On tak ma

w3

sweetie-you

Skończyło się lato i fakt ten pozbawił mnie wątpliwej przyjemności omijania szerokim łukiem grupki psiarzy, zbierającej się niedaleko mojego domu w przyjemne letnie wieczory. Trochę się zmienia jej skład, jednak jej trzon stanowią dość młody border collie o interesującym umaszczeniu blue merle, wesoła buldożka francuska, stareńki kundelek i temperamentny foksterier. Poza tym wokół lewituje zmienna grupa tak zwanego pomniejszego płazu, jakieś yorki się trafiają, jakieś mieszańce, czasem coś większego – do owczarka niemieckiego włącznie.

Ludzie gwarzą, tkwiąc na miejscu jak przymurowani, a psy galopują wokół, stopniowo zataczając coraz większe koła i odważnie zapuszczając się w okolicę.

Marmurkowy bordercio jest na przykład szczerze znienawidzony przez większość żywiny na osiedlu; no dobra, powiedzmy wprost że lubi go tylko wąska grupa ze zbierającego się wieczorami towarzystwa wzajemnej adoracji. playing-tug-of-warPozostali psiarze nie przepadają za tym obiecującym młodzianem który wiecznie podbiega do ich psów i, jeśli ma do czynienia z samcami, prowokuje bójki, na razie niegroźne (jest szansa że się z czasem rozwinie), albo – o ile natknie się na sukę – zamęcza ją i jej właściciela w związku z burzą hormonów, którą zdaje się nieustająco przechodzić.

Nie lubią go karmicielki kotów, z przyczyn dość oczywistych: po jego przejściu (przebiegnięciu) przez miejsca karmienia nie zostaje ani jedna granulka suchej karmy a koty, rozgonione na cztery wiatry, ratują się śmigając na drzewa albo przez jezdnię, wprost pod samochody.

Z tychże względów nie lubią bordercia kierowcy, notorycznie zmuszani do gwałtownego hamowania, gdy przemiły ten zwierzak przebiega im tuż przed maską, spiesząc się w swoich sprawach.

Właściciele ogródków przydomowych też najchętniej postawiliby temu psu veto, zważywszy na opłakany stan roślinności odnotowywany dziwnym trafem po jego wizycie za niskimi płotkami ogrodów.

I tak dalej, i tak dalej.

Bordercio jako nieformalny przywódca pociąga za sobą kolestwo i tak to radosna banda buja po osiedlu.

Ale spróbujcie coś o tym napomknąć pani borderciowej, która zresztą wsławiła się na dzielni, śmiałą kreską rysując image nieporadnej babiny potykającej się w klapkach w niezdarnej i powolnej pogoni za śmigającym marmurkiem, nawołującej go po imieniu smętnym, pozbawionym wszelkich emocji głosem.

kitten-huntNiewiasta w sekundę odzyska wigor tudzież chęć zmierzenia się ze światem, z furią tłumacząc wam, że kierowcy jeżdżący po publicznej drodze „powinni uważać” bo to zupełnie normalne że po jezdni biega pies, w końcu jest na swoim osiedlu. Opiekunki kotów to głupie babska które „nie lubią psów” (przejawia się to tym że ośmielają się zwrócić jej (JEJ!) uwagę że powinna bardziej kontrolować swojego psiego Następcę Tronu), na dodatek wykładają karmę niewystarczającej jakości, co powoduje u jej psa problemy gastryczne.

Inni właściciele psów to nadwrażliwe głupki, czepiające się miłego psiaka który [nieśmiertelne] „chce się tylko pobawić”.

Jej głos zleje się z głosami oburzenia pozostałych uczestników dyskusji; pani od buldożki dorzuci jeszcze opowieść o debilnych ludziach którzy nie lubią zwierzątek, co przejawia się tym, że kiedy jej pies skacze na przechodzące obok małe dziecko, coś tam do niej na ten temat mówią. Pan od foksteriera wypowie natomiast frazę o możliwości wybicia wszystkich ptaków, które nic, tylko srają, a ludzie je jeszcze dokarmiają! (terierek w gonitwie za ptakami nieraz wskakuje na ulicę oraz pożera w różnych zakamarkach to co tam dla ptaków ktoś wysypał).

Swoja drogą, aż miło się słucha takich uroczych, przepełnionych tolerancją i miłością do wszystkiego, co żyje, ludzi – przypomina mi się „Autostopem przez Galaktykę” i wojownicza grupa kosmitów która zajmowała się anihilacją wszystkich napotkanych rozumnych ras; mknąc przez kosmos w poszukiwaniu kolejnych ofiar śpiewali oni wesołe pieśni o kwiatkach, ptaszkach, robótkach ręcznych i unicestwianiu wszelkich form życia. Czy to byli Vogoni? (Chyba nie, oni czytali swoim ofiarom własnoręcznie napisane wiersze…). Może raczej to byli mieszkańcy planety Krikkit, wsławieni podczas tzw. Krikkit Wars.

W każdym razie jakoś tak mi się skojarzyło.

Eee, wiadomo, „kto kocha zwierzęta ten jest dobrym człowiekiem”. Hue hue. Wydaje mi się że raczej ma największe szanse okazać się dobrym Vogonem, ewentualnie wzorowym obywatelem Krikkit.

Dla wyjaśnienia: nie należę do tej grupy, ale mam na koncie przeniknięcie do niej w stylu „undercover” i wrzucenie granatu w szambo. Mianowicie stanąwszy obok, udało mi się zręcznie a niewinnie wmanewrować w sam środek grupy (celem było tzw. rozpoznanie bojem, a konkretnie – uzyskanie wiadomości, czy nie dałoby się jednak przyhamować bordercia który straszliwie przeszkadza moim psom, a co za tym idzie i mnie; oczywiście nie było problemu z załatwieniem tej sprawy raz a dobrze, niemniej przed przejściem do czynów zachciało mi się sprawdzić, czy muszę się do owych czynów uciekać).

Zupełny chaos spowodowało mianowicie w grupie moje pytanielets-be-bad, czy nie można by było tych psów po prostu nauczyć: przychodzenia na wołanie – natychmiastowego, a nie polegającego na krotochwilnej ganiance trwającej nieraz i pół godziny; nie zżerania wszystkiego, co leży na trawniku; powstrzymania od pogoni za każdą żyjącą istotą – i tak dalej.

Wszyscy razem i każdy z osobna uznali za stosowne objaśnić mi słabą kondycję mojego umysłu, przejawiającą się faktem że w ogóle taki głupi pomysł przyszedł mi do głowy , bowiem wszyscy wiedzą, ze PSY TAK MAJĄ.

No mają tak, i niczego się w związku z tym zrobić nie da.

Za to należy bezustannie marudzić na rzeczywistość, która nie chce być idealna. W takim fatalnym realu jeżdżą po ulicach samochody, ludzie wywalają przez okna śmieci, niektórzy lubią psy, a inni koty i w ogóle panuje irytująca różnorodność oraz odstępstwa od normy (wyznaczanej przez psiarzy, zdaje się).

Można nauczyć psa podawać łapę, owszem, ale żeby perfekcyjnie wracał na wołanie, to już nie, bo przecież jak zobaczy coś ciekawego to sobie pójdzie i już.

elo

Z obserwacji i wieloletniej praktyki wynika, że tak z osiemdziesiąt procent właścicieli psów dzieli z opisywaną tu Grupką Adoracyjną owe poglądy.

Zwierzak ma lęk separacyjny i doprowadza do rozpaczy sąsiadów? Trudno, on tak ma. A ludzie są wredni i czepiają się takiego drobnego faktu że psiumpsiulek wyje i szczeka przez dziesięć godzin dziennie. Phi.

Piesek rzuca się z wyciem niosącym w sobie zapowiedź nagłej a okrutnej śmierci na inne psy? Tak ma i cóż robić.

Żre świństwa? Sika w domu albo na klatce schodowej? Ucieka z posesji? Nie daje się uczesać?

No „tak ma”.

I choćby zęby w ścianę, nie poradzi tu nikt.

Co bardziej wyrafinowani właściciele – albo po prostu ci którzy mają rasowce – z przyjemnością znajdują alibi w postaci rasy albo grupy ras do której należą ich psy. patterdaleHusky „muszą” uciekać, amstafy toczyć pianę na widok innych psów, miniaturowe pieski drzeć japę przez cały spacer, owczarki niemieckie stawać na tylnych łapach i szczekać basowym głosem na widok różnych zjawisk, beagle nie słuchać, shiby oraz akity nie dać się wyszkolić (bo są dumne i niezależne niczym samuraje) i tak dalej.

Inną odmianą tych od „nie da się” są na przykład liczni właściciele psów ze schroniska (albo ogólniej – po przejściach) uważający że trudna przeszłość to znakomity pretekst żeby z własnym psem nie robić nic. Agresor nie może zainkasować gruchy za nieznośne zachowanie bo kiedyś było mu źle i siedział w zimnym boksie, wyjec domowy jest taki biedniutki bo boi się że zostanie porzucony, strachajło do końca życia musi się miotać i wyrywać głowę z obroży bo taki wrażliwy, bla, bla bla, wiadomo o co chodzi.

Ufff. W sumie postawa wygodna, to znaczy w mniemaniu tych wszystkich niedasiów, którzy – jeśli są w górnej strefie stanów wysokich swojej kasty – co najwyżej usiłują obejść problemy z psem przez zastosowanie różnych mechanicznych rozwiązań. Więc: nieśmiertelny kaganiec na ryju dla agresora albo połykacza śmieci, wychodzenie tylko nocą albo czołganie się kanałami jeśli pupilek jest realnie niebezpieczny, wtyki do kontaktu mające emitować feromony sprawiające że szczekacz nie będzie się wydzierał w samotności, narkoza dla psa który nie daje się uczesać albo ostrzyc, zgoda na sikanie w domu bo piesek nie miał wyuczonych podstaw w młodości i tym podobne, i tak dalej.

arrrghMnie to jednak zdumiewa, bowiem wiele tych mniej przyjemnych aspektów posiadania psa może naprawdę zniknąć albo się chociaż zmniejszyć jeśli popracujemy nad tym czy innym kłopotem, słowem, ileś tam tygodni czy nawet miesięcy dyskomfortu (bo zebranie tyłka i zmierzenie się z problemem ZAWSZE boli, i to bardziej nas niż psa) naprawdę równoważy późniejsza – jak to powiedzieć? – nieznośna lekkość bytu.

Nie chodzi mi bynajmniej o przerabianie psu wrodzonego charakteru czy temperamentu, jakim go niebiosa i zbitek genów obdarzyły, o stawianie nierealnych wymagań, o działania zupełnie niezgodne z psią naturą; niemniej twierdzę, że bardzo niewiele jest takich przypadków, w których nie dałoby się czegoś poprawić, choć troszeczkę. Czegokolwiek.

No ale skoro pies „tak ma”, to mu „tego” nie można chyba zabierać, bracia psiarze.

Dirck van Baburen. Narcyz wpatrujący się w swoje odbicie, b.d.
Dirck van Baburen. Narcyz wpatrujący się w swoje odbicie, b.d.

Szkoda że najczęściej dzięki wierze w nieodmienność losu stajemy się istnym wrzodem na… eeee… sempiternie innych obywateli, a zarazem starannie przyczepiamy naszemu środowisku nie za ładną gębę: gębę skrzywionego, nakierowanego wyłącznie na siebie i swojego zwierzaka narcyza. Przy okazji wykazując się nieprzeciętnym lenistwem, to tak na marginesie.

 

9 thoughts on “On tak ma

  1. U mnie na osiedlu jest masa ludzi którzy ich tak już mają, że zanoszą się szczekaniem na widok każdego psa którego widzą, lecą przez pół osiedla żeby wpierdzielić innemu psu (najczęściej jest to ten mój bo nowy – 2 lata mieszkania i wciąż jest nowy) lub wykazują agresję smyczową.
    Za to ja jestem nienormalna. Nie zawsze i nie z każdym psem pozwalam się pobawić, karmię mięsem, chodzę na spacery do parku z zabawkami, szkolę. Najśmieszniejsze jest kiedy widzę ten wzrok kiedy wydaję z siebie na głos sygnał braku nagrody w postaci głośnego “E-E” czasami z zmianą kierunku poruszania się.
    Do tego kiedy jest ciemno mój pies biega z lampką przy obroży żebym go widziała – wariactwo.
    Kiedyś usłyszałam w żartach, że mój pies taki uciśniony – niebieską kartę mu założyć!!! Z ust pani której kundelek wylizuje łapy do mięśni. Ale on tak już ma.
    Za to mam mocne postanowienie na agresory kupić gaz pieprzowy. Bo jestem w tej grupie co nienawidzi psów 😉

    • Miało być oczywiście w pierwszym wersie “ludzi których psy tak już mają” 😉

  2. Dorota

    Właśnie.. mnie najbardziej wnerwia to słynne “on chce się tylko przywitać/pobawić”.
    Macie na to jakieś sposoby?

    Nie wiem po co ludziom psy, jeśli nie chce im się ich szkolić, spędzać wspólnie czasu…
    Niech tacy kupią sobie kota.

  3. Ja w ogóle nie rozumiem ludzi, którzy niby idą z psem na spacer, a tak naprawdę umawiają się na ploty – stoją i gadają, a psy robią swoje.

    Też widzę mnóstwo takich grupek 😉

    • Dorota

      No bo ludziom się nie chce spacerować z psem tylko popipczyć o psach, spacerowanie jest nudne. I frustrujące jak się nie ma pomysłu na zajęcie psa czymś.
      Lepiej odpiąć smyczy niech “pieski bawią się same”.
      I jeszcze mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku bo to “zgodne z ich naturą” wszak “nie męczymy psa szkoleniem” bo naprawdę go kochamy 😀

      • U nas jest kilka takich grupek – idę z moim psem, bawimy się, rzucamy frisbee, gonimy. A oni jak stali tak stoją – często psy koło nich leżą, nikt się nie rusza i tak dalej. Super spacer 🙂

  4. pimpek

    U mnie jest od zatrzęsienia miniaturowych sznaucerów. Właściciele są w nich zakochani. Są tak oszołomieni tą miłością, że chyba doznają paraliżu, bo nikt nie reaguje jak ich pociecha dziamoli i rwie się do wszystkiego co się rusza. A kiedyś może się to dla nich skończyć tragicznie, tym bardziej, że właściciele mają problem z ich utrzymaniem na smyczy napiętej jak baranie jaja. Zwłaszcza jeden – tu gorąco pozdrawiam 🙂 Myślę, że pies ten miałby większe szanse na socjalizację gdyby tylko pani, która z nim wychodzi choć na chwilę na spacerze odstawiła telefon komórkowy od ucha. Jest owczarek, który od lat w zasadzie chodzi na dwóch łapach. Na dwóch, bo z reguły staje dęba, żeby zaszczekać na śmierć wszystko. Czy się to coś rusza czy nie. Caluśki spacer (a w zasadzie tą jego namiastkę, czyli 10minut kiedy trzeba za wszelką cenę utrzymać smycz w ręku zapierając się piętami). Wszyscy wiedzą, że wyszedł się odlać. I wziął ze sobą właścicielkę. Są panie, które uważają, że kennel klatka to znęcanie się nad zwierzęciem, więc na “dzień dobry” nie ma już co liczyć. Oczywiście wiek tych pań, jak uważają, wskazuje na tak duże doświadczenie, że nie warto już się uczyć. Doświadczenie – mam na myśli “bo to już mój drugi pies w ciągu 30 lat “. Są tacy, których piesio biega tak se, a oni czekają na niego nie wychylając się nawet w całości poza drzwi klatki schodowej. Słychać późnym wieczorem nawoływanie właścicielki collie. Jakby wojna wybuchła, w pozie “na narciarza” z wysiłku, z wypiekami, drze się wołając imię psa, które… najwyraźniej dla niego nic nie znaczy. Ale w każdym bloku dokoła przynajmniej wiadomo, że właśnie “ćwiczy” przywoływanie 🙂 Zresztą im głośniej tym przecież lepiej. Lubię też jak zmieniam kierunek na spacerze w ramach szkolenia, a inny właściciel myśli, że odciągam specjalnie mega agresora i pyta czy damy radę się wyminąć bez walki. Bo przecież takie zachowanie jest bez sensu. Kto rozsądny robi takie rzeczy psu. I przecież psu nie mówi się “nie”. On jest taki słodki i tak bardzo by chciał się pobawić. Przecież jest taki młody albo taki niegroźny albo taki biedny albo …

  5. “Inną odmianą tych od „nie da się” są na przykład liczni właściciele psów ze schroniska (albo ogólniej – po przejściach) uważający że trudna przeszłość to znakomity pretekst żeby z własnym psem nie robić nic. Agresor nie może zainkasować gruchy za nieznośne zachowanie bo kiedyś było mu źle i siedział w zimnym boksie, wyjec domowy jest taki biedniutki bo boi się że zostanie porzucony, strachajło do końca życia musi się miotać i wyrywać głowę z obroży bo taki wrażliwy, bla, bla bla, wiadomo o co chodzi.”
    Po stokroc – tak.
    Ja przed Sylwestrem myslalam, ze szlag mnie trafi. Osiedlowe kolko zainteresowan i pancia fajnego miksa yorka. Niby swiadoma – pies po szkoleniu, karmiony barfem, ale trzesie sie jak osika, panikuje, histeryzuje, sapie – wiadomka, strzelaja. Proponuje, ze moze by mu ulzyc, moze trenowac, ewentualnie podawac Zylkene, toz to nie psychotrop a odpowiednio dobrane dziala. Reakcja? Truc nie bedzie psa, ze szkoleniem za duzo roboty, woli mu udostepnic lazienke, ojojac i za rok wrocic do psiego dramatu. Sasiadka B natomiast stwierdzila, ze te leki to zostaja przeciez w organizmie do dwoch miesiecy a moja suka to forciara, bo ona tak ma, ze sie nie boi. Tlumacze, ze nie, ze tyralam na to dobre trzy lata. Tak, tak, pewnie juz teraz jest przyglucha i po prostu nie slyszy tak tych strzalow.
    rece mi opadly.
    Cycki mi opadly.
    Wiara w ludzkosc do tej pory zwiedza sobie na piechote Hades i helheim.

Pozostaw odpowiedź Dorota Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *