Shopping queen

w3

Przed sklepem

Tytuł przewrotny, bo wśród psiarzy mamy też całkiem sporo shopping kings; i nie, nie będzie to opowieść o gadżeciarzach (przynajmniej na razie).

Temat ostatnio często poruszany, ale chyba jakoś nie trafiający do świadomości tzw. ogółu, co obserwuję choćby przy okazji robienia zakupów w okolicznych sklepach.

Na jedno mogę liczyć, idąc do dowolnego przybytku boga Merkurego, zwłaszcza zaś do spożywczaka: będzie tam Waitingod groma psów, przywiązanych i nie przywiązanych, nieruchomych i wpatrzonych w drzwi sklepu z gulą w gardle, trzęsących się albo drących japę, do wyboru, do koloru. Albowiem przeważająca ilość z nas, braci kynologicznej, zabiera na zakupy swoje zwierzaki, wiąże je pod sklepami i choć tłucz łbem o mur, nie zmieni swoich głębokich przekonań, co więcej, bronić ich będzie niczym niepodległości.

O ile naprawdę nie jestem zwolennikiem robienia z psów dzieci, i to bezradnych, uczłowieczania ich, pozbawiania samodzielności i przerabiania na dziwne, ludzkopodobne stworzonka, to akurat zostawianie pod sklepem istoty stadnej, de facto nie rozumiejącej takiej sekwencji wydarzeń wydaje mi się niepotrzebnym okrucieństwem. Ależ oczywiście, psa można nauczyć spokojnego zostawania (ale jakim jest to okupione psychicznym wysiłkiem zwierzęcia, to widać na zawodach posłuszeństwa, gdzie to ćwiczenie jest dość wysoko punktowane i jest żelaznym punktem programu w każdym regulaminie na całym świecie).

Ależ oczywiście że pies przekonuje się, że w końcu po niego wracamy.

Ależ oczywiście, że nic mu się nie stanie… uuu.

Wróć. No właśnie co to, to nie. Veto. Może się stać. Oczywistości typu odwiązanie to tylko początek. Może to być akcja zrobiona dla żartu (hm) albo z czystej złośliwości. Czasami trafia się świr który „uwalnia biednego uwiązanego pieska” z dobroci serca. Czasem okoliczni sklepikarze, których cierpliwość do słuchania psich koncertów kończy się, z moich obserwacji, tak około jedenastej rano (halo! nasz pies szczeka pod sklepem pięć minut, więc uważamy, że to krótko – ale może warto ruszyć czterema szarymi i zrozumieć, że za chwilkę ktoś przyprowadzi podobnie zachowującego się pupilka, w związku z czym wszyscy którzy są zmuszeni przebywać w okolicy są narażeni na słuchanie jazgotu od rana do wieczora).

Inna sprawa to kradzieże. Wiem że ludziska nie wierzą, że coś takiego się dzieje, ale naprawdę dzieje się – zwłaszcza w większych miastach.

Na psach robi się fajne biznesy Most Karolaa dopływ świeżego towaru jest bardzo istotną częścią tychże biznesów. Pomijam walniętych miłośników zwierzątek, którzy w razie czego zaklinają się, że ratowali psiaka który „był przywiązany pod sklepem przez wiele godzin” (zawsze tak mówią). Są kradzieże dla okupu (wtedy to i tak dobrze, bo jest szansa że złodzieje nam psa zwrócą, oczywiście po słonym wykupie). A jak myślicie, czy ci wszyscy żebracy z pieskami to używają do tego celu własnych, wyhodowanych przez siebie piesków? Mają duży przerób bo te psy, karmione uspokajaczami albo pojone wódką, szybko zdychają i trzeba następnego, byleby był ładniutki i słodko wyglądał. Stale szukają też piesków pseudohodowcy – taki pies oczywiście nie musi być czystej rasy, byleby się go dało na jakąś rasę trochę… ucharakteryzować. A, no właśnie – i można też natknąć się na serwisie ogłoszeniowym na zdjęcie własnego, zwiniętego spod sklepu zwierzaka, z duszoszczypatielnym tekstem typu „oddam za darmo ukochanego pieska z powodu choroby” [w komplecie smycz i obroża za 500 zł – zwrot kosztów, he he].

DzieckoCzasami zdarza się, że jakieś dziecko, usilnie pragnące mieć psa, zwinie zwierzaka i zabierze go do domu, a ponieważ rodzice są przeciwni, kończy się na awanturze i poleceniu wypuszczenia czworołapa– myślicie że łatwo wam będzie go wtedy znaleźć?

Dalej, zwierzak pod sklepem, przywiązany i nie mogący uciec to łatwy cel dla kogoś, kto piesków zwyczajnie nie lubi i jest gotów do akcji bezpośredniej. Słynny przypadek skopania (prawie śmiertelnego) psa pod sklepem jaki miał miejsce jakiś czas temu to tylko dowód na to, że świrom coraz łatwiej puszczają hamulce.

Nasz piesek może też mieć odgryzioną głowę bo akurat będzie przechodził ze swoim Groźnym Psem rozkoszniaczek który ma w nosie krzywdy jakie wyrządza jego zwierzak (przypominam: za niesprzątnięte odchody możemy dostać mandat 500 zł, jeśli nasz pies ciężko pogryzie innego, mandat, o ile uda się w ogóle doprowadzić do jego wystawienia, wynosi średnio 200 zł).

I tak dalej, i tak dalej.

No ale zdaje się, że racjonalne argumenty trafiają na ogół w próżnie, znaczy: przekonują przekonanych. Czemu tak się dzieje? Ano, z powodu specyficznej konstrukcji psychicznej naszej psiarskiej braci.

Radosnych zakupoholików dzielimy na:

Poczciwych bezmózgów

“Pięćdziesiąt lat temu tatulo chodził do sklepiku za rogiem z Azorkiem, wszyscy ich znali, nigdy nic się nie zdarzyło, więc ja też tak robię z moim zwierzakiem”. OpsPoczciwy bezmózg nie analizuje, że warunki się trochę zmieniły, a cywilizacja w tzw. międzyczasie nas osaczyła. Że kiedy tatulo chodził po chleb i piwo, po ulicy przejeżdżał jeden samochód (i nie była to na ogół osławiona czarna wołga) na godzinę. Że na psach raczej się nie zarabiało, zwłaszcza jeśli były mieszańcami (bo kult psa rasowego istniał, i owszem, i to od wieków – wystarczy przeczytać stosowny fragment z „Dobrego wojaka Szwejka” o zawodowych złodziejach psów – polecam, bo perełka). Że miejsce psa w naszych domach, rodzinach było trochę inne, niż dzisiaj – i ewentualne zapodzianie się Azorka czy Gucia było na ogół witane smutnym „ojej, no gdzieś poleciał” i westchnieniem żalu – po czym ewentualnie pan Malinowski spod siódmego przynosił jedno ze szczeniąt od swojej Żorki „na otarcie łez”. I znów był piesek w rodzinie.

Osobników „Mnie-Się-Coś-Takiego-Nigdy-Nie-Przydarzy”.

No umówmy się: może i komuś zginął pies spod sklepu, słyszeliśmy o takich przypadkach, ale to dlatego, że ów ktoś był głupi, nieprzewidujący, beznadziejny, ciamajda życiowa, ofiara losu i tak dalej – ja, człeń który daje sobie świetnie radę w każdych okolicznościach (no i jest taki fajny na dodatek) mam immunitet. Złe przygody trafiają się frajerom, każdy to wie, c’nie? Zresztąmój peis jest rownie cwany, jak ja. Tamte zaginione psy musiały być głupie czy coś.

Poza tym „ja patrzę przez szybę!”. Nic to, że patrzący przez szybę może w razie czego ewentualnie wrzasnąć, kiedy jakiś psychol przykopie jego psu, podobnie – kiedy ktoś odwiąże zwierzaka; wcale nie tak łatwo wyskoczyć natychmiast ze sklepu, zwłaszcza samoobsługowego z jego bramkami i ochroniarzami.

Albo może być świadkiem pięknej walki psów bo jego Pimpek, przywiązany i porzucony, a więc co nieco podkurzony, krzywo spojrzy na przechodzącego Króla Dżungli, a ten postanowi dać mu nauczkę.

No nic to, ważne że on jest mądry, rozsądny i patrzy, a tak w ogóle to do sklepu wchodzi „tylko na minutkę”. Niemniej to argumenty poboczne. Podświadomie taki psiarz doskonale wie, że on może sobie pozwolić na wszystko, bo przecież ma szczególną umowę z losem czy siłą wyższą, więc jego pies, jego rodzina i on sam są bezpieczni.

Naiwnych słodziaczków: świat jest piękny a ludzie są dobrzy.

Słodziaczkowa pani rozpaczająca że ktoś gwizdnął jej ładnie ostrzyżonego yorka, wyposażonego w adresówkę, przywiązanego do barierki pod sklepem oznajmia, że to pewnie jakiś wielbiciel psów „się zaopiekował” jej psem „bo może pomyślał, że porzucony”. BurglarWięc „na pewno odda jak przeczyta ogłoszenia”. Nie zmyślam, prą państwa, to autentyk. Słodziaczkowie tego świata są przekonani, że – skoro sami nie mają impulsów przestępczych – to i nikt ich nie miewa. Że skoro sami nie kradną, nie przywłaszczają sobie cudzych rzeczy (oraz zwierząt) to i nikt taki się po świecie nie pęta, ergo, ich zwierzątka są absolutnie bezpieczne w naszym cudnym świecie, gdzie jagniątko spoczywa obok lwa srogiego i tak dalej. Słodziaczek na dodatek wie, jak wygląda złodziej psów: nosi maseczkę, ma na plecach worek, a u pasa pobrzękują mu wytrychy. Słodziaczek przeżywa wstrząs poznawczy odkrywając, że jego ukochanego pupilka spod sklepu odwiązała nobliwa pani w średnim wieku przyodziana w futro i elegancki toczek, co udało się zaobserwować na (zdobytych z trudem i o wiele za późno) nagraniach z monitoringu.

Wujów od „złych psów, co się nie dadzą”.

Zadziwiająca ilość złych psów, co to się nie dadzą, w dziwny sposób się dajePilnuj, byleby zajmujący się sprawą człowiek miał odpowiednie podejście. Dalej, zły pies może z kolej narobić szkody w otoczeniu które, kurczę, jak byśmy się nie starali, za nic nie chce się poddać w stu procentach naszej kontroli. Inna sprawa, że wuj dumny z tego że ma złego pieska na ogół kompletnie się nie przejmuje że ktoś w wyniku działania tego pieska ucierpiał, to też fakt. No więc wujowi nie warto poświęcać dalszej uwagi.

Tak w ogóle nurtuje mnie pytanie, skąd wzięło się w ludziach przekonanie, tkwiące głęboko i chyba nie do usunięcia z ich podświadomości – że psy należy jak najwięcej wietrzyć. Według przeciętnego właściciela „lepiej” żeby pies poczłapał z nim do sklepu, gdzie następnie spędzi iks minut, kwadransów albo nawet godzin przywiązany do barierki (jak dobrze pójdzie) a następnie odczłapie tą samą drogą (oczywiście że najkrótszą, bo z zakupami w końcu!), niż żeby został w mieszkaniu a potem wyszedł na spacer, krótszy może jeśli chodzi o poświęcony mu czas, ale za to dedykowany wyłącznie jemu.

Tak tak, wiem wiem… stara ballada o tym, jak to życie wymaga kompromisów i „nie każdy ma tyle czasu żeby jeszcze potem wychodzić z psem” – najlepsze że na ogół takie pełne oburzenia wypowiedzi widuję w internecie, a gdyby prześledzić aktywność takiego użytkownika, to zbierze się jakaś straszliwa ilość godzin spędzonych (w dodatku na prawdziwych, autentycznych bzdetach) na fejsbuniu, w innych mediach społecznościowych i tak dalej. Mówię z doświadczenia, bo zdarzyło mi się zrobić taki eksperyment.

Najwyraźniej mamy do czynienia ze społeczeństwem które jest uwalniane od ołowianej kuli z łańcuchem zamykanej na nodze jedynie na czas robienia zakupów. Potem taka jednostka wraca w dyby i cóż robić? Jedyną możliwością wyprowadzenia Burka jest wyjście do sklepu, ot co.

Zdumiewa mnie, że nikt się nie buntuje, przykuwany do kaloryfera. Może dlatego, że jednocześnie podsuwają mu komputer albo smartfon więc ma poczucie komunikacji ze światem. Jaka szkoda, że dla Burka to trochę za mało.

Jak mówię, ten głos to wołanie na puszczy i zdaję sobie z tego sprawę. W pewnym medium społecznościowym istnieje nawet grupa ciężkich, nieuleczalnych idiotów, którzy wrzucają fotografie swoich piesków pod sklepami. SadNie żartuję. Państwo „jestem kompletnym durniem i jestem z tego dumny”. Najlepsze, że w większości przypadków na zdjęciach widać, jak te psy są zestresowane, ale cóż. Istnieje procent kompletnie nieempatycznych właścicieli, dla których każda okazja dobra żeby sobie poheheszkować z powodu „minek” jakie robią ich zwierzęta. Ehem – „złe sobie wystawia świadectwo, kto wyśmiewa kalectwo”, cytując Boya, więc dość o tym.

Wszystkim, absolutnie wszystkim zostawiającym swoje psy bez opieki pod sklepami życzę, żeby nie musieli się kiedyś gapić na puste miejsce gdzie był przywiązany ich zwierzak. Za duża to trauma – i bardzo mały procent z tych zwierząt wraca do domu, niestety.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *