Mała domowa hodowla psów

statler3
Podstawowe przekonanie leżące u podstaw wielu decyzji o zakupie rasowego psa z takiej, a nie innej hodowli brzmi: mała domowa hodowla to hodowla dobra. Zdroworozsądkowo zakładamy, że jeśli ktoś ma tylko parę psów, nie rozmnaża ich za często, mówi o nich z miłością i dobrze traktuje to automatycznie jest dobrym hodowcą.

Słowo wytrych niosące za sobą całą masę pozytywnych znaczeń to słowo wprost z regulaminów ZKwP – Amatorska. Amatorska hodowla to hodowla nie zawodowa a więc nie zarobkowa. Hobbystyczna, czyli taka którą prowadzi się z prawdziwym zamiłowaniem i pasją. Każdy porządny hobbysta poświęca własne zasoby (czas i pieniądze) po to żeby coś robić dla samej radości tejże działalności.  A jak sprawę przedstawia regulamin hodowli ZKwP:

Celem hodowli jest doskonalenie poszczególnych ras psów pod względem cech fizycznych, psychicznych i użytkowych z uwzględnieniem podstaw naukowych.”puppy-1047453_1280

No i teraz już wiadomo: tenże amatorski domowy hodowca poświęca mnóstwo czasu i pracy dla dobra zwierząt i dobra rasy. Posługuje się przy tym bogatym doświadczeniem i wiedzą naukową, która służy poprawie cech hodowanych psów. Idealizm w czystej postaci.  Czyżby?

Zdroworozsądkowo każdy wie, że jak ktoś ma bardzo dużo psów, to nie jest w stanie w warunkach domowych poświęcić im należytej ilości czasu i pracy. Że nie jest dobrze, jeśli zwierzęta poupychane są w kojcach i mają mało kontaktu z ludźmi. Gołym okiem widać jeśli psy w hodowli żyją w złych warunkach. Każdy kto pofatyguje się obejrzeć szczeniaki dość łatwo oceni czy psy otoczone są opieką, mają się dobrze, są zadbane i w ogóle.

Małe domowe hodowle niemal zawsze robią dobre wrażenie. Hodowca jest miły, kocha psy, widać że ma z nimi kontakt. Bywa bardzo elokwentny, roztacza sielską aurę miłośnika zwierząt, bryluje znawstwem pochodzenia, zasypuje informacjami o rasie, udziela nieco porad weterynaryjnych i wychowawczych (zwłaszcza jak przygotować psa do wystawy) – ma w zanadrzu tysiące praktycznych informacji. Po prostu fachowiec i miłośnik dbający o dobro rasy. Czyżby?

dog-195877_1280Amatorski hodowca psów rasowych realizuje swoje “hobby” poprzez dobór hodowlany. Kojarząc wartościowe wg siebie zwierzęta powołuje na świat kolejne „ulepszone” mioty danej rasy. Doskonale zna przy tym legendy i wszelkie ciekawe opowieści które mają odróżnić daną rasę od wszystkich pozostałych, podkreślając jej wyjątkowe cechy. Niekoniecznie jednak zna wzorzec lub wie cokolwiek o psach jako gatunku. Przeciwnie – bardzo często wierzy w niezwykłą wyjątkowość własnej rasy, która automatycznie stawia ją poza (lub ponad) tymi wszystkimi „zwykłymi psami”, pozwalając uzasadnić czasem najbardziej absurdalne tezy specyfiką czy wymogami rasy.

Szczególnie wyraźnie widać to wśród ras pierwotnych, których „absolutnie nie powinno się szkolić” ponieważ się do tego „nie nadają”, o czym dany hodowca jest święcie przekonany, mimo że nie szkolił nigdy żadnego psa i często żadnego szkolenia na oczy nie widział, ale wie co dla rasy jest dobre bo jest w końcu ekspertem!
Wśród hodowców miniatur usłyszymy, że one spokojnie mogą załatwiać się w domu (w sensie, że właściciel nie musi się przemęczać i fatygować od telewizora w brzydką pogodę) bo ile taki piesek nasika? „No łyżeczkę”. A z resztą wychodzić na dwór to niezdrowo bo mogą się przeziębić, biedaczyska.
Porządny hodowca rasy stróżującej (szczególnie takiej z podszerstkiem) przeprowadzi niejeden długi wywód o tym jak to psy te w domu są strasznie nieszczęśliwe i męczą się po prostu zarówno temperaturą jak i pobytem w czterech ścianach. Amatorski hodowca z przekonaniem stwierdzi, że rasa, w której selekcja przez długie lata miała na celu wzmocnione przywiązanie do stada, najlepiej czuje się od niego odizolowana. Co więcej „one pasjami stróżują” powie taki hodowca, „do szczęścia potrzebny im ogród z dobrym płotem”, a od czasu do czasu można do nich wyjrzeć i zagadać żeby no jakiś kontakt był. Wygodne? Wygodne – żaden potencjalny chętny na szczeniaki nie będzie kwestionował trzymania szczeniaków na zewnątrz. Dodatkowo pojawi się opowieść  o tym jak ogród, w którym pies pilnuje rodziny to jego „cały świat” więc nie trzeba wyprowadzać na spacer (ciężko takie 60kg, którego się niczego nie próbuje nauczyć bo „same z siebie są mądre” utrzymać na smyczy – hodowca nie będzie się aż tak wysilał). Niech siedzi w ogrodzie i od świtu do świtu drze mordę bo w końcu do tego jest stworzony. Oczywiście pamiętając o dobrym płocie bo jakby był słaby to mógłby taki pies stwierdzić, że ogródek wielkości chustki do nosa to dla niego jest jednak za mało i rozejrzałby się chętnie po okolicy.

Hodowcy nie są w takich przekonaniach odosobnieni, wielu właścicieli psów ma niczym nie zmąconą pewność, że z racji samego ich posiadania wiedzą o psach wszystko co wiedzieć można i niczego nie mogliby się już więcej nauczyć. Jeśli tylko trzymają swoje psy z dala od naszych i nie pouczają na prawo i lewo innych ludzi – można im to jakoś wybaczyć. Jeśli hodują i swoją „wiedzę” przelewają na innych – jest już dużo gorzej. Nie tylko nie są w stanie prawidłowo ocenić własnych psów, ale najnormalniej w świecie utrudniają życie właścicielom szczeniąt, którzy w razie ewentualnych problemów wysłuchują idiotycznych rad w stylu „to normalne, sam wyrośnie” „ta rasa tak ma, że jest nieufna”, „tylko nie męcz psa i nigdzie nie zabieraj, nikt się na tej rasie nie zna i tylko psa zepsują” itp. Itd.

Dobór hodowlany to selekcja. Mówiąc wprost: żeby wystąpił należy wyeliminować część psów z hodowli. Jeżeli nie ma selekcji, mamy do czynienia z rozmnażaniem, a nie hodowlą. Tymczasem ogromna ilość hodowców zaczyna od słabego pierwszego egzemplarza danej rasy bo taki akurat ma, a niezależnie od tego jaki jest – przeczołga się przez wymagane wystawy i hodowlankę zrobi.
Jeśli ma obowiązek przejść testy psychiczne, to z dużym prawdopodobieństwem przejdzie je nawet schowany za nogą właściciela (w zasadzie nie było by różnicy gdyby Związek zaczął robić testy korespondencyjne – efekt byłby zbliżony). Następnie zatrzyma sobie z tego pierwszego skojarzenia szczenię i dalej będzie je rozmnażał, jeśli tylko nie wystąpią wady dyskwalifikujące na wystawie. Ale takie, których nie można poprawić chirurgią, bo jeśli współczesna medycyna weterynaryjna podoła – to oczywiście.
Jeszcze trudniej powstrzymać się od rozmnażania jeśli hodowca sprowadzi tak zwanego „importa” czyli drogie, w zamierzeniu „wspaniałe” zwierzę gdzieś z daleka, na którym to zamierza budować własną unikalną linię, oczyma wyobraźni widząc ligę przyszłych championów, których to on, hodowca, dzięki własnej przenikliwości i wiedzy, powoła na świat. Otóż im większa inwestycja, tym trudniej z rozmnażania zrezygnować i tym większe staranie żeby udało się jakoś tę hodowlankę „trzasnąć”.

Selekcja powinna premiować pożądane cechy, szczególnie cechy charakteru. Kierując się potrzebą osiągnięcia odpowiedniej okrywy włosowej ulubionego koloru, premiowanej na wystawach wielkości, hodowcy rezygnują w praktyce z rozmnażania lepszych charakterologicznie psów na rzeczy tych, które są bardziej popularne z wyglądu. Mając do wyboru lichego postawą psa o świetnym temperamencie i pięknego, acz nerwowego – wybiorą tego drugiego bo faktyczna hodowla psów rasowych skupiona jest wyłącznie na wyglądzie.

I nie ma się za bardzo czemu dziwić – skąd niby hodowca, który nigdy nic z psem nie zrobił ponad wyciągnięcie go na kilka godzin smażenia się w upale (lub dygotania na wietrze – spowodowanego strachem przez szeleszczącą taśmą w nowym otoczeniu, lub wyrywania włosów w niewygodnej pozycji) w oczekiwaniu na kolejkę w ringu, po to żeby przebiec kółeczko, przeciąć  przekątną w tę i nazad oraz postać w korzystnej pozycji „na ¾”, skąd ma wiedzieć jaki ten jego pies jest? I który jest lepszy, a który ma słabszy charakter i wypadało by go nie rozmnażać?

pet-423398_1920Wystawa jest dla hodowcy prestiżem. Im więcej człowiek wystaw zobaczy tym bardziej dziwi się, jak coś równie mało produktywnego, w równie wątpliwym towarzystwie (wystarczy udać się pod jakiś ring popularnej rasy i wysłuchać steków bluzgów, którymi obrzucają się nawzajem wystawiający w ferworze emocji), może być równocześnie prestiżowe. A jednak – nie chodzi nawet o same ambicje, które są duże – wysoka lokata na ważniejszej wystawie to zamówienia na szczeniaki. Im bardziej popularna rasa, tym droższe, ale trzeba je szybko sprzedać. Im dłużej szczeniak zostaje w hodowli tym bardziej rosną koszty, a hodowca w małej amatorskiej hodowli nie ma za dużo miejsca żeby kolejne podrostki z kolejnych miotów przetrzymywać. Oznacza to, że nie zatrzyma kilku szczeniąt po to, żeby do hodowli zatrzymać sobie najlepszy egzemplarz. Zazwyczaj od razu wybierze tego co ma “słodką łatkę”, a inne sprzeda tak szybko jak to będzie możliwe. A hodowla to “hobby” na którym można zarabiać. Czasem całkiem nieźle – im mniej zawracania głowy dobrostanem (zwłaszcza kontaktem, pracą, socjalizacją) – tym lepiej.

Ok, nie wszystkie hodowle są aż tak fatalne – bywają lepsze i bywają znacznie gorsze, problem w tym, że na pierwszy rzut oka osoba bez doświadczenia nie dostrzeże różnicy. Mała amatorska hodowla psów – co może być nie tak?

O tym co jeszcze może być nie tak – w dalszej kolejności .

 

3 thoughts on “Mała domowa hodowla psów

  1. Przerażające…. ale muszę się zgodzić. Niestety, moja rasa jest popularna i tak bardzo widzę w niej i w innych hodowlach to, o czym piszesz…
    A potem taki człowiek trafia do mnie i zdziwiony jest, że ja zniechęcam (= mówię prawdę! że chorują i umierają na nowotwory, że to wcale nie taka tęcza i jednorożce życie z berneńczykiem!), że komuś psa nie chcę sprzedać, że mam wymagania, że sprawdzam, że oczekuję, że nie boję się powiedzieć, gdy z czyimiś poglądami się nie zgadzam.
    Idealna nie jestem i moja hodowla też nie jest idealna… ale przynajmniej mam (ogromne) poczucie odpowiedzialności za moje psy. A wszystkie szczeniaki, które się u mnie urodziły dalej są “moje”, więc…

  2. Bardzo dużo w tym prawdy. Im dłużej tkwię w świecie wystaw i tworzenia “nowych cudownych linii” akit, tym bardziej frustruje mnie fakt, że ludzie pojęcia nie mają o tej rasie. Swoją drogą atmosfera wrogości między konkurentami na wystawach jest niezwykła pod względem socjologicznym. 🙂 Prawdą jest to, że dla zwykłego Kowalskiego znalezienie naprawdę dobrej hodowli jest tematem trudnym. Zwłaszcza, gdy już zobaczy piękne szczenięta i wpadnie w tryb “muszę mieć właśnie tego, bo jest taki cudowny”. Zdarzało mi się odmawiać sprzedaży szczenięcia, bo wiem, że nie jest to rasa dla każdego. Potem dowiadywałam się, że w innej hodowli nie było żadnego problemu z zakupem… W dużej mierze wszystko zależy od uczciwości i podejścia hodowcy.

  3. Beata

    Sporo w tym racji, ale jednak są hodowle z prawdziwego zdarzenia. Znam takie, choć rzeczywiście nie ma ich dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *