oblał, wielkie rzeczy.

Skarżyła mi się kiedyś karmicielka kotów, osoba wielkiego serca (i posiadająca pełne uniwersyteckie wykształcenie w dziedzinie biologii na dodatek, to tak dla tych którzy owe karmicielki szufladkują do najniższej przegródki zwariowanych ubogich staruszek do rozmowy z którymi nie warto się zniżać), że w gruncie rzeczy zaczyna mieć dość wydawania kasy po to, żeby dokarmiać rzesze właścicielskich psów na swoim osiedlu.

dog-784638_960_720Większość psów dokładnie wie, gdzie są wykładane miski dla kotów, i tamże pędzi żeby sobie pojeść. A przy okazji pogonić kotki, fajna sprawa. Co na to właściciele tychże psów?

Standard: „mój pies tam chodzi ale niczego nie je!” (hue hue, ty żałosny naiwniaku),  „on chce się pobawić z kotkami ale nie zrobi krzywdy” (spadaj i dokształć się w dziedzinie popędów u psów). Jednak nagrodę Złotego Cielaka otrzymuje pan, który zwrócił pani karmicielce uwagę, że powinna „coś” zrobić, gdyż jego pies nabawił się jakiejś grzybicy w pysku i on, jego pan, uważa że to „od nieodpowiedniego kociego jedzenia” które kobieta wykłada na kocie miski. A może coś złapał od samych kotów? zafrasował się zacny pan.

Dobry Człowiek Kochający Psy tłumaczy listonoszowi, którego jego Pimpuś tarmosi właśnie za nogawkę, że naprawdę nie powinien tak się pętać po klatce schodowej, bo to zadrażnia zwierzę.

Dobra Kobieta Od Piesków wyrzuca stek obelg na biegacza który prosi żeby zapięła swojego zwierzaczka na smycz bo się go, zwyczajnie, obawia.

Dobrzy Ludzie Od Zwierzątek kochają je bardzo, ale nie sprzątają po nich, wynajdując setkę głupawych usprawiedliwień, a w rzeczywistości bojąc się że od tego zlecą im świetliste korony które z zapałem noszą.

I tak dalej, i tak dalej.

Reasumując, odpowiedź na pytanie: “czemu sporo ludzi deklaruje że nie lubi psów i że im one przeszkadzają” brzmi „ponieważ my, psiarze, robimy wiele żeby naszych zwierząt nie lubiono”.

park-606334_640Osobny rozdział to odnoszenie się do współbraci, czyli innych psiarzy. Wiadomo, znacznie łatwiej lubi się albo toleruje tych, których psy przyjaźnią się z naszymi, natomiast jeśli psy chciałyby sobie łby poukręcać, ba, wtedy jeśli już się pojawia, to jest to tzw. trudna miłość.

Generalnie zachowania właścicieli psów wobec siebie nie różnią się od tych wobec całego otoczenia, czyli: zależą oczywiście od osobistej kultury i przekonań. Jest jednak jeden rys szczególny: potrzeba wychowywania innych.

Pomnę dość zabawny epizod gdy doświadczona pani trener przytrzymała kiedyś w lesie swojego – dużego i potencjalnie bardzo niebezpiecznego – psa usiłując uchronić przed niespecjalnie miłym doświadczeniem pląsającego wokół, nieodwoływalnego psiego podrostka. Towarzysząca pieskowi (bo na pewno nie „prowadząca go”) nastoletnia panienka z pokolenia „internet-prawdę-ci-powie” przyglądała się temu z niesmakiem, w końcu jakoś ogarnęła swojego psa, rzucając na odchodnym: „Z psem trzeba pracować, proszę pani!” i powodując u pouczanej atak śmiechu, po trosze spowodowanego poczuciem absurdu, a po trosze – ulgi, bo w końcu głupawy szczeniak nie został zjedzony a mógłby, mając już poważnie zaburzoną umiejętność komunikacji z dorosłymi, nie znającymi się na żartach samcami.

Dziewczątko było w tzw. wrażliwym wieku, ewidentnie lubiło psy i się nimi interesowało, jeśli trafi na dobrego tresera – praktyka który wyciągnie ją z wirtualnego świata internetowych napinaczy, kiedyś zrozumie o co w tym wszystkim kaman. Jeśli nie – pozostanie na etapie poszukiwania dobrych rad na forach internetowych i wiary w rozmaite cuda oraz nauki coraz to bardziej wyrafinowanych nazw stosowanych dla bardzo prostych mechanizmów i czynności, tak, żeby to sprawiało wrażenie wiedzy tajemnej.

W internecie wszystkie psy wypowiadających się są doskonale wyszkolone oraz nie ma problemu w pozbawieniu ich naturalnych popędów oraz zmianie – nieraz o 180 stopni – ich wrodzonego charakteru.

W realu jakoś to tak nie wygląda, co możemy oglądać codziennie i we wszystkich miejscach gdzie schodzą się psiarze.

happy-917603_960_720Lata uczą pokory, miejmy nadzieję, ale raczej nie wszystkich. Dlatego ciągle jeszcze ci, którzy wyznają zasadę nieskrępowanego rozwoju piesków przymuszają właścicieli którzy ewidentnie (i z nieznanych przecież na razie powodów) usiłują izolować swojego zwierzaka od innych do „kontaktów socjalnych” z własnymi psami. Dopiero potem się okazuje że pies będący owocem takich eksperymentów jest chory, lękliwy, fobiczny, nadagresywny, po narkozie, niepotrzebne skreślić. Niemniej pierwsza reakcja jest zazwyczaj jedna: tamten człowiek który usiłuje uciekać ze swoim psem od naszego to nieodpowiedzialny pacan który się na psiej psychice nie zna, a my mu udowodnimy jak ślicznie się pieski komunikują. Ot co.

Podobnie dobroludziści urządzają aferę gdy tylko natkną się na kogoś kto spuszcza swojemu psu taki czy inny wpierdol, ops, przepraszam, używa awersji – nie mając pojęcia, co to za człowiek, co to za pies, co to zwierzę zrobiło przed chwilą, jaka byłą sytuacja, na jakim etapie jest ta para we wzajemnych stosunkach i tak dalej. Gdyżboalbowiem „powiedziane jest że wszelka przemoc jest zła” i już. Przykro mi to rzec, ale świat Disneya to nie jest dobry punkt odniesienia do realu.

Ogólnie: przekonanie o własnej fajności nie jest zbytnio O.K., bo prędzej czy później zaczynają mu towarzyszyć aspołeczne zachowania. I naprawdę fakt że lubimy zwierzątka (albo uważamy, że je lubimy) nie musi oznaczać jakiejś szczególnej wrażliwości – zobaczmy choćby, jak odnoszą się ludzie z prozwierzęcych organizacji do tzw. zwykłych zjadaczy chleba i spróbujmy się doszukać tam odrobiny empatii czy tylko… dobrego wychowania. Jestem taki świetny, wrażliwy na krzywdę zwierzątek więc rozjadę spychaczem wszystkich których podejrzewam że lubią je mniej ode mnie. Brr.

 

6 thoughts on “Jesteśmy fajni

  1. Justyna

    O, to to!

    Ci z organizacji prozwierzęcych lubią też zjadać się wzajemnie, nie tylko zwykłych wyjadaczy chleba. lubią oskarżać się wzajemnie o przekręctwa, zaniedbania itp. Zresztą większość hodowców też należy to tego typu psiarza: wystarczy, że pies konkurencji puści przy nich bąka, a już rodzi się gównoburza w psim światku. 😉 Nienawiść między hodowcami widać nei tylko na forach (hahah, polecam forum samojedzie, fora ozdóbek-pierdółek czy chociażby tam, gdzie jest rasa podzielona na typ pracujący i na wystawki), ale też na wuystawach i wszędzie… O ile jeszcze zdzierżę zwykłych psiarzy, ich kłótnie mogą wywołać u mnie jedynie uśmieszek czy przekleństwo to tyle hodowcy powinni sobą coś reprezentować, w końcu wystawiają opinię wszystkim. Ja wcale się nie dziwię, że ludzie uciekają do nowych związków, bo mnie samej słuchanie od jednego hodowcy opinii nt drugiego (paaani, on jest pseudolem! hoduje chore psy!) obrzydza i powoduje, że nie… jeśli to są ci “hodowcy z pasją” to ja chcę być od nich jak najdalej. Bo może są pasjonatami. Pasjonatami kłótni i gównoburz.

  2. Kwintesencją całego wpisu jest ten fragment:
    ~“czemu sporo ludzi deklaruje że nie lubi psów i że im one przeszkadzają” brzmi „ponieważ my, psiarze, robimy wiele żeby naszych zwierząt nie lubiono”.~ (do dałabym:[…]naszych zwierząt I NAS nie lubiono[…])

    Niestety. Prawda jest bolesna, my psiarze patrzymy na świat przez pryzmat czubka nosa swojego psa, chcemy sprowadzać świat pod naszego psa (negując i ignorując potrzeby innych ludzi, bo wadzi to potrzebom naszego psa) i mimo że ‘kochamy wszystkie psy’, cały świat kręci się w okół naszego psa i naszego ego. Stąd też tak chętnie negujemy, pouczamy, szufladkujemy innych psiarzy, szczególnie kiedy robią coś inaczej niż my, a normalnymi (w sensie nie psiarzami) ludźmi gardzimy. Nie wiem skąd to się wzięło, brak kultury osobistej? Możliwe, internet nie sprzyja jej rozwojowi, ale plucie jadem na kilometr jest wyuczone i mocno zakorzenione i przenoszone coraz częściej do świata realnego. Niestety często jest to reprezentowane przez osoby, które zbyt wielkiej wiedzy, czy umiejętności nie mają i nie wiele sobą (lub swoimi psami) prezentują, za to jest ich dużo w Internetach i niestety ze względu na swoją popularność często to one ‘kreują’ wizerunek psiarzy, przez co psiarz psiarzowi staje się wilkiem, bo szybko uczy się niemal jak młody piesek: Naszczekali na mnie? To ja zacznę pierwszy szczekać na innych, tak na wszelki wypadek. Ale wciąż kochamy wszystkie zwierzęta…

  3. Dość specyficznym środowiskiem są wegetarianie i weganie. Otóż oni również są tak fajni, że muszą się żreć między sobą głównie o to kto jest prawdziwszy w tym co robi. Kto NA PRAWDĘ kocha zwierzątka.
    Sama nie jem mięsa także mam takie piekiełko nie tylko wśród psiarzy ale też wśród wegetarian. No jednak jesteśmy istotami stadnymi i lubimy przynależeć do jakiejś grupy i szukamy podobnych nam ludzi.

  4. Ogromnie, OGROMNIE raduję się serce me, że trafiłam na tego bloga. Brakowało mi takiego kunsztu wypowiedzi i fantastycznych obserwacji – przy każdym akapicie gorliwie kiwałam głową, aż mię grzywka opadała na oczy. No uszanowanko!

    Czytając Twoje perypetie pozostaje mi się jedynie cieszyć, że żyję sobie na opłotkach wielkiego, kynologicznego świata, mając 2 minuty od domu bezkresne pola, a zagęszczenie psiarza na metr kwadratowy jest niemal równe 0.

    Mogę sobie trenować, mogę rzucać panienkami na mojego rozkosznego adopciaczka, a kiedy łaknę spaceru z pieskami, skrzykuję swoją ekipę ogarniętych psiarzy i na swej trasie unikamy wszelkiego zwierza oraz człeka.

    Niechybnie będę wracać i polecać, szapoba!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *