Lekarzu! Lecz się sam!

statler3Niewiele jest na rynku produktów i usług takich segmentów, gdzie klient nie zdaje sobie sprawy jaki powinien być produkt, który otrzymuje.

Jak zwykle psy górą – boją się? To jest rasa nieufna, taki jest wzorzec. Kosztują tysiące pozostawione w gabinetach weterynaryjnych? To nic takiego, to tylko drobna korekta wpadającej w oczy skóry. Nie mają elementarnej socjalizacji w okresie szczenięctwa? No przecież to tylko pies, hodowca nie może całego miotu wychowywać i uczyć, poza tym są jeszcze “za małe”.

Tak jest też ze szkoleniem. Niby początkowo człowiek wie do czego zmierza – chciałby mieć ogólną kontrolę nad psem. Czasem przy okazji chciałby miło spędzić z psem czas. Czasem chciałby żeby pies miło spędził czas. Nie wie jednak jak jakość szkolenia zweryfikować i co w zasadzie potrafi wyszkolony (nauczony/ wychowany) pies.

Kiedyś funkcję kontrolną spełniały związkowe egzaminy posłuszeństwa. To było kiedyś i odeszło w dal. Już dawno w ogromnej większości zamieniły się w festiwal przepychania kolejnych kursantów pod nosem niepatrzącego sędziego po to, żeby szkółka organizująca szkolenie mogła wykazać się odpowiednią statystyką sukcesów. Ale takie już jest nasze drogie ZKwP – nie ma tego dobrego, czego by nie zepsuło, nad czym w gruncie rzeczy nie warto się tutaj rozwodzić. Bo jest coś w zamian.

Całe rzesze certyfikowanych w procesie nauki korespondencyjnej (i nie tylko) zawodowców, którzy szkoleniem również się zajmują. Nie ma w tym nic złego, konkurencja zdrowa rzecz i jak ktoś dobrze szkoli to wszyscy na tym korzystają.

Problem w tym, że daje się coraz częściej obserwować zjawisko właścicieli, którzy ze swoim czworonogiem i pełnym profesjonalnym sprzętem dostępnym w sklepach i internecie (niezbędnym rzecz jasna do osiągnięcia pełnego sukcesu w pracy z psem), przechadzają się powtarzając jak mantrę komendy “do mnie” “siad” waruj” “noga”, kompletnie nie wiedząc co znaczą i co powinny znaczyć dla psa.

Niewiedza sama w sobie nie jest niczym złym, pozytywne nastawienie psiarzy do szkolenia cieszy, kłopot w tym, że bardzo często są już po “szkółce”, “przedszkolu” “kursie”, na którym nikt im nie powiedział, że “do mnie” nie znaczy że pies ma biegać w kółko właściciela (i tak brawo dla szkoleniowca bo znaczy się udało się psa nauczyć na tyle, że w ogóle reaguje). “Siad” nie polega na wielokrotnym teatralnym powtarzaniu komendy, wspomaganym teatralnymi gestami i zachodzeniem psu drogi (względnie odkręcaniem mu pyska żeby coś dotarło). A “zostań” nie jest wyścigiem o to żeby jak najszybciej powiedzieć “koniec!” lub “ok!” (koniecznie piskliwym wesołym “motywującym” głosikiem), jeszcze zanim pies sam wstanie.

To ostatnie powoli staje się wizytówką pewnego typu szkółek dla psów, po których właścicielom najlepiej idzie właśnie “ok”! i “koniec”! A pies jak był niesforny i zajęty swoimi sprawami – tak jest nadal.

Szkoląc psy można popełnić mnóstwo błędów (kto uważa, że ich nie popełnił ten nigdy psa nie szkolił), efekty większości są najczęściej odwracalne, ale Drogie Szkolące Towarzystwo: przychodzą do Was ludzie, mają potrzebę, entuzjazm, oczekiwanie – miejcie dość przyzwoitości, żeby nauczyć się tego czego sami uczycie, co?

Jeśli ktoś czuje się powyższym postulatem dotknięty – tym bardziej powinien udać się na taki klasyczny “termin”, najlepiej do wielu mistrzów (różnorodność rozwija) bo nauka psów i ludzi którzy z nimi pracują nie jest bynajmniej prosta, nie da się jej przyswoić ani korespondencyjnie, ani nawet podczas weekendowych warsztatów.  Jeśli to taki kłopot to nic nie będzie nawet z oglądania youtuba (mimo, że i z youtuba można się czegoś nauczyć), dlatego że najpierw trzeba umieć rozróżnić jakość od nijakości.

2 thoughts on “Lekarzu! Lecz się sam!

  1. Nie zajmuje się zawodowo szkoleniem psów, ale wierzcie mi wiem jak trudno zmienić nastawienie niektórych opiekunów, bo oni wiedzą lepiej.

  2. yadira

    Oj tak, niektórzy wiedzą lepiej 😉
    Ale takie faktyczne “bo on jest po szkółce” i pies mający w d.. wszystko szybko wychodzi. Że pies nie bardzo był właściwie czegokolwiek nauczony, że nie zna granic.. i potem w trakcie pracy widzę, że hej, on chętnie przyswaja (zazwyczaj) i CHCIAŁBY coś robić, cieszy go cośrobienie i wymaganie od niego. Ale właściciel nie wymaga – on woła siad, siad, siad, piesek siad no chodź siadsiadsiad.. a piesek w krzakach obok, bo się znudził patrzeniem na właściciela robiącego z siebie debila. A wchodzi ktoś, kto wie czego chce, rzuca jednym siadem i nagle pies odnajduje swój mózg. I resztę spaceru odwraca się nie na swojego właściciela.. a na tę drugą osobę. Bo wie od kogo oczekiwać konkretnych wytyczych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *