Każdy marzy o psie

w3

dog-571125_640

… kiedy ma dwanaście lat.

Nie – kiedy ma dwa lata. Naprawdę. O nastolatkach kiedy indziej, teraz o paroletnich kynologach.

Bebechy się wywracają gdy po raz kolejny czyta się jak to człowiek jakiś poszukuje psa – koniecznie yorka, westie, buldożka czy niechby, że niemieckiego doga – ponieważ jego pociecha „marzy” o takim piesku, takim i tylko takim, po czym wychodzi na to że pociecha właśnie skończyła dwa lata i nie jest w stanie wyartykułować czegokolwiek bardziej skomplikowanego niż chęć zjedzenia czy wypicia, czy informacji że jest jej zimno. Ale, jak się okazuje, już w życiu płodowym dziecko miało ukształtowany gust i wiedziało, że jeśli pies, to tylko york, maltańczyk, buldożek, dog. Ewentualnie, w wersji lajtowej, że jego ideałem jest „kudłaty piesek”, może być przygarnięty bo wtedy robimy dobry uczynek.

Kiedy już taki zwierzak – dog rzadziej, częściej niestety pada na psy ras małych i miniaturowych którym znacznie trudniej się bronić przed niewczesnymi karesami dzieci – zląduje w domu, scenariusz bywa do bólu przewidywalny, bo dwu, trzylatek nie jest opiekuńczą „psią mamusią” czy „psim tatusiem” tylko nieukształtowaną psychicznie istotką której rodziciele wręczyli prześmieszną zabawkę, fajną, bo poruszającą się, wydającą dźwięki i tak dalej.

cartoon-1082114_960_720Już widzę jak się czytelnicy obruszają. Bowiem wiadomo, że nasze dzieci są inne – niezależnie od tego, jak przebiega rozwój młodego osobnika ludzkiego gatunku, nasze dziecko nigdy by nie zrobiło krzywdy zwierzątku, jest nad wiek dojrzałe i w ogóle to gdyby chciało, studiowałoby wyższą algebrę w wieku półtora roku, tylko chwilowo nie ma na to ochoty. A empatię ma na poziomie świętej Matki Teresy z Kalkuty i to takie wrodzone jest.

Na dodatek my jesteśmy bardzo światłymi rodzicami i w magiczny wręcz sposób multiplikujemy czas żeby mieć go zawsze pod dostatkiem na potrzeby potomka oraz psa, przy czym ani na chwilę nie spuszczamy tej pary z oka, w związku z czym nigdy nie dochodzi do sytuacji w której dziecko rozgniecie zwierzaka albo goni za nim piszcząc głośno i próbując trafić go drewnianym klockiem. Tak robią inne, „niegrzeczne” dzieci, wiadomo. My tłumaczymy i nasz potomek pojmuje to i dostosowuje się, od pierwszej wygłoszonej do niego uwagi, dlatego nigdy nie zachowa się wobec psa niestosownie.

boy-1053514_960_720A, jest jeszcze inna możliwość, to taka, że nasze dziecko ma zapewniony nieskrępowany rozwój, który pozwoli mu wyrastać w szczęściu i dlatego nigdy, nigdy nie zarzuci nam że miało toksycznych rodziców. Sprawy miedzy nim a psem same się uregulują, ważne żeby nie przeszkadzać, a to, że malec skacze po psie jest zupełnie normalne w tym wieku, w sumie dlaczego nie mógłby skoro skacze i po nas, kiedy się na przykład położymy na chwilę, to tylko dziecko, a zakazy powodują frustrację, a tak w ogóle to co, otoczenie chciałoby żeby maleństwo jak w koszarach wychowywać?

No i tak się toczy rodzinne życie. Jeśli pies jest z natury uległy albo został kiedyś w życiu porządnie postraszony i wie, że ludzie potrafią zabić, jego życie przeradza się nieraz w istną drogę przez mękę, okraszoną zachwytami rodziców że „nasza Zojka jest taka wspaniała przy dzieciach”. Zwierzak cierpi, ale, rzeczywiście, się czynnie nie broni.

Szczytem szczytów było znalezione przeze mnie kiedyś w internecie ogłoszenie pewnej pani robiącej za tak zwany dom tymczasowy dla malutkiej, lękliwej suczki, w którym owa ciężko pokarana przez los brakiem rozumu niewiasta uznała za stosowne zaznaczyć, że jej podopieczna jest tak łagodna, że „daje ze sobą wszystko zrobić” i dlatego „nadaje się do dzieci, bo nie ugryzie choćby ją męczyły”.

Cudownie wprost. Jak się nie ma farta w życiu, to na całego. Pies nie dość, że już miał przejścia, to ma szanse na następne, i to takie długofalowe, trwające przez całe życie, bowiem podejrzewam że na tak sformułowane ogłoszenie odezwie się bardzo szczególny sort dumnych rodziców z parolatkami „marzącymi” o piesku.

Natomiast w realu jest też opcja że pies przywali zębami dziecku z powodu własnych gatunkowych uwarunkowań. I to bynajmniej nie musi się wydarzyć przy bardzo dla nas oczywistych sytuacjach w których gołym okiem widać, że dzieciak jednak mu dokuczył. Zazwyczaj ataki na dzieci wyglądają źle z banalnych powodów: malcy mają twarze na wysokości psiego pyska i to – można sprawdzić statystyki – dziecięce buzie są najczęściej narażone na pokiereszowanie.

Ba… Spróbujcie kiedyś powiedzieć w internecie (dlatego wybieram internet, że to medium w którym możemy się spodziewać natychmiastowej odpowiedzi), że pewne zachowania dzieci wobec psów są zwyczajnie nierozważne i grożą uszkodzeniem – dziecka, nie psa… oraz, że istnieją psy które mogą być, potencjalnie, niebezpieczne dla ludzkiego szczenięcia.

Leerburg_kidbites
Źródło: : leerburg.com

Dostaniecie na to jakieś tysiąc pięćset zdjęć na których dzieci w różnym wieku, płci, kolorze i stopniu zabrudzenia tulą się do psów, leżą na psach, przykładają twarze do psich pysków, albo na których psy leżą na dzieciach  – i zostaniecie zrugani za zbrodniomyśl której się dopuściliście. Bo przecież „normalny pies dziecka nie skrzywdzi”. A te psy to wprost uwielbiają jak dzieciaki w nie wycierają ręce, nogi i tułowie.

Disney rządzi. Te zdjęcia to nic innego, niż tylko przejaw nabożnego myślenia, że nasze pieski to ludziki, tylko ofutrzone; i – co gorsza – chcielibyśmy wobec tego żeby nas i naszą progeniturę traktowały tak, jak ludziki powinny to robić, czyli kochać, poważać, szanować, uwielbiać, zachwycać się wszystkim co robią i tak dalej. Abstrahując od faktu, że nawet ludzie z bliższego czy dalszego otoczenia nie mają obowiązku naszych dzieci kochać, poważać, szanować i co tylko…, my zaś, oczekując powyższego od całego świata mamy z lekka poprzestawiane w głowach, głównie przez nieuświadomiony, ale do bólu odczuwany fakt że oto obok nas drepczą nasze własne, powielone geny, to psy pozostaną odrębnym od nas gatunkiem i kwestię ludzkiego szczeniaka w domu traktują po psiemu, nie po ludzku.

Logicznie w sumie, jeśli już wierzymy w ten disneyowski układ ludzie-psy, podlany dodatkowo sosem hierarchiczności i układów stadnych (sam w sobie ten sos ma wiele prawdy, tylko interpretacja kuleje), to siłą rzeczy zaczynamy wyznawać teorię że ten ludzik-pies naszego dziecka nie ruszy (bo „potomek pary dominującej…”, bla bla bla, znamy tę interpretację).

Jeśli zaś ruszy, no to coś strasznego dzieje się w jego głowie, zgroza. W sumie to prawda, pies nie powinien zaatakować dziecka, jednak pod warunkiem że w układ domowy jest znakomicie uporządkowany: i pies, i dziecko znajdują się absolutnie w cuglach, a dorośli, na dodatek, umieją doskonale czytać psią mowę ciała.

Ludziom trudno zrozumieć, że dla większości psów dzieci, zwłaszcza te małe, są nad wyraz irytującymi stworzeniami: hałaśliwe, nieprzewidywalne, wydające dziwne dźwięki, wykonujące nieoczekiwane ruchy – wszystko, co tylko może wmurwić zwierzę, dzieci mają w swoim repertuarze.

Niekoniecznie bezpośrednie drażnienie może spowodować katastrofę – to zdarza się na ogół w rodzinie, i zazwyczaj jest poprzedzane całymi tygodniami czy miesiącami ostrzegania, którego to ostrzegania rozkochani w dziecięciu i lubiący psa rodzice nie dostrzegają.

child-646149_960_720W kontaktach dzieci z psami preferowane jest uczenie małych ludzi że najfajniej jest zbliżać twarz tuż do psiego pyska – zachowanie potwornie przez psy nielubiane i traktowane jako skrajny wyraz… ludzkiego złego wychowania, rozmaite formy „ukochania” polegające na całej serii wyzywających dla psa gestów, jak tulenie, obejmowanie, kładzenie się na psie i tak dalej.

O, tu mamy niezły przykład, kiedy efekt wdrukowanego nam w dzieciństwie przekonania że psy kochają kiedy się przybliża twarz do ich pyska może przynieść zadziwiające owoce

Wobec dzieci psu nieznanych często z kolei uruchamia się popęd łowiecki i to piszczące, przebiegające obok (albo przejeżdżające na rowerku – ha!) bywa potraktowane, ku zapowietrzeniu opiekunów dziecka, jak zwykła zdobycz.

W sumie psy to naprawdę wyjątkowo cierpliwe stworzenia i pozwalają nam i naszym dzieciom na wiele. Jak na to, co wyczyniają w ich obecności ludzie, wypadków pogryzień jest naprawdę mało. Dość optymistyczne, choć pewnie lepiej by było gdybyśmy wszyscy potrafili zachować zdrowy rozsądek.

Źródło: Library of Congress
Źródło: Library of Congress

Czy dzieci to potwory? Jasne że nie! Czy psy nie mogą koegzystować z dziećmi? Ależ mogą i jest na to wiele pozytywnych przykładów! Jednak układ normalny jest taki, że rodzice mają SWOJEGO psa – chcieli go, marzyli o nim, podjęli trudną decyzję przyjęcia go pod swój dach choć wiedzieli że przy rozlicznych obowiązkach przy dziecku / dzieciach dojdzie im dużo roboty przy zwierzęciu. I ci rodzice naprawdę bacznie monitorują, co się dzieje na linii mały człowiek-pies.

Tak naprawdę wyznacznikiem tego, czy to prawda, czy sobie tylko wyobrażamy jak cudownie bawi się piesek przy naszym potomku jest fakt, że zwierzę samo z siebie, bez namawiania czy aranżowania takich sytuacji, szuka towarzystwa dzieciaka. I to niekoniecznie kiedy małe siedzi w wysokim krzesełku i właśnie nauczyło się spuszczać kolejne porcje przecieru sygnowanego nazwiskiem doktora Gerbera na podłogę obok krzesła, ciesząc się rozgłośnie gdy pies tę porcyjkę zlizuje.

5 thoughts on “Każdy marzy o psie

  1. Gosia i Rocca

    Amen 🙂 Dodam jeszcze, że mimo wszystko prawdą jest, że dzieci mają u psów większą taryfę ulgową niż dorośli. Dlaczego? Chodzi o kształt buzi, który ma wspólne cechy u szczeniaków i u ludzkich dzieci i u małpeczek i w ogóle u ssaków (przynajmniej znacznej ich części). Bardziej płaski niż u dorosłych i większa głowa oraz oczy. To wyzwala w ssakach naturalny popęd, aby się takim czymś opiekować. Ewolucja! Oczywiście to nie sprawia, że magicznie każdy pies będzie wspaniałą, naturalną opiekunką a dzieciak może sobie z takim psem robić co ma ochotę.

  2. Taaa dzieci to nie potwory… powiedzcie to Donnerowi 😛 Mój pies na widok dzieci dostaje furii, czemu? Bo mieszkamy na osiedlu pełnym watpliwej inteligencji rodziców, którzy najpierw straszyli dzieci moim psem: “Jak będziesz niedobry to ten duży pies Cię zje” obrażając się na moje prośby by nie straszyli dzieci moim psem. Efektem kilku miesięcy (odkąd tam mieszkamy) i takiego podejścia rodziców, dzieci na widok psa zaczynaja ryczeć na całe osiedle, drąc się w niebogłosy, że się boją, że idzie ten duży pies. Na co mój pies widząc tak nienormalne zachowanie zaczyna się denerowować. I rodzice mają to co chcieli. Eh… A to że rodzice uważają, że dla dziecka najlepszy jest szczeniak i mała rasa, bardzo szybko pozbywaja sie takiego szczeniaka, bo jednak niedogadał się z dzieckiem.

  3. Podpisujemy się wszystkimi łapami!

    Kiedyś przyjechali do nas pewni państwo chcąc kupić szczeniaka – już natychmiast, w tym momencie (nie miało znaczenia ze maluchy miały 7 tygodni 😉 ). Dla synka. Bo synek chce.
    Synek póltora roku 😀
    cała historia tutaj: klik klik

    Śledzie pozdrawiają!

Pozostaw odpowiedź Moje Życie z Owczarkiem Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *