Motywacją psi świat stoi – cz. I

w3

dog-403020_960_720

Słownik Języka Polskiego (PWN) podaje takie znaczenie wyrazu motywacja: „to, co powoduje podjęcie jakichś działań lub decyzji”. Synonim tego wyrazu zaś to: zachęta.

Jak to się mówi: w punkt.

Dobrze wiedzieć, o co, tak naprawdę, chodzi z tą motywacją w psim świecie. Od jakiegoś czasu wiele się o tym mówi, wspomina czasy kiedy to żeby uzyskać od psa „siad” naciskano na psi zadek, przeciwstawiając Ciemne Wieki jakoby panującej obecnie Krainie Światłości i Pozytywu. Oczywiście to straszliwe uproszczenie, wynik pewnej ideologizacji psich spraw – ale choć wiele się gada o „zachęcaniu” psów do takiego czy innego działania i nagradzaniu za nie, to ciągle jeszcze panuje w tej dziedzinie jakieś dziwne i nieraz czarujące rzeczy pomieszanie.

Pewna dobra dusza będąca tak zwanym domem tymczasowym (czyli człowiek który przyjmuje do siebie bezdomnego psa, doprowadza do jakiego-takiego stanu i szuka mu domu) wzięła do siebie kolejnego zwierzaka, ot, wilczkowato-kundlopolską sukę.

malinois-771199_960_720Opis wyprodukowany przez zgorszony domek tymczasowy brzmiał, ni mniej, ni więcej, że sukę „zafiksowano” na piłce do tego stopnia, że chciała się nią bawić ciągle, a na dodatek nie dawała jej sobie odebrać.

Paczciepaństwo, jeden zwierz, a jednak taki o stu twarzach, a raczej pyskach.

Dla osobnika mieniącego się specjalistą z papierkiem z korespondencyjnego kursu taki opis oznacza pieska z problemem psychicznym, dla sportowca prezent od losu z którym można bardzo wysoko zajść, dla poczciwego mieszczanina chcącego mieć niekłopotliwego zwierzaka – męczącą zgagę.

Albowiem, jak naucza nas mędrzec, „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.

No więc są te nasze zwierzęta bezmyślnymi automatami, robotami które się dowolnie programuje, czy autonomicznymi jednostkami z pewnym właściwym dla gatunku zespołem cech, jednostkami różniącymi się między sobą, a przecież jakoś tam, nadrzędnie, podobnymi: psowatymi, istotami hierarchicznymi, drapieżnikami polującymi w stadzie i tak dalej?

Jeśli to drugie, to należałoby, zamiast od razu – nomen omen – wieszać psy na poprzednich opiekunach, przyjąć, iż są oni winni o tyle, o ile pozwolili suce realizować pewne wrodzone pragnienie. Słowem, pokazali jej zabawę w aportowanie. A że przy okazji pies okazał się wytrwały, odporny na negatywne bodźce i bardzo pewny siebie, na dodatek zaś – nieco zaborczy, no to otrzymaliśmy zwierzaka który jak ma okazję do gry w piłkę, to w nią gra, i nie oddaje jej pierwszemu lepszemu ciaptakowi zabierającemu się (mam przekonanie graniczące z pewnością, że nieumiejętnie) do jej zabrania. A potem zanudzenia podopiecznej na śmierć przez jej „wyciszanie” (bardzo ulubione słowo niektórych osób szkolących psy).

Alfred de Dreux (Pierre - Alfred Dedreux), Ulubieniec w fotelu, 1857.
Alfred de Dreux (Pierre – Alfred Dedreux), Ulubieniec w fotelu, 1857.

Pani która tak załamywała górne kończyny nad faktem że podopieczny po prostu ma popędy na swoim miejscu (a gdzieś kiedyś ktoś pokazał mu akurat zabawę z piłką jako sposób na ich skanalizowanie) nieświadomie pokazała, z czym mają dziś największy problem psiarze.

Ano z pracą w pobudzeniu i nagradzaniem. Wbrew pozorom, to jest rzecz najważniejsza, i bynajmniej nie przeznaczona tylko dla psich sportowców czy psów pracujących na rzecz człowieka. Nie, to kwintesencja takiego naszego bycia z psem, żeby obie strony się naprawdę rozumiały, były zadowolone i na dodatek nie popadały w ciągłe konflikty z otoczeniem.

Jednym z ciekawszych zjawisk, jakie można obserwować zgłębiając temat: motywacja, jest tkwiąca w ludziach ogromna niechęć do użycia tych artykułów, które są naprawdę atrakcyjne dla psa.

Carl Friedrich Deiker, Pies z kiełbasą w pysku, 2. połowa XIX
Carl Friedrich Deiker, Pies z kiełbasą w pysku, 2. połowa XIX wieku.

Słowo! Ilość ludków uparcie „nagradzających” swoje psy granulkami suchej karmy albo bździawymi „zdrowymi nagrodami” które te psy mają tak naprawdę w tyle jest zastanawiająca.

W tej grupie mieści się też podkategoria Oj-Bo-Utyje, wydzielająca zwierzakowi takie kawałeczki smakołyków, że są one widoczne jedynie pod elektronowym mikroskopem, oraz zaopatrująca się w cudowne sztyfty treningowe i inne takie wynalazki do lizania lodów przez szybę.

Oczywiście, chodzi o pobudzenie. Nagroda dla psa to coś, co powoduje że biorąc ją od nas odgryza nam palce, i naprawdę nie ma reguły, co nią może być. Niechby, że kawior z siewrugi, szynka Manuela Maldonaouma albo grzyby Matsutake, to zależy za co pies oddałby swoją szlachetną duszyczkę. Na szczęście całkiem duży procent psiej populacji nie upiera się przy sznyclu z opiłkami złota i truflami, podpisując każdorazowo cyrograf za parówkę albo kawałek żółtego sera.

Jednak znam całkiem sporo psów które pobieranie pokarmu w nagrodę za wykonanie jakiegoś polecenia traktują raczej jako dodatkowy element z zakresu posłuszeństwa, i nie są to bynajmniej jakieś koszmarne psie niejadki. Ich właścicielom udało się wdrukować im to przekonanie.

Podobnie z zabawkami: ludziska usiłują używać przedziwnych wynalazków, nieraz wyglądających jak coś przy pomocy czego można z powodzeniem wyciągnąć zeznania od najbardziej opornego podejrzanego. Ewentualnie sięgają po bardzo dziwne materiały, głównie syntetyczne, twarde, nieprzyjemne dla psich zębów piłki i tak dalej. A rzecz w tym, żeby może sprawdzić, co tak naprawdę rajcuje naszego psa (często jest to coś zupełnie nieskomplikowanego, jak naturalne futro albo stara bawełniana skarpetka na sznurku). Jak często ludzie bezrefleksyjnie zostają przy pierwszej lepszej zabawce którą pies w ogóle bierze do pyska! A może właśnie nie bezrefleksyjnie? dog-809723_640

Chyba chodzi właśnie o to, żeby ta praca z psem była jak najbardziej, przepraszam za pardą, bezjajeczna. Bez wysokich emocji, bez gwałtownych ruchów, bo nam piesek na przykład zębem niechcący rękę zarysuje, spodnie pobrudzi. To oczywiście lęk zastępczy, ten prawdziwy i głęboko zakamuflowany jest przed tym, żeby zwierz nie wyszedł nam całkiem spod ręki.

No bo co wtedy?

Ano, będziemy mieli tak niesłychanie smakowite kwiatki (odradzam jedzenie zielska, ale stosowanie tego jako przenośni wydaje mi się całkiem O.K.) jak takie oto opinie, wydane niegdyś w przypadku niegrzecznych psów przez, eee, trenerów:

Przed przystąpieniem do pracy nad podstawowym posłuszeństwem wymaga pracy węchowej, prowadzącej do zmęczenia psa. Dopiero po tym jest możliwość skupienia psa na przewodniku

Albo

Prowadzimy prace wyciszające mające na celu stymulacje umysłową (sic! przyp. mój). Pies szybko popada w stan wysokiej ekscytacji w przypadku zabaw z elementem łupowym.

Abstrahując od tego że można to było raczej opisać prostymi ludowymi słowy, odpowiednio:

„Nie potrafimy wymusić odrobiny posłuszeństwa zanim solidnie nie zmęczymy zwierzaka”

oraz

„Pies dostaje zajoba przy grze w piłkę i nie mamy pojęcia co z tym zrobić”.

to clou tych opisów jest takie, że w stanie bezradności mało można zdziałać.

collie-163997_960_720I tu dochodzimy do tej… drugiej strony tematu „motywacja”, czyli odrobiny awersji która nie tyle się przydaje, co po prostu jest potrzebna przy psie będącym – pod względem temperamentu – choć odrobinę wyżej nad stan „permanentny kapeć”. I nie chodzi tu o tłuczenie kijem czy inne takie rozrywki, tylko choćby o nauczenie ustępowania od nacisku, umiejętne przytrzymanie albo takie dawkowanie bodźca żeby zwierzakowi opłacało się iść za ludzkimi, a nie własnymi, zamierzeniami.

Sztuką jest przekonanie go przy tym, że takie postępowanie jest w gruncie rzeczy JEGO najgłębszym pragnieniem. Słowem, że co prawda pies ma straszliwą ochotę stłuc tego irytującego Fafika spod dwójki, ale w zamian idzie sobie z właścicielem i traktuje Fafika jak powietrze – i jeszcze mu się to podoba!

No właśnie: istnieje coś takiego, jak czynność samonagradzająca. Najczęściej to takie zachowanie, które jest zgodne z instynktem i popędami psa. Które mu, kolokwialnie mówiąc, pozwala „się zrealizować” jako PSU.

O, właśnie dlatego ludziska się czasem skarżą że mogą sobie – pozytywnie i w duchu politpoprawności – machać pętami kiełbasy a ich pies i tak daje dyla z prędkością światła bo mu w pobliżu zamajaczył inny pies, kot, wrona, rowerzysta, niepotrzebne skreślić.

dog-164933_960_720Żebyśmy się dobrze zrozumieli: jak najbardziej trzeba psy nagradzać i to obficie, ale jednak należałoby robić to z głową, a zwłaszcza nie traktować tych wiktuałów jako odciągaczy psiej uwagi. Po pierwsze, działa to jedynie w ograniczonym stopniu – kiedy jakość czynnika rozpraszającego jest słabsza albo najwyżej porównywalna z tym, co mamy psu do zaoferowania, albo kiedy nasz pies ma średniawy temperament, za to kocha jeść. Niech tylko będzie to inna sytuacja, dajmy na to: piesek mocno energiczny, śmiały i z tych co to przekładają ćwiczenia fizyczne ponad rozkosze stołu – wtedy możemy sobie urządzać zapasy w pasztecie z gęsich wątróbek a i tak zobaczymy tylko ogon ulubieńca znikający na horyzoncie. To inne, to nowe jest ciekawsze a więc należy przed wszystkim rzecz sprawdzić, do paniunia się kiedyś wróci.

Sekwencja wydarzeń powinna być taka, że najpierw wyjaśniamy psu, jakie są nasze oczekiwania w konkretnej sytuacji. Na przykład, że jak wołamy „Dorcia!” to oznacza to iż rzeczona Dorcia wraca do nas pędem, i nie przyjmujemy do wiadomości istnienia innych opcji typu „wraca ale na siódmą komendę”, „po drodze wącha i odwraca się tyłem”, „pokazuje nam faka i wybiera wolność” i inne takie.

Potem w taki czy inny sposób zachęcamy psa do wykonania naszej prośby, a jeśli pies wybiera inne opcje, to go zmuszamy (tak, zmuszamy) do, hm, powrotu na drogę cnoty. I ów powrót jest oczywiście wylewnie chwalony i nagradzany – nagrodą tak motywującą, tak silnie działającą, żeby pies jak najszybciej pojął że nic, nigdy nie da mu tyle frajdy, co wykonanie ludzkiego polecenia.

Niby proste, a jednak strasznie dużo ludzi ma z tym potężny kłopot.

Brak czytelności i ciągła chęć do utrzymywania wzajemnych stosunków w sferze półtonów, ćwierćtonów, szarości. A u zwierzątek jest czarne-białe, bęcki i pocałunki. Mówią do siebie krótko i na temat. Z ludźmi, którzy w ten sposób podejmą z nimi dialog, czują się najbardziej komfortowo. Nie z bezmyślnymi brutalami i nie z ludkami którym się wydaje że odpowiedzią na każde zachowanie psa jest przyklejenie do twarzy sztucznego cukierkowatego uśmiechu i przeczekanie problemu.

11 thoughts on “Motywacją psi świat stoi – cz. I

  1. Gosia i Rocca

    Niby wszystko fajnie, ale mam z tym artykułem kilka problemów:
    Primo: nakręcenie na piłkę jest fajowe, ale FIKSACJA – nie jest dobra, ani u psów, ani u ludzi. Nie jest zdrowa i już. Nie mylmy terminów.

    Secundo: Z tym Fafikiem – moim zdaniem całe sedno sprawy jest w tym, dlaczego ten nasz pies traktuje tego Fafika jako śmiertelnego wroga? Jeśli ma uzasadnienie, to jeszcze luz. Jeśli nie, to jest problem i lepiej zorientować się, dlaczego tak wielkie emocje budzi ten Fafik i coś z tym zrobić, zamiast utrzymywać naszego psa w tym stanie.

    Tertio: Z tą sekwencją przywołania, nie jest tak, że wasz scenariusz jest jedyny słuszny. Np. kiedy mam okazję, to jak pies zaczyna mnie zlewać na spacerze, chowam mu się – on się pobawi w szukanie, trochę się zlęknie, że mnie nie ma, na koniec wielka radość ze spotkania – i pies pilnuje się i reaguje na zawołania (wymogiem jest tu to, że tak naprawdę nie ma w dupie czy jestem, czy mnie nie ma). Owszem jest to awersyjne, ale w tym scenariuszu do niczego psa nie “zmuszam”. Inny pomysł – zrobić nagle coś szalonego: piszczeć, biegać, skakać. Duża szansa, że pies uzna, że jednak jesteśmy fajni i wróci. Chodzi mi tylko o to, że istnieją alternatywne metody i też bardzo fajnie działają.
    A w ogóle nawet fajnie się was czyta, pozdro 😉

  2. Statler

    Dziękujemy i też pozdrawiamy 🙂

    ale
    ad. 1: fiksacja to nakręcenie któremu nie towarzyszyła nauka (lub towarzysząca nauka była mocno słaba)

    ad. 2: z punktu widzenia posłuszeństwa (czy to sportowego czy nawet porządnego codziennego) nie ma znaczenia dlaczego Fafik denerwuje nam psa. Denerwuje się – nie ma posłuszeństwa. Niezależnie od tego jaką drogą spowodujemy że przestanie się nasz pies pultać, posłuszeństwo będzie dopiero wtedy, kiedy wykonywał daną komendę (np. “nie” czy “noga” – wsio rawno zamiast gapić się lub wściekać na Fafika).

    ad. 3: Jeśli pies zlewa na spacerze to znaczy, że nie ma przywołania. Jeśli go nie ma to jest w fazie nauki. Jeśli piszczymy i skaczemy to też nie ma przywołania. W którymś momencie pies albo przybiega na każde zawołanie niezależnie od tego co dzieje się dookoła , albo nie ma tego przywołania, a zamiast niego jest wieczna nauka, ergo pies bez przywołania, ergo nie można spuścić go licząc że szybko od czegoś bardzo pociągającego wróci. Bo generalnie ktoś kto ma przywołanie WIE, że jak zawoła to pies przybiegnie (szybko i najkrótszą drogą). Potrzeba bardzo dużych umiejętności, bardzo wczesnego rozpoczęcia nauki i specyficznego psa żeby dało się to osiągnąć kompletnie bez awersji. A i tak zawsze można później zepsuć 🙂

  3. Gosia i Rocca

    A widzicie, tu się rozmijamy, bo mi nie tylko o “posłuszeństwo” idzie, a o cały dobrostan mojego psa. Ważne jest dla mnie, czy mu dobrze w głowie, czy mu źle.

    Co do przywołania, i w ogóle każdej innej komendy, nie ma czegoś takiego, jak “nauczony i już” – to co nazywacie “faza nauki”, trwa całe życie psa. Każde kolejne powtórzenie i doświadczenie dodaje coś do doświadczenia psa. Nieważne, czy uczysz psa z awersją czy bez niej, każdy pies może w pewnym momencie uznać, że nie opłaca mu się komendy wykonać i już.

  4. Statler

    Hm, nie wiem czy się rozmijamy 🙂 Mamy tutaj osobne teksty o dobrostanie psów: http://www.psyiludzie.pl/dobrostan-psow-cz-1/ , osobne o agresji lękowej (względnie wyuczonej agresji lękowej): http://www.psyiludzie.pl/zwierzoczlekoupior/ , o szkoleniu jako takim: http://www.psyiludzie.pl/lekarzu-lecz-sie-sam/ etc, etc. Każdy z tych tematów jest na tyle rozległy, że spokojnie można by było jeszcze dużo i dużo pisać.
    Powyższy tekst dotyczy motywacji i pracy w pobudzeniu (a nie np. odkręcania zachowań lękowych).

    Czy można założyć, że w nauce psa nie chodzi o to żeby się nauczył tylko o to żeby się uczył? Hm, jak ktoś tak lubi to ok (tak długo jak długo nie szkoli psów innym ludziom), ale gdyby przyjąć taką ogólną zasadę to nie było by psów przewodników, psów asystujących, nie było by zawodów, mistrzostw, egzaminów, nie istniały by psy ratownicze, ani żadne inne, które do pracy potrzebują posiadać konkretne umiejętności. Nauka z założenia ma prowadzić do osiągnięcia stałości wykonywania pewnej umiejętności na określonym poziomie, w przeciwnym razie jest “zabawą w”. Taka zabawa może być fajna, rozwijająca, ciekawa, ale jest to jednak zabawa.

    I tak – każdy pies może się w jakimś momencie wyłamać, właśnie z tą świadomością uczy się psy w różnych warunkach i dodaje najróżniejsze rozproszenia. Bo tak to już jest, że efekty szkolenia zależą też od jego jakości 🙂

    Na dodatek zawsze samemu można dobre umiejętności zepsuć 🙂 – nikt nie mówi, że szkolenie psów jest łatwe.

  5. Gosia i Rocca

    No tak, rozmijamy się – po prostu nie napisałabym nigdy, że dopóki pies idzie mi przy nodze i się słucha, nie interesują mnie mordercze myśli w jego łepku. Na tym zamknęłabym temat “Fafika” ponieważ chyba już do niczego nas nie doprowadzi.

    Natomiast! Co do uczenia się. Ja jestem absolutnie pewna, że pies się całe życie uczy i nawet jeśli powiecie, że “umie” coś/jakąś komendę, to ja powiem, że on się dalej uczy przy każdym powtórzeniu zachowania – zachowanie podlega albo wzmocnieniu, albo wygaszaniu. Stąd się bierze potrzeba co najmniej nieregularnego wzmacniania zachowań. Tak samo podlegają tej zasadzie psy asystujące i sportowe, to chyba nic dziwnego (różnica pomiędzy nimi a “zwyczajnymi” psami to kwestia motywacji, raczej to wiecie). Czasem się poklepie, czasem powie “dobry”, czasem się da kiełbasy (czasem też pies zostaje bez nagrody), ale za każdym razem zachodzi uczenie się, które polega na tym, że w psie się wzmacnia przekonanie, że warto robić to, co robi.
    No ale ja nic odkrywczego nie piszę, to stoi w każdym podręczniku o psychologii behawioralnej :).

  6. Statler

    Acha, tylko proszę nie wkładać Waldorfowi w paszczę słów, których nie napisał 🙂 ” ale w zamian idzie sobie z właścicielem i traktuje Fafika jak powietrze – i jeszcze mu się to podoba!” – czyli pies został doprowadzony do sytuacji w której nie tylko ignoruje, ale jeszcze jest z tego ZADOWOLONY. Clue motywacji.

    Tak, utrwalanie nauczonych zachowań jest bez wątpienia konieczne, odpowiednia motywacja też. Problem w tym, że żeby coś utrwalić i nie wygasić najpierw trzeba nauczyć, a nie tylko uczyć. Szczęśliwie “old habits die hard” jak to mówią brytole 🙂 Widywaliśmy psy, które po zdaniu egzaminu kilka lat nie trenowały posłuszeństwa, a np. po dłuższym czasie były wstanie poprawnie z marszu zrobić PT. Bo umiały po prostu 🙂

  7. Gosia i Rocca

    No ale to “nauczony” to jest tylko taka ludzka perspektywa, tak sobie określamy coś wedle uznania. Pies tego tak naprawdę nie rozróżnia: “o, tą sztuczkę już umiem, a tej się jeszcze uczę”. On na określony bodźciec prezentuje jakąś reakcję, a jego zachowanie jest elastyczne, podlega modyfikacji. Gdyby tak nie było, to na zawodach sportowych, przynajmniej tych światowej rangi, wszyscy by mieli maksymalne punktacje.

    Mogę się z Tobą założyć o miliony monet, że dla każdego psa znajdą się jakieś warunki w których nie zaprezentuje “stuprocentowego” przywołania. Fakt, dla niektórych psów to będą musiały być warunki ekstremalne (na przykład, jeśli otoczy się przewodnika kręgiem ognistym to ile psów przez niego przebiegnie, by wykonać zadanie? Pewnie niektóre tak, ale część odpadnie, prawda?) :), ale to właśnie pokazuje tą elastyczność zachowania. I pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak pies “nauczony absolutnie”.

  8. Statler

    Jak wyżej: “Nauka z założenia ma prowadzić do osiągnięcia stałości wykonywania pewnej umiejętności na określonym poziomie”, a więc poziom ten może być równy np. 99% wykonań. Jeśli ktoś ma psa wyszkolonego na takim poziomie w różnych warunkach WIE, że przybiegnie na zawołanie i nie musi robić dodatkowych podskoków żeby pies przybiegł i zrobił “siad” przed przewodnikiem. Pozostały procent (a niech to będą 2%) – jak w każdej innej sytuacji życiowej mogą wystąpić jakieś czynniki losowe, ale najpierw miejmy to porządne 99% bez podskakiwania.

    Bo jak już stoi wyżej: “I tak – każdy pies może się w jakimś momencie wyłamać, właśnie z tą świadomością uczy się psy w różnych warunkach i dodaje najróżniejsze rozproszenia. Bo tak to już jest, że efekty szkolenia zależą też od jego jakości :)”

    Naprawdę to już jest wyżej napisane 🙂 Oczywiście jak się zaczyna pracę z psem może wydawać się, że uzyskanie stałego poziomu wykonania komendy jest takie trudne, że aż niemożliwe, a jednak. Dobrze nauczony komendy pies odwoła się od pogoni za zwierzyną w nowym miejscu (a nawet od nowego typu zwierzyny), da się go odwołać od suki w cieczce, można odwołać psa który właśnie dopada innego z zamiarem pożarcia – i to wszystko za jednym przywołaniem i szybko. Najwyraźniej zobaczyć znaczy uwierzyć. Bo stałość wykonania zależy od tego czy dobrze pies został zwarunkowany.

    Paradoksalnie za duża ilość powtórzeń i kombinacji może więcej zepsuć niż poprawić. Komenda nauczona to szybka i stała reakcja na bodziec, jeśli jest to pies nie zajmuje się analizowaniem wszystkiego dookoła.Jeśli “myśli” czy warto, analizuje czynniki zewnętrzne etc. to jest błąd w szkoleniu.

    Osobiście marnie sobie wyobrażam odwołanie psa lecącego za kotem prosto pod samochód jeśli najpierw trzeba szukać drzewa za którym można się schować albo skakać i wydawać popiskiwania.

    Do argumentu o kręgu ognistym dodam jeszcze, że jeśli metr od przewodnika spadnie UFO pies też się przestraszy i może dać nogę.

  9. Gosia i Rocca

    Hej hej, ale w tekście pisałeś o fazie nauki przywołania, w której uważasz, że musi pojawić się przymus. Ja napisałam, że są metody alternatywne. Tak więc skakanie i chowanie się włączam do fazy nauki, kiedy wiem, że nie ma ruchliwych ulic ni dzikiej zwierzyny. No i tyle!

  10. Statler

    Tak, w fazie nauki piszczenie i skakanie bywa przydatne 🙂 Tam gdzie Waldorf pisał o przymusie to (jak sądzę) miał na myśli sytuację w której pies “sprawdza” co będzie jeśli powie `mam w nosie, co innego jest ciekawsze` – czy to będzie linka czy jakiś inny środek – jeśli tak się stanie to trzeba mu wyjaśnić, że nie ma i że chętnie przybiegnie, za co zostanie sowicie nagrodzony. Także się zgadzamy wreszcie 🙂

Pozostaw odpowiedź Gosia i Rocca Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *