“Pojedziemy na łów, na łów, towarzyszu mój…”

w3

 

Bardzo wielu psiarzy zachowuje się, jakby żyło w biblijnym świecie w którym jagnię spoczywa przy lwie i tak dalej.

Wersja zupełnie infantylna to postrzeganie świata przez pryzmat filmów Disneya, gdzie zakochany kundel zaleca się do ślicznej Lady, sto dalmatyńczyków przechytrza debilowatych drani a przemądra Lassie komunikuje się ze swoim małym panem telepatycznie.

Edward Hicks, Królestwo Pokoju, 1826.
Edward Hicks, Królestwo Pokoju, 1826.

W tym świecie nie ma realnej agresji, przemocy. No dobrze, jeśli jest, to taka na miarę małych widzów (i wiecznie niedojrzałych „chcę-żeby-był-pokój-na-całym-świecie” dorosłych): niezgrabna, przerysowana. I dobry, sprytny oraz całkiem pozbawiony skłonności do niej główny psi bohater szybko się z nią rozprawia. Oczywiście w pokojowy sposób.

 

Psy są agresywnym gatunkiem i lubią zabijać. Nie w sensie sadystycznego cieszenia się cierpieniem i śmiercią, ale, na litość…! to drapieżniki i wszystko, co związane z doskonaleniem własnych łowieckich technik sprawia im przyjemność. Nic dziwnego, tak to urządziła matka natura i bardzo rozsądnie urządziła, bo jak kto noga w polowaniu, to nie pomaga stadu w zdobyciu jedzonka, a raczej przeszkadza. No więc jak można trochę się w tym poćwiczyć, to się ćwiczy.

Hodowlaną pracą udało się ludziom u części psów stępić ostrza instynktów, czasami praktycznie je wyeliminować, ale – ogólnie – gatunek nadal pozostał tym, czym był wyjściowo: drapieżcą polującym w stadzie.

No więc jak wasz miły piesuńcio goni kotka na ulicy, to nie po to, żeby się z nim „pobawić” – nie wiem, w klasy? w gumę chciałaby pograć? tylko żeby go złapać, pokiereszować i zeżreć.

To, że przeważająca większość naszych ulubieńców to pimpciusie których nie stać na doprowadzenie do końca łańcucha łowieckich zachowań, takie gumisie, nie zmienia faktu że owa pogoń ustawia zwierzaki na jedynej z naturalnego punktu widzenia możliwej pozycji. Kot jest zwierzyną, pies łowcą.

Gumiś kota może i nie poturbuje, nieraz, kiedy kot jest zawirachą w bojach wprawnym to mu jeszcze po oczach pazurami przejedzie, owszem. Ale ile razy gumiś wpędzi kota pod samochód (nie wspominając, że sam pod niego wpadnie albo spowoduje że ktoś będzie miał co najmniej blacharkę do roboty)? A ile razy walnie mocno pyskiem ciężarną kotkę albo młodego, słabego kociaka i jednak go uszkodzi?

No ale kto inny po nim sprząta, jeśli w ogóle. Kotka wczołga się do piwnicy i najwyżej zdechnie w męczarniach, ale co z oczu, to z serca.

Jakoś nie widuję żeby miłujący przyrodę psiarz sprawdzał, co się stało z pogonionym kotem i w ogóle jaki był finał tego wydarzenia. Co najwyżej pomartwi się bo gumiś mógł wpaść pod samochód.

Edwin Henry Landseer, Wenus. Nowofunlandka z królikiem.
Edwin Henry Landseer, Wenus. Nowofunlandka z królikiem.

Psy ganiają zwierzęta bo mają to w naturze. Ludzie, otuleni normami cywilizacyjnymi niby wiedzą – przynajmniej część z nich – że to nie za ładne, takie gonitwy. Ale spróbujcie mi udowodnić, że tak naprawdę to ich nie rajcuje…!

Rajcuje rajcuje. Inaczej ktoś, kto wie doskonale, że jak jego Feliksik zobaczy sarnę to za nią pójdzie w las, nie chodziłby z Feliksikiem do lasu bez smyczy albo założyłby mu elektryczną obrożę i szybko rozwiązałby problem. No ale fi donc, elektryka to zło i przemoc, no a ciąganie psa w lesie na smyczy nie ma sensu, gdzie biedactwo miałoby się wybiegać? Toć to jak lizanie lodów przez szybę!

Są różne głupiutkie opowieści towarzyszące takim wydarzeniom, jako to na przykład:

„On tylko goni, nic nie zrobi, nie dopędzi przecież”

– powiedzcie to kotnej sarnie która poroniła w wyniku owej pogoni

„Te zwierzaki to się tak naprawdę nie boją, po jakimś czasie same się zatrzymują i tylko patrzą”

– polecam zapoznanie się z terminem „dystans ucieczki” i co ów termin oznacza w świecie zwierząt. Nie, uciekające zwierzątko nie biegnie na koniec świata i kilometr dłużej. Taki mechanizm biologiczny nim rządzi

„Pies jest od tego, żeby gonił zwierzynę, to dla niego naturalne”

– to przestań w ogóle trzymać psa w domu, miłośniku zwierzątek, dla niego to na pewno nienaturalne.

Rzecz w tym, że dzięki takim różnym ganiankom, zwłaszcza w środowisku leśnym, mamy reakcję drugiej strony, lubiącej sobie postrzelać. Jednocześnie Ludzie Z Bronią oglądają czasem ślady działalności psów na poranionych zwierzętach (choć częściej to rezultaty nieudanych polowań wygłodniałych wiejskich burków niż dopieszczanych salonowców) i trochę im się, jednak, ciśnienie podnosi. Jako że nie są zbyt mądrzy, to stosują odpowiedzialność zbiorową…

Przypomina mi się niedawno oglądane wydarzenie. Mały – i młody – psiak biegający sobie wesoło po wielkomiejskim osiedlu wyskoczył jadącemu, nawet dość powoli, facetowi pod maskę. Łomot, pisk straszny, gapie się zbierają. Mały przeżył (kierowca zachował się ładnie i natychmiast zawiózł właściciela z psem do lecznicy), wrócił na osiedle, dalej biega luzem, a że ma fiu-bździu w głowie, to dalej kursuje po jedni zygzakiem.

Młody właściciel psa zagadnięty o sprawę mówi krótko: „ten facet za szybko jechał!”.

Abstrahując od tego, że w tym przypadku nie za szybko, to i tak nie ma szans zahamować jak nam maleńtas ważący cztery kilo, za to szybki jak błyskawica, pod koła wskoczy. Więc pytam, czy nie boją się ludzie że pies znów skończy pod samochodem?

„No ale on za szybko jechał”.

– Super, tylko znowu ktoś będzie jechał za szybko i co wtedy? – pytam i widzę po drugiej stronie zupełną pustkę w oczach.

Ha. Nie na darmo istnieje nauka zwąca się wiktymologią.

Niedawne przypadki zastrzelenia czy postrzelenia psów w Polsce mają najczęściej tzw. okoliczności towarzyszące, polegające na tym, że zwierzaki były nie tylko poza kontrolą, ale nawet poza polem widzenia właściciela. W terenie o którymi wiadomo, że może się zdarzyć…

Ja rozumiem, że myśliwi (kłusownicy, maniacy ze śrutówkami, niepotrzebne skreślić) to wuje i jednostki niegodne miana człowieka, tylko co to ma do rzeczy w kontekście ewentualnej śmierci psa? Ludziska sami wystawiają te swoje zwierzaki na strzał a potem robią ogólnonarodową histerię. Tak, jakbyśmy chcieli udowodnić patologię środowiska łowieckiego poświęcając nasze własne psy.

Powodującym autentyczny opad szczęki przykładem była rozdmuchana niedawno historia, jak to ktoś postrzelił nieszczęsnego psa należącego do obrończyni zwierzątek.

„I znów ta sama ballada” czyli wielkie oburzenie, akcja na Facebooku, wyrzekanie na tych podłych myśliwych jacy to oprawcy pozbawieni ludzkich uczuć, setki oburzonych internautów i tak dalej. A im dłużej się to wszystko czytało, tym bardziej interesująco wyglądały fakty. Oto piesek był na podleśnych terenach pozbawiony zupełnie nadzoru – najwyraźniej – przez wiele godzin (pies poszedł weg wieczorem, a postrzelony przywlókł się do domu rano), co więcej, jego kochająca pani jakoś się specjalnie nie interesowała, gdzie jest i co robi. Mógłby przynieść do domu tuzin zajączków i nikt by tego nie zauważył.

Dalej, nie wiadomo, kto pobawił się śrutówką – krewki myśliwy z koła łowieckiego czy debilowaty miłośnik broni palnej, niekoniecznie legalnej, czy kłusownik wreszcie…

Co prawda ostatnio ogłoszono z triumfem, że „sprawca jest znany, ale dowodów nie ma”. Dobrze że nie ma u nas instytucji pławienia podejrzanego na krześle, bo coś czuję że mogłoby być to wykorzystane.

Dostało się przy tej okazji myśliwym, oj dostało. Żeby była jasność: nie lubię tych panów, prawdziwa kultura łowiecka de facto nie istnieje. Jest z nimi ewidentnie cosik nie tak…, albo może inaczej: jest z nimi jak najbardziej „tak”, po prostu lubią zabijać, co charakterystyczne dla naszego gatunku, tylko potrzebują do tego alibi w postaci życia towarzyskiego, specjalistycznego slangu typu „trzeszcze” i „zwierzyna wycieka” i nawiązań do wielowiekowej tradycji. Ale podobnie miłośnicy psów lubią patrzeć jak ich pieski gonią inne zwierzątka, od gołębi i kotów zaczynając a na sarnach kończąc, bo to rajcowne jest i tyle. I pieski mają fun.

A ponieważ tak ogólnie to może nie wypada się przyznawać do tego, że się tym dobrze bawi, to wydaje się z siebie rachityczne okrzyki „Buruś, wracaj!” oraz „Źle! Fe!”.

Bo gdybyśmy byli dogłębnie przekonani, że tak nie wolno, to byśmy trochę intensywniej nad tym pracowali… no nie?

4 thoughts on ““Pojedziemy na łów, na łów, towarzyszu mój…”

  1. No mnie osobiście by nie rajcowało, gdyby mój pies gonił zwierzynę, bo wiąże się to ze stresem zwierzęcia gonionego i moim. Może trafił mi się “humanitarny” pies, a może pomogło brak przyzwolenia na takie praktyki. Ludzie często nawet nieświadomie uczą swoich podopiecznych “głupich” zachowań. Psy są świetnymi obserwatorami i wiedzą kiedy dajemy im ciche przyzwolenie na jakieś zachowania. Ale naszemu społeczeństwu się nie chce czytać i uczyć, a tym bardziej o psach. Z resztą większość jest “intuicyjnymi ekspertami” w dziedzinie psich zachowań, a swoja wiedzę poszerzają oglądając Zaklinacza Psów.

  2. Tomasz Wiński

    Bardzo dobry tekst, ale…

  3. Statler

    … ale znając zarówno takich myśliwych, którzy z pasją dokarmiają zwierzynę i regularnie o nią dbają, jak i takich, którzy po prostu autentycznie nie wiedzą, że nie można sobie strzelić do psa tylko dlatego, że jest w lesie luzem, nie dziwi specjalnie, że taka jest opinia bo nie ma jasnych i przejrzystych – docierających do ludzi – komunikatów, że to nie tylko wariaci ze strzelbami. PR leży w PZŁ 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *