On ma nosa do wszystkiego

w3

nose-697697_640

Nos dla tabakiery czy tabakiera dla nosa? Nos do interesów, mieć coś w nosie, na mój nos to sprawy mają się tak-a-tak, nie wtykaj nosa do cudzego prosa… i tak dalej, i tak dalej.

Tworzymy różne powiedzonka dotyczące nosa i jego działania, a przecież, w porównaniu z psami, jesteśmy ciężko upośledzeni jeśli chodzi o wyczuwanie zapachów. Co nie przeszkadza nam w takim prowadzeniu psów, jakby odczuwały świat identycznie jak my. Typowy dla naszego gatunku brak empatii.

Przy okazji robienia tak zwanych kondensatów zapachowych ujawniło się, jak bardzo skoncentrowany zapach człowieka (bynajmniej nie kloszarda który nie myje się przez pół roku i nosi wszystkie posiadane przez siebie ubrania na wszelki wypadek, żeby mu współtowarzysze niedoli ich nie ukradli, tylko zwykłego, ot, człowienia z prysznicem i wanną) jest intensywny i – powiedzmy szczerze – odrażający.

Grenouille, psychopatyczny bohater powieści Patricka Suskinda który urodził się z wyjątkowo czułym zmysłem powonienia, za to bez własnego zapachu, uważał że ludzkość śmierdzi niesamowicie.

Nie da rady się z nim nie zgodzić, zwłaszcza w środkach komunikacji miejskiej w upalny dzień: śmierdzi i drze ryja do komórek jakby chodziło o nadawanie komunikatów SOS odbieranych wyłącznie przez stację przekaźnikową na Grenlandii, ale to insza inszość.

Ale przy okazji tego warzenia kociołków czarownic interesujące było, że tylko dwie osoby uczyniły ciekawe uwagi, dobrze świadczące o ich empatii. Żeby było zabawniej, byli to dwaj ludzie nie związani bezpośrednio z pracą z psami, choć zwierzaki lubiący. dog-188273_640Różnymi słowami ujęli tę samą myśl: że w sumie, rany, tym psom to pewnie ciężko żyć w ludzkiej cywilizacji. Nas męczą sytuacje graniczne, jak ci przepoceni ludzie poowijani w sztuczne tworzywa i zatłoczeni na małej powierzchni, a one taki rodzaj zapachowych kondensatów – atakujący je ze wszystkich stron – dostają codziennie i ze wszystkich stron.

Zwłaszcza psy miejskie, z głowami na poziomie rur wydechowych licznych samochodów, niekoniecznie dobrze się bawią wdychając ten smrodek.

Zabawne kichanie – kiedy paniunia się wyperfumuje – dla psa pewnie nie jest takie znów niewinne. Znosi z nami takie męki, jak my z nim, kiedy musimy wieźć go w samochodzie mając w perspektywie szorowanie go w wannie po tym, jak na podmiejskiej wyprawie natknął się na pełzającą rybkę, co to opuściła ten świat (oraz swój rodzinny akwen wodny) bardzo dawno temu…

Słowem, przerąbane. A my się często za bardzo czepiamy. Hm.

Historyjka z życia miejskiego wzięta: Szła sobie po bruku pani starsza z wnuczką, a ta dumnie prowadziła na flexi yoreczka. Yoreczek jak to yoreczek, nauczony na tej rozwijanej smyczce ciągnąć, ale nawet nie przesadzał, bo akurat, w wąskiej uliczce między ogrodzeniami pokrytymi bluszczem natknął się na Lokalną Stację Facebooka najwyraźniej, bo się zawąchał namiętnie.

Histeryczna reakcja babci:

– Asia, co ty robisz? Nie pozwalaj mu na takie rzeczy! Oszalałaś?

I grzeczne dziecię odwlokło terierka używając środków przymusu bezpośredniego. Poszli dalej.

Potuptaliśmy za tą rodzinną grupą, szaleni zaciekawieni co, do licha, takiego okropnego kryje się w tym bluszczu: zwłoki? Aromatyczne wydzieliny ssaka? Porzucone zużyte pręty z reaktora atomowego?

animal-15607_640Oczywiście nie było tam nic, poza niewidoczną dla ograniczonego do centrum analizy zapachów mniejszego od psiego jakieś 40 razy ludzkiego gatunku Lokalną Stacją Facebooka.

Co szkodziło żeby sobie zwierzę powąchało?

No jasne: to „obrzydliwe” jest. Nieładnie tak węszyć przy ziemi.

Wersja hard to robienie wrzasku gdy pies wącha odchody innych psowatych, a właściciel nie wie, że na nich, oznaczonych maleńkimi śladami wydzieliny z przyodbytowych gruczołów, znajdują się wszelkie informacje o gostku który te odchody zostawił.

No ale „obrzydliwe”.

Dziecię od yorka, nawołujemy uroczyście do obywatelskiego (a raczej familijnego) nieposłuszeństwa. Nie słuchaj babci, pozwól psu być psem. Dajże mu kontaktować się ze światem, nawet tak upośledzonym i nieprzyjaznym, jakim jest miejskie środowisko w sposób dla gatunku właściwy.

A najlepiej razem rozwijajcie umiejętności waszego zwierzaka, nieważne, że to tylko mały teriercio który nigdy nie będzie przeszukiwał bagaży na lotnisku Heathrow w poszukiwaniu kontrabandy!

Library of Congress, Pies slużbowy niemieckiego Czerwonego Krzyża przy pracy.
Library of Congress, Pies służbowy niemieckiego Czerwonego Krzyża przy pracy.

Każdy pies może tropić, nawet najbardziej płaskopyski mopsik. Może nie będzie mistrzem świata, ma mniejszą powierzchnię błony śluzowej naszpikowanej węchowymi komórkami niż taki bloodhound na przykład, ale co z tego? I tak ma tych komórek więcej, niż jego pan, i dlatego będzie się tym zajęciem dobrze bawił.

Każdy pies może szukać konkretnego zapachu, wyróżniać schowane, konkretnie pachnące przedmioty. Na naukę, a właściwie zabawę z różnymi rodzajami węchowej pracy wcale nie trzeba poświęcać połowy życia i nawet jak ktoś jest kompletnie zalatany, to i tak da radę zrobić cokolwiek.

Ludzie. Siedzicie w domu ze zwierzęciem które wie, czy tego dnia wzięliście aspirynę. To o czym my w ogóle mówimy? Upośledzeni jesteśmy, jak to się teraz modnie mówi: „węchowo wykluczeni”.

Za to nasze psy są ślepe jak krety. No przynajmniej jedna przewaga po naszej stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *