Spacer ciekłokrystaliczny

w3

Przez ekranikZdarzyło mi się jakiś czas temu natknąć na grupkę psiarzy ciekłokrystalicznych*).

Dla wyjaśnienia: ten gatunek ludzi egzystuje wyłącznie podłączony do różnych urządzeń, dzięki którym łączy się ze światem, a zwłaszcza „znajomymi”. W ten sposób obiekt bezustannie potwierdza fakt swojego istnienia a zwłaszcza „robienia czegoś istotnego”, bowiem, jak wiadomo, gdyby po prostu przeszedł się z psem bez udokumentowania tego wydarzenia spacer byłby nieważny, praktycznie nie odbył się – i co by to było?!

Kiedyś śmialiśmy się z Japończyków którzy jeździli na wycieczki, a to, gdzie byli i co widzieli mogli dostrzec dopiero w domu, odtwarzając filmy które kręcili przez cały czas i oglądając milion zrobionych podczas wyjazdu zdjęć.

Bach, mamy to samo, niestety także w dziedzinie kynologii.

Psiarze o których mówię zajęci byli celebrowaniem spaceru ze swoimi pieskami w ten sposób, że potykali się na równej drodze, zawzięcie filmując swoje psy idące przed nimiCo tam robisz (w przewadze były buldożki francuskie więc nie pędziły zanadto, bo ciepło było więc głównie dreptały i sapały), inne psy, innych spacerowiczów i ich zwierzęta i tak dalej. Podejrzewam że natychmiast wrzucali te filmiki na fejsa, mając w tyle głowy że zachwycona publika omdleje oglądając je, co więcej, zasiądzie przed monitorem z popcornem, czipsami i piwem, takie to ciekawe i pełne zwrotów akcji. Eeee, de gustibus.

Pewnie psy by wolały żeby, zamiast je uwieczniać, zaproponować im jakieś zajęcia albo po prostu z nimi pobyć, ot tak, zwyczajnie. Pewnie. Hm.

Wszystko fajnie i w sumie po co się ludziom wrzepiać w obyczaje, tylko czasem rzecz się potrafi odbić na otoczeniu.

dog-763058_960_720Na przykład pani której pies dokonał już kilku pogryzień, w tym raz w zasięgu jego zębów znalazł się kilkuletni chłopaczek. Podręcznikowa postać, znaczy pani, nie pies. Jej zwierzak chodzi teraz w kantarku, który dla co bardziej ogłupiałych właścicieli pełni funkcję „kagańca” (mechanizm psychologiczny jest prosty, nie założą swojemu niuniusiowi prawdziwego kagańca bo jakże tak męczyć zwierzę, zaś kantarek udaje kaganiec więc się służby porządkowe „nie będą czepiać”, cnd).

Nie ma takiej możliwości, żeby owa niewiasta podczas spaceru oderwała się od telefonu, do którego nawija, ile fabryka dała, koncentrując się na rozmówcy i rozmowie, a raptem parę procent uwagi poświęcając psu. Dodajmy: psu który już dowiódł że jest problematyczny i w razie czego będzie wymagał szybkiej interwencji.

Z zainteresowaniem patrzę jak psisko opracowuje metodę błyskawicznego wyzwalania się z kantara przy pomocy sprytnych ruchów w tył i w dół. Właścicielka bardzo mu w tym pomaga, bowiem, zajęta nadawaniem do trzymanego w dłoni aparaciku, kompletnie nie zauważa że jej pies od dłuższego już czasu napina się, przygląda obiektowi który chce zaatakować i tak dalej. Zresztą faktu że w pobliżu w ogóle pojawił się obiekt mogący stać się obiektem ataku niewiasta też nie rejestruje, bo przecież musi klepać dziobem, a nie rozglądać się po okolicy.

Żebyż jeszcze miała co ciekawego albo ważnego do powiedzenia, niestety, prowadzi owe rozmowy tak gromko, że słychać to w promieniu co najmniej pięciuset metrów i – naprawdę – rzadko się zdarza tak wyraziste odsłanianie własnej mizerii umysłowej.

Smartfon_filmMania filmowania i fotografowania naszych psów ma też ciemną stronę o której chyba mało kto myśli. Nie na darmo wojenni fotoreporterzy jak jeden mąż opowiadają o „efekcie zimnego oka” – najgorsze zdarzenia, okropności, zbrodnie, straszne widoki pozornie obojętnieją, gdy są oglądane przez obiektyw aparatu albo kamery. Psiarze nie mają oczywiście tak groźnych doświadczeń (przynajmniej tak zakładam), niemniej na małą, pokojową skalę ów efekt odcięcia emocjonalnego się u nas pojawia.

Otóż zdarza się, że psy prezentują specyficzne zachowania (w tym robią „śmieszne miny”) kiedy są przestraszone, zaniepokojone, czują się niekomfortowo. Jakim wujem bez empatii trzeba być, żeby celowo stawiać własne zwierzę w niemiłej dla niego sytuacji po to, żeby je – rechocząc sobie zza obiektywu – sfilmować a potem wrzucić do sieci, bo to „takie śmieszne”?

Nawet jeśli film powstaje niejako przy okazji takiej sytuacji, co, do stu fur beczek zjełczałego piwa, nakazuje takim ludziom dodatkowo wyszydzać swojego zwierzaka, zamiast dać mu wsparcie i jak najszybciej zakończyć niemiłe dla niego doświadczenie? Naprawdę myślicie że pies nie rozumie, co robicie? Że nie dość, że jest przestraszony, jeszcze stał się obiektem żartów? Że jego pan go zdradza kosztem prostackiej rozrywki? Że nie pomaga mu, że utrudnia mu życie?

Prosty przykład: kretyńskie filmiki z psami w kąpieli. Mało który zwierzak to lubi, każdy na ogół wygląda nieszczęśliwie. Kąpiel nie tragedia, przynajmniej nie dla nas, ale dla psa to przykre przeżycie. Czy któryś z tych dziedzicznie obciążonych idiotów filmujących trzęsącego się, mokrego psa który usiłuje uciec z wanny kiedykolwiek się zreflektuje?

Już nie wspomnę o wielu filmach na youtube których autorom należałoby zabrać prawa rodzicielskie, jeśli filmy dotyczą psów i dzieci i sytuacji w których wyraźnie widać że zwierzę za sekundę naprawdę starci cierpliwość, a dzieciak jest przez rozkochanego rodzica jeszcze podjudzany do głupich, nierozważnych albo niebezpiecznych zachowań względem psa.

Niby-zabawny mem; na zdjęciu, które stało się jego podstawą, widać że pies jest przestraszony. Okoliczność łagodząca - właściciel pokonuje z psem tę ścieżkę zdrowia, nie on wyłapał ten moment - ale też najwyraźniej nie zauważył że zadanie przerosło jego maliniaczka. Robienie z takich emocji zwierzęcia ubawu to wujnia, i tyle.
Niby-zabawny mem; na zdjęciu, które stało się jego podstawą, widać że pies jest przestraszony. Okoliczność łagodząca – właściciel pokonuje z psem tę ścieżkę zdrowia, nie on wyłapał ten moment – ale też najwyraźniej nie zauważył że zadanie przerosło jego maliniaczka. Robienie z takich emocji zwierzęcia ubawu to wujnia, i tyle.

Z kolei sporo ludzi powinno z miejsca mieć sprawy o znęcanie się, dokumentując swoje kretyńskie pomysły a to na – robiony bez pomyślunku i uprzedniego treningu – miejski parcour czy inny rodzaj fizycznego wysiłku owocującego kontuzjami zwierzęcia, a to na domorosłą „obronę” głównie polegającą na rozdrażnianiu słabych psychicznie psów, a to na smętną naukę posłuszeństwa w której nieszczęsny zwierz niczego nie rozumie i porusza się jak mucha w smole z ulegle zwieszoną głową. I tak dalej, i tak dalej.

Na koniec wybrzydzania starego estety. Ja rozumiem, że nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera i że fotografować (zwłaszcza komórką) każdy może; cóż, kiedy rzeczywistość nijak nie zrobi się prostsza od tego, że byśmy tak chcieli. Pies fotograf Fakt że zrobimy tysiąc bździawych zdjęć bez śladu przemyślenia kompozycji, niedoświetlonych albo prześwietlonych, poruszonych i tak dalej…, oraz nakręcimy sto filmików z naszym psem, który w tle będzie miał burdel, tego, pardon, bardak, jeszcze raz przepraszam, bałagan (włączając w to stos brudnych gaci przeznaczonych do prania wrzuconych do kosza na brudną bieliznę, rozebrany rower bo właśnie naprawiamy przerzutkę, nieumyte naczynia na stole, albo – na zewnątrz – zasikany śmietnik czy trawę pokrytą puszkami i starymi gazetami) nie uczyni z nas artystów sztuk wizualnych. A te wszystkie pamiątki po naszym psie będą dosyć… specyficzne.

Co widać, a) na psich cmentarzach – gdzie na palcach jednej ręki można policzyć ładne „porcelanki” z dobrze wykadrowanym portretem dostojnego, a urodziwego nieboszczyka , b) na portalach ogłoszeniowych o zaginionych zwierzętach – nijak nie dojdziesz, jak poszukiwany pies wygląda, na ogół królują fotki na których zwierzak składa się z ogroooomnej głowy i mikrej reszty, ewentualnie zdjęcia stołów biesiadnych zza których wystaje ucho i kawałek głowy. Jest jeszcze opcja: rozmazana smuga z ogonem. Plus, oczywiście, totalne przekłamania kolorów (a kwestia maści zwierzęcia jest podczas poszukiwań dość istotna, umówmy się).

No i jest jeszcze c) osobiste profile i strony internetowe. Ale tego się tak bardzo nie czepiam, może poza osobistymi wrażeniami z oglądania złych fotografii. Za to jaka przyjemność kiedy się natrafi na ładne perełeczki…! No więc, jak widać, szklanka może być w połowie pusta albo w połowie pełna, zależy jak się na to spojrzy.

Najśmieszniejsze, a może raczej najstraszniejsze, że w światku zwierzolubów ten obyczaj utrwalania wszystkiego w ilościach hurtowych (tzw. sraczka zdjęciowa) zaczyna być jednym z wyznaczników pojęcia „dbania” o psa. W coraz większej ilości spraw spornych, w których znani nam nie od dziś miłośnicy zwierzątek argumentują na rzecz wysiudania właściciela z jego własności, czyli słynne „nie oddawajcie znalezionego psa!”, pojawia się żelazny punkt: „co za ludzie, mają mało zdjęć pieska” (albo, o zgrozo, w ogóle ich nie mają).

Serio, dla pewnej części społeczności (zwłaszcza internetowej) fakt że nie mamy tysiąca zdjęć Burusia świadczy jednoznacznie na naszą niekorzyść. A to już zaczyna się przekształcać w patologię.

Chyba pójdę porobić moim zwierzętom, albo chociaż ich częściom, dziesiątki fotografii. Tak na wszelki wypadek. Ciekawe swoją drogą, kiedy upływa data ważności „troskliwej opieki nad psem” drogą udokumentowywania każdej zrobionej przez niego kupy? Jeśli na przykład ktoś przedstawi pięćset zdjęć Reksia, ale sprzed roku…, to czy załapie się na miano „odpowiedzialnego właściciela”, czy już nie? Jak często trzeba upgrade’ować zasób fotografii, ktoś wie?

 

 

 

 

*) wiem, wiem, od czasu gdy lejtnant Kowalski wynalazł żarówkę technologie wykonały gigantyczny skok do przodu i pewnie te ciekłokrystaliki to już pieśń przeszłości, ale jak to ładnie brzmi!

4 thoughts on “Spacer ciekłokrystaliczny

  1. Natalia

    O matko. Teraz wiem jak nazywaja sie moje spacery. Z tą różnicą, że moj pies na widok aparatu dostaje euforii bo zwykle wiąże sie to z pracą i nagrodami bo kombinuje żeby na tysiąc zdjec chociaz jedno wyszlo mi dobrze.
    Mnie bardzo porusza o boli jeden fakt – zdjecia osob, ktore zajmuja sie psami tj behawiorystow itp. Bardzo często można zobaczyc na ich stronach slodkie zdjecie z pieskiem jaka dana osoba sie do niego “przytula”. Dla.większości osob będzie to slodkie zdjecie osoby ktora widać ze kocha psy. Często niestety widać po psie, ze ewidentnie nie czuje sie w danej sytuacji komfortowo i zalewa owego behawioryste falą sygnałów uspokajających

    • Fudge. No nuts, no frills. Just plain ol’ fattening fudge. That’s my favorite sweet of all time. I’m not usually much of a non-ahocolcte candy eater, but this pregnancy has me buying starburst 6 packages at a time.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *