Reakcja łańcuchowa

w3

chain-722278_960_720Kiedy Polska stanie się cywilizowanym krajem, a dziecię niewinne będzie mogło spoczywać obok jagnięcia i lwa?

Wygląda na to, że jedynym warunkiem do spełnienia będzie wprowadzenie całkowitego zakazu trzymania psów na łańcuchach, przynajmniej do takiego wniosku skłania lektura tematycznych for i komentarzy na twarzoksięgu oraz uczestnictwo w dyskusjach w gronie miłośników zwierząt.

fence-950386_960_720No, w zasadzie, kiedy pojawia się hasło „pies na łańcuchu” to każdemu pewnie wytwarza się obraz dość jednoznaczny, taki, jakich pełno – niestety – po naszych wsiach. Przybrudzony, ogłupiały całkiem Burek na klepisku które wytyczyły jego łapy w zasięgu tegoż właśnie łańcucha, i dziurawa buda, ewentualnie nawet stara blaszana wkopana w ziemię beczka. Obowiązkowo – dziurawy garnek zarośnięty brudem jako miska, nawet taka „na wodę” (której najczęściej brak).

Twierdzenie, że taki obrazek to, w sumie, norma i w ogóle nie ma o co kruszyć kopii to przejaw przypadłości zwanej zanikiem mózgu, a i z czymś takim się czasami stykam.

Jednak gdy w odpowiedzi na akcję pojawia się kontrreakcja, mamy czasem do czynienia z wychyleniem wahadła postulowanej zmiany już nie poza granicę zdrowego rozsądku, ale czystego absurdu. Po prostu łańcuch tak dalece kojarzy się ze zniewoleniem i złymi warunkami, że stał się symbolem wszelkiej ludzkiej podłości wobec zwierząt.

Należałoby się zastanowić, co właściwie można zrobić w sytuacji gdy trzeba psu ograniczyć możliwość poruszania się, a przypadkiem musi on przebywać na zewnątrz. Nie, no wiem że to niedopuszczalne i w ogóle skandal, ale ciągle jeszcze jest jakiś procent prostych właścicieli myślących że psy to psy, a nie takie oryginalne pokryte sierścią ludziki z wyłącznie ludzkimi potrzebami i emocjami. Podda się ich naturalnie stopniowej resocjalizacji, no ale na razie jeszcze takie jednostki istnieją, i dla nich specjalnie ten przegląd:

  1. Uwięź – w postaci łańcucha, bowiem psy tak już mają, że czasem przegryzają linki, taśmy i rzemienie, a na dodatek ta pasmanteria się mota, zawiązuje i supła, niejednokrotnie zresztą wokół jakiejś części psiego ciała. No dobra, ale łańcuch to zło w czystej postaci, więc odpada, także w postaci bawełnianego czy nylonowego zastępnika.
  2. Kojec. To jest to, do czego doradzający naszym prawodawcom dążą – i byłoby O.K. przy założeniu, że prawidłowo go używamy. Jako że mamy do czynienia z realem, a nie niebem wyobrażanym w niektórych broszurkach Świadków Jehowy, to włożenie wiejskich psów do tegoż kojca (nawet niechby, że z ustalonymi ustawą wymiarami) spowoduje pozostanie tych psów w rzeczonym kojcu przez następne lata życia, aż do łaskawej śmierci.
  3. Niewidzialne ogrodzenie, napierniczające psa prądem ilekroć zbliży się do granicy – zasadniczo technicznie bardzo rozsądne rozwiązanie, ale oczywisty jest krzyk oburzenia bo jakże to tak, „bohaterów (czytaj: psy) prądem??”.
  4. Pastuch elektryczny – patrz wyżej, na dodatek mało wygodne jeśli wokół kręci się dużo postronnych ludzi macających te druty bo nie wiedzieli, że to kopie.

dog-971362_960_720Oczywiście  jest też opcja ogrodzonej posesji i psa biegającego luzem, i wiele zwierzaków tak właśnie ma w swoim życiu. Jednak dotyczy to raczej domów podmiejskich albo psów o niskim poziomie popędów. W przeciwnym razie, przy nieogrodzonym wiejskim gospodarstwie mamy stado Azorków systematycznie rozjeżdżanych na lokalnej drodze przez samochody, robiących dziury w listonoszu i klienteli miejscowego sklepu, kopulujących z grzejącą się suczką Pacygrendy, tego ze skraju wsi, gryzących się w walce o tejże suki względy, wpadających we wnyki na skraju lasu i tak dalej.

Zaś przy ogrodzonym wiejskim gospodarstwie mamy rządek kur z ukręconymi karkami ułożony na ziemi przez ziejącą chęcią zemsty na Burku gospodynię. To tak na przykład.

1920No czasem tę wolność psu trzeba ograniczyć. Abstrahuję od zupełnie incydentalnych historii, jak przypięcie psa na czas wyjeżdżania z podwórka samochodem czy przybycia nieznanych zwierzęciu gości. Twierdzę że dobrze przemyślane funkcjonowanie psa na wsi, psa stróżującego, mieszkającego w budzie – a czasem i w budzie, i w domu, jak wypadnie – może obejmować okresy w których jest on na łańcuchu.

Toteż sam fakt istnienia na posesji budy i stanowiska z łańcuchem nie świadczy jeszcze – o czym są przekonani m.in. działacze organizacji prozwierzęcych – o złym traktowaniu mieszkającego w tym miejscu zwierzaka. Diabeł tkwi w szczegółach, naprawdę. Trzeba najpierw dokładnie sprawdzić, jaki jest ten łańcuch, czy pies jest z niego spuszczany, czy nie – i na jak długo, jaki jest stosunek właścicieli do jego utrzymania, jaką karmę dostaje i tak dalej. A, i wyznacznik „w misce nie było wody” jest absolutnie bez sensu, zważywszy na łatwość z jaką owa woda się wylewa (a w zimie zamarza) – w życiu najbardziej wypieszczonych i zadbanych psów bywają momenty że w ich misce zabraknie wody i niekoniecznie trzeba akurat w tym momencie robić zdjęcia żeby udokumentować jak się ich właściciele nad nimi znęcają, tylko przyjrzeć się, jak często jest ta woda uzupełniana.

Histeria dotycząca trzymania psów na łańcuchu jest tak duża i tak bezrefleksyjnie się nią ludzie zarażają, że nieraz dochodzi do absurdów, bo do przenoszenia tego obrazka „biednego pieska z przerypanym życiem, bo przywiązanego” na sytuacje najdoskonalej niewinne.

Come on! Make my day! -mówił znieruchomiały i skupiony na jednym celu użytkowy owczarek do paniuni, która skradała się do niego w celu odwiązania go od drzewa, do jakiego – w cieniu, tuż obok miski z wodą i rzeczy w torbie – przywiązał go jego właściciel w parku. Facet odszedł kilkanaście metrów rozkładać sprzęt do ćwiczeń, a pies został w zaroślach. No więc pani się podkradła do pieska żeby uwolnić biedactwo, akurat trafiła na specyficzny egzemplarz, typ charakterologiczny którego chyba dotąd nie znała, więc – jak zaznawał przejęty właściciel owczarka – widać było tylko trzęsącą się koronę młodego drzewa, słychać było basowy ryk, a potem dało się zauważyć uciekającą niewiastę. Mission failed.

log-665160_960_720Nie zliczę ilu ludzi w pięknych okolicznościach krajobrazu tudzież przyrody usiłowało „uwolnić” czekające na swoją kolej w robieniu śladu, leżące na kocykach i w cieniu psy tropiące albo ćwiczące sportową obronę.

Wygląda na to, że nie można w ogóle próbować jakiegoś użytkowego spędzania czasu z psem, bowiem w trakcie ćwiczeń, takich czy innych, pojawi się zazwyczaj konieczność pozostawienia go choć na chwilę – uwiązanego. Na ogół robi się to w miejscach odosobnionych (a nie pod osiedlowym sklepem, gdzie faktycznie jest taki zwierzak narażony na drażnienie, kopanie, nadeptywanie, kradzież albo pogryzienie przez innego zabranego na zakupy pobratymca). I prawie zawsze, paczciepaństwo, pojawia się jakiś miłośnik piesków doskonale wiedzący, że „pies nie może być przywiązany” (za wyjątkiem tego sklepu, bo pod sklepem to nieraz miłośnicy własne psy zostawiają i to nie jest męczenie piesków, tylko pragmatyzm albo „dobre zarządzanie czasem”, powodujące że łączymy spacer z zakupami). Twierdzę że w samym środku amazońskiej dżungli do której dotarliśmy przy pomocy przewodnika z plemienia Arapaso, po wielu dniach machania maczetą i wyrąbywania sobie drogi, po przywiązaniu towarzyszącego nam psa do okazałego drzewa kapokowego odwrócilibyśmy się plecami na pięć minut, aby stwierdzić następnie że przy psie tkwi oburzony miłośnik zwierząt rozsupłujący linkę.

Prawdopodobieństwo akcji ratunkowej wzrasta do 100%, kiedy psy są na łańcuszkowych smyczach. Jeszcze taśmową smycz w biedronki albo gwiazdki czasem jakiś miłośnik wybaczy, łańcucha – nigdy. W końcu powiedziano mu że psy na łańcuchach to zło, co nie?

Fakt że są na świecie psy przegryzające w sekundę wszystko, co nie jest metalowe, to nie argument dla pana czy pani „kocham zwierzątka i prześladuję ich gnębicieli”, bowiem zawsze można z triumfem oznajmić, że oto piesek usiłuje się uwolnić, a więc – cierpi z powodu przywiązania.

car-172993_960_720Zasadniczo można by było pomyśleć o zostawianiu psów w samochodzie, jeśli nie ma upału, ale halo, halo (a może hola, hola), przecież odgórnie powiedziane jest że pies sam w aucie to zło…

Wychodzi na dodatek, że zawsze i wszędzie, sądząc po akcjach jakie zaczęli wyczyniać różni ludzie, włącznie z lamentowaniem nad zostawionym w samochodzie z uchylonymi szybami (odważniacy ci właściciele) na kwadrans, przy panujących na zewnątrz wczesnojesiennych warunkach (jakieś dwanaście stopni na plusie) kaukazie. Osoba miotająca się w poszukiwaniu okrutnych właścicieli biednego piesia stawiała im główny zarzut, że „on tak szczeka w tym aucie”, nie dostrzegając, że przyczyną tego szczekania była ona sama – pies dostawał furii kiedy tak mu się pojawiała i znikała z różnych stron, usiłując się dopatrzeć u niego oznak udaru cieplnego, prawdopodobnie.

Mechanizm psychologiczny w przypadku takich interwencji jest ten sam, ludzie nie myślą, tylko automatycznie uruchamia im się dobroserduszkowość, co przy małej wiedzy i zerowej umiejętności obserwacji rzeczywistości i wyciągania z tej obserwacji wniosków prowadzi tylko do jednego: do wylewania dziecka, tego, przepraszam, psa z kąpielą.

women-890062_640Co ciekawe, ci sami obrońcy piesków nie widzą niczego zdrożnego w ciąganiu swoich zwierzaków na smyczach – nieraz wyłącznie, bez spuszczania – w ramach spaceru. W sumie to też niezłe ograniczenie wolności, wiem że krótkie dosyć (to zależy zresztą od indywidualnego lenistwa) ale potem ten miejski albo podmiejski pies wraca do znanego sobie – do zrzygania – mieszkania i sobie w nim tkwi, też niejednokrotnie bez specjalnych bodźców, a nieraz trwa to naprawdę długo, zważywszy na fakt że jego opiekunowie pracują zawodowo, na przykład.

Jakby tak się przyjrzeć niektórym uwiązanym (w dobrych warunkach! takich, jakie można i należy stworzyć zwierzęciu którego swobodę ograniczamy! – zaznaczam) psom wiejskim, to można stwierdzić że mają one nieraz więcej bodźców, więcej możliwości obcowania z różnymi zjawiskami, niż te ludziki z apartamentowców.

Nie wydaje się, żeby zamknięcie tych psów w kojcach – zwłaszcza osłoniętych od otoczenia – bardzo im poprawiło jakość życia. Chyba że każdy kojec ustawowo będzie musiał być wyposażony w monitoring, z którego obraz będzie emitowany do centrali, gdzie taki czy inny „nadzór” będzie sprawdzał, na ile godzin pies jest z takiego kojca wypuszczany.

Zacharie Noterman, Psy w stajni, druga połowa XIX w.
Zacharie Noterman, Psy w stajni, druga połowa XIX w.

Ła. Wizja purnonsensowna? A ileż etacików udałoby się w ten sposób załatwić dla różnych ludzi z organizacji prozwierzęcych! Rzecz, zdecydowanie, warta rozważenia. OCMPPwK (Ogólnopolska Centrala Monitoringu Przebywania Psów w Kojcach), z siedzibami w kilku dużych polskich miastach. Nie dość że etaty, to jeszcze wydatki na całe wyposażenie techniczne, budynki, materiały biurowe… na samych materiałach biurowych da się daleko zajechać – to wnioski płynące z prześledzenia sprawozdań kilkudziesięciu OPP zajmujących się ratowaniem piesków i kotków. No więc może te akcje z łańcuchami i kojcami mają tzw. głębszy sens? Albo drugie dno.

5 thoughts on “Reakcja łańcuchowa

  1. GosiaK

    You make my day ;D

  2. Gosia i Rocca

    A ja mam wrażenie, że koncentrujecie się na nie tym co trzeba. Naprawdę w swoim życiu nie zauważyłam, aby znacząco pogorszały dobrostan zwierząt osoby, które się o nie troszczą. Że czasem przesadzają? Że może ich marzenia są nierealistyczne? Uważam, że lepszy jest taki stan niż taki, kiedy panuje wszechobecna znieczulica. I uważam, że ogólnie rzecz ujmując, ludziom wrażliwym na los psów i starającym się im pomóc należy się raczej pochwała, niż wytykanie jakichś marginesowych spraw.
    Wy sobie ich wzięliście za cel w swoich ośmieszających artykułach i nie wiem do końca, dlaczego, szczególnie, że nigdy nie zdarzyło się ani mi, ani żadnemu znanemu mi psiarzowi być celem ataków takich “miłośników psów”, więc wydaje mi się, że takie wszczynania alarmów w niepotrzebnych chwilach to naprawdę jest margines.

    To mi kojarzy się z taką sytuacją: widzę na trawniku leżącego człowieka, leży i się nie rusza. Co robię – oczywiście, że podchodzę i sprawdzam, czy dycha. Bo jak go tylko obudziłam z letniej drzemki i nic mu nie jest – to pikuś. A jeśli człowiek miał udar, zawał czy co tam jeszcze – to mogę uratować mu życie.

  3. Statler

    To ja tylko uprzedzam – zdarza mi się kłaść na trawniku, ale bardzo źle zniosę jeśli ktoś podejdzie sprawdzać czy dycham. Mój pies też 😉

  4. Aneta Grzegorczyk

    Wczesną jesienią jechaliśmy w góry (głupi pomysł, bo padało nim stop) z uzytkową suką ON. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, sucz została w aucie. A ponieważ kiedy zostawała w nim sama miała dość uciążliwy zwyczaj łażenia po całym samochodzie, przypinałam ja w bagażniku łańcuszkiem. Zjedlismy obiad, wracamy do auta, a ono otoczone grupką kilku dorosłych osób z dziećmi. Przyspieszyłam, pewna że coś się stało. Podeszłam, pytam o co chodzi … Ludzie stali i debatowali co zrobić, bo w tym kombi jest pies na łańcuchu, biedactwo takie …
    Historia prawdziwa, mam świadków, nie widzę więc przesady w artykule, bo nie wiem co by się wydarzyło gdybym jedzenie było w tej knajpie smaczniejsze i zostałabym jeszcze, by zjeść deserek i wypić kawę.

  5. Amulinka

    Oj, z tymi treningami też mam podobne doświadczenia. Np. przez jakiś czas w parku koło Giełdy warszawskiej spotykała się grupa ćwicząca frisbee. Frisbee ma to do siebie, że samych ćwiczeń z psami robi się mało, bo są bardzo męczące, ale powinno się trenować technikę rzutów bez psów – co najlepiej robić w grupie. Tak więc całe stado piesków było wiązane w zagajniczku pod drzewami (z wodą itp.), podczas gdy właściciele trenowali frisbee. Psy miały też swój trening, ale oczywiście część z nich od czasu do czasu sobie poszczekała oglądając frisbujących niedaleko ludzi.
    Po jakimś czasie pojawiły się doniesienia do SM czy TOZ-u, no bo przecież biedne pieski są przywiązane do drzew! Zgroza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *