“Lisa złapiemy i w klatce zamkniemy…”

Waldorf

Śledząc rozmowy wolontariuszek które zaopiekowały się znalezionymi w odpływowej rurze szczeniakami nachodzi mię refleksja o głębokim przeświadczeniu przeważającej większości ludzi o dobrych serduszkach o samych zaletach jakie niesie przebywanie w zasięgu Cywilizacji Białego Człowieka.

Dobre panie wolontariuszki opisują swoje straszliwe działania z tymi szczeniakami zupełnie bezrefleksyjnie – po prostu założyły że mają „szczeniaczki na tymczasie” czyli że je podchowają, nauczą czystości, podstawowych komend i wydadzą do adopcji.

Tymczasem mają w domach kompletnie dzikie zwierzątka które odmawiają wychodzenia nawet do ogródka, są cały czas zestresowane, załatwiają się gdzie popadnie i de facto należy je traktować tak, jakby się ułowiło w lesie lisa czy innego zwierzaka którego się OSWAJA (nie za bardzo wiadomo, po co).

Standardowe procedury oczywiście zawodzą, bo to nie są zwykłe, ot, szczeniaczki które można nauczyć sikać na gazetę. Jest z tym masę kramu a panie wciąż nie rozumieją gdzie popełniają błąd. Szukają technicznych rozwiązań czy sztuczek, nie wiedząc, że ich problem jest „systemowy”, jeśli można tak powiedzieć.Dobra, jednak rokowania są średnie: mamy do czynienia z młodziutkimi zwierzakami, jeszcze plastycznymi, jeszcze można ciężką pracą coś tam z nimi uzyskać.

W pewnym przytulisku dogorywa z przerażenia kilkuletnia, dzika suka którą tak zwani dobrzy ludzie musieli, ale to koniecznie musieli odłowić z samego środka lasu, gdzie sobie mieszkała ładnych parę lat nikomu nie wadząc. Łowy wymagały takiego wysiłku organizacyjnego, nakładu środków i czasu że aż dziw, że ktoś miał motywację. Ale miał.

No więc wtulone w ścianę tkwi sobie zeschizowane dzikie zwierzątko w schroniskowym biurze, gdzie, jak wiadomo, dzieje się: ludzie włażą, wyłażą, dzwonią telefony, wprowadzane są psy, odbywają się kłótnie z dostawcami i tak dalej.

Suka była oddana kolejnej z długiego łańcucha słabych na umyśle dobroczyńców osobie która miała ją „nauczyć że ludziom można zaufać” i że „miłość i cierpliwość czyni cuda”. Z uwagi na to że pies non-stop załatwia się pod siebie i nie ma z nim żadnego porozumienia wrócił do przytuliska po jakimś czasie w stanie b/z (czytaj: bez zmian).

Cholera, jakoś nie zaufał. I nie zaufa, a ciumkający wolontariusze i pracownicy schronu za nic nie chcą zauważyć że zafundowali mu wielomiesięczne psychiczne tortury.

Akurat ten pies spokojnie wegetował sobie w swoim ekosystemiku, z dala od ludzkich siedzib: nie stanowił zagrożenia dla ludzi (choćby przy pałętaniu się przy drodze publicznej i narażeniu na wypadek itd.).

Dlaczego musiał być złapany?

Bo pewien typ ludzi tak bardzo wierzy w dobroczynność koegzystencji WSZYSTKICH psów z ludźmi, że w imię tej ideologii gotów jest ciąć, palić i mordować. Oczywiście w przenośni, ale, powiedzmy, dręczyć żywe stworzenia bez śladu refleksji na ten temat.

Znam fundację zajmującą się – teoretycznie – sterylizacją tak zwanych kotów wolnożyjących która to fundacja nie waha się odławiać kilkuletnich i już dawno wysterylizowanych (!) kotów które nigdy nie mieszkały w domu, z człowiekiem: bo ładne, bo dały się dotknąć… i ładuje je następnie do słodziusich Domków Tymczasowych (czytaj: małe mieszkanko z poupychanymi czterdziestoma kotami).

Panie Fundacyjne Anioły dzielą się na kocich forach swoimi kłopotami z kotkami które sikają na meble, powoli zdychają na różne choroby których nabawiły się przez ewidentny spadek odporności, walczą, robią sobie szramy i dziury po których powstają ropnie, ale… konkluzja nigdy nie pada: że wszystkie te akcje to wynik stresu jakiemu bezustannie poddawane są zwierzęta terytorialne, nie za bardzo stadne (przynajmniej nie tworzące stad o takiej strukturze, jak psowate), powciskane na mała powierzchnię bez możliwości ucieczki z tego piekła.

Ważne, że w takim cholernym domeczku jest milion kocich drzewek i domków, więc „koty mają odpowiednio dużo miejsca”.

Wszelkie uwagi o tak zwanym – ohydne słowo – dobrostanie zwierząt owocują furiackim atakiem, bo panie Fundacyjne Anioły są najmądrzejsze, znają się na zwierzętach i na ludziach i są dobre z definicji. Z nadania niebios najprawdopodobniej.

Zawsze prędzej czy później pojawia się pytanie, czy lepsze życie krótsze, ale na swój sposób szczęśliwe – w przypadku zwierząt: prowadzone pod dyktando jego natury, behawioru, możliwości zaspokajania potrzeb – czy sztucznie wydłużane, za to smutne i bez nadziei?

Nie, nie nawołuję do wypuszczenia wszystkich psów do lasu. Za to proponuję żeby zawsze, w każdej sytuacji uruchomić choć trochę zdrowego rozsądku. Przeważająca większość humanitarnych i kochających zwierzątka ludzi ma z tym gigantyczny problem.

 

*) Bohater książek Agathy Christie, detektyw Hercules Poirot cytował słowa angielskiej piosenki dla dzieci – właśnie to: „lista złapiemy i w klatce zamkniemy i nie wypuścimy już nigdy” jako przykład brytyjskiego okrucieństwa nie do przyjęcia. Poczciwa Agatha miała wiele zdrowego rozsądku.

One thought on ““Lisa złapiemy i w klatce zamkniemy…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *