Kalizm ma się dobrze

w3

dog-390710_640Dzielenie ludzkiej populacji na swoich i obcych jest zupełnie naturalne i nie ma nad czym ubolewać; w dobie infantylizmu zalewającego nasz gatunek dzięki internetowi (tak tak, bracia internauci, jesteśmy infantylni i niedojrzali, co tu kryć, o czym zaświadcza każde losowo wybrane i podczytane forum internetowe, a zwłaszcza Facebook) tworzenie sojuszy i tropienie wrogów urosło do rangi stylu życia. Czasem jednak nie da się, zwyczajnie nie da umościć okrakiem na barykadzie. Pozycja niewygodna a i – trawestując znane powiedzenie – niegodna filozofa.

Z podziwem śledzę na przykład groteskową – taka się stała – sprawę starej zaginionej bokserki. To znaczy nie zaginionej, a uratowanej przez pewną fundację z łap nieodpowiedzialnego właściciela u którego co prawda mieszkała sobie w domu na kanapie, ale miała za długie pazury.

A, no i w wieku trzynastu lat nie posiadała organizmu typowego dla psa dwuletniego, co, jak powszechnie wiadomo, da się naprawić gdy zrobi się psu odpowiednio dużo przeróżnych badań, najlepiej kosztownych bo i tak zapłacą za nie pożyteczni idioci z internetu.

No więc według oficjalnego komunikatu nieszczęsna suka zakończyła życie, z dala od pana z którym przeżyła kilkanaście lat, a po drodze była przetrzymywana, co udało się ustalić, w czymś co dla zwolenników fundacji było „psim rajem” a dla jej przeciwnikiem „schroniskiem”, zaś, obiektywnie rzecz biorąc, było hotelem dla zwierząt trzymanych na poły na zewnątrz, na poły w budynkach o mocno średnim standardzie. Takim trochę niżej średnim, ale nie ma o co kruszyć kopii. Generalnie stary pies który przywykł do układu: „jeden człowiek + jeden kot + samotny biały żagiel czyli on sam” nie będzie się dobrze czuł w miejscu gdzie jest tych psów od groma. A na dodatek z wyściełanego mebla i warunków domowych ląduje na podwóreczku, pełnym rożnych urządzeń i zabaweczek dla psów – które to zabaweczki ma głęboko w rzyci.

No niefajnie mu się to życie skończyło, temu psu. A i człowieka, jego właściciela, szkoda. Co przeżył, to jego.

puppy-201181_640Po drodze wyszło że psi podopieczni fundacji byli przetrzymywani też w innych miejscach, w warunkach urągających przyzwoitości. Jak nie lubię ciumciania i zachwytu nad sterylnymi warunkami utrzymania psów, tak w tym przypadku naprawdę przekroczono granice.

Generalnie: cała historia tej suki i cała działalność owej fundacji jest najzwyczajniej w świecie nie do obrony, i darujmy sobie świętojebliwe stwierdzenia „prawda leży pośrodku” bo to bzdura: prawda leży tam, gdzie leży, i naprawdę trudno jest ciągle utrzymywać postawę „jeśli fakty przeczą głoszonym teoriom, tym gorzej dla faktów”.

Tego typu historie zdarzają się ciągle, może nie aż tak spektakularne, nieraz bez szerokiego echa, ale naprawdę to nic nowego pod słońcem.

Najbardziej zadziwia postawa ot, ludzieńków, bowiem spora część z nich zazwyczaj stoi sobie w zbitym stadzie i co by się nie działo, beczy o podziwie dla wspaniałej fundacji, wspaniałych obrońców zwierzątek i ich wspaniałych decyzji oraz zwalcza wrogów postępu hasłami o nienawiści, niszczeniu, hejcie i co tylko.

Najśmieszniejsze, że tzw. ogół miłośników zwierzątek działa na przycisk „obraz – reakcja” dokładnie jak pies Pawłowa. Wystarczy zdjęcie pieska w jakimś tam bałaganie albo fotografia jednego pazurka który niebacznie pozostawiono za długi, duszoszczypatielny komentarz i gotowe. Biedny psiunio, łobuz właściciel i tak dalej.

Ciekawe jest za to, że analogiczne zdjęcia podobnego pieska w podobnych warunkach, ale zapewnionych mu przez FUNDACJĘ albo ORGANIZACJĘ, tylko taką na którą np. długo łożyli albo której kibicowali, codziennie oglądając nowe serduszka i aniołki na stronie internetowej owocuje wygłoszonym półgębkiem komentarzem „nooo…, ten pies nie ma tak źle… w sumie…” albo „to tylko tymczasowo, to się poprawi!”.

Słowem: Kalemu ktoś zabrać krowa – źle, Kali zabrać komuś krowa – dobrze.

Interesujący mechanizm psychologiczny każący zaprzeczać do końca…, no bo wyszlibyśmy na durniów i naiwniaków którzy dawali się robić na perłowo przez klikę cwaniaków albo szurów, a kto chciałby być durniem i naiwniakiem?

Najfajniej w tym kraju robi się biznesy na zwierzętach bezdomnych, bo o nie nikt się nie upomni, a nawet jeśli, szybko można z niego zrobić drania albo „ciemnogroda” (ulubione sformułowanie jednej z Pań Kocich Aniołów, a nie, to zdaje się było „moher”), wystarczy ogłosić że ktoś kto nie zgadza się z jedynie słuszną linią partii…, tego, fundacji / organizacji / klubu to wstecznik który – na przykład – popiera niekontrolowany rozród zwierzątek, chce żeby pieski włóczyły się po ulicach i były zabijane przez samochody, nie wierzy w medycynę i jej osiągnięcia a chciałby leczyć zwierzęta okadzaniem i inne takie.

Następne w kolejności są – i tu, uwaga, psiarze i kociarze – zwierzątka właścicielskie.

W ich przypadku wystarczy z ich pana zrobić łajdaka albo sklerotyka, psychopatę, okrutnika lub tylko nieodpowiedzialnego dupka i voila, można wywijać jak się chce przy wtórze chóru fanów.

Towarzysz Beria mawiał, że nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani. Dotyczy to także Was, drodzy posiadacze piesków i kotków.

Przestańcie sobie wmawiać że Was „to” nigdy nie spotka, bo dbacie o swoje zwierzątka a ci, którym psy czy koty zajumano, nie dbali.

Nie szukajcie prostego prawa przyczyny i skutku, bo to tak nie działa.

To, że z Waszym zwierzakiem nic się nie stało, świadczy tylko o szczęśliwym przypadku. Po prostu nie spoczęło na was i waszym psie oko Saurona.

Wasz wyniuniany biszonek może na przykład utaplać się w błotku i dać dyla na chwilę – a wtedy na widok zdjęć niegdyś białego psiuńcia w kolorze burym facebookowicze zawyją ze zgrozy i będą żądać powieszenia Was na najbliższej latarni.

dog-866740_640Jeśli planowo lub przypadkowo przepuściliście termin szczepień zwierzęcia, to dopiero na tym się ujedzie, podobnie jak nie daj Boże na braku sterylki / kastracji, zapaleniu spojówek (które w Waszym przypadku jest na przykład lekooporne i przewlekłe i cały czas z nim walczycie, ale ważne, że pies owo zapalenie spojówek ma, co świadczy że jesteście podli i nie dbaliście o zwierzątko), kołtunach (komu się nie przydarza…? walniętemu w mózg groomerowi który cały czas ćwiczy na swoich zwierzakach, może…), zabrudzonych uszach, przydługich pazurach i tak dalej.

Jakby co, będziecie mieć czkawkę od ciągłego wspominania Was w mediach społecznościowych – przy czym będą to życzenia śmierci, kalectwa, żądanie odebrania Wam innych zwierząt, dzieci, staruszków rodziców i samochodu, obłupienia ze skóry, wsadzenia do pierdla na długie lata, nasłania kiboli* (z sekcji sportowej) i tak dalej.

A w perspektywie czekać Was będzie walka o własnego zwierzaka, do której – w sumie – najlepiej wykorzystać inną fundację, może podobnie działającą? Może też umoczoną w różne figle? Byleby troszkę lepiej obeznaną w prawie i mniej bezczelną, od tej „sauronowej”.

Nie ma jak walka buldogów, nawet nie pod dywanem.

Czego oczywiście nikomu nie życzę.

 

 

*) żeby nie było: są w porzo, w swej masie, tylko żądający o tym nie wiedzą

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *