Mój piękny ogród. He he.

w3

Ogród otwierające

Śmiem twierdzić że większości z nas, psiarzy, na myśl o psie (planowanym psie) włącza się reklamowy film. Coś w stylu „idę przez park a wymarzony pies biegnie obok” albo – uwaga: „siedzę w ogrodzie na leżaku, na szmaragdowej trawie, wokół kwitną kwiaty, cisza, spokój, obok mnie leży mój kochany, najpiękniejszy na świecie pies”. Grzeczny w ogrodzie

O ile pierwsza wizja ma szansę się ziścić, oczywiście przy założeniu że wychowamy swojego zwierzaka na tyle dobrze, żeby móc go spuścić ze smyczy w tym całym parku, to druga będzie dostępna dla dość wąskiej grupy właścicieli. Może takich którzy drogą kupna lub adopcji wejdą w posiadanie psa o charakterze owcy…. no nie, wróć – owca w ogrodzie nie kojarzy się najlepiej. Więc może: psa o wybitnie niskim temperamencie. Ewentualnie psiego staruszka co to na księżą oborę już trochę patrzy i nie w głowie mu innowacje tudzież ingerencja w naszą wizję planu zagospodarowania zieleni.

Przeciętny pies zazwyczaj coś w tym planie zmienia. Niektóre zmieniają BARDZIEJ.

Większość psiarzy ma szansę poważnie się zdziwić, odkrywając akcję „Pustynna Burza” robioną przy płocie przez psa poważnie podchodzącego do funkcji stróża – dość standardowym widokiem jest wydeptany pas gołej ziemi wzdłuż ogrodzenia. Wizja wybetonowanego ogródka jest trochę smętna, więc pozostaje z uporem maniaka odgradzać i siać, siać i odgradzać…, albo pogodzić się z losem.

Dog in the holeW ogóle ogród to niewyczerpane źródło uciechy, jak się tak dobrze zastanowić. Można w nim na przykład ukrywać kości i zabawki ryjąc fajne dziury, a potem jest mnóstwo zabawy z odkopywaniem, bo to, wiadomo, często się nie pamięta dokładnego miejsca ukrycia skarbu więc trzeba dokonać paru odwiertów próbnych.

Nowo posadzone drzewka i krzewy to trudny temat. Patyk na trawiePo pierwsze, ludzie maja coś z głową: wyrywają z ziemi jedno zielsko po to, żeby zaraz w to miejsce wsadzić inne. Zazwyczaj należy sprawdzić, po co to było?

Po drugie, kora młodych roślin jest zazwyczaj bardzo pyszna.

No i, umówmy się – rozrastające się korony drzew zasłaniają widok i szpecą krajobraz, więc lepiej kiedy z ziemi, jak już coś musi sterczeć, to sterczy samotny, obgryziony u góry patyk, prawda?

Podlewanie ogródka to osobna kategoria rozrywki najwyższej klasy, o czym wie każdy posiadający psa systematycznie staczającego walki z Niesłychanie Niebezpiecznym Wężem Ogrodowym. Wężom śmierćPatrzę – nie bez wzruszenia – na torbę rozgryzionych i zgniecionych w niebezpiecznym boju końcówek węża. Tyle lat minęło od śmierci psa który tak skutecznie likwidował to zagrożenie na mojej ziemi a ja nadal trzymam tę torbę i jakoś nigdy nie mogę się zebrać żeby ją wreszcie wyrzucić…

Wielu interesujących przeżyć dostarcza niektórym psom (a kotom to już niemal wszystkim) istnienie ogrodowej sadzawki, zwłaszcza kiedy właściciel trzyma w niej karpiki koi czy inne zimnokrwiste cholerstwo, bezczelnie pływające pod powierzchnią i nadające się do polowania czy łowienia. Niemniej nawet bez rybek można się czymś zająć, przesadzając roślinność bagienną z koszyków umieszczonych tuż przy brzegu, rozwalając wyściełającą zbiornik folię albo, o ile jest zrobiona z kompozytowych kształtek – odkrywając ich obrzeża beznadziejnie zakrywane przez ludzi kamykami czy darnią.

W dzikim ogródkuBanalne załatwianie się na trawnik albo ukochane przez większość samców sikanie na tuje tak, że nieszczęsne roślinki zmieniają się w brązowy wyschnięty wiecheć to norma o której wręcz nie ma co wspominać, to efekt uboczny posiadania domu-z-wyjściem-na-trawkę.

Jest także bogata gama rozrywek związanych z polowaniem na wszystko co się rusza, poczynając od much i pszczół („Azorku, nie łap tej osy! AZORKU!”), poprzez ptaki, na gryzoniach i kocie sąsiadów kończąc. Może się niczego nie złapie, ale podczas pogoni można co nieco zdemolować, to też się liczy.

Najlepsze, że najspokojniejszy – na pierwszy rzut oka – i najgrzeczniejszy malutki pies w ogródku może zmienić się w Bestię Z Doliny, tak jak to zrobiła suka yorkshire należąca do moich przyjaciół, przewiercając się na wylot przez korzenie kilku dorodnych żywotników, zmieniając trawnik w odpowiednik księżycowego Mare Imbrium i dostarczając właścicielom przy okazji kilka (martwych) nornic, zapewne w trosce o zapasy żywnościowe rodziny. *) .

Średnie_Nor_01A takie to było niewinnie wyglądające, kokardka, długie rzęsy, na spacerach spokojny truchcik i tak dalej. **)

Przy takich opowieściach najczęściej pojawiają się zaraz napuszone uwagi, że to wszystko kwestia „zmęczenia” zwierzaka czy dania mu zajęcia. Hue hue. Nic podobnego – chyba żebyśmy zamęczyli naszego energicznego psa do nieprzytomności; inaczej, i owszem, trochę sobie odpocznie (na rabacie kwiatowej, o tam, gdzieśmy niedawno posadzili wyjątkowo rzadkie okazy) ale potem uzna że, doprawdy, w tym ogródku jest zbyt pięknie żeby czas marnować. (Co do węża ogrodowego, to z kolei nasz zmęczony pies się dla nas poświęci, żeby uratować nas od inwazji).

Zostawmy ruiny i zgliszcza bo nie takie istotne. W dziurach i piachu żyć można, a bez naszego psa – ciężko, ot co.

Otóż ostatnimi czasy mnożą się doniesienia o kradzieży psów z posesji.

Ogródkowicze szanowni, niestety zwykły zamek w furtce już nie wystarcza.

Jedną z najdziwniejszych historii zasłyszaną przeze mnie (i sprawdzoną, żeby nie było że plotka) była ta, jak złodzieje-specjaliści zasadzili się na ładnego labradora biegającego po szczelnie ogrodzonej posesji.

Ogrodzonej z jednej strony kutym parkanem, owszem, ale z trzech pozostałych – siatką. No więc panowie kryminaliści mieli czas i cierpliwość żeby codziennie zwabiać psa w określone miejsce przy siatce i tam go podkarmiać, a jednocześnie pracowali nad stanem tejże siatki tak, że w dniu „X” na spokojnie siatkę podcięli i wygięli, psu zarzucili na kark mocny uwiąz i go pod tą siatką wyciągnęli.

OgrodzenieTym, którzy się teraz napuszą że ich psy to, panie, złe bestie co to „nikomu nie dadzą się ruszyć” podpowiem, że palmerem z nabojem usypiającym posłuży się na spokojnie (i skutecznie) nawet skretyniały alkoholik z niedowładem kończyn, zważywszy że odległość do strzału jest zazwyczaj niewielka, zwłaszcza gdy się psa najpierw sprowokuje żeby podbiegł i pieklił się przy płocie.

Jeśli chodzi o psy ras małych, ozdobnych lub do towarzystwa, zostawianie ich samych na terenie posesji to tylko kwestia czasu. W Polsce naprawdę istnieją szajki wyspecjalizowane w kradzieżach psów różnych ras i nieras, zapotrzebowanie na zwierzęta rośnie, bo nasze lepkorękie społeczeństwo nie lubi sobie zadawać pytania skąd pochodzi kupowany okazyjnie pies i czemu jego cena jest tak niska.

Nie wspominając o producentach szczeniąt potrzebujących nowych suk rozpłodowych i kryjących samców, żebrakach potrzebujących coraz to nowego „towaru” wzbudzającego litość na ulicach i deptakach, żołnierzach podziemia organizującego walki psów i tak dalej.

A nawet – i to piszę z prawdziwą przykrością – wiele jest prawdy w powiedzonku że „okazja czyni złodzieja” i czasem zrozpaczeni właściciele tego czy owego zwierzaka odkrywają że ten jeden raz, gdy wyjątkowo nie przekręcili w zamku klucza albo nie domknęli bramki wystarczył, żeby z pozoru uczciwa osoba będąca członkiem lokalnej społeczności postanowiła się pobawić po ciemnej stronie mocy.

Niekiedy zresztą akcję zajumania psa wykonują ludkowie o dobrej woli, tylko bez rozumu. Na jedno wychodzi.

Beagle na trawie0Wracając do naszych działek, ogrodów i sadów i ich stanu; zasadniczo, oprócz lepszego zaopiekowania się ogrodzeniem żeby pies nas nie opuścił niespecjalnie widzę powód do innych działań. Poza, może, zmianą upodobań: kto powiedział że klepisko jest brzydsze od zielonej trawy? Zwłaszcza że nie trzeba go ciągle strzyc, co pozwala nam zaoszczędzić czas, który możemy z kolei przeznaczyć, a jakże by inaczej, dla naszego zwierzaka. Czysty zysk!

 

 

*) po przepis na tuszki mysie w śmietanie odsyłam do książki Farleya Mowata „Nie taki straszny wilk”.

**) uspokajam P.T. Czytelników: suka nie została zamordowana przez rozjuszonych właścicieli (nawet tak naprawdę rozjuszeni nie byli, ten typ tak ma)

One thought on “Mój piękny ogród. He he.

  1. Anka

    Braki widzę! Braki… a gdzie gazetka reklamowa wsadzona w płot a następnie rozniesiona po ogrodzie w kolorowe confetti? He?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *