Przytulanki

w3

pet-affectionStanley Coren popełnił na swoim blogu tekst o przytulaniu psów. Ponieważ oprócz wiedzy teoretycznej posiada też praktyczną, a przy tym nie jest pozbawiony empatii, spróbował opisać to, o czym ludzie z wiedzą praktyczną oraz empatią wiedzą od dawna; żeby być wiarygodniejszym, wymyślił sobie pewną metodologię. Otóż zorganizował paru swoich studentów i wspólnie przeanalizowali 250 przypadkowych zdjęć jakie ludzie – miłujący swoich pupili właściciele psów – wrzucaną do internetu, ot tak, w mediach społecznościowych, na forach i tak dalej. Na zdjęciach tych widzimy ludków oblepiających swoje psy serdecznym uściskiem. Obserwatorzy stwierdzili, że w ostatecznym rozrachunku ponad 80% psów z fotografii pokazywało że nie lubi być tak uszczęśliwianymi – żeby to brzmiało bardziej naukowo, profesor określił to jako „wyraźne objawy stresu” (i owe objawy opisał).

Interesujące było śledzenie agresji, jaką w niektórych (anglojęzycznych – ale niech no ktoś przetłumaczy jego wpis na polski, u nas też się zacznie…) komentujących wzbudził tekst Corena. Podręcznikowa ilustracja przysłowia „uderz w stół, a nożyce się odezwą”.

Poza tymi, którzy pisali wyłącznie jakim wujem jest pan profesor zdarzały się próby merytorycznej polemiki, czytaj: udowadniania mu że jest durniem.

Na przykład tłumaczyli mu psiarze jak wójt krowie na rowie że „psy nie lubią aparatu” i stąd ich nieszczęśliwe miny.

Źródło (znakomitego, jak zwykle) rysunku: www.facebook.com/psiesucharki
Źródło (znakomitego, jak zwykle) rysunku: www.facebook.com/psiesucharki

Prawda – dużo psów nie lubi się fotografować. I znów prawda: przeważająca większość psów nie lubi, jak je przytulać, ograniczając im ruchy. Jedno nie wyklucza drugiego, choć według przedziwnej logiki osób komentujących tekst najwyraźniej tak. Komentujący i broniący jak niepodległości prawa do uścisków najwyraźniej nie byli w stanie zrozumieć, że można zauważyć, czy pies wywija sztuki a’la sierotka do obiektywu, czy, przy okazji, serdecznie prosi właściciela żeby przestał się nad nim piętrzyć.

Były też opowieści jak to pieski „same” ładują się na człenia i rozklejają się na nim, ani chybi po to żeby pokazać właścicielowi jak straśnie go kochają.

Ludzie którzy to piszą nie rozumieją, że kluczem jest tu słówko „same” .

dog-1302366_960_720Piesek stara się zrobić z tobą, co dla niego niemiłe, w pewnym celu, z kolei niemiłym dla ciebie – włażę na ciebie, bo mogę, ha, ha. Dziwnym trafem znam sporo psich skurwieli, taranów, olewaczy ludzkich poleceń którzy robią dokładnie to: przy lada okazji rozpłaszczają (zachwyconego tym faktem) ludzia ciężarem swojego ciała.

To, że człowieczek nie dość, że się poddaje, to jeszcze z tego raduje, to już trochę nie psia brocha, bo aż tak intelektualnie rozwinięty pies nie jest – uznaje fakt że jakiegoś tam respektu do człowieka nie musi się mieć i tyle.

No dobra, de gustibus, naprawdę fajnie że to lubimy, tylko warto zauważyć że ten nasz taran właśnie prezentuje postawę „no respect”; jeśli tylko o tym wiemy i się z tym godzimy, to O.K. Ale czynienie z tego argumentu na rzecz sprawiania własnym psom dyskomfortu wydaje mi się z lekka, jakby to rzec, pokręcone.

Giovanni Boldini, Elisabeth Drexel, XIX w.
Giovanni Boldini, Elisabeth Drexel, XIX w.

Śmiem twierdzić, że w sporej liczbie przypadków wcale nie takie znowu krystaliczne intencje nami rządzą, tylko przekora albo podświadoma chęć pomęczenia zwierzątka. No dobra, może nie pomęczenia – sprawienia żeby tak tańczyło, jak mu zagramy.

Trochę chyba jest tak: nie kopnę, nie szarpnę, nie założę kolczatki, udaję że nie krzyczę (wszyscy krzyczą, tylko niektórzy myślą że tego nie robią), ale lubię przytulić twarz do pieska więc będzie się temu poddawał, cholera jasna, i basta!

Jakaś małpia złośliwość albo upieranie się, ze to, co dobre i fajne dla naczelnych, musi też być super dla psowatych.

A żebyśmy się czuli – jak zawsze – dobrze i ciepło, że tacy dobrzy jesteśmy, tacy humanitarni i taaak pieska kochamy, to dorabiamy sobie ideolo że może „inne” psy tego nie lubią, ale „mój” to właśnie, panie dzieju, uwielbia.

Akurat nie uwielbia, tylko, na przykład, jest dość uległy i cierpliwie znosi to wywijanie nad nim. Albo pogodził się z faktem że jego właściciel jest ogólnie fajny tylko czasem mu odbija i robi rzeczy niesympatyczne, trzeba to przeczekać. Albo reaguje na przemoc znieruchomieniem.

Zasadniczo do wielu właścicieli fakt, ze piesek czegoś nie lubi, dociera po jakiejś naprawdę ostrej akcji ze strony zwierzątka, na wszelkie subtelne formy sugerowania że jest niefajnie nie reagują, bo po co, mają swoją wizję i się jej trzymają.

Albo psiarze to ślepe komendy które nie są w stanie nauczyć się widzieć a nie tylko patrzeć (a to kolosalna różnica), albo istoty zanurzone w oceanie hipokryzji; tertium non datur.

Giovanni Baldini, Madame Rejane, ok. 1885.
Giovanni Baldini, Madame Rejane, ok. 1885.

Zabawne (a może smutne raczej?) że tylu ludzi wybudowało wokół siebie ochronny murek, powodujący że zwyczajnie nie życzą sobie zobaczyć że świat nie jest taki, jak im się wydaje, że jest. Zamiast choć troszkę się zastanowić, poodkurzać te swoje dogmaty, przyjrzeć im się jeszcze raz – wrzask i tupanie nogami, nie i nie, ja nie chcę! No i naturalny mechanizm zwrócenia gniewu ku osobie, co próbuje otworzyć im oczy na rzeczywistość.

Powiedziane jest „prawda was wyzwoli”, ale nigdzie nie zagwarantowali że poznanie tej prawdy nie będzie bolało. Choć troszkę.

Jeszcze śmieszniejsze, że nieraz tacy zupełnie królowoćwieczkowi, starej daty trenerzy doskonale wiedzą, o co chodzi z tymi pieszczotami wobec piesków, lepiej niż wszystkie najmodniejsze gwiazdy pozytywnego szkolenia – i tacy niewybrednych nieraz słów używając zwracają kursantom uwagę, żeby nie klepać, k…, tego psa po głowie bo tego nie lubi! Słyszały kursanty co żem powiedział czy nie??

To jak pan Jourdain co odkrył że mówi prozą – potrzeba dopiero profesora z mocnym nazwiskiem, żeby powiedzieć o czymś co w sumie było od wieków powszechnie znane.

Źródło: Bijou Poodles
Źródło: Bijou Poodles

Wiecie co robią psi fryzjerzy – no nie, częściej fryzjerki, zawód dosyć sfeminizowany – w ramach psychicznego zgniecenia piesunia który zapowiada się na histeryzującego na stole? Na wstępie łapią go za łeb i szczebiocząc słodko na użytek przyglądającego się repliki zegarków właściciela obcałowują psiaczka po pysku i głowie.

Ze strony pani groomerki to rytualne powiedzenie psu „uważaj, k… jedna, ja tu rządzę i lepiej nie podskakuj!”. *)

Dla właściciela – dowód, jak wspaniałe podejście ma pani fryzjerka do jego rozpieszczonego pieseczka i jak bardzo kocha zwierzątka.

He he. Dobre, dopóki działa i to na wszystkie trzy strony, bo piesek zazwyczaj dobrze odczytuje przekaz i uznaje, że z tą panią to żartów nie ma.

W sumie wszyscy zadowoleni (może oprócz psa, ale on jest tam po to żeby dać się ostrzyc, a nie dla rozrywki), a przecież o to chodzi.

Niby nie można generalizować…, i niby każdy jest inny…, bla bla. Ludzie którzy są przekonani że psu nie można podpalać ogona bo to mu się nie spodoba generalizują? Raczej nie – są rzeczy o których wiemy, że są nieodpowiednie. I są takie, które są nieodpowiednie ale my wzbraniamy się ich do tej kategorii przyporządkować. I tyle. Od nas zależy, czy będziemy przez całe życie constans, na różowej chmurce w kwestiach naszych braci mniejszych czy jednak spróbujemy się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

*) Z obserwacji: jest to najczęściej mechanizm działania całkowicie nieuświadomiony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *