Ostry miecz Rycerzy Światłości

w3

MieczNikt nie bywa równie bezwzględny i okrutny, jak człowiek który uważa, że walczy o dobrą sprawę z mrocznymi siłami ciemności. Aa, dodajmy że aby tak się stało, musi zaistnieć dodatkowa przesłanka, na przykład brak mózgu, co nie pozwala przyjrzeć się konkretnej sprawie z różnych perspektyw – wtedy mogłyby się pojawić jakieś wątpliwości, taki Rycerz Światłości odkryłby że nie istnieje tylko biel i czerń, że bywają jakieś odcienie szarości… albo że ile ludzi i ile zwierzaków, tyle historii z nimi związanych i takietam.

Jako że całkiem sporą część przedstawicieli ludzkiej populacji (a zwłaszcza, śmiem twierdzić, tak zwanych zwierzolubów) od myślenia i zastanawiania się natychmiast zaczyna boleć głowa, starają się oni wyłączyć tę część organizmu z właściwego użytkowania, zostawiając ją w stanie swoistego stand-by. A do tego wystarczy posiłkowanie się prostymi hasełkami i baaardzo prostą wizją świata.

Na przykład: pies biega po ulicy – „wyrzucony z samochodu”.

Kot siedzi pod klatką schodową – „zagubiony, trzeba do schroniska”

Pies chudy i ma zaćmę – „zaniedbany”

– i tak dalej, i tak dalej.

I nieważne, że pies wymknął się dziesięć minut temu komuś przez uchyloną furtkę, a kot całe swoje życie przeżył jako wolny piwniczniak, zaś pod klatką siedzi, bo akurat ma ochotę się pogrzać w słońcu. Na deskachA chude psisko ma lat siedemnaście i tak wygląda, bo starość go dopadła, czemuś nie pozwalając mu wyglądać jak półrocznemu, tłustemu szczeniakowi.

Rycerz Światłości I TAK WIE LEPIEJ.

I w imię tej wiedzy, nieskażonej wątpliwościami, wetknie żyjącego parę lat na wolności kota do schroniska, gdzie spędzi on (raczej już niedługą) resztę życia w stresie, przegęszczeniu i chorobach, zaś psa wywiezie daleko od jego własnej rodziny i domu, w którym spędził on całe życie, najlepiej przerzucając go od jednego Domciu Tymczasowego do drugiego, od człowieka do człowieka, od jednego stada psów do drugiego.

Ja tam nie wiem już, czy Rycerze Światłosci są naprawdę tak nieskażeni myślami, jak podejrzewam, ale mam za to pewność, że na pewno nie zostali skażeni empatią. Choć myślą o sobie dokładnie odwrotnie, niuniając swoje ego przeświadczeniem, jacy to są wrażliwi, czuli na krzywdę i współczujący.

RycerzOczywiście tak zwanych „przeciwników” – a de facto po prostu osoby które myślą o różnych sprawach inaczej, niż oni – natychmiast ustawiają sobie na pozycji czarnego luda, ciemnogrodu, stada orków, co tam kto tylko sobie wymyśli, nawet nie starając się z tymi ludźmi choćby rzeczowo porozmawiać, o odrobinie zrozumienia nie wspomnę. I machają świetlistymi mieczami aż miło, w przekonaniu że, jak mawiał ów szczwany lis, Machiavelli, cel uświęca środki. Najśmieszniejsze że cała ta walka już dawno straciła prawdziwe, teodycejskie znaczenie. Teraz naprawdę chodzi o zadraśnięte ego, udowadnianie ludkom że moja racja jest najmojsza, bawienie się czyimś losem, wreszcie – możliwość krzywdzenia kogoś przy zachowywaniu pozorów bycia tym good buddy, tym kowbojem w białym kapeluszu.

Pamiętam taką historię, jak ktoś – zresztą bez nadmiernej agresji i napastliwości, ot, raczej w tonie refleksyjnym – opowiedział na jakimś forum że pewna organizacja odrzuciła jego starania o psa do tzw. adopcji; nie spełnił wyśrubowanych standardów. He, akurat skądinąd znam ludzi i wiem, że psu byłoby jak w niebie, mało się spotyka tak dobrych, normalnych domów, ale cóż, musieli w czymś podpaść ludkom przeprowadzającym przedadopcyjną ankietę. Może powiedzieli, co myślą, zamiast wypełniać kolejne punkciki tak, żeby się podobało Jaśniepaństwu Fundacyjnemu. Tak robią zresztą wszelkiej maści świry i psychole, dlatego dostają psy i koty bez problemów, najmniejszych.

Znamienna jednak była dla mnie reakcja pozostałych uczestników dyskusji, otóż znalazła się grupka dotkniętych syndromem sztokholmskim jednostek, pisząca mniej więcej w tym tonie, że no cóż, szkoda, ale trzeba się kształcić, zdobywać wiedzę, co jest najlepsze dla piesków, żeby w końcu osiągnąć ten poziom oświecenia, aby móc bez lęku spojrzeć w twarz tej czy innej pani prezes tej czy innej organizacji.

He he. Słowem: „wiele jeszcze nauczyć musisz się, młody padawanie!”.

Nie, no serio, naprawdę było parę biednych misiów które coś takiego pisały. Cosik mi zaczyna śmierdzieć różnymi rewolucjami, co to „kto nie z nami, ten przeciw nam”, czyli albo łykasz cała ideologię, albo, jeśli masz wątpliwości choć tylko w paru procentach, zostaniesz skierowany na obóz reedukacyjny. Albo i gorzej.

Jak dalece ideolo potrafi zamulić mózg, świadczy zupełnie rozkoszny wpis jednej z – a jakże – nowoczesnych miłośniczek zwierzątek na pewniej grupie zajmującej się poszukiwaniami zaginionych zwierząt (tudzież właścicieli tych znalezionych).

Jest, jak to się teraz mówi, taka sytuacja, w pewnej podmiejskiej okolicy pojawia się spory pies, koczuje sobie parę godzin na tejże ulicy, naturalnie objawia się dobra dusza która cyka zdjęcie, odzywa się zwierzolubka z okolicy, rzucając teorię, dlaczego ów pies koczuje na ulicy krótko a zwięźle:

Mam wrażenie że labradorka mieszkająca na ulicy (…) ma teraz cieczkę. Apel do właścicieli o sterylizację!

Czaicie co tam w tej głowinie siedzi?

Oj tam, oj tam, powie teraz czytelnik, to tylko wpis jakiejś nieszczęsnej, nieskażonej myśleniem, a opętanej wizją kontroli nad bliźnimi niewiasty, drobiazg.

Niezupełnie drobiazg, wypada na to odpowiedzieć, bo ta niewiasta jest niejako symbolem nowoczesnego podejścia do pewnych miłośnikowozwierzątkowych kwestii.

Narzucających wszystkim jedynie własne widzenie świata, własne przekonania, własną prostą niczym młócenie cepem rzeczywistość.

Dość mocno, przyznaję, śmiechliśmy ze Statlerem czytając wywody innej pani, która gorąco zapewniała właścicieli notorycznie uciekającego z posesji buldożka że „kastracja na to pomoże”. Pomysł niezły, kobiecinie wytłumaczyli kiedyś jak to samce latają za sukami i że jak się je męskości pozbawi, to przestaną… i tu można wstawić dowolne zachowanie, uciekać z posesji, gryźć właścicieli, włazić na stół, lać po jałowcach i co tylko.

Problem w tym, że nie wystarczy komuś jaj uciąć, kiedy jest on, ogólnie, niewychowany, niegrzeczny, nie ma postawionych granic i tak dalej, żeby nagle, ni z tego, nie z owego, zaczął się on dobrze zachowywać, Plushale to się już nie mieści w prostym warsztacie pojęciowym niektórych Miłośników Zwierzątek. Owszem, w niektórych przypadkach powoduje mniejsze zainteresowanie płcią przeciwną (nie zawsze – bo męskość jest w głowie, nie tylko w gonadach) i w paru procentach przypadków obniżenie agresji, jeśli (ale tylko wtedy) owa agresja była spowodowana nadmiarem testosteronu. Ale w innych przypadkach nic się nie zmieni, poza dochodzącymi innymi, specyficznymi dla sytuacji, problemami.

Raczej trzeba by było takiego psa wychować i pokazać mu co się stanie, jak znowu spróbuje uciec z ogródka, hm.

No ale pamiętajmy, że Rycerzowi Światłości przekazano, co ma myśleć, w związku z czym WIE LEPIEJ i już. Z definicji.

Dlatego bez specjalnych złudzeń oczekuję, że za parę miesięcy albo lat nieszczęśni właściciele grzejącej się labradorki naprawdę przeżyją nalot rozjuszonych miłośniczek zwierzątek usiłujących ich zastraszyć i zmusić do natychmiastowej sterylizacji suki (mimo że trzymają ją, jak trza, w zamknięciu, a więc środków ostrożności dochowują), a ci od buldożka będą zmuszeni wysłuchać całej serii pogadanek organizowanych przez taką czy inną fundację. Oczywiście na swój koszt, nie – owej fundacji, która przecież jest biedna i ma zamiar się zamknąć jeśli darczyńcy nie poratują; standard.

A tak w ogóle to cały ten tekst jest na powitanie. Na powitanie tych P.T. Czytelników, którzy jeszcze o nas nie zapomnieli. Mieliśmy przerwę, posypujemy się popiołem; w sumie różne rzeczy to spowodowały, ale śpieszymy wyjaśnić, że fakt naszego zniknięcia z takiego, na przykład, facebooka był tylko jednym drobnym ziarenkiem piasku w wielkiej, a chwilowo zaciętej, machnie.

Ale oto jesteśmy z powrotem!

Chcieliśmy powiedzieć P.T. Publiczności, że nasze zniknięcie z lukratywnego przedsięwzięcia pana Zuckerberga spowodowała pewna – jak to rzec? harcerz/harcerka, rycerz/rycerka…? ZbrojaWojowniczka Światłości, o! która z wywalonym jęzorem doniosła na nas, gdzie należy, wysoko unosząc miedziane czoło i usiłując zgnieść nas niczym podłe pluskwy, gdyż w pewnym momencie zadawaliśmy zbyt dużo (grzecznych, zaznaczamy – bez agresji, wyzwisk i innych ozdobników) merytorycznych pytań dotyczących działalności pewnej zbieraczki psów. Oczywiście udrapowanej w szaty Świętej Od Piesków, a jakże.

No więc młócący cepami dookoła wyznawcy pani Świętej zrealizowali swój pomysł, w związku z czym ominęła nas, na przykład, afera Cambridge Analitica. Hue hue. Czysty zysk.

Swoją drogą, czyż to nie najrozkoszniejszy przykład postawionej tutaj tezy?

A nas znajdziecie na Twitterze, o:

https://twitter.com/PsyiLudzie

 

 

2 thoughts on “Ostry miecz Rycerzy Światłości

  1. Laguna

    Szanowni Anonimowi (czyżby pan Michał?). Generalnie zgadzam się z treścią wpisu, Jednak .. pamiętam niedawną dyskusję na temat notorycznie uciekającego z posesji buldożka. Ba! Byłam jedną z osób, które doradziły kastrację jako JEDEN ze sposobów zapobiegania ucieczkom. I co gorsza, o Rycerze Światłości nadal uważam, że w przypadku zwierząt niehodowlanych powinna być obowiązkowa. I że zapobiega ucieczkom … za sukami w cieczce. Jeżeli mówimy o tej samej dyskusji, a z daty i treści wynika, że to bardzo prawdopodobne to mam tylko jedna prośbę. Więcej faktów, mniej manipulacji. Bo na razie to chyba “niunianie ego” ( co to za koszmarny neologizm?) nie tylko opisywanych jednostek tyczy. Jak i reszta treści. Nawołując do pokory trzeba mieć jej sporo w sobie 😉 Pozdrawiam .

  2. Waldorf

    Szanowna Nieanonimowa Laguno 🙂

    ani Statler, ani ja na pewno nie mamy na imię Michał (nawet sprawdziliśmy w księgach parafialnych, których zapisy w pełni potwierdziły to nasze przekonanie).

    A my nie uważamy, że należy kastrować zwierzęta niehodowlane, znaczy – obowiązkowo. I tyle.

    Co do buldożka, jego nieogarnięci właściciele nie robili z nim NIC, słownie: nic, co pozwoliłoby mu dojść do przekonania, że jakieś czynności są wskazane, a inne zabronione, że należy słuchać ludzi i tak dalej.
    Wbrew pozorom psy nie uciekają z posesji jedynie wiedzione popędem płciowym (choć oczywiście i tak bywa). Na dodatek jeśli zasmakują radości bycia na gigancie, wpadają w swojego rodzaju nawyk… i jeśli ludzie się za to nie wezmą, od strony szkoleniowej, to prędzej czy później odkrywają, że mają tzw. poważny problem.

    Akurat w tamtym przypadku ów pies będzie brykał nawet jak go wykastrują, no może przestane jeśli mu utną głowę. Wtedy raczej na pewno :-))

    Pozdrawiamy nader pokornie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *