Liga Walki ze Śmiercią

w3

mourning-749869_640

Za krótko żyją, za krótko – częsty motyw rozmów psiarzy czy kociarzy. Widok_ogolny_01_prewkaWypada przy tym westchnąć, ktoś kto z autopsji zna odchodzenie własnego zwierzęcia doskonale zna owo poczucie rozpaczy i zimną pewność że oto właśnie dopada nas to, czego się najbardziej boimy – bezsilność. Bo czas nadchodzi i choćby człowiek wył z rozpaczy, zostaje z dziurą w sercu i, ewentualnie, kopczykiem w ogrodzie czy na psim cmentarzu.

Próby obrony przed nieuniknionym są obecnie częste i szaleńczo wręcz uporczywe.

Pamiętam opowieść o długim odchodzeniu pewnego berneńczyka, pies z nowotworem kości przeszedł amputację, chemię, naświetlania i co tylko, przez długie tygodnie przeistaczał się w coraz bardziej skurczone, coraz bardziej zanurzone we własnym cierpieniu stworzenie, ku przerażeniu otoczenia nie związanego z nim bezpośrednio. A właściciel, zacięty w uporze, woził biedaka na coraz to nowe zabiegi do coraz to nowych lecznic. Przypomina się scena z „Pożegnania z Afryką”, kiedy bohaterka grana przez Meryl Streep patrzy na akcję ratunkową podczas pożaru zbiorów. Widząc, że ogień już ogarnął wszystko, mówi z rezygnacją: „let it go!”. Właśnie. To duża mądrość, umieć we właściwym momencie powiedzieć „zostawcie to!”.

Prawda jest taka, że chyba każdy z nas racjonalnie zdaje sobie sprawę z tego, co przyniesie przyszłość – i wszyscy, teoretycznie, przygotowujemy się na to, co nieuchronne. Tylko że kiedy „to” zaczyna się dziać, wtedy, o, wtedy zaczynamy nieuniknione targi z Absolutem. Więc: jeszcze miesiąc, tydzień, dzień, jeszcze chwilę bądźmy razem, nie o trzeciej po południu, nie w niedzielę, nie w święta, co mogę zrobić żeby odroczyć wyrok? Czasem się to udaje, częściej – nie. Na odejście kochanej istoty naprawdę trudno się przygotować emocjonalnie.bernese-mountain-dog-223782_640

Rzecz w tym, że, podobnie jak to ma miejsce w przypadku ludzkiej tzw. uporczywej terapii, istnieje pewna różnica między realną pomocą – choćby sprawieniem, że zwierzak nie odczuwa bólu albo stresu (to drugie jest bardzo ważne, choć tyle osób o tym zapomina) – a zwyczajnym znęcaniem się z klapkami na oczach i przy wsparciu całego aparatu zwącego się nowoczesną medycyną weterynaryjną.

W gruncie rzeczy pewnie sporo właścicieli psów nie protestowałoby ogniście przeciwko tezie, że – w sumie – czasem warto, żeby zwierzak przeżył troszkę krócej, za to bez strachu, niepokoju, braku poczucia bezpieczeństwa. No tak, sporo. Oczywiście nie wszyscy. Do czego jak najbardziej mają prawo.

Są jednak na tym świecie szczególni ludzie, którzy sami o sobie sądzą że odważnie rzucają wyzwanie naturze i odwiecznemu porządkowi rzeczy. Często są to przedstawiciele różnych prozwierzęcych organizacji, którzy naprawdę wierzą że zrobienie zwierzęciu w ciężkim czy terminalnym stanie tryliona badań i wypróbowanie na nim rozmaitych środków jest jedyną dopuszczalną drogą, poza którą widnieje czerwony znak z napisem „ZANIEDBANIE”. U ludzi tych paromiesięczny szczeniak który w zasadzie ma całe życie przed sobą i stary pies który już, jak to się dawniej ładnie mówiło, „na księżą oborę patrzy” mają jednakowe szanse, zawsze i wszędzie, na dojście do pełnej sprawności. Nic tak ich nie denerwuje, jak wypowiedź, że psiego staruszka lepiej czasem zostawić w spokoju, niż tarmosić nim w poszukiwaniu straconych lat które odbiły się na jego wyglądzie i stanie zdrowia. O nie, trzeba takim psem potrząsać aż otrzepiemy z niego tę starość, te spowolnione ruchy, ten zapadnięty grzbiet i zamglone oczy. I będzie znowu młody, piękny i zdrowy, oczywiście dzięki rozlicznym badaniom oraz przeprowadzonym piętnastu zabiegom i podaniu zwierzakowi całej tablicy Mendelejewa w postaci płynów, zawiesin, tabletek, injekcji, wlewek i tak dalej. Nie bez znaczenia bywa podany przy okazji numer konta. W sumie prawidłowo, dlaczego Obrońcy Zwierzątek mają łożyć na drogie badania z własnej kieszeni, jak mogą się na to zrzucić do cna ogłupiałe ludki dobrej woli?

Tak czy siak, możemy w takich przypadkach zaobserwować emocjonalny odpowiednik ciężkiego ADHD: wszyscy, niczym w operze, przebierają nogami w miejscu i śpiewają „więc spieszmy się, więc spieszmy się!”. Cudowne poczucie że COŚ robią.

Gorzej, że takie osoby swoją wizję usiłują narzucić tzw. przeciętnym ludziom.

veterinary-85925_640Prawdą jest też, że i współczesna weterynaria trochę złapała się za własny ogon. Lekarze prezentują dwie skrajne postawy: albo „leczmy na oko”, albo „przeskanujmy pieska od A do Z”, przy czym nieraz owo skanowanie nie daje bynajmniej jednoznacznych wyników, za to powoduje przyrost w lecznicowych fakturach, ubytek na koncie właściciela (niekiedy z wzięciem kredytu włącznie), zaś zwierzaka naraża na maltretowanie w majestacie prawa (bo nie męczymy „po nic”, tylko go „diagnozujemy”).

Wszystko to ma ukryć fakt, że ludzkość jest śmiertelnie przerażona faktem, że mimo ajfoników, komputerów pokładowych, wiadomości o zdrowym odżywianiu i lotów w kosmos wszystkie żywe istoty (w tym właściciele owych ajfoników) na tym łez padole umierają.

graveyard-523110_640Nieraz uporczywe galwanizowanie – de facto – trupów to chyba przejaw tego przerażenia. O nie nie nie, nie poddamy się, nie wolno umierać. To by oznaczało że nie jesteśmy wszechmocni, co więcej, że jesteśmy śmiertelni, my osobiście, nie tylko nasze zwierzątka.

A o własnym odchodzeniu, którego możemy przecież być pewni, wolimy nie myśleć.

 

P.S. Nie można było inaczej zatytułować tego tekstu, jak tylko pożyczając do niego tytuł powieści Kingsleya Amisa.

 

3 thoughts on “Liga Walki ze Śmiercią

  1. Mengawinkan CSS dan JQuery Untuk Membuat Menu Masih tentang pembuatan menu, kali ini CSS dikawinkan dengan JQuery utuk menghasilkan efek yang

  2. m

    zgadzam się z przedmówcą zinssatz, a tak na marginesie, artykuł wart powielania wielokrotnie, ku informowaniu wielu ludzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *