Motywacją psi świat stoi – cz. II

w3

dog-610069_960_720Coś tam o motywacji powiedzieliśmy, teraz nastąpi nasz ulubiony ciąg dalszy *).

Interesujące, że większość zagadnień z psiego świata zostaje przeżuta, przerobiona i opisana wydziwnionym, hermetycznym albo slangowym językiem tak, żeby tzw. ogół przestraszonych profanów nie wpadł przypadkiem na to, że światem owym rządzą stosunkowo proste reguły zgodne z tym, czym psy – tak naprawdę – są. Nie, trzeba wszystko zamotać i osłonić atrakcyjną mgiełką tajemnicy, tyle, że jest to na ogół teoria, bo w praktyce i tak dzieje się inaczej, niż w opisach. Nie inaczej ma się sprawa z motywacją.

Wydawałoby się na przykład, że nagroda to powinno być coś, co powoduje w psie ogromną chęć zdobycia, a poza tym – radość kiedy już to dostanie. Logiczne, nie?

Jednak czasem wydaje się, że tak proste opisanie świata wielu ludziom nie pasuje. Ładnych parę lat temu na przykład mieliśmy istny zalew rozmaitych szkoleniowców nie tyle z mitycznego Zachodu, co bardziej z Północy. Zaczęło się od takiej pani, która bardzo się starała z jednej strony utrudnić te wszystkie proste zasady, a z drugiej – opisywać je bardzo infantylnym językiem. dog-830484_960_720Wówczas światek szkoleniowy przeżywał swoiste katharsis, rozprawiając o „lusterku” („wszystko co robi pies jest odbiciem działań właściciela”) oraz „koniczynce” – chodziło o ustawienie swego rodzaju hierarchii nagród, sprawdzenie, co jest dla psa najcenniejsze, czy nagroda socjalna (hue hue), czy zabawa, czy też jedzenie. Przy czym na dodatek wymyślano różne łamańce intelektualne w myśl których za jakieś prostsze ćwiczenie należało nagrodzić psa tą… mniej atrakcyjną nagródką (u większości psów było to poklepanie, którego te zwierzęta zazwyczaj nie cierpią, no ale tu było ono interpretowane jako ta „stosunkowo mało atrakcyjna” nagroda, ewentualnie należało użyć nudnej suchej karmy).

Na wuj byłoby „nagradzać” psa czymś, czego ten nie chce zdobyć choćby po trupach, pozostawało wielką zagadką bytu, zagadnienie to wydawało się jednak wielu osobom szalenie prostackie, bo z jednej strony, panie dzieju, koniczynki, lusterka i światli trenerzy, a z drugiej – jakieś pytania w stylu „daj chłopu zegarek…”. Normalnie zaścianek.

dog-393407_960_720Przyjeżdżali też zacni potomkowie Wikingów opowiadający godzinami o ideologii „bez przemocy”, tarmosząc zarazem swoje młodziutkie uległe bordercie za kark przy lada okazji. Ale to się nie liczyło, ważne że robili to z drewnianymi uśmiechami na twarzach, zarazem głośno zapewniając iż psy „absolutnie nie potrzebują awersji” i że „trzeba je traktować pozytywnie”. Przekaz szedł w świat, co głupsi ludkowie wierzyli weń niczym w ewangelię, kończyło się tak, że stawali się czymś w rodzaju automatów do wydawania nagród, a zwierzaki postępowały zgodnie z panakernową fraszką „mój pan tak świetnie wytresował mnie, że kiedy zawoła – przychodzę lub nie” albo prezentowały różne fazy znudzenia kiedy podczas ćwiczeń zupełnie siadały obu stronom emocje.

Ej, te kombatanckie wspomnienia…

Najlepsze, że w realu to wszystko działa zupełnie odwrotnie. Łatwo się o motywacji rozprawia, trudno, i to bardzo, jej prawidłowo używać. Głównie dlatego, że opiera się ona na bardzo delikatnych niuansach. Ot, choćby nieraz ma znaczenie wielkość nagrody, jej kształt (pasek, kulka która się dobrze toczy?) czy konsystencja (coś co się rozpłynie od razu w psim pysku czy raczej atrakcyjnie chrupnie?).

dogo-canario-750555_640Podobnie z zabawkami, piłka o ton twardsza i już pies mniej chętnie ją do pyska weźmie, za mała, za duża; sznurek przywiązany do szarpaka zbyt krótki i zwierzak ma opory przed przeciąganiem się z nami, bo za blisko mu do naszych rąk…

Ćwiczenia z „odraczaniem nagrody” przeistaczają się często w udowadnianie psu że owa nagroda MUSI się odleżeć do momentu w którym przestaje mu na niej, tak naprawdę, zależeć. I tak dalej, i tak dalej.

Są też sytuacje w których pies wybiera czynność samonagradzającą (taką jest na przykład zabijanie, nawet bez fazy ostatniej, czy walka), a my usiłujemy przeciwdziałać temu zachowaniu święcie wierząc że można wejść z psem w deal, w wymianę tego wspaniałego czegoś, co zwierzak wybrał, na coś innego, co ma aktualnie w nosie. No nie wyjdzie, bowiem w psim świecie najlepszą motywacją jest używanie palety białe-czarne, w opozycji do wszechpanującej szarości, którą tak chętnie wybierają ludzie. Motywacją dla psa jest świadomość, że za pewne zachowania spotka go przykrość, podczas gdy rezygnacja z nich oznacza realną przyjemność – nagrodę.

dog-372632_960_720Ta sekwencja ma znaczenie właśnie gdy chcemy od psa czegoś, co nie jest dla niego – samo w sobie – atrakcyjne, zgodne z instynktami (rezygnacja ze zjedzenia tego wmurwiającego Reksia sąsiadów, przyjście na wołanie mimo że zza winkla słychać uroczą Agę do której nasz pies wzdycha od miesięcy, zrobienie idealnie szybkiego i równego „waruj” w marszu, ominięcie słupa ogłoszeniowego tak, żeby nie zarąbał w niego niewidomy właściciel trzymający pałąk uprzęży i tak dalej). Daleko łatwiej uzyskać właściwy stopień zaangażowania kiedy czynność, jaką chcemy od psa uzyskać, jest do pewnego stopnia naturalna (wędrówka po śladzie, wystawienie zwierzyny) albo angażuje u psa wysokie emocje (zrobienie sekwencji na torze agility, wyskok po frisbee).

dog-843800_960_720W gruncie rzeczy bardzo duże znaczenie ma też nastawienie psychiczne człowieka, znam takich przewodników którzy chlubią się że nigdy nie użyli awersji wobec swoich psów, a mają zwierzaki zgaszone i niezbyt chętne do współpracy – a to dzięki nieustannemu niezadowoleniu i naburmuszeniu fundowanemu tym psom w czasie między ćwiczeniami. Bo, na przykład, duży pies ciągnie i urywa człowiekowi ręce, nie wypada mu zrobić kuku na smyczy (jesteśmy wszak ludźmi cywilizowanymi), więc taki dobry ludź jest wleczony przez psa na okrągło, przekonany, że kuku na zawsze i bezpowrotnie zniszczyłoby super-relację ze zwierzakiem, nie widząc zarazem, że jego nieuświadomiona frustracja i marudzenie („nie ciągnij!”) owej super-relacji bynajmniej nie buduje. Warunkiem fajnego efektu kuku jest, oczywiście, nagrodzenie psa w tej sekundzie kiedy przestanie ciągnąć – o, paczciepaństwo, właśnie wyszedł nam opis zmotywowania psa do konkretnego zachowania.

Odpowiednie nastawienie psychiczne nie oznacza, bynajmniej, wkręcenia się w ambitne postanowienie „będę mistrzem świata”, raczej na odnalezieniu w sobie gombrowiczowskiego Filidora dzieckiem podszytego. Jeśli nie jesteś w stanie przekazać psu czystych, lekkich, świetlistych i prostych emocji: radości, wesołości ze wspólnego robienia czegoś razem, energii…, to choćbyś wyhodował sobie dodatkową parę rąk, a w każdej trzymał pęto serdelków i po dwa klikery – nie wyjdzie.

beach-1195424_960_720Inna sprawa, że strasznie dużo ludzi zwyczajnie nie uśmiecha się do swoich psów. Nie, nie chodzi o ciumcianie i przemawianie sztucznie słodkim głosem. Chodzi o normalny, podyktowany tym, co nam w duszy gra, uśmiech. Zasadniczo od niego warto zacząć.

Nie da się ukryć, że ciągle jeszcze spora część właścicieli wierzy, że do psów należy mówić warkliwym, groźnym tonem (inaczej nie posłuchają czy co?) i je bez sensu ciągnąć i naciskać. Słowem, i tak źle, i tak niedobrze. Zasada złotego środka znowu rządzi.

 

*) M. Wolski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *