List z wystawy psów

w3
Susan Houghton Debus,  Wystawa w Westminster
Susan Houghton Debus,
Wystawa w Westminster

Niezapomniany Jeremi Przybora popełnił niegdyś List z wystawy psów. Tekst, perełka jak większość tego, co kiedykolwiek napisał jest do znalezienia w tomie Listy z podróży – a ja bezwstydnie podkradam tytuł, żeby okrasić nim garść wrażeń z odwiedzin psiego show.  W wyprawie brało udział kilka osób i, o dziwo, wrażenia były podobne.

Z przeżyć natury duchowej:

„Prawda przemawia ustami niewinnego dziecięcia” – to ten przypadek: jeden z członków ekspedycji pierwszy raz odwiedzający wystawę psów po skrupulatnym obejrzeniu wszystkich ringów a zwłaszcza kuluarów powiedział, ogromnie rozczarowany: „Nie widziałem tutaj ani jednego zadowolonego psa…”.

Hm. Jakby to rzec. Niestety – prawda. I można by było jedynie wzruszyć ramionami nad zastosowaniem kryterium emocji do wydarzenia którego nadrzędnym celem jest ocena jakości hodowlanej (eksterieru) używanych do rozrodu zwierząt… tyle że jest jedna zagwozdka.

Całe grono hodowców i wystawców jak jeden mąż i jedna żona opowiada ogniście, jak to ich psy kochają wystawy. Uwielbiają je nad życie, normalnie doczekać się nie mogą na rywalizację w ringu i całą tę otoczkę z histerią przed wejściem na ring, wyczesywaniem, pudrowaniem, nabłyszczaniem, ciąganiem na ringówkach, siedzeniem godzinami w klatkach w oczekiwaniu na ocenę, życiem towarzyskim wokół ringu oraz patrzeniem jak ich właściciele wykonują standardowy rytuał rąsia-buźka-goździk, trzymając za plecami naostrzone sztylety które potem, po wystawie, powbijają znienawidzonym konkurentom, na ogół wykorzystując do tego fora internetowe albo społecznościowe serwisy.

Na terenie wystawy mija się psy zestresowane, psy przegrzane, psy poddawane trwającym całymi godzinami zabiegom pielęgnacyjnym (polecam opowieść o pewnym pudlu), psy którym jest już wszystko jedno, psy zrezygnowane, psy przestraszone, psy chorobliwie pobudzone… I jakby tak spytać wiszącego na szubieniczce yorka z wybałuszonymi od za ciasno zapiętej kokardki oczami czy wolałby być tutaj, czy w ten piękny sobotni / niedzielny dzień iść do lasu i tam potarzać się w zeszłorocznych liściach, ciekawe, co by wybrał. Albo owczarek niemiecki, pięknie pracą hodowlaną uformowany tak, że gdy idzie, zaplata tylnymi kończynami, a to wszystko żeby pokazać jak piękne ma chody w kłusie…

Żeby te powyginane psy pięknie biegały, należy przemienić ring w coś w rodzaju objazdowego cyrku, wszyscy stosujący double handling wystawcy latają wokół i piszczą piszczałami, grają na trąbach, uderzają w czynele, dmą w rogi i są przekonani, że ich – całkowicie bierne i zupełnie od tego hałasu ogłupiałe – pieski dzięki stratowaniu przez nich kilku staruszek i dzieci które niebacznie stanęły im na drodze będą poruszały się przepięknym kłusem i prezentowały nader ogniście.

Charakterystyczną dla tego ringu cechą jest też upiorny hałas – to owczarki dają wyraz stabilności swojego charakteru, szczekając co i rusz charakterystycznym basowym „wow-wow-wooow!” na wszystkich i wszystko. Von Stephanitz obraca się w grobie jak wiatrak.

Jedno trzeba przyznać organizatorom wystaw: zazwyczaj ring ON-ów sytuowany jest gdzieś na uboczu, z uwagi na natężenie decybeli panujące na nim przez cały czas gdy są na nim konkurujące zwierzaki.

Z zachwytem należy też odnotować istnienie konkurencji Junior Handling, gdzie na specjalnym ringu dzieci w wyjątkowo niedopasowanych do pracy z psami strojach (aksamitne garniturki, kostiumiki z ołówkowymi spódnicami, rajstopy i baleriny albo pantofle na obcasiku) popisują się umiejętnością ciągnięcia za ringówkę i podtykania psom smakołyków. Dyscyplina się rozwija i dzieciątka marzące o światowej karierze występują do rodzicieli z żądaniem kupna tej czy owej rasy fajnie wyglądającej na ringu, żeby zwiększyć swoje szanse. Mamo, kup mi pointera na junior handling! I gra gitarra, ciekawe ile spacerów obiecujący młodociany handler będzie z tymże pointerem odbywał, a może raczej ustawi psa na bieżni, w końcu podczas spaceru można się pobrudzić, a tego byśmy nie chcieli.

Stoiska handlowe: same niezbędne rzeczy sprzedawane z dużą marżą, na przykład ringówki haute couture z brylantami, koralikami i inszą pasmanterią za jedne sto dwadzieścia zet sztuka, obroże nabijane ćwiekami, sproszkowane buraki i marchew oraz żeliwne wieszaki na ubrania w kształcie ulubionej rasy. Z tego wszystkiego największe wrażenie zrobiły na nas piszczące gumowe zabawki w kształcie niesłychanie realistycznie oddanych urwanych ludzkich rąk. Fascynujące.

Ogólnie: kosmos, ale taki przez wielu psiarzy ukochany. Oni naprawdę uzależniają się od weekendowych wyjazdów, konkurowania na ringu, plotkowania poza nim. I tylko… psów coraz w tym wszystkim mniej, to znaczy zaspokajania ich potrzeb, poza do niczego im niepotrzebnym gadżeciarstwem jako tanim ersatzem mającym uspokoić nieco zaniepokojone sumienie. Bo co w końcu ja wyrabiam z tym moim psem i na kij mu jest potrzebny kolejny championat Wysp Owczych i Papui Nowej Gwinei.

Trish Biddle, Westminster. There's only one.
Trish Biddle, Westminster. There’s only one.

Najśmieszniejsze, że w samym tzw. środowisku coraz częściej słyszy się dyskusje o możliwych zmianach. Co przeszkadza wystawcom? No… publiczność. Szczerze mówiąc, jak odświeży się wspomnienia z wystaw jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu, nie wspominając o szlachetnych początkach z ubiegłych stuleci, to jako żywo tacy zwykli (czyt. nie wystawiający) ludzie mogli sobie postać przy ringu, katalog poczytać, ba, odezwać się do wystawców a ci nieraz odpowiedzieli ludzkim głosem…

Wystawa w Mineoli, 1908. Ze zbiorów Library od Congress,  USA
Wystawa w Mineoli, 1908. Ze zbiorów Library od Congress, USA

Teraz faktycznie trudno się do ringu docisnąć, bo – zwłaszcza w przypadku psów ozdobnych – wszystko zajęte jest przez ogromne namioty i rozłożone wokół nich dwory pomniejszego płazu, adorującego tego czy innego Wielkiego Hodowcę.

A katalogu też sobie taki głupi odwiedzający nie poczyta, bo nie może go na ogół kupić.

Katalog pokazu psów rasowych w 1937 w Warszawie. Źródło: Polona.pl
Katalog pokazu psów rasowych w 1937 w Warszawie. Źródło: Polona.pl

Czego to się zachciewa, dobrze że skończono z tym koszmarnym zwyczajem dostępnych dla  byle kogo katalogów, umówmy się: on i tak  nic z tego, co tam napisano, nie zrozumie,  a nawet jeśli zrozumie, to wyciągnie  błędne wnioski.

W ogóle tłoczą się te ludzie, nic nie rozumieją,  marudzą, czasem nie doceniają ogromu wkładu  wnoszonego w kynologiczny świat przez hodowców i wystawców… Wynocha z nimi, a jak się interesują psami rasowymi, to niech posurfują po stronach internetowych hodowli, na których wszystkie psy są championami, wszystkie odchowują się domowych warunkach i są karmione ptasim mlekiem i mózgami skowronków, wszystkie mają super-charaktery oraz niezniszczalne zdrowie.

I jak ci nieszczęśni laicy zechcą kupić szczeniaka, to na podstawie ślicznych internetowych ogłoszeń, a nie dlatego, że poleźli na wystawę i tam powybrzydzali nad sukami hodowlanymi, na przykład, i wybrali sobie jakąś której zachowanie i wygląd im się spodobało. No bez przesady.

2 thoughts on “List z wystawy psów

  1. Olund

    W punkt. :o)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *