Nie lubię cię, samolubie

statler3
„Nigdy nie miałem tylu konfliktów z ludźmi co odkąd mam psy” powiedział mi ostatnio spokojnej natury znajomy z nutą rezygnacji w głosie.
Pomijając niemałą pewnie grupę awanturników, którym wszystko jedno jaki jest powód – wyżyć mogą się przy każdej okazji – większość ludzi ceni sobie relaks na spacerze z psem i zwykle nie ma szczególnego nastroju na pyskówki. Tak się jednak składa że wychodzi inaczej. Ilość osób którą osobiście zdarzyło mi się widzieć w akcji po przekroczeniu “cienkiej czerwonej linii” jest całkiem spora. Szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę, że to kulturalne i cywilizowane osoby na co dzień, a jedyną zmienną różniącą ich od otoczenia jest fakt, że psy mają posłuszne.

Mojaterrorysta własna czerwona linia pękła dawno temu i przyznam szczerze, że wychodzę w pełnej gotowości bojowej do odparcia nieznośnych właścicieli wszelkimi możliwymi
sposobami i za wszelką cenę. Każda rysująca się na horyzoncie sylwetka to potencjalny terrorysta, którego szkodliwość trzeba niezwłocznie oszacować  i przyjąć odpowiednią strategię obronną.

Oczywiście – nie ma reguły, czasem można się pozytywnie rozczarować – ludź okazuje się normalny. Zdarza się nawet że ktoś przywoła psa jedną komendą. Ostatnio staliśmy z czworonogiem oglądając jak znikają z oczu w głębokim szoku i podziwie dobre pięć minut. Wprawdzie niestety nie częściej niż raz na wiele miesięcy, ale zawsze. Są i miejsca, gdzie ludzie ćwiczą sobie posłuszeństwo więc jest ogólnie normalniej.

Standardem pozostaje jednak wielce zadowolony z siebie psiarz, z biegającym na dużych odległościach pupilem, który ma go w głębokim poważaniu (co w ogóle nie dziwi) i/lub któremu na drodze wieloletniej pracy utrwalono wszelkie najgłupsze zachowania.

Znajomy z pierwszego akapitu ma dwa duże psy z potencjałem do odpierania zaczepek, które dość porządnie wychował i z którymi odpowiedzialnie spaceruje. Oczywiście nie jest mu dane spacerować w świętym spokoju bo rodzima kynokultura nie oswoiła prostej zasady:

pieski się bawią wtedy i tylko wtedy kiedy właściciele ustalą, że mogą się bawić.

Wydawało by się, że normalne, nie?

Nie.
Może być, że miejskie życie – długie godziny w biurze, za dużo czasu w galeriach handlowych, facebook jako podstawa relacji –  zabijają instynkt samozachowawczy właścicieli psów. Bo psy które widuję czasem tylko dlatego dożywają następnego spaceru, że mimo bezdennej głupoty właścicieli im jeszcze trochę instynktu pozostało.

„Niech się pobawią”, „chcą się bawić” wołała z daleka właścicielka dwóch bigielków (piesek i suczka) do znajomej, idącej z dwoma kaukazami (piesek i suczka), do których bigielki biegły.  Taaak, oczywiście.
Bo wszystkie pieski zawsze chcą się bawić. Szczególnie dorosłe, szczególnie w towarzystwie osobnika płci przeciwnej, którego lubią.

Pewien właściciel doga niemieckiego tłumaczył mi niedawno, że wprawdzie jest kompletnie nieposłuszny i nie przychodzi jak go woła, ale to tylko dlatego że bardzo lubi inne psy i chce się z nimi bawić więc to nie jest problem. Tak, no wprawdzie czai się po drodze i zamiera wbijając wzrok, ale to chodzi o zabawę, o nic innego.

Zdarzyło mi się oglądać jak biegający luzem średniej wielkości piesek przybiegł do znacznie większego od siebie będącego na smyczy i przez dobre 4 minuty (tyle czasu zabrało właścicielce wyłanianie się z chaszczy) zaczepiał go marszcząc nos, sikając ostentacyjnie najbliżej jak się da, rozrzucając zapach na wszystkie strony, usztywniając się i gapiąc etc. Zasapana właścicielka zabierając go z niepokojem popatrzyła na dużego i spytała „groźny jest?”.

nature-animal-playing-wilderness

Na mojego przypiętego do drzewa w lesie psa, wylazła kiedyś rodzina z biegającym luzem mastiffem i z niepokojem pytali czy mój jest aby dobrze zapięty.

Nie zliczę ile razy podbiegał mi do psa jakiś inny z mordą i pyskówką, lub po to żeby położyć łapę/łeb na grzbiecie, lub wprost – wszczynając bójkę.

Zdarzyło mi się obserwować jak postępowy jogger trzymając za obrożę hovawarta nabiega od tyłu wąską ścieżką z kilkuletnim dzieckiem (!) na dużego psa, po którym z daleka widać że mu się to podobać nie będzie.

Widuję panią, która puszcza luzem 4 psy i robi awanturę spacerującym spokojnie rodzicom dziecka, do którego dobiegają – że przecież dzieci trzeba z psami oswajać!

Dzieci i psy to w ogóle temat rzeka, moim osobistym hitem jest pies przypięty do sanek na których siedzi 3 latek i który koniecznie chce podbiec do innego dużego samca i … robi to raz po raz bo po złapaniu jest od razu puszczony 🙂

man-person-red-whiteNie wiem i trudno mi sobie wyobrazić jak wygląda ta perspektywa z której widać tylko czubek własnego nosa. Nie rozumiem jak można własne zwierzę narażać na potencjalne zagrożenia „bo lubi” a może dlatego, że wygodniej się chodzi jak nic nie ciągnie na smyczy tylko biega luzem. W ogóle nie kumam jak można nie włożyć żadnej pracy w naukę psa przywołania i uważać, że to normalne. Jakoś kojarzy mi się to wszystko z synem sąsiadów mojej ciotki, który w bloku nocami postanowił ćwiczyć grę na perkusji. Sporo psiarzy których spotykam ma dokładnie tyle poszanowania dla innych ile miał on (tam przynajmniej mogło i skończyło się policją).

Pomijając tutaj tych, którzy mają odrobinę szacunku do otoczenia i nawet jeśli nie zawsze im wychodzi starają się i próbują, wrzucam niniejszym parę słów do mojego zbiorowego bohatera, którego jedno z wielu wcieleń spotkam zapewne już jutro.
Słuchaj samolubie:

Jeśli chcesz żeby twoje pieski się pobawiły to zaaranżuj spotkanie z miłymi psami z którymi będą mogły spokojnie pobiegać i odwal się od ludzi z dużymi psami na smyczy choćby z czystej empatii do swoich psów, które zasługują na bezpieczny powrót do domu.

Jeśli  nie potrafisz ich szybko zawołać to nie spuszczaj ze smyczy psa tam gdzie nie widzisz na dużą odległość, a najlepiej nie spuszczaj wcale

Jeśli wychodzisz medytować i nie zamierzasz zwracać uwagi na psa, to zostaw go w domu, przynajmniej nie będzie sobie utrwalał ignorowania cię na spacerze

Jeśli myślisz, że twój pies biegnie się bawić to na 50% nie widzisz że: zaczepia, rzuca wyzwanie, ustala pozycję, co oznacza że albo sprowokuje i słusznie oberwie, albo niepotrzebnie innego psa stłamsi

Jeśli myślisz, że submisywność go ochroni to się mylisz, wiele psów źle reaguje na walące się im pod nogi, liżące maniaki towarzyskiepexels-photo-236670

Wiele psów boi się twojego psa i nie chce mieć z nim nic wspólnego, jeśli cię to nie obchodzi to spodziewaj się paru należnych wiązanek (osobiście liczę, że będą bardzo soczyste)

Wyobraź sobie, że ludzie, którzy boją się psów mają prawo spokojnie się poruszać po tej samej przestrzeni co ty

Powinieneś wiedzieć, że dziecko i gryzące się psy to nie jest dobry pomysł – kłania się Darwin i jest to ten przypadek kiedy nauka na błędach przychodzi za późno

Miej gdzieś z tyłu głowy, że od czasu do czasu pies, który nigdy nie dobiega do ruchliwej jezdni, akurat do niej dobiegnie nawet jeśli jest daleko – czasem instynkt samozachowawczy przegrywa np. z polowaniem

Może cię to zdziwi, ale inni ludzie nie wychodzą na spacer po to żeby tobie i twojemu psui umilić czas i zapewnić zabawę, przeciwnie – twoja nieobecność oznacza dla nich udany spacer. Mam nadzieję, że następnym razem kupisz sobie kota.

 

 

50 thoughts on “Nie lubię cię, samolubie

  1. A.

    Ooo ! To o mnie ! Jestem właścielką amstaffa który jest zawsze na smyczy ! Nie lubi “się bawić ” a ja cóż …rzucam siarczyste wiązanki po osiedlu 😉

    • aga

      super, pies z pewnoscia jest szczeliwy zyjac cale zycie w mieszkaniu i na smyczy. co za egoizm..

      • Czarna

        skąd u ludzi to przekonanie, że psy są w mieszkaniach nieszczęśliwe ?!
        Za to na 100% są szczęśliwe na wiochach na łańcuchu, porzucone w lesie, albo w schroniskowych boksach

        • A najbardziej szczesliwe na powiekszonym kojcu zwanym ogrodkiem 😀
          Albo w ogole nic nie robiacy, nie majacy zajecia i nudzacy sie okropnie – no ale zracy za trzy, z kochajaca rodzina i taaaakim ogrodem, ktory zna na pamiec i ostatnia ciekawa rzecz to byl ten dzien wiosna 2012 roku kiedy przechodzacy obok pies sasiadow obsikal nie ta sztafete co zawsze 😀

    • kay

      Dziwię się, że są ludzie, którzy chcą się bawić z amstafem. nie słyszeli, jaką opinię mają te psy?

  2. Kasia

    W punkt. Zostały tu opisane moje codzienne zmagania z debilami, których śmiem pouczać, żeby trzymali psy na smyczy. Po ostatnim zdarzeniu, gdzie zostałam zbluzgana, pomimo, że mój pies był na smyczy, a pana nie, chodzę z gazem i ostentacyjnie go wyciągam i nim potrząsam widząc obcego psa. A jeśli cokolwiek się zbliży, ani sekundy nie zawacham się go użyć. U mnie się przelała czara goryczy. Mój pies nie przepada za innymi psami, do tego mam 2 na smyczy, a to już jest stado i razem mogą inaczej zareagować, niż by były wyprowadzanie pojedynczo. Ale nie chce mi się już ludziom tego tłumaczyć, będę walić gazem. No i jeszcze dodała bym koronne pytanie o płeć, co działa na mnie jak krew na byka. W przypadku mojego psa nie ma znaczenia czy pies czy suka, bo i to i to może go zdenerwować, ale zawsze jest to pytanie. Nie czy pieski mogą się pobawić, tylko : czy to pies czy suka. I weź tu się relaksuj na spacerze. Dobrze, że mieszkam w odludnej okolicy, bo bym kogoś zabiła inaczej

    • Alexa

      TWOJEMU psu wszystko jedno, i wszystkich jednakowo nie lubi. Jego prawo, twoje prawo i w ogóle, ale dla innych właścicieli informacja “pies czy suka” ma znaczenie, jeżeli ICH WŁASNY pies ma tendencje do agresji względem określonej płci. Jako właścicielka samca wolę się dowiedzieć, jak duże jest ryzyko, że mój niemiły dla dużych samców pies będzie miał ochotę być niemiły dla zwierzęcia które pojawiło się w pobliżu.
      Nie będę w ciemno pytać “czy mogą się pobawić”, ponieważ mój pies bawi się ze szczeniakami, przyjaźnie wita się z sukami, a co większym samcom pakuje łapę na grzbiet, nie będę “kupować kota w worku”, i ryzykować tylko dlatego, że takie osoby jak ty, Kasiu, są przewrażliwione i mają dziwne fanaberie co do tego, jak do nich mówić.
      Nawet spokojne i naprawdę fajne samce dawały się mojemu psu sprowokować.
      Pytanie “działa na ciebie jak płachta na byka”, może dlatego, że świat nie kręci się wokół ciebie i twojego psa? Ja nie pytam, czy twój pies jest agresywny, nie pytam, czy mój pies może się z nim pobawić, pytam jakiej jest płci, a odpowiedzi “suka” nie traktowałabym jako równoznacznej z pozwoleniem na przywitanie się. W przypadku dużego psa-samca muszę rozważyć, czy nie należy zmienić trasy – w przypadku “manewru mijania” na chodniku z suką spokojnie się uda. Spróbuj sobie wyobrazić, że niektóre psy jednak nie lubią określonej płci, i właściciel takiego psa lubi wiedzieć w jak ryzykownej sytuacji w danej chwili się znajduje.
      Akurat “czy pieski mogą się pobawić” to pytanie z d… gdy chcę oszacować sytuację (na ile duże jest np. prawdopodobieństwo że mój pies mnie pociągnie), i gdy mój pies wyraźnie nie ma ochoty być “pieskiem” i się bawić. Pytanie samo w sobie oczywiście nie jest złe, ale wmawianie mi, że jest lepsze od pytania o płeć, jest bezbrzeżnie głupie.
      Może uważasz pytanie o płeć za niewybaczalne, i chciałabyś walić gazem między oczy ludziom, którzy próbują i w jakimś stopniu starają się przewidywać reakcje swojego psa, w przeciwieństwie do ciebie, twierdzącej że twojego psa może zdenerwować cokolwiek. Jesteś zadowolona z tego, że prowadzasz dwa nieprzewidywalne psy na smyczy. Ale to inni ludzie przeszkadzają ci w “relaksowaniu” się na spacerach?
      Zastanów się może, czy na serio działasz lepiej od osób, które przynajmniej próbują przewidywać zachowanie swojego zwierzęcia.

      • Kasia

        Tylko, że mój pies jest zawsze na smyczy i ja nikogo nie zaczepiam, nie stwarzam sytuacji niebezpiecznych, a tylko chcę nieniepokojona odbyć spacer z moimi psami, którym własne towarzystwo w zupełności wystarcza. Działa to pytanie na mnie w ten sposób, bo gdy podam płeć, to właściciele sami podejmują decyzję, czy zabawa będzie bezpieczna, czy nie. I nikogo już nie interesuje, czy mój pies ma ochotę na kontakt z suka, czy nie. No bo przecież pies suce krzywdy nie zrobi. Może dla niektórych jest to myślenie egoistyczne. Ale moje psy nie mają ochoty na nawiązywanie nowych znajomości i ich dobro jest dla mnie najważniejsze. A że przy okazji unikając konfrontacji ratuję czyjeś zdrowie, to może to i egoizm.

        • Kasia

          Do tego to ja zawsze schodzę z drogi , aby każdy ze swoim psem mógł spokojnie, bez szarpania przejść. Jak pisalam, mieszkam w spokojnej okolicy i mam możliwość zejścia z drogi na dobrych kilka metrów aby każdemu ustąpić. Więc nadal nie rozumiem sensu zadawania tego pytania.

      • Dorota

        Alexa, zamiast zadawać głupie pytania o płeć po prostu pracuj nad skupianiem uwagi swojego psa na sobie i zachowuj stosowny dystans od każdego spotkanego psa.
        Tego samego wymagaj od innych psiarzy.
        Proste.

        Mnie też wkurzają pytania czy moje zwierzę to pies czy suka. A co to kogo obchodzi?

        • Alexa

          Głupie jest czepianie się o zwykłe pytanie.
          “Pracowanie nad psem” jest rzecz jasna ważne, ale czy nie mam prawa wiedzieć, jakiej reakcji z jego strony mogę się spodziewać, na ile trudne dla niego będzie, by na danego (nieznanej mi płci) zwierza nie zwracać uwagi? To jest na serio taka zbrodnia, za którą najchętniej “panie idealne”, psikałyby gazem po oczach? Panie idealne, które ZAWSZE mają swojego IDEALNEGO psa na smyczy, i NIGDY, PRZENIGDY ich nie pociągnął, i ZAWSZE mają uwagę skupioną na 200%, przez cały na przykład dwugodzinny spacer… Nie rozmawiam tu cholera z ludźmi, tylko z cyborgami.
          No więc sorry, ale ja nie jestem takim idealnym cyborgiem. Mój pies też nie, i żadną ilością “pracowania nad nim” tego nie zmienię. A żeby nad nim pracować, muszę mu przecież stopniować poziom trudności, czyli muszę wiedzieć, na ile trudne jest zignorowanie tego czy tamtego psa. I tak się składa, że ignorowanie samców jest dla niego najtrudniejsze, i nie wytłumaczę mu, że jakieś panie Kasie i Doroty wyznają jakieś psie gender w którym to nie ma znaczenia. W imię czyjegoś idiotycznego przewrażliwienia i pryncypialności moje pytanie o płeć psa to jakaś cholerna zbrodnia. To co mam zrobić, panie idealne? Jak mam niby “pracować”, gdy nie mogę stopniować trudności zadania? Mam być bardziej idealna od was? To może psa na spacer wywozić w klatce na kółkach? Albo tłuc go, ilekroć się wyrwie do waszego idealnego psa-zawsze-na-smyczy, płci nieznanej? Bo źeby się nie wyrywał, to psa musimy mijać szerszym łukiem, niż sukę, a jeśli zacznę maksymalnie szeroko omijać wszystkie psy, to jego zachowanie się pogorszy, i do wszystkich będzie się wyrywał. Ale wasze genderowe mózgi nie pojmują tego, że dla większości psów “pies czy suka” to jednak jest zasadnicza różnica. Możecie mi tłumaczyć, że to nieważne, ale niestety jest ważne dla niego. Ja zaś zapewne nie zdołam wam wytłumaczyć tego, że “praca nad psem” to stopniowe podwyższanie stopnia trudności (by dało się na luzie minąć innego psa, nawet jak jest gdzieś ciasno i wąsko), a nie trening obchodzenia każdego psa jak najszerszym łukiem. Od takiej “pracy” przez uciekanie przed innymi psami, mój pies by naprawdę zaczął się nakręcać na widok czegokolwiek, co ma cztery łapy. Jeżeli “praca nad psem” polega na tym, że właściciel ma nauczyć psa omijania wszystkich innych psów w jak największej odległości, to ja chrzanię taką pracę.

          • Dorota

            Alexa po pierwsze nie histeryzuj, po drugie nie wciskaj komuś czegoś, czego nie napisał.
            Napisałam, żebyś zachowywała stosowny dystans, a nie żebyś uciekała przed innymi psami. Jeśli się i to Tobie nie podoba to Twój problem.
            Idziesz chodnikiem o szerokości 2 m, psa masz przy lewej nodze krótko, z naprzeciwka nadchodzi inny przewodnik z psem również przy lewej nodze, krótko trzymanego. Mijacie się więc wy, nie psy. Zawsze możesz maksymalnie zejść na bok.
            I zamiast tracić czas i się rozpraszać na głupie teksty: “Halo, to pies czy suka?” i się nakręcać, po prostu obserwuj uważnie własnego psa by w porę z wyprzedzeniem zastosować korektę, tudzież nagrodę.
            Piszesz, że chcesz oszacować “na ile duże jest np. prawdopodobieństwo że mój pies mnie pociągnie”.
            Jakiego masz psa? Skoro nie potrafisz go utrzymać to idź z nim na szkolenie, ostatecznie kup kolczatkę albo halter.
            Wielokrotnie spotykam na spacerach kobiety, które sobie rady z pupilami nie dają i zachodzę w głowę po cholerę brały takie wielkie zwierzę nad którym nie tylko psychicznie nie panują, ale i fizycznie. Hit mojej okolicy to babeczka z kaukazopodobnym stworem, oczywiście na szelkach, prowadzonym metodą “od latarni do latarni” 😀

            • Alexa

              Widzisz, zakładasz, że każda osoba która pyta o płeć psa, to ten sam typ osoby.
              Radzę sobie z psem, ale nie jest idealny, i nie będzie. Wy jesteście idealne, i macie psy które są idealne pod warunkiem że omija się je bardzo szerokim łukiem. Zakładanie, że sobie nie radzę, jest bez sensu: pracuję z nim, i nie zamierzam sposobu tej pracy zmienić na kolczatkę tylko dlatego, że jakieś Doroty i Kasie, idealne i świetliste, są przewrażliwione na punkcie jakiegoś pytania, które uznają za głupie.
              To mnie w was obu najbardziej drażni. Ja zwyczajnie w to nie wierzę. Nie wierzę w realne istnienie ludzi, którzy zawsze schodzą z drogi wtedy, kiedy powinni, zawsze mają psa pod kontrolą (nie wierzę w istnienie takich psów, pomijając egzemplarze autentycznie pracujące), zawsze chodzą tam, gdzie powinni i tak jak powinni. Nie spotykam takich ludzi i ich idealnych psów w realu, nie znam żadnego takiego niedoścignionego ideału jak wy dwie, tak normalnie, w realu. W realu każdy ma takie i owakie dni, i psów też to dotyczy. Za to roi się od takich idealnych ludzi i psów w internecie! Więc nie wierzę. Tak jak nie wierzę rodzicom, którzy piszą, że nigdy nie spuścili dziecka z oka, i zawsze mają na 100% napiętą uwagę przy nim, i nigdy przenigdy, przez całe życie dziecka, nie było najmniejszej szansy by coś mu się stało. Pełno takich idealnych rodziców w necie, ale w realu to cholernie mało prawdopodobne.
              Jak na ideały cholernie pogardzacie ludźmi za jedno pytanie, które wam z jakichś ideologicznych względów nie pasuje. Ja nie próbuję przyjaźnić mojego psa z każdym na siłę, a że ktoś, kto zadał to pytanie, próbował, to już inna sprawa, i ja z tym nie mam nic wspólnego. No więc ja staram się, robię co mogę, gucio wiesz o tym, jak chodzi mój pies, ale nie wierzę w istnienie takich psów, które przez 100% swoich spacerów w swoim życiu, od momentu legendarnego “wyszkolenia” ZAWSZE mają luźną smycz. Nie sądzę też, żeby istniały narzędzia umożliwiające sprawienie, by żywe stworzenie zachowywało się w ten sposób ZAWSZE i na 100%, chyba, że zamiast używać narzędzi, zwierzę zastąpimy robotem. Ale nigdy nie miałam ochoty mieć elektronicznego pieska.
              To nie znaczy, że mój pies jest rozpuszczoną bestią, ale wiesz, w przeciwieństwie do was, ja jestem tylko człowiekiem, a mój pies jest tylko psem. Absolutnie nie oznacza to braku kontroli i zgody na wchodzenie w drogę innym ludziom, ale nie dorastam do twojego ideału, trudno. Skoro nie masz ochoty ułatwić mi życia prostą odpowiedzią na proste pytanie o płeć zwierzęcia, chociaż ja wiem, lepiej, że po tym zorientowałabym się prędzej, niż po jego reakcji, to trudno, ale lepiej powiedz mi wprost, że masz w nosie, że robisz mi tym kłopot. To by i tak było mniej chamskie niż protekcjonalne udzielanie rad. A ja ci powiem wprost, że mam w nosie, że jesteś na punkcie tego pytania przewrażliwiona. Nie odpowiadam za zachowanie innych osób, które je zadawały.
              I nie rozumiem, czemu to takie wielkie tabu, że w świecie zwierząt różnica w zachowaniu samców i samic, i w interakcjach samiec-samiec, samica-samica, samiec-samica są istotne różnice. A jakieś wyjątkowe okazy, którym jest wszystko jedno, nie przesądzają o tym, że na przykład innym psom ma być wszystko jedno.

              • Statler

                Pozwolę się wtrącić w sprawie kontroli i czy ona jest takim nierealnym cudem. Przede wszystkim kontrola to nie jest idealne posłuszeństwo – w sensie sportowe chodzenie przy nodze i wykonywanie wszystkich komend w ułamku sekundy non stop. Przeciwnie, pies może nie mieć sportowego posłuszeństwa a mieć doskonałe cywilne przywołanie np. Albo doskonałe “siad” wykonywane w każdych warunkach. Zostawiając na chwilę umiejętności psa (który zawsze może mieć gorszy dzień) – kontrola to są wypracowane nawyki właściciela, połączone z głęboką świadomością możliwości psa. I to nie jest jakiś niedościgniony ideał, jeśli ktoś ma odruchowe odpowiednio szybkie reakcje (na to co dzieje się w otoczeniu i na zachowanie psa) i jedną przyzwoitą komendę – to wystarczy całkowicie. I nie potrzeba do tego żadnego robota, tylko osoby, która jest w stanie ocenić swoje możliwości danego dnia (np, mam dwie noce w plecy i kiepski refleks – nie spuszczam psa bo mogę czegoś nie zauważyć, spuszczam, ale w określonym miejscu itp). To jest funkcja czasu i treningu, jak się odpowiednio długo człowiek męczy, to nawet nie zauważy, że sięgnął ideału 😉 Czasem sam się wprawi w podziw, że ma “nieludzkie” “trzecie oko” i nieprawdopodobny refleks, ale to jest możliwe – tylko przez jakiś czas wydaje się że nie 🙂
                Przykład poważniejszy jeśli np. idę z psem, który może jakiegoś psa czy ludzia ugryźć, to reakcja na jakąś dziejącą się nagle “akcję” nie wymaga myślenia i planowania – jest wypracowanym odruchem – dużo szybszym niż myśl nad tym co zrobić 🙂
                Przykład bardziej lightowy: jeśli idę z socjalnym maniakiem który ma kłopot z wyborem: przywołanie czy inny pies, to nie dopuszczam do sytuacji w której nie widzę otoczenia a pies znajduje się na dystansie na którym zwykle ignoruje przywołanie (albo jest na lince itp).
                Tak, nikt nie jest doskonały, ale kontrola, przy której bierze się pod uwagę słabe strony i swoje i psa może być niemal doskonała. Mimo, że wiem – zawszę mogę dostać zawału i mój pies znajdzie się poza kontrolą 😉

                ps. osobiście zdarza mi się pytać pies czy suka – bo to jedna z nielicznych obiektywnych info jakie można uzyskać od właściciela i zazwyczaj wiem jak zwierzę z którym idę się zachowa, ale oczywiście to pytanie nigdy nie powinno poprzedzać radosnego spuszczenia za smyczy.

                ps.2 niestety dużo znamy psów z dużym ogrodem, które mogą w nim umrzeć z nudów, na szczęście znamy też sporo w bloku, które mają tyle ruchu, że te ogrodowe mogą im tylko zazdrościć.

                • kay

                  Znam ludzi, którzy pracują nad swoim psem, ale to naprawdę nie jest łatwe, jeśli pies jest po przejściach, agresywny ze strachu i atakuje wszystkie psy dookoła. I jest to mały piesek, w teorii niegroźny, ale ugryźć może, a tym bardziej wywołać awanturę. Uważam, że żółta wstążeczka to świetny pomysł. Nie zawsze właściciel jest winny, że pies się źle zachowuje. Natomiast jasne jest, że w przypadku niewłaściwego zachowania psa pies powinien być na smyczy lub lince, łatwiej nad nim zapanować.

              • Dorota

                “Wy jesteście idealne, i macie psy które są idealne pod warunkiem że omija się je bardzo szerokim łukiem.”

                Powtarzam: przestań stosować erystykę nadinterpretacyjną.

                Nie, nikt nie musi mojego psa omijać bardzo szerokim łukiem. Mogłabyś przejść obok nas w warunkach miejskiego chodnika bez obawy, że mój pies rzuci się na Twojego.
                I nie nie mam pudelka, tylko rotka.

                Jednak nie pozwalam na bliskie kontakty z każdym psem albowiem mój zwierzak nie lubi, jak inny kładzie mu łapę na grzbiecie czy na niego wchodzi i jeśli twarde spojrzenie, usztywnienie ciała, warknięcie nie pomoże to przejdzie do ustawienia delikwenta zębami.
                I mam tego świadomość, jak również i tego, że każdy by uznał, że to wina mojego psa ze względu na przynależność rasową i związany z tym czarny PR.

                “pracuję z nim, i nie zamierzam sposobu tej pracy zmienić na kolczatkę tylko dlatego, że jakieś Doroty i Kasie, idealne i świetliste, są przewrażliwione na punkcie jakiegoś pytania, które uznają za głupie.”

                Wiesz, są różne sposoby pracy, może warto rozejrzeć się za skuteczniejszym?

                “Skoro nie masz ochoty ułatwić mi życia prostą odpowiedzią na proste pytanie o płeć zwierzęcia, chociaż ja wiem, lepiej, że po tym zorientowałabym się prędzej, niż po jego reakcji, to trudno, ale lepiej powiedz mi wprost, że masz w nosie, że robisz mi tym kłopot. ”

                Z reguły odpowiadam ludziom na takie pytania, choć często ja widzę, że ich psy szybciej się orientują jakiej napotkany zwierzak jest płci.

              • kay

                Dokładnie. Wyszłam kiedyś z psem znajomych. Piesek po przejściach, agresywny, na smyczy oczywiście. NA widok innego psa wpadał w szał, ciężko go opanowac. Inni spacerowicze patrzyli z pogardą właśnie, jak pies jest źle wychowany. Tymczasem człowiek nie ma 100% wpływu na zachowanie psa, zwłaszcza jesli pies ma złe doświadczenia za sobą.

                Ja mam aktualnie przygarniętego kota, również po przejściach. Kot jest agresywny. Po kilku latach uspokoiła się trochę, jest już grzeczna wobec domowników, ale czasami drapie gości, boi się. Bóg jeden wie, co ją spotkało wcześniej. Dokładnie ten sam schemat widziałam w przypadku innego kota. Przygarnięty jako kociątko, na początku była bardzo agresywna. Po roku uspokoiła się, a po kilku latach wystawia brzuch do głaskania i można nawet jej manipulować przy pyszczku. Ma zaufanie i wie, że agresja nie ma sensu.

            • kay

              To prawda. Widziałam kiedyś panią z potężnym psem. Pies chciał mnie zaatakować, więc pani po prostu smycz zaczepiła o płot. Tak to jest, kiedy się bierzę rasę niedostosowaną do możliwości. Mnie się marzy rottweiler, ale nie wyobrażam sobie trzymania w domu żelaznej dyscypliny, więc rottweilera nie będzie. Co najwyżej owczarek niemiecki.

      • kay

        Pytania pies czy suka są irytujące. Jesli ktoś mija np. 10 spacerowiczów, to z każdym ma się wdawać w dyskusję, jakiej płci jest jego pies? Nie wyobrażam sobie tego. W dodatku zapewne pies wyczuwa, że się denerwujesz. Może powinnaś w kieszeni nosić trochę suchej karmy, żeby pies był bardziej zainteresowany chodzeniem przy nodze?

        Kiedy ja wychodziłam z agresywnym pieskiem znajomych, po prostu przechodziłam na drugą stronę ulicy, kiedy na horyzoncie pojawiał się pies. Oczywiście taki spacer nie jest zbyt przyjemny, ale nie ma innej rady. Nie każdego psa po przejściach da się wychować na spokojnego i grzecznego psa. W takiej sytuacji należy postępować tak, żeby nie dawać psu powodów do agresji, czyli najlepiej się odalić, jeśli pojawia się inny pies.

    • Daria

      Tylko tym gazem proszę walić właściciela po oczach a nie podbiegajacego psa…

      • Kasia

        W niektórych sytuacjach myślę, że lepszy gaz niż dobrowolne wejście w pysk złego psa

      • Dorota

        Jeśli właścicielowi psów nie zależy na ich bezpieczeństwie to komuś innemu ma zależeć i w imię tej troski dać się im pogryźć, albo swojego psa?
        Wolne żarty.

      • kay

        A czy nie lepiej wziąć ze sobą butelkę wody? Zimna woda bardzo dobrze rozdziela walczące psy.

  3. My rowniez chodzimy z gazem po akcji gdy pies sasiadki rzucil sie na naszego i ona nie raczyla doopy ruszyc po niego ani geby otworzyc zeby go zawolac. Wezwalismy policje, zamiast policji przyjechal jakis ekopatrol, ktory babki nie pouczyl (pies oczywiscie nadal latal luzem), a do nas jeszcze miano pretensje za zdenerwowanie! A jak tu sie nie zdenerwowac gdy obcy pies rzuca sie na Twojego, a wlasciciel ma to w powarzaniu? Do tego kobieta klamala facetowi z pstrolu ze pies jej z podworka uciekl, a tak nie bylo. Po tym zdarzeniu kupilismy gaz, bo mimo tego, ze szkoda mi drugiego psa, to wole go potraktowac gazem niz zeby moj (chory napies kregoslup) pies i ten obcy skonczyly na stole operacyjnym na zszywaniu…

  4. skinnylegs

    Dziękuję za ten tekst! Wyraża również nasze doświadczenia z sąsiadem, właścicielem golden retrievera. Pan dumnie kroczy, podczas gdy golden robi wesołe hopsasa to z jednej, to z drugiej strony bloku, doprowadzając mojego psa do stanu przedzawałowego. Oczywiście nie ma się do kogo odwołać, bo pana nigdzie nie ma w zasięgu wzroku. Inna sytuacja, która przebiła wszelkie moje wyobrażenia o ludzkiej głupocie, to gdy rzeczony golden biegał (znów) samopas po osiedlu (i oczywiście podbiegł do nas), a pan siedział w podziemnym garażu – pies raz po raz wbiegał i wybiegał z garażu, aż w pewnym momencie brama garażu się zamknęła, odcinając mu dostęp do pana, więc psiak stał przed bramą, a na niego w dół jechały dwa auta. Zamierzam wydrukować ten tekst i wręczyć go właścicielowi goldena lub wrzucić im do skrzynki pocztowej. Może płonne me nadzieje, że coś zrozumie, ale spróbuję!

  5. aga

    a ja powiem tak, dlatego jestem przeciwniczka trzymania psa na smyczy, psa w miescie i wychowywania go bez ogrodka. proste ? tak. miaam owczarka,wilka ktory 15 lat zyl na ogromnym terenie, gdy tylko na jakis czas zamknelismy go w kojcu 3×3 ( oczywiscie byl puszczany pare razy dziennie) pies wyl, wrecz plakal a my razem z nim. Pies nie jest do mieszkania a do ogrodu, do duzego terenu! konie kropka. I oczywiscie wiem ze wielu z was bedzie to bolec ale taka juz jest prawda, pies zawsze bedzie szczesliwszy w swoim ogrodzie a nie 40m2 bez balkonu.

    • Kasia

      Mieszkam w mieście, psy mają ogród, może nie za duży, ale jednak. I chodzą na 3 spacery dziennie. Nie wyobrażam sobie, aby odciąć moje psy od bodźców, jakie dostarcza im każdy spacer. Spotykamy ludzi, psy, dziki, znajdujemy puste butelki plastikowe do zabawy, czasem jakaś piłkę tenisową. Przygód a przygód mamy Bez spacerów mój pies byłby najbardziej sfrustrowanym zwierzęciem na świecie. Tylko naszym marzeniem jest, żebyśmy odbyli taki spacer nieniepokojeni. Ja łapię psy na smyczy, jak tylko na horyzoncie pojawi się człowiek, czy pies i tylko tego bym chciała od innych.

    • Czarna

      HAHAAHAHAHA! dawno nie czytałam większej bzdury
      Pies niesocjalizowany ze światem zewnętrznym pozbawiony możliwości odbierania jakichkolwiek bodźców.
      Jak nie masz pojęcia na jakiś temat, to nie kompromituj się własnymi wypowiedziami, bo aż żal czytać to co piszesz

    • kay

      A nie można było psa wziąć po prostu do domu? Czym się rózni trzymanie psa na łańcuchu od trzymania w klatce?

  6. Sylwia

    Mam duży przemiał psów, bo jestem domem tymczasowym. Mam też swoją suczkę rezydentkę. Uwielbiam wręcz kiedy idę na smyczy z dwoma, często mają agresję smyczową więc unikam łukami każdego psiarza. Ale nie, przecież “nasz to nic nie zrobi” i leci piesek wprost pod szamotające się cerbery… Kiedyś falą szła tak zwana żółta wstążeczka. Niestety Janusze posiadający psy nie rozumieją podstawowej psiotykiety, a co dopiero tak subtelnych znaków. Chodząc z psami czuję się jak na polu minowym, nawet na wybiegu. Miejscu zdawało by się idiotoodpornym. Ile razy musiałam odpuścić bo tatuś roku uczył dziecko jazdy na rowerku NA WYBIEGU DLA PSÓW? Oraz uwielbiane weekendowe zjazdy. Trzeba iść z dzieckiem na spacer, przy okazji z psem. Super, ja pogadam przez telefon, dzieci niech pograją w piłkę, poskaczą po psich przeszkodach, biegają i piszczą – a pies? No niech biega

  7. Niestety tak jest – jak ktoś ma psa to jest niejako zmuszony do wychodzenia i wzięcia udziału w ”interakcjach” społecznych z innymi psiarzami, a to prosta droga do konfliktów 🙂

    • Dorota

      Bo psów jest w mieście za dużo, a powinny mieć je tylko osoby, które mają czas i ochotę na jego szkolenie.
      Ja tam większości doradzam wzięcie kota, jak słyszę, że szukają zwierzaka domowego.
      Kota też można wyprowadzać na spacery na smyczy, a nie wymaga on poświęcania tyle pracy co pies.

  8. Wszystko OK, tylko, co to zmieniają takie wpisy? I tak ich nie czytają ci, których spotykamy na tych spacerach. Poziom wiedzy o psach 90% ich właścicieli jest katastrofalny. Wystarczy odwiedzić kilka psich grup na FB, a przecież tam trafiają ludzie, którzy SZUKAJĄ INFORMACJI. Tymczasem hit-przykład: pies demolował mieszkanie, aż właścicielka WYCZYTAŁA I ZNALAZŁA, że pomaga wybieganie psa przed tym, jak zostaje w domu sam :O
    I chociaż złość i frustra zalewa oczy, to zamiast gazem warto traktować takich ludzi wiedzą, w dawkach małych, grzecznych, prostym językiem. Dla dobra psów – pomyślcie, wtedy łatwiej przyjdzie 🙂

    • Wienio

      A niby co pomaga na niszczącego psa ?

  9. Wienio

    No i co z związku z tym ? My ze znajomymi chodzimy z psami bez smyczy i jeżeli komuś to nie pasuje to niech nie chodzi tam z psem o tej porze.

  10. Wienio

    Trudno. Każdy kto ma psa który nie umie się dostosować niech chodzi w nocy albo jakimiś bocznymi drogami. Niech się nie wpieprza w ludzi i w inne psy. To chyba jakiś psychol może tylko wchodzić w grupę psów ze swoimi psem i jeszcze pyskować że ma prawo tu być. Ok z jakimś fajnym psem to tak jeżeli grupa to zaakceptuje. Tylko wcześniej niech spuści ze smyczy i się odsunie. A jeżeli nie i widzi taką grupę to niech zawróci .

  11. Waldorf

    Te chojrakowania to tylko do momentu, w którym “pies który nie umie się dostosować” przerobi któregoś psa Radosnych Socjalnych Znajomych na gulasz.
    Wtedy nagle się okaże że “wolnoć Tomku w swoim domku” to taka postawa dość… wybiórcza i zależy od okoliczności (my ukraść komuś krowa – dobrze, nam ukraść krowa – źle)… a, zaraz… “w swoim” domku czy na publicznym terenie? Hm.

    • Dorota

      Dokładnie Waldorf.

      Na szczęście w mojej okolicy nie ma (jeszcze?) takiego chamstwa, co to grupowo z psami luzem spaceruje. Z reguły ludzie widząc, że ktoś nadchodzi łapią swoje psy i przytrzymują dopóki ten ktoś nie przejdzie. Czyli wykazują elementarny poziom kultury.

      Jeśli ktoś nie wykazuje to pozostaje nagrać i zgłosić Straży Miejskiej/Policji.

  12. Wienio

    O tej porze to jest nasze miejsce. To każdy o tym wie. A jak ktoś przywędrował skądś i nas widzi to niech tak zrobi żeby w naszą grupę nie wchodzić. Chyba że ma psa który umie się dostosować. Niech nie chodzi też ktoś kto będzie miał pretensje. Widzi głupek że psy się bawią a będzie szedł specjalnie. Zaraz zacznie się wiosna, jasno i ludziom bardziej będzie się chciało spacerować. Fajne psy mogą przyjść. Ale nie psy które nie umieją się dostosować i nie ludzie którzy nie lubią innych psów.

    • Waldorf

      Jakiś tytuł prawny do tego terenu? Wynajem w określonych godzinach? 🙂

  13. Kota też lepiej nie 😉 Przykład sąsiadów: mają chyba z osiem kotów… oczywiście z gatunku tych chodzących luzem, gdzie łapy poniosą, które naszą działkę traktują jak wielką kuwetę. A nasz pies kocie kupy traktuje mniej więcej tak jak ja czekoladki, niestety. Jeśli ktoś nie zamierza kontrolować swojego zwierzaka i myśleć o tym, co to zwierzę może zrobić innym, nawet kota bym stanowczo zabroniła. Pluszaka sobie mogą kupić 🙂
    Świetny wpis!

    • kay

      W takiej sytuacji najlepiej sprawić sobie psa, który nie lubi kotów. Jest to bardzo skuteczne.

  14. Supcio

    Bardzo inspirujący wątek i dyskusja. Z komentarzy aż bije zrównoważenie, spokój i dystans. Napewno ten spokój udziela się czworonogom. Np. oczyma wyobraźni widzę te bajeczna synergie równowagi psychicznej właścicielki deklarującej relaksujące spacerki z gazem i jej psów…

    • Waldorf

      Taaa, jak człek jest odpowiedzialny i wie, co się może zdarzyć w przypadku sytuacji konfliktowej (o którą starannie zabiega pewien procent właścicieli psów) to po prostu musi być oazą spokoju. 🙂

  15. kay

    Widzę tu niepotrzebne tworzenie konfliktów. W Anglii psy biegają luzem, bawią się jak chcą i nikomu to nie przeszkadza, nikt też nikogo nie pyta, czy psy mogą się razem bawić.. Oczywiście zakłada się, że właściciel będzie panował nad psem, a pies nie bedzie agresywny. Są specjalne prawa dotyczące niebezpiecznych psów, taki pies musi być na smyczy i w kagańcu. Ufa się ludziom, a jednocześnie wymaga odpowiedzialności. Osobiście uważam, że dużo agresji wynika z braku ruchu. Pies jest ciągle na smyczy, niewybiegany, nie ma możliwości kontaktu z innymi psami. Nic dziwnego, że kiedy na moment spuści się go ze smyczy, biega jak oszalały.

    • Waldorf

      Szalenie rzadkie przypadki, podobnie jak wiara Fishera że nadmiar białka jest odpowiedzialny za agresję dominacyjną dojrzałego samca rottweilera. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *