Kiedy rozum śpi

statler3

W pogodny sierpniowy dzień pewien 52- letni mieszkaniec Yorkshire  jak co dzień zabrał swojego yorka na spacer. Nagle zaatakował ich pies sąsiada, który wydostał się zza ogrodzenia i postanowił przekąsić yorka (tudzież po prostu wyeliminować zbyt blisko mieszkającego rywala – samca).  Właściciel złapał swojego yorka na ręce równocześnie kopiąc i odganiając napastnika, który ugryzł go boleśnie w nogę w kilku miejscach, a następnie uciekł po czym został złapany i zabrany pod obserwację, a właścicielowi pomocy udzieliło pogotowie, które zjawiło się na miejscu.

Tak mniej więcej wygląda pogryzienie przez psa w wyobraźni większości miłośników zwierząt. „Agresywne” psy należy czym prędzej odebrać, ulokować u ludzi, którzy odpowiednią „pracą i miłością” odkręcą negatywne zachowania czworonoga i ulokują go w dobrym domku u kochających ludzi.

Niestety ta historia skończyła się zupełnie inaczej, mnie osobiście przyprawiła o autentyczne senne koszmary i chociaż wszyscy wolelibyśmy takie standardowe sytuacje, cały problem polega na tym, że czasem pogryzienia są naprawdę tragiczne w skutkach. Jeśli ktoś bardzo wrażliwy to radzę nie czytać dalej.images

Pan, który wyprowadzał swojego yorka rzeczywiście próbował odgonić napastnika. Pies bardzo szybko przekierował się z psa na człowieka i zaczął gryźć jego. Jak relacjonowali później świadkowie (a było ich kilku i nikt nic nie zrobił, o czym dalej), w pierwszej kolejności pies odgryzł temu panu rzepkę.  Można się domyślać, że odgryzienie stawu kolanowego powoduje na tyle duży ból i szok, że uniemożliwia myślenie o jakiejkolwiek obronie. Uniemożliwia wręcz stanie na nogach. A więc w ciągu minuty dorosły mężczyzna staje się kompletnie bezbronną ofiarą tortur.
Już po tym jak pies zwalił Davida (tak nazywał się ten człowiek) z nóg, jeden ze świadków zdarzenia rzucił mu nóż jako narzędzie samoobrony, ale jak potem mówił „on nie próbował go podnieść, jakby się poddał”.
Nie, idioto, nie poddał się, prawdopodobnie tracił z bólu przytomność.

Inni świadkowie utrzymywali, że długo wzywał pomocy ale „to wyglądało jak rzeźnia” „było tyle krwi” i „on tak strasznie krzyczał”. A więc mieli czas udać się po nóż, oglądali jak przerzuciwszy się z nóg na szyję i głowę pies przeciąga człowieka stopniowo coraz bliżej swojego terenu, widzieli że „ilość krwi jaką stracił to była chyba połowa masy jego ciała”, ale nie pofatygowali się mu pomóc.

W końcu przyjechała wezwana na miejsce policja i (uwaga, uwaga) zdecydowała nie używać paralizatora z obawy, że nieodpowiednie napięcie może zabić niedużego psa.
Tak, tak, panowie widzieli jak zwierzę zagryza żywego jeszcze człowieka i podjęli decyzję o nie użyciu paralizatora za to…
Za to wezwali na pomoc armed response unit czyli tych takich uzbrojonych po uszy panów z karabinami maszynowymi, jeżdżących opancerzonym wozem (!) (standardowi policjanci w Anglii nie noszą broni). Podobno wcześniej próbowali okładać psa gaśnicą, ale to nic nie dało (zapewne go bardziej trącali, co by nie uszkodzić przypadkiem).

W czasie kiedy bezradni świadkowie i bezradni policjanci patrzyli jak ok. 20-30 kg piesek rozszarpuje dorosłego mężczyznę pojawił się wezwany przez telefon właściciel, któremu udało się psa odciągnąć.

Na skutek pogryzienia David Ellam zmarł w szpitalu parę godzin później.

To pogryzienie miało miejsce 15 sierpnia, tuż po 15 rocznicy wprowadzenia w Anglii przepisów BSL (Breed Specific Legislation), na mocy których psy niebezpieczne (pitbulle, fila brasileiro, dogo argentino i ich mieszanki) są zakazane i usypiane. Wydarzyło się również w niecały tydzień po tym jak Ali (tenże agresywny pies) wrócił z miesięcznej obserwacji podczas której ustalano czy jest mieszanką pitbulla (a zatem psem agresywnym) czy też nie. Ali miał już na swoim koncie ugryzienia i sąsiedzi skarżyli, że się boją. Pies został jednak oddany z powrotem gdyż nie znaleziono w nim dość cech pitbulla i uznano za mieszankę staffika i laba.

W tej nieszczęsnej sprawie jest tak dużo wymiarów bezmyślności, tchórzostwa i czystej głupoty że mnie osobiście ogarnia przerażenie.

danger
Właściciel, który nigdy nie powinien mieć psa większego od chihuahua, zostawia go bez nadzoru na nie dość zabezpieczonym terenie (co zdarzało się wcześniej i było zgłaszane), prawdopodobnie źle traktuje itp. Swoją drogą poprzedniego psa przekazał podobno RSPCA bo był zbyt agresywny żeby go trzymać.

Policja i służby nie są w stanie ustalić czy pies jest agresywny i stanowi zagrożenie, ani przerwać ataku psa z czystej politycznej poprawności – bo boją się, że efekty ich działań będą „źle ocenione”.

Świadkowie, z których żaden nie spróbował fizycznie pomóc tak potwornie okaleczanemu człowiekowi bo się po prostu przestraszyli. To nie był lew, niedźwiedź, wielki drapieżnik. To był średniej wielkości pies, który gryzł łatwą ofiarę.

Prawodawcy, którzy próbują skomplikowane sprawy rozwiązać uproszczonymi przepisami, dając w gruncie rzeczy możliwość umycia rąk, kiedy pies nie spełnia wymagań bycia odpowiednio pitbullowatym.

Z okazji rocznicy wprowadzenia BSL pojawiło się sporo podsumowujących statystyk; w ciągu 15 lat (do 13 sierpnia) w wyniku zdarzeń z udziałem psów zmarło 30 osób, z czego 21 zostało pogryzionych przez rasy/ typy psów, które nie są zakazane prawem. Oprócz Davida Ellama, w drugiej połowie sierpnia w Anglii zmarł też kilkuletni chłopiec zagryziony przez buldoga amerykańskiego.
W ciągu 10 lat o 76% wzrosła ilość pogryzień wymagających interwencji lekarzy. Równocześnie uśpiono wiele psów, które były socjalnymi i miłymi zwierzętami w nieodpowiednim typie.

Jakiś tekst o BSL się jeszcze pewnie pojawi bo to temat który od czasu do czasu pojawia się i u nas.

Tymczasem facebookowi miłośnicy zwierząt litują się nad Alim, który prawdopodobnie zostanie uśpiony, a to przecież nie jego wina, tylko tego drania właściciela.
Owszem, właściciel oczekuje na proces i mamy nadzieję, że usłyszy sprawiedliwy (surowy) wyrok.
Jeśli ktoś naprawdę lituje się nad psem i chciałby mu pomóc zawsze może spróbować go przygarnąć.
Agresja jest cechą która u psów jak i u ludzi występuje w różnym natężeniu, czasem nawet lata na kozetce u psychiatry nie pomagają, a sąd nie nie uniewinnia zabójcy żony, który zadźgał ją po złości tylko dlatego, że miał trudne dzieciństwo.

David Ellam miał tego dnia strasznego pecha, spotkał agresywnego psa, który miał za właściciela idiotę, tchórzliwych i głupich policjantów i nie lepszych sąsiadów, w kraju w którym przepisy mające temu zapobiec zupełnie się nie sprawdziły.

2 thoughts on “Kiedy rozum śpi

  1. Dorota

    Przerażająca historia. Oby nigdy nikomu z nas nie przytrafiło się coś podobnego.

    W sumie przydałby się też jakiś tekst o medialnej nagonce na “psy ras niebezpiecznych” bowiem nader często przewodnicy takich psów prowadząc spokojnie idące przy nodze, w pełni opanowane zwierzę doświadczają ataków różnych ludzi, tylko za sam fakt przynależności rasowej ich psa.

    Zdaję sobie sprawę, że czasem takie rasy przyciągają ludzi słabych psychicznie, niezrównoważonych, zafascynowanych posiadaniem psa, który budzi powszechny lęk otoczenia dzięki czemu wszyscy będą go omijać ale istnieje całkiem spora grupa odpowiedzialnych ludzi, takich, co to nie rozbudzają zachowań agresywnych, socjalizują i szkolą od małego, w efekcie czego taki, dajmy na to, rottweiler jest niekiedy bardziej bezpieczny od niejednego owczarka, zwłaszcza, że niestety, popularność ONków niekorzystnie odbiła się na jakości pogłowia tej rasy.

  2. Zoja

    Na moim osiedlu mieszkaniowym suka będąca mieszanką husky i owczarka niemieckiego: jest zjawiskowo piękna i zupełnie nie przypomina żadnej z ras tzw.niebezpiecznych.. Tymczasem suka ma zwyczaj atakowania innych suk bez ostrzeżenia i bez hamulców. Pierwszy raz zaatakowała moją sukę po tym jak zwabiła ją kładąc się na ziemi i machając ogonem. Gdy moja podeszła, cała zadowolona z ‘obiecanej’ zabawy, została powalona na ziemię i tylko szczęściu zawdzięcza wysunięcie się spod agresora. Następna sytuacja wyglądała tak, że agresorka wyskoczyła zza zaparkowanego auta; moja ukryła się za mną, a obca stanęła przede mną szczędząc kły… Gdy zwróciłam się do podpitego właściciela z prośbą o zabranie suki usłyszałam “je…ij ją w łeb z kamasza to się odpie..li”. Gdy nie zastosowałam się do tej rady, właściciel złapał sukę za kark i rzucił nią o asfalt, następnie zaczął ją okładać pięściami… Stanęłam w jej obronie. Wezwałam policję. Przyjechali po godzinie do domu tego pijaczka (bo akurat znam jego adres, a przecież nie jest to oczywiste,…) i… Nawet mandatu mu nie dali. Zgłosiłam sprawę do organizacji pro-zwierzęcej: przyjechali, pogrozili panu paluszkiem i odjechali. Mnie poinformowali, że nie mają podstaw podjęcia bardziej radykalnych działań, bo… Suka dobrze wygląda i na nich się nie rzucała… No cóż, trzeba widocznie zaczekać, aż zagryzie jakieś dziecko spacerujące z yorko-maltanem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *