Piesek z dostawą do domu

w3

take-me-or-leave-meNajczęściej to mały i kudłaty piesek, rasowy albo przypominający rasowego. York, maltańczyk, biszonek. Ewentualnie efektowny olbrzym: dog? mastif? No dobrze, niech będzie rzadsza i droższa odmiana wyżła, powiedzmy weimar. Poza konkurencją są szczeniaki w wyjątkowo słodkim wieku – tu łapią się zupełnie nieprawdopodobne kundelki które mają szansę wyrosnąć na, jak pisał niegdyś Kornel Makuszyński, „syna jamnika i kanapy”, no ale chwilowo wyglądają jak z filmu Disneya i wzbudzają piski zachwytu.

dog-1037702_960_720Całe to tałatajstwo, jeśli tylko zdarzy mu się być ogłoszonym do adopcji, powoduje rozpalenie do czerwoności światłowodów, eksplozję monitorów, rozpad satelit i co tylko…, a wszystkie te katastrofy spowodowane są potężnym ruchem wygenerowanym przez zachwycone jednostki ludzkie wypisujące w internecie deklaracje natychmiastowego przygarnięcia.

Zachwycone jednostki są jednak na tyle przezorne, że natychmiast zadają pytanie, gdzie, właściwie, znajduje się wymarzony piesek… wróć! Nie tyle „wymarzony”, co „biedulek któremu chcą ofiarować bezwarunkową miłość”.

No więc zachwycona jednostka z Gdańska dowiaduje się że biedulek mieszka chwilowo w Zakopanem. Logiczne jest, że zadaje pytanie czy jej tego pieska dowiozą.

Eeee… mam nadzieję, że są jeszcze tacy czytelnicy którzy w tym momencie podskoczą, uważając, że właśnie takie pytanie nie jest logiczne, bo przecież skoro decydujemy się na psa z innego miasta, to po niego jedziemy, nieprawdaż.

I tu się schody zaczynają, bo lawinowo rośnie ilość takich ludzi, dla których „nieprawdaż”.

Jest do wzięcia rasowy (czy tam w inny sposób nam akurat odpowiadający) zwierzak, za darmo, a my właśnie wyraziliśmy chęć jego posiadania, halo, proszę przywieźć bo cierpliwość mi się kończy i chcę tego psa już, zaraz.

Oczywiście kiedy trochę podrażnić takiego internautę co to „a czy ktoś przywiezie mi go do Krakowa / Szczecina / Paryża / Darłowa” (niepotrzebne skreślić), to natychmiast okazuje się, że to jednostka wysoce szlachetna, tylko akurat, tak się składa, w jakichś życiowych opałach: od choroby poczynając, na świeżej żałobie po poprzednim piesiu kończąc. Jest też jasne, że to ktoś absolutnie bezinteresowny kto po prostu tak kocha konkretną rasę i dlatego (wiadomo: bliższa koszula ciału) zgłasza się po pieska bo mu tak strasznie szkoda i żal…

Joshua Reynolds, Dziewczynka i jej pies, 1780.
Joshua Reynolds, Dziewczynka i jej pies, 1780.

Ewentualnie trzyletnie dziecię pytającego bardzo marzy o takim właśnie piesku i oto można to dziecięce marzenie spełnić. A wszak wszystkie dzieci są nasze i tak dalej.

Smętna opowieść zasadniczo powinna skończyć wszelką dyskusję: chodzi o to żeby nie zadawać wstrętnych, złośliwych pytań o to, dlaczego właściwie osobiste przywiezienie pieska do domu jest niemożliwe i dlaczego ma to organizować ktoś inny.

Powiedzmy sobie szczerze: wszelkie łzawe opowiastki nie zmieniają faktu, że do decyzji przyjęcia pod swój dach psa ludziska podchodzą niesłychanie infantylnie. Być może takuśkiego samego, jak ten ze zdjęcia, zwierzaka znaleźliby w lokalnym schronisku, no ale, trzask, zobaczyli fotografię i „już go pokochali”, love-love-lovewięc oczywiście nie pokochają żadnego innego, zwłaszcza takiego którego mogą obejrzeć na miejscu, i to za, powiedzmy, pół godziny. Gdyby oczywiście pofatygowali się żeby wyjść z domu i pojechać do tego schroniska czy umówić się z lokalnym domem tymczasowym.

No ale tak sobie siedzą przed monitorem, niczym w wielkim sklepie ze zwierzętami, i przeglądają strony adopcyjne…

Te wirtualne pieski to jednak najfajniejsze są, zwłaszcza że (do czasu zderzenia z rzeczywistością) nie śmierdzą, nie sikają, nie wymiotują na nasz najlepszy sweter, nie wymagają nakładów na leczenie, nie trzeba ich wyprowadzać i dla nich rezygnować z wieczornego wypadu z przyjaciółmi i w ogóle tak ładnie wyglądają na zdjęciach, nie sprawiając przy tym właściwych dla psiego rodu kłopotów.

Być może dlatego wizg setki zachwyconych trzymiesięcznym buldożkiem do adopcji psiolubów nagle się urywa, a oni sami znikają błyskawicznie, gdy doczytają, że piesek cierpi na poważne zdrowotne przypadłości które prawdopodobnie okażą się chroniczne. Co milsi napiszą jeszcze „ojej, biedaczek, niech go ktoś weźmie!” i pofruną obejrzeć kolejne pieski. Pozostali zostawią po sobie jedynie wpis „Chcę go!”, pozostawiony niebacznie zanim odkryli że pies jest, nazwijmy to, „wybrakowany”.

pleaseNawet jeśli zwierzak do adopcji jest w dobrym stanie, zdrowy i piękny, i tak przejechanie z jednego końca kraju na drugi to cała wyprawa (zgadzam się), a to jest męczące jak cholera i trzeba wydać na to kasę, a myśmy już się napalili na zupełnie, absolutnie rasowego maltańczyka za friko.

W lokalnym schronisku znajdziemy z pięć psiaków równie małych i równie kudłatych, no ale nie „czystych” maltanków, więc się nie liczą.

Ale wydawać forsę na podróż i się na dodatek zmęczyć, no bez przesady. To już nie jest taki fajny dil, jakim byłby, gdybyśmy dostali psa pod drzwi, najlepiej z wyprawką, obietnicą pokrywania kosztów weterynaryjnych i tak dalej.

No umówmy się, marzyliśmy przez całe życie o yorku, ale nie na tyle, żeby sobie na zakup takiego psa z porządnej hodowli odłożyć, i nie na tyle, żeby robić za frajera i tłuc się tyli świat skoro ktoś go nam może przywieźć. A my co najwyżej obsobaczymy takiego gościa za to że się spóźnił albo za wcześnie przyjechał.

Inna sprawa, że różne organizacje ostatnimi laty same rozbuchały proceder zdmuchiwania pyłu spod nóg adoptujących, wożąc nieszczęsne psy i koty po całym kraju tylko dlatego, że infantylny (najczęściej) odbiorca siedzący przed monitorem w ogóle wyraził zainteresowanie konkretnym zwierzakiem.

Rozbudzenie w ludziach roszczeniowej postawy było kwestią czasu i niestety nastąpiło bardzo szybko.

Przekonanie, że różne rzeczy należą nam się w życiu – i że do ich uzyskania nie jest (a raczej: nie powinien być) potrzebny żaden wysiłek robi się coraz powszechniejsze.

Niestety owocuje to także kompletną niechęcią do walczenia o zwierzę w razie kłopotów.

Niegrzeczny pies bywa, co najwyżej, faszerowany psychotropami, gdy najczęściej wystarczyłoby trochę szkolenia; rzecz w tym, że przy takim szkoleniu trzeba się zaangażować, poświęcić czas, pieniądze, pot i łzy, a przecież – no właśnie – nam się należy pies bezproblemowy. Ewentualnie się go oddaje (bo – jak wyżej).

poster-vintage_cokeChory pies też nie pasuje do naszego lajfstajlu i tego, co nam Opatrzność obiecała, a myśmy sobie wymarzyli (czyli czegoś a’la obrazek z reklamy z kwitnącym ogrodem, domem z basenem i wyniunianym golden retrieverem podskakującym niczym bańka mydlana na szmaragdowej trawie albo dowolnej innej wizji jaka się nam szybko włącza gdy pomyślimy o psie).

I tak dalej, i tak dalej.

Naprawdę, nie neguję szlachetnych intencji przygarniaczy piesków z całego kraju, a nawet świata. I znam też absolutnie budujące przykłady z tej dziedziny. Niemniej, właśnie przy takich „rasowych adopcjach” człek się czasem zastanawia, gdzie się ludziom podział poczciwy, jakże dzisiaj pogardzany jako uczucie niepotrzebne i kłopotliwe – wstyd.

 

8 thoughts on “Piesek z dostawą do domu

  1. Ewa Debis

    Bolesna, święta prawda :-(.

  2. Ach, ach, czemu ja dopiero teraz tu trafiłam!
    Ostatnio śledzę sobie jeden dom tymczasowy i to, co sie wyrabia w komentarzach, to głowa mała. Ależ pani X będzie sobie uprzejma uświadomić, że nie każdego stać na przejazd przez pół kraju/nie mam samochodu/cokolwiek. Ależ kundelki są zdrowsze, nie trzeba ich karmić droga karma, pogłupieliście? Ależ, ależ…!
    No cóż, ja po psa, za którego zapłaciłam niemałe pieniądze (co oczywiste, jego miłość będzie gorszego sortu, a mityczna wdzięczność psa adoptowanego została mi odebrana na zawsze) jadę na drugi koniec Polski. Frajer ze mnie, do tego bez serca 😀

  3. Bozena

    Jestem powaznie zainteresowana adopcja malego pieska moze byc mieszaniec ale typu york, maltanczyk poprostu piesek który nie ma siersci tylko wlos bo tylko takie pieski moge mec mialam dwa yorki obie odeszly w wieku 11 i w domu jest bardzo pusto 🙁 pozdrawiam mieszlam w bielsku

    • Dorota

      Yorki, Maltańczyki i inne pieski o tzw. “włosie” (a tak naprawdę to też jest sierść, tylko specyficzna) tak samo uczulają jak i reszta psów, bowiem alergeny są w naskórku, ślinie itd. Przede wszystkim trzeba znaleźć sensownego alergologa – takiego, który będzie zalecał odpowiednie leczenie, a nie konkretne rasy bo to bzdura.

  4. Bozena

    Skoro wlasnie taką rase mialam i nic sie nie dzieje to po co mam biegać po alergologach pozdrawiam

    • Waldorf

      Proszę bardzo uważać: struktura włosa potrafi bardzo się różnić nawet w obrębie jednej rasy, co dopiero mówić o psach o nieznanym pochodzeniu.

    • Lena

      Widać Pani Dorota znawczyni w tym temacie ale nie koniecznie …Badanie na alergię na psa oznacza alergen sierści Canis. więc niech się Dorotka puknie w główkę zanim coś napisze …….a jeszcze jedno dla naszej mądralińskiej przy astmie a astma jak wiadomo może powstać z nieleczonej alergii też………no wiec przy astmie tylko psy z włosem nie z sierścią ,,,,,,,Pani Bożenko nie musi Pani biegać po alergologach…

  5. Dorota

    Tania erystyka na mnie nie robi wrażenia. 😀

    Sierść psa (canis familiaris) składa się – co do zasady – z włosów okrywowych i podszerstka.
    Yorkshire terrier ma również sierść tylko, że w postaci samych włosów okrywowych. Nie ma natomiast podszerstka.
    Stąd tyle “bajek” o włosach ochoczo rozgłaszanych.

    Już pominę, że uwaga Waldorfa o strukturze dość celna albowiem jakość sierści w populacji yorków jest różna, coraz częściej spotyka się psy o wełnistym włosie i kolorze, któremu do stali i złota daleko.

    http://www.dogopedia.pl/magazyn/26,mit-hipoalergicznych-psow.html

    Podstawowym alergenem wywołującym uczulenie u alergików jest bowiem lipokaina oznaczona symbolem Can f1 (Canis familiaris 1) obecna w złuszczonym naskórku (także w formie łupieżu), sierści i ślinie psa. Oprócz tego są jeszcze cztery inne Can f2, f3, f4 i f5.
    Polecam medyczne opracowanie:

    http://www.mediton.pl/library/aai_volume-17_issue-3_article-1048.pdf

    http://www.mededu.home.pl/linki/AP2-2015_Pies_hipoalergiczny_fakt_czy_mit.pdf

    Takie są fakty. Jeśli ktoś chce podyskutować to proszę o naukowe opracowanie nt cudownych właściwości sierści Yorków.

    Chętnie poczytam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *