Neverending story

w3

cats neverending

Mam za swoje. Zdarzyło mi się, że z racji uwikłania w psi świat, a raczej w pewne jego odnogi, żeby nie rzec: macki, poproszono mnie o pomoc w sprawie smutnej, naturalnie, a jednak typowej (nihil novi), a mianowicie śmierci świeżo zakupionego szczeniaczka popularnej rasy. Nabywcy lamentują, ja pytam o szczegóły, piesek z papierami?*) Z papierami, jak najbardziej, pada nazwa hodowli, dziwne bo świat o niej nie słyszał a internety nie znają, żałobnicy podają mi cenę jaką zapłacili, dość wysoką nawet, jednak wystarczy że podadzą nazwę miejscowości – miejsca pochodzenia szczenięcia: parę minut rozmowy oraz trzy minuty googlowania żeby wyszło, że poczciwe, a pozbawione instynktu samozachowawczego i rozumu ludzie dokonały zakupu w klasycznej pseudohodowli, z angielska, a snobistycznie zwanej puppy mill.

Krótka dygresja: mówi się, że coś jest proste jak konstrukcja cepa. No, dla zwolenników cepa rzecz zaiste JEST prosta: jest papiór ze Związku Kynologicznego w Polsce, jest hodowla. Warta polecenia i w ogóle, usankcjonowana przez ów papiór. Nie ma papióru – znaczy pseudohodowla.

Źródło: ASPCA
Źródło: ASPCA

Według mnie linia podziału przebiega nieraz zygzakiem, bynajmniej nie w ten sposób – pseudohodowla to dla mnie miejsce, w którym żywe istoty traktowane są jak produkcyjna masa, z całą konsekwencją tegoż: duża produkcja, szybki zysk polegający na sprzedaży masowej, za to zza stosunkowo niską cenę, ograniczenie kosztów produkcji do minimum, istnienie odpadów poprodukcyjnych które trzeba zutylizować i tak dalej.

Zdarzało mi się widzieć hodowle z ZKwP działające według tej zasady.

Niemniej, powiedzmy szczerze, hodowle działające poza FCI i poza którymś z wydziwnionych związków od konkretnych ras typu ISDS a nie będące akcją p.t. „pani Teresce zamarzyło się raz mieć szczeniaki po jej ślicznej Nuce” działają tak i tylko tak.

Jak ktoś się upiera, że jest całkiem, całkowicie inaczej to proszę, droga wolna, niech wbije na takim choćby OLX na dział poświęcony sprzedaży psów, wybierze pieski bez rodowodu albo „z papierami” ale podejrzanie tanie i sprawdzi numery telefonów. Wychodzi, że jeden gostek oferuje szczenięta w przeróżnym wieku, pierdyliarda ras, taki widać miłośnik zwierzątek.

Zresztą, zważywszy na dużą śmiertelność oferowanych zwierzątek handlarze wycwanili się i często zmieniają numery telefonów, ale chałupanieraz wystarczy porównać otoczenie piesków ze zdjęć albo zastanowić się jak to, panie, jest, że w miejscowości mającej mniej niż trzystu mieszkańców, składającej się z kilkudziesięciu chałup, sklepu pana Józia dającego na krechę i poczty w zrujnowanym baraczku egzystują – zupełnie niezależnie od siebie – duże hodowle yorków, bokserów, owczarków niemieckich, shih-tzu, buldożków, mopsów, jamników i cocker spanieli… Fenomen socjologiczny taki, zapewne.

Wracając do nieszczęsnych ludzi od R.I.P. szczeniaka, a raczej mojego śledztwa, bez specjalnego trudu udało się odkryć topik poświęcony tej całej niby-hodowli, a w rzeczywistości odrażającemu przedsiębiorstwu żerowania na wymęczonych zwierzętach, na jednym z forów przeznaczonych dla, pipciumpipcium, miłośników słitaśnych koffanych piesecków. Sami, k-5, miłośnicy, w tym część srogo doświadczona przez los, a konkretnie: przez tegoż właśnie pseudohodowcę.

Źródło: ASPCA
Źródło: ASPCA

Sprawa ciągnie się od lat, co można było prześledzić na tymże forum, a charakteryzuje się nużącą powtarzalnością. Ot, co parę miesięcy pojawiał się nowy półgłówek nabity w butelkę na własne życzenie (błagam, niech mi nikt nie tłumaczy świętojebliwie że ludzie „nie wiedzą” i „nie są świadomi”, bo w dzisiejszych czasach poszukanie informacji to naprawdę betka, a z wypowiedzi tych ludzi wyraźnie wynikało, że byli doskonale świadomi co się tam dzieje, wiedzieli że smród, że psy przerażone, że to wszystko dziwne, no ale liczyło się że będą mieli maltańczyka za 380 złotych, a nie, jak jacyś frajerzy, za 3000), no więc pojawiał się, wypłakiwał na temat tego że pies padł albo że leczenie pochłonęło… X złotych, no i… nico.

A, byli jeszcze tacy rekordziści co to przyznawali że kupili pieski w tejże hodowli; owszem, ich Pumpisio robił co prawda kupę z krwią i śluzem i nadal, ciągle się drapie w uszy ale w sumie już teraz, po pół roku, to jest lepiej, a weterynarzowi nie było potrzeby psa pokazywać bo to tylko koszty.

Ocean bezmózgowia, głupoty, braku empatii i aspołecznych zachowań lunął na takiego cynika, jakim jestem, i nawet na mnie zrobił wrażenie.

W sumie z tej całej masy jestem w stanie wytrzymać takich ludków prostodusznych, którzy przynajmniej otwarcie deklarowali: „zależało mi na jak najtańszym psie” – ci przynajmniej niczego nie udawali.

Tym, co mam im do zarzucenia, jest prostacka chytreńkość i zarazem niedojrzałość – chcesz roulettekupić jak najtaniej i z podejrzanego źródła, dobrze wiesz że jest prawdopodobieństwo że to się dobrze nie skończy. Jak już dzieje się źle, nie lamentuj, przyjmij na klatę. Powiedziałeś sobie przed zakupem: „wchodzę w duże ryzyko, trudno, może się uda” – i właśnie przegrałeś. To teraz nie skowycz że cię ograli w grze w którą grają lepiej od ciebie.

Ale tacy byli w mniejszości, pozostała grupa to wszelkiego rodzaju i autoramentu zapatrzone w siebie, chciwe istoty które na dodatek usiłowały grać kogoś, kim nie są, udając, że nie forsa rządzi ich światopoglądem, tylko tzw. uczucia wyższe, a ten cały zakup z pseudohodowli to tak specjalnie, właśnie w imię wyższych uczuć.

Opowieści Świętojebliwych Miłośników, wyczytane choćby w tej jednej, banalnej dyskusji na internetowym forum:

– biedny piesek miał źle, taki był brudny i przestraszony, uratowałem go!

Ehe. Nie idzie wbić takiej jednostce do łba, że dzięki temu zakupowi wymęczona, chora, wynędzniała i równie przestraszona jak ten szczeniaczek suka będzie rodzić po następnej cieczce, bo skoro te szczeniaki się sprzedały tak szybko i łatwo, to następny miot też pójdzie jak woda.

puppies puppiesAle to tylko taka zasłona dymna. Ciekawe czy taki jeden z drugim humanitarysta który przyjechał na miejsce, odkrył że śmierdzi, że psy wymęczone, że coś jest nie halo…, równie błyskawicznie kupiłby tego nieszczęsnego szczeniaka gdyby mu pseudohodowca zaśpiewał znienacka dwa tysiaki, zamiast dwustu złotych.  Aha, już widzę, jak oburzony traci nagle ochotę na „ratowanie” pieska. Co innego shih-tzu „za rozsądne pieniądze” i „zupełnie rasowy, tak twierdzi także mój weterynarz oraz ciotka Jadzia, a ona się zna” a co innego „piesek za taką straszną kasę, mnie nie stać”. Pfff! Humanitaryzm idzie się gonić a nasz Pan Dobre Serduszko od razu znajdzie narrację: „no przecież nie można dawać zarobić takiemu wstrętnemu pseudohodowcy!”.

– mój piesek z tej hodowli ma się dobrze! Przesadzacie.

Abstrahując od tego, że akurat szczeniak tej bezmózgiej ameby, która to napisała, zachorował po tygodniu od zamieszczenia wypowiedzi (co skrupulatnie odnotowała, płacząc, skarżąc się i lamentując dokładnie w tym samym topiku – niezły czad), fajnie to świadczy o „miłośniku”, kruca melodia, piesków, co to postępuje zgodnie z rozkoszną zasadą „moja chata z kraja” – kocham pieski, łojoj, jak źle że niektórym dzieje się krzywda, no ale w sumie liczę się tylko ja. Ja. JA. Ja i moje potrzeby, nic innego. Świat niech se tam zgnije.

– kupiłam tam najpierw shih-tzu, dużo kosztowało leczenie, potem yorka, miał tylko świerzb i był dużo młodszy niż powiedział hodowca, a potem kupiłam maltańczyka i on zdeeeechł, buuu…!

Słowo daję, nic nie zmyślam. Jakowaś niewiasta po literkach tak zeznała. Na pytania na licho ciężkie jeździła do tego szemranego miejsca skoro wiedziała, że jest tam źle, z rozbrajającym wdziękiem wyznała, że pieski były „na jej kieszeń”, no a o tym ostatnim to nie sądziła, że nie przeżyje. Buuu!

Tja. Tu jest clou całej tej imprezy – i jedyna, naprawdę jedyna przyczyna dla której pseudohodowle, masowe farmy nie zostaną zlikwidowane. Popyt. Ogromny popyt, rynek zasysający kasę jak w studnię.

Forsa, proszę Państwa, kasa, money, ciaćki, dzieńgi, szmal.

dollarTacyśmy to miłośnicy zwierzątek, że telewizor wielkości Bitwy Pod Grunwaldem musowo trzeba mieć, tylko żeby był większy od telewizora szwagra! no i nie kupi się go na bazarze od jakiegoś gostka co stoi przy wejściu i „oddaje tanio”, tylko się jedzie do Media Marktu czy tam Saturna, nieraz biorąc kredyt, byleby tylko sprzęcik był; smartfona trzeba wymienić, bo po roku użytkowania to już normalnie wstyd mieć taki stary model, samochodem trzeba jeździć takim, żeby sąsiedzi się nie śmiali, zaś pies…, mnie tam na papierach nie zależy, chcę pieska do kochania i o, jeszcze tu taki miły facet z przywozem do domu oferuje!

Na papierach nie zależy, ale, co więcej, najwyraźniej te papiery przeszkadzają strasznie, i jakby je nasz wymarzony yoreczek, bokser, labrador miał, to byśmy go, jasna rzecz, kochać nie mogli, bo jak?? Nie da się, to są rzeczy wykluczające się, wiadomo.

Na koniec dodam, że jeśli jeszcze raz usłyszę płaczliwy argument że „ci od rodowodów dzielą pieski na lepsze i gorsze” albo „nie lubią tych bez rodowodów” to walnę rozmówcę w pysk, „aż się na dół pokoci”, jak mówił pan Andrzej Kmicic. Mam powyżej uszu wciskania mi tego typu argumentów, będących tylko i wyłącznie projekcją ludzi, którzy, no właśnie, zarzucają innym snobizm, sami starając się usilnie o zwierzaka wyglądającego jak rasowy. Czemuś.

Wystarczy popatrzeć jak rzucają się tacy, mać pariadka, na młode, zdrowie i jak najbardziej w typie jakiejś rasy bidoki do adopcji („rasowy za darmo!”), podczas gdy – doprawdy ładne, hoże i przyjemne z charakteru – kundelki z twarzy do niczego niepodobne nurzają się w wodach zapomnienia.

tears for fearsWracając do meritum, ile razy czytam lamenty pod opowieściami o rozbiciu kolejnej farmy szczeniąt, widzę serduszka, aniołki, gwiazdki, dowiaduję się jak to społeczeństwo dobroludzistów życzy podłemu pseudohodowcy wszelkich mąk piekielnych, to mnie skręca. Pseudohodowca to psychol pozbawiony uczuć wyższych, ale psychol działający według reguł, jakie mu świat wyznacza. A świat, znaczy porządni obywatele komentujący te wydarzenia, pławi się w hipokryzji level hard.

Znaczy: biedne pieski, ale mojego jamniczka to kupiłem za dwie stówki z ogłoszenia, no ale oczywiście od bardzo porządnego pana który miał książki o rasach i pokazywał mi zdjęcia swoich piesków, i w ogóle.

Prorokuję: kwestia pseudohodowli nigdy się nie skończy. Za duże przyzwolenie społeczne, ludków, co to „kasa, misiu, kasa!” ponad wszystko. Nie mówię tu o sprzedawcach, a o nabywcach. Wolą nie widzieć zła, nie słuchać o złu, nie mówić o nim w kontekście własnego życia i własnych decyzji. Neverending story.

 

 

*) zanim mnie lincz dosięgnie, pytanie o „papiery” miało na celu jedynie pomóc ustalić, czy można próbować działać przez Związek (zazwyczaj efekty mizerne, no ale zawsze jakaś droga, należy spróbować) czy też ta opcja odpada.

 

2 thoughts on “Neverending story

  1. Nie widzę tylko jednego w tekście – co się stało temu psu? Nie będę ukrywał, że są przypadki, że szczeniak i z bardzo pro hodowli niestety miewa problemy.

    Nie mówię, że pseudo są dobre, bo nie są. Jednak nie zawsze ewentualne problemy są związane z istnieniem lub brakiem papierów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *