„Miłości i wsparcia i czasami czegoś do żarcia…” *

w3

girl-71893_640Literatura, internetowe publikacje i tematyczne fora puchną od informacji o dobrej relacji, jaką trzeba mieć z psem. Pies ma mieć do nas zaufanie – to się powtarza wyjątkowo często.

To cholerne „wsparcie”, ma z nim problemy przeważająca większość ludzi. Na jednym biegunie mamy bowiem właścicieli pipczących do swoich piesków i utwierdzających je w każdej histerycznej reakcji, jaka im się przydarzy (więcej o tym tutaj), ale po drugiej stronie skali są jaśnie oświeceni ludkowie nadający o tym, że nie można psa „rozpieszczać” ani pokazywać mu słabości i w imię tej ideologii wrzucający swoje zwierzęta w sytuacje dla nich praktycznie nie do zniesienia i nie udzielający im pomocy, nawet w postaci podpowiedzi w jaki sposób można z tych sytuacji się jakoś wydostać.

W sumie sprawa naprawdę leży w podstawowych odruchach i ich braku, to nie kwestia łykania coraz większych ilości wiedzy.

Miroslav Kraljevic, Autoportret z psem, 1910.
Miroslav Kraljevic, Autoportret z psem, 1910.

Nieodmiennie mnie zadziwia jakiś przedziwny, totalny zanik empatii w ludziach – zjawisko naprawdę od pewnego czasu jest wyraźnie dostrzegalne.

Jest taka kategoria psiarzy oświeconych, tkwiących na licznych kynologicznych forach, dokształcających się (kamyczek do blogowego ogródka: najczęściej za pomocą internetu, bo słowo drukowane wydaje się ich jednak nieco boleć, przeczytanie książki w której jest więcej tekstu niż obrazków wygląda na wysiłek nie do pokonania) i kolekcjonujących trudne słowa i Specjalne Nazwy: spalanie miski, barowanie, crate games (zamiast, odpowiednio: dawanie żryć tylko podczas ćwiczeń, wpychanie psu kosmicznych ilości żarcia z nadzieją że to go powstrzyma od agresywnej akcji, nauczenie spokojnego przebywania w klatce) – i tak dalej. Osoby te z lubością pławią się w werbalnej psiej atmosferce, po czym wychodzą z własnym psem i następuje jakiś totalny zonk. Otrzymane w nadmiarze i często przeciwstawne informacje krzyżują się w głowinie wykastrowanego z empatii człowieka i powodują czarujący melanż z którego nie bardzo umie wybrnąć. W efekcie wybiera najczęściej te elementy, które odpowiadają JEMU i JEMU się podobają, niekoniecznie psu. Pies jest w tym wszystkim mało ważny, ewentualnie można się napawać jakim to jesteśmy świadomym, samokształcącym się właścicielem.

Co można powiedzieć o młodym człowieku którego pies, raczej nerwowy i lękliwy, wszystkim siłami sygnalizuje że nie lubi dużych skupisk psów, nie lubi uprawianej w nich zabawy w gnębienie słabszych osobników (nic dziwnego, to on najczęściej staje się ofiarą grupy) a który z uporem maniaka przyprowadza swojego zwierzaka na zatłoczony psi wybieg, zmuszając go bezustannie do przebywania w sytuacji dla niego wyjątkowo niekomfortowej?

Oczywiście że inni psiarze – idioci podbijają facetowi bębenka, opowiadając mu kocopały o socjalizacji, prawda jest też taka, że pewna część ludzkości prowadzi w ten sposób własne życie towarzyskie, stojąc dwie godziny z innymi psiarzami i nawijając w błogim poczuciu że zaspokaja własne (bynajmniej nie psa) potrzeby socjalne. Ale w tym wszystkim najbardziej żałosne jest, że facet od wielu miesięcy nie dostrzega, co mówi do niego – tak, właśnie do niego! – jego własny pies.

Dziewczyna której pies zawzięcie pilnuje zabawek i żarcia na spacerach bezustannie rzuca mu piłkę albo szarpak wprost w stado psów, żaląc się potem że jej pies „ma opinię agresywnego” bo oczywiście natychmiast zaczyna się o tę zabawkę awantura.

Ludzie których psy sygnalizują wzrastający lęk przed strzałami uporczywie prowadzają je na hałaśliwe festyny i pokazy sztucznych ogni. I tak dalej.

Opisywane tu ofiary przypadłości zwanej zanikiem empatii opowiedzą nam barwnie o pe plusach, pe minusach, warunkowaniu, popędzie łupu, floodowaniu i innych takich. Ale zauważyć jaki naprawdę jest ich pies i zapewnić mu minimum komfortu – to je przerasta.

Wychodzi na to, że tak zwany prosty człowiek który w życiu słowa o behawioryzmie nie przeczytał, o ile w ogóle umie czytać, dużo lepiej i trafniej potrafi ocenić nastrój swojego zwierzęcia, jasno i prosto określić czego nie lubi, a co lubi jego pies – a kynologiczny mądrala robi wszystko na opak.

Tenże sam mądrala nie potrafi w ogóle powiązać pojawiających się z psem problemów z najprostszym faktem: że jego pies mu nie ufa, nie czując jego wsparcia w sytuacjach kryzysowych – a dla zwierząt sytuacje kryzysowe niekoniecznie są takie same, jak dla nas.

Słynne „udzielanie wsparcia” naprawdę jest kluczowe – ale obejmuje ogół naszych działań i zaczyna się od momentu w którym pies trafia do naszego domu.

Stanisław Wyspiański, Pies, 1902.
Stanisław Wyspiański, Pies, 1902.

Na koniec – historyjka.

Na pewnych zawodach gdzieś w Polsce w kuluarach pojawiła się młoda osóbka ze szczeniakiem border collie. Cel był najwyraźniej szczytny, to znaczy pokazanie psu takich imprez i przy okazji socjalizacja, zapoznanie z psami, ludźmi, całą tą dość charakterystyczną sytuacją.

Zawody odbywały się na gminnym stadionie, czyli mieliśmy trawiastą płytę gdzie występowały psy oraz widownię, taką typową, czyli amfiteatralnie schodzące się ławki z bardzo wąską przestrzenią pomiędzy – tyle co na zmieszczenie nóg.

Osóbka łaziła po całym terenie z plączącym się (naprawdę bardzo małym) borderkiem, trochę mało na niego patrzyła, ale wiadomo, w całym tym wydarzeniu chodziło głównie o pokazanie że się ma Przyszłego Mistrza Świata i żeby znajomi pytali z jakiej to hodowli i tak dalej.

W końcu zdecydowała się na wejście w rząd, w którym akurat siedziało kilka osób z dorosłymi, sportowymi psami. Szczeniak oczywiście się zaparł, mówiąc wyraźnie „mama, boję się tych obcych psów”, dziewoja zaczęła go wlec na smyczce („zachowując się asertywnie” – czyżby za dużo oglądanego Cezara Millana?), szczeniak został wciągnięty dosłownie pod te psy, jeden z nich stwierdził że nie lubi szczeniąt po czym trochę borderciowi przylał.

Dziewoja wywlokła szczeniaka z kotłowaniny i, płaczącego i piszczącego, ciągnęła na smyczy przed oczami tzw. struchlałej publiki, wygłaszając na jej rzecz filipikę, niby to do pieska:

„No widzisz, stało się, ale ja cię nie pocieszam bo zrobisz się strachliwy, no co jest, przestań piszczeć, nic się nie stało!”.

Obciążone nieodwracalnym zanikiem mózgu dziewczę naczytało się (a pewnie, niestety, także nasłuchało – na przykład na treningach agility, bo najwyraźniej pochodziło z kręgów agilitowców) o tym, że kiedy pies się przestraszy, to nie wolno go utwierdzać w tym jego lęku. Bo się nauczy że można ten strach okazywać a pani go będzie pocieszać i już zawsze będzie się tak zachowywał, bla, bla, bla.

W związku z tym hasełkiem dziewoja wykonała, co następuje:

  • – Wsadziła swoje bardzo młode szczenię wrażliwej rasy w sam środek niebezpiecznej sytuacji, sama, osobiście, wyraźnie ją prowokując
  • – Spowodowała że szczeniak przeżył niezłą traumę związaną z innymi psami
  • – Zostawiła go w tej sytuacji samemu sobie, pokazując że nigdy w życiu mu nie pomoże, nie ma co od niej tego oczekiwać, że zarówno strach, jak i ból będzie musiał przeżywać samotnie

Ta dziewoja będzie chciała żeby jej pies „robił sport” i najlepiej żeby byli „świetną, zgraną parą”. Gratulacje, na pewno im się uda. Tylko tak dalej. Skończy się po jakimś czasie niezadowoleniem i pretensjami, jaki to bordercio niedoudały i fatalny charakterologicznie. A tak długo go wybierała! I robiła z nim wszystkie możliwe sztuczki, co je w internecie opisali i o których się dowiedziała na licznych seminariach.

 

*) cytat z jednej z piosenek, jak zwykle znakomitej, Agnieszki Osieckiej – jakby ktoś nie skojarzył.

4 thoughts on “„Miłości i wsparcia i czasami czegoś do żarcia…” *

  1. Joanna Cantalupowa

    Świetny tekst, podpisuję się wszystkimi 26 łapami 🙂 Na podsumowanie podsumowania dodam jeszcze, że w przyszłości dziewoja borderkowa zawiesi wszystkie możliwe “psy” na hodowcy od którego ma malca, bo to na pewno jego wina, że pies jest strachliwy, niezrównoważony etc. Przecież ona zrobiła wszystko jak trzeba. Smutne, przykre, ale niestety prawdziwe. A brak empatii wobec zwierząt to choroba naszego społeczeństwa 🙁

  2. Aga

    Bardzo to trafne :))) a szczególnie te ” nowoczesne slogany ” i tak dalej 🙂 to nic, ze stosujesz taką technikę 10 lat- na pewno nie masz racji, bo teraz to się nazywa z hamerykańska 😉 Do tego niestety wysyp popularności wszelkiego sportu z psem, co nie zawsze jest takie dobre. Teraz każdy jest specjalistą, to nic ze zapieprzasz ileś lat żeby coś się dowiedzieć, jesteś głupkiem, internetowa gwiazda z borderem wie więcej i jest mądrzejsza ( nie obrażając moich normalnych znajomych mających bordery). Są też rzeczy supermodne z tego co widzę jak ćwiczenie na piłeczkach czy pożal się Boże agility. Teraz każdy może być znaffcą tematu po roku! Bardzo lubię Twoje teksty, przeczytałam chyba,wszystkie. Masz dużo racji, na pewno długo się obracasz w pisarskim środowisku. Wpisy o wystawach są w stu procentach takie jakby moimi oczami- chociaż w wystawach uczestniczę tylko tyle ile muszę, przeraza mnie to, jak niewiele wiedzą o psach niektórzy hodowcy którzy się tam puszą. Oczywiście widzę, że wybrałaś naświetlanie przygarnąć psiego światka, ale on ma też swoje dobre obszary, mam nadzieję, że znasz je:) istnieją wciąż rasy nie hodowane do tego, żeby stać na wystawach. Można mieć super ” relacje ” z psem, można uprawiać sport dla prawdziwej radości i na prawdziwie profesjonalnym poziomie, są ludzie którzy nijak nie pasują do tych opisów i jest ich bardzo wiele, przynajmniej ja prawie samych takich znam 😉

    • Aga

      Oczywiście chodziło mi o przywary a nie ” przygarnąć “

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *