Precz z ograniczeniami!

w3

Adopcje psów. Temat rzeka. Internet spełnia rolę ogromnej tablicy informacyjnej z tysiącami ofert zwierzaków szukających domów. Ludziska dwoją się i troją opisując podopiecznych a tak zwany ogół (nie śmiem użyć słowa „gawiedź” której przecież jestem częścią, korzystając z wirtualu na równi z innymi) śledzi historie poszczególnych psów czy kotów.

Przy okazji daje się zaobserwować ciekawe zjawisko.

Niech no tylko ktoś – fundacja, dom tymczasowy czy insza instytucja która akurat się psem zajmuje – pozwoli sobie na określenie specyficznych warunków adopcji…

Sypią się komentarze, sypią, a poziom emocji się podnosi jak para w gotującym się czajniku. Bardzo ciekawe, że przeważająca większość tych, którzy uznają za stosowne ustawić, nieraz w mało elegancki sposób, wydających psa do adopcji do pionu w gruncie rzeczy absolutnie nie jest zainteresowana przygarnięciem czy tego (czy jakiegokolwiek) psa.

Po prostu zwęszywszy rzekomą dyskryminację rzucają się jak sępy i dalej jeździć po nigodziwcach którzy – na przykład – nie uznają że wszystkie dzieci są nasze… tego…, a nie, to z innej bajki.

No więc po niegodziwcach którzy ośmielają się wyznaczyć jakieś ograniczenia terytorialne („tylko na terenie województwa X”), społeczne („wskazany dom bez małych dzieci”, „dom bez innych zwierząt”) czy behawioralne („tylko dla stanowczego przewodnika, najlepiej mężczyzny”).

Komentujący nie raczą przyjąć do wiadomości, że, na przykład, dom tymczasowy zdążył psa poznać i zwyczajnie WIE, że w pewnych warunkach ten źle by się czuł albo wręcz powodował zagrożenie.

Maleńki psiak boi się dzieci? I dlatego szuka mu się domu wyłącznie z dorosłymi? No skandal, jak można tak napisać. Właśnie że należy go wmontować do domu z kilkulatkami które są – ZAWSZE – super-ułożone, spokojne, ostrożne i kochają zwierzątka oraz odnoszą się do nich z delikatnością świętego Franciszka.

Piszące te słowa rozindyczone mamusie (no bo najczęściej są to kobitki – facetom jakoś aż tak na mózg nie pada) mają najnormalniejsze dzieciaki, rozpieszczone albo nie, ale zachowujące się jak dzieci a nie jak stuletni starcy. I jeśli w domu jest pies, zwłaszcza mały, to nieraz nie ma on najfajniej w życiu, tyle że zakochane w swoich pociechach niewiasty bardzo starają się tego nie zauważać, krzycząc głośno jak to wymiętolony i ogłuszony dziecięcymi krzykami piesek „kocha bawić się z dziećmi”.

Interesujący obrazek ze strony DoggingtonPost (dla anglojęzycznych). Wiele tego typu zdjęć kursuje po internecie jako przykład ogromnej miłości dzieci i psów.
Interesujący obrazek ze strony DogingtonPost (dla anglojęzycznych). Wiele tego typu zdjęć kursuje po internecie jako przykład ogromnej miłości dzieci i psów.

Najśmieszniejsze że naprawdę daje radę dobrać jakiegoś psa do rodziny z malcami, tyle, że musi to być specyficzny typ psa i… specyficzny typ rodzica – bardzo empatycznego i potrafiącego, w razie czego, utemperować tak zwierzaka, jak i własne pociechy. Z obserwacji w realu można wywnioskować że z tym drugim niektórzy rodziciele sobie najczęściej kompletnie nie radzą a nawet nie chcą sobie poradzić.

Śmiem twierdzić że histeryczne rozdzieranie szat z powodu „dyskryminacji rodzin z dziećmi” pojawiające się na profilach szukających domu psów urządzają raczej typy w stylu „Klaro, nie kop pana bo się spocisz!”.

Podobnie rozpaczanie że jakaś fundacja szuka domu tylko w określonej odległości od swojej siedziby dowodzi że ktoś ma kłopoty z myśleniem, może tego nie ćwiczy po prostu albo jest tym dotknięty od urodzenia – jasna sprawa, że jeżeli organizacja przejmuje się swoimi podopiecznymi i chce żeby miały dobre życie to szuka możliwości przeprowadzenia rzetelnej wizyty przedadopcyjnej albo spotkania po adopcji. Odległość typu trzysta czy osiemset kilometrów te procedury komplikuje.

Jeżdżenie po całym kraju bo ktoś „zakochał się” w psie ze zdjęcia podczas gdy niemal identycznego psa może wziąć z lokalnego schroniska – no ale ten ze schroniska nie pojawił się w wirtualu i nie miał dopisanej rozrywającej serduszko historii – świadczy wyłącznie o zinfantylizowaniu poważnej części instytucji zajmujących się pomocą zwierzętom..Poza tym znające życie (bo nieraz przejechały się na z pozoru fajnych, odpowiedzialnych i dorosłych ludziach) fundacje nieraz wolą oddawać psy do adopcji tak, żeby w razie wpadki można było po takiego delikwenta pojechać bez angażowania zbyt wielu sił i środków.

A zapewniam, że ludzie oddający psy z adopcji szalenie rzadko fatygują się sami – najczęściej to telefon czy mail z żądaniem natychmiastowego zabrania zwierzaka bo…!

Należałoby się pocieszać, że życie nie toczy się w internecie i że może to tylko niewielki, dziwny i mało reprezentatywny wycinek społeczności, gdyby nie fakt, że właśnie od takich postaw zaczynają się psie nieszczęścia w realu.

Startowanie do problemu adopcji zwierząt z pozycji rozwydrzonego bachora rzucającego się w sklepie na ziemię z wrzaskiem i kopaniem gdy tylko usłyszy słowo „nie” – „nie kupię ci tej zabawki” – nie wróży najlepiej zwierzątku które znajdzie się w zasięgu niby-dorosłej Dzidzi Piernik.

Inna sprawa, że wiele organizacji, jako się to już rzekło, podsyca to przekonanie naszych zdziecinniałych współobywateli że im się „należy”. Dawać psa z dostawą do domu, zwrotem kosztów leczenia, wyprawką.

Oczywiście to czysty przypadek, że największe kolejki utyskujących chętnych ustawiają się po pieski rasowe (czytaj: Uzasadnione wątpliwości).

No, kwestia przygarniania zwierząt jest naprawdę złożona i warto jej się poprzyglądać, co będziemy czynić.

 

 

2 thoughts on “Precz z ograniczeniami!

  1. meg

    oj znam to znam… najlepsze jest, że utyskiwanie na warunki adopcji jest tylko pod zdjęciami malutkiej białej kulki, dwuletniego joreczka albo psiny o oryginalnej urodzie. kundlom “rasy kundel” można dawać warunki adopcji pod sufit a nikt się nie obrazi 🙂

  2. Amma

    tzn. mi nie odpowiadają fundacyjne warunki adopcji i dlatego nie zamierzam korzystać z takich miejsc. Podejrzewam, że tak jest z większością ludzi i dlatego nieraz mają kłopot ze znalezieniem miejsca dla swojego podopiecznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *