Syndrom lepkich rączek

w3

Pod sklepem

Znowu przypadek przywłaszczenia psa. To już się powtarza z nużącą regularnością.

Pani znajduje pieska, ot, kostropatego kundelka…, z drugiej strony szukają psa właściciele, obie strony mają co prawda ze sobą styczność, ale znalazczyni dość szybko postanawia zwierzaka nie oddać. Nawet nie wymyśla sobie pretekstów, nie zwróci go, bo taaaak okropnie „pokochała” zwierzaka którego ma od dwóch tygodni bodajże.

Konrad Krzyżanowski, Portret żony z pieskiem, 1911
Konrad Krzyżanowski, Portret żony z pieskiem, 1911

Fakt, że ktoś „pokochał” tego psa dużo dawniej, no i że pies „kocha” swoich prawowitych właścicieli nie ma znaczenia, to znaczy ma – prawne, bowiem przywłaszczenie znalezionego zwierzęcia jest oczywiście zagrożone karą (tylko ci wszyscy śliscy oszuści spod znaku dobrego serduszka liczą że się w naszym kraju nikt specjalnie kradzieżą psa nie przejmie), ale w umyśle tej jakże wrażliwej niewiasty coś nie styka i chyba brakuje jej paru ludzkich cech, na przykład empatii.

Na razie bawimy się w starą grę zwaną „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”

To dość typowy scenariusz, niestety.

Miała rację Dorota Zawadzka, która , zanim poszło jej w beznadziejny celebrytyzm, powiedziała: „patrząc na nasze najmłodsze pokolenie, widać wyraźnie że stajemy się zwolna społeczeństwem socjopatów”.

Wygląda na to, że nie tylko o najmłodsze pokolenie chodzi.

Z ludźmi – nie dziećmi, tylko metrykalnie niby dorosłymi – narobiło się coś dziwnego. Po ulicach łażą cycate baby będące w środku nastolatkami albo wręcz kilkulatkami i wysportowani faceci będący zamaskowanymi tą dorosłością paroletnimi niedojrzałymi gnojkami.

Na czym polega ta wbudowana na stałe niedojrzałość?

Dzieci dopiero w procesie wychowania (i dorastania) dowiadują się, że jest coś takiego jak społeczne normy. Potem dochodzi do nich, że te normy są najczęściej chronione prawem.

Dorośli – bachory (bo żebyż mieli choć mentalność zwykłego, fajnego dzieciaka, to może dałoby się coś z nimi osiągnąć – ale dominuje w tych przypadkach raczej osobowość rozkapryszonego gówniarza, niestety) oficjalnie nie uznają istnienia tychże norm społecznych, oprócz prawa Kalego, naturalnie. Czyli jak Kali zabrać komuś krowa – dobrze, jak Kalemu zabrać krowa – źle.

Słowem, liczy się moje dobre samopoczucie, więcej nic.

Stąd życiowe decyzje podejmowane z perspektywy „jestem-samotną-wyspą” i kompletne nieliczenie się z innymi.

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie, powiedział Kant.

Większość tych rozkapryszonych niby-dorosłych którzy potrafią zabrać komuś psa czy kota i drwiąco obserwować, jak taki gość się miota i rozpacza jednak chyba gdzieś całkiem głęboko w środku czuje, że cosik jest … nie do końca… tak. Czując ów leciutki dyskomforcik sumienia, usiłują jakoś zracjonalizować własną decyzję, więc i wymyślają szybko preteksty, czemu ją podjęli.

Najbardziej oczywistym jest – niedobry ten poprzedni właściciel, niedobry! PekińczykWięc psa nie oddam… i tak dalej. „Niedobrość” właściciela to kwestia zaniedbania psa (przy czym tu może pojawić się wszystko, od kołtunów – dość oczywistych jeśli zaginiony pies trochę się błąkał – po brak, powiedzmy, udokumentowanych sesji z behawiorystą albo fakt że poprzedni pan nie wykupił psu karnetu na bieżnię wodną, ewentualnie niemożność wylegitymowania się trzystu tysiącami bździawych zdjęć wykonanych telefonem komórkowym – „tu Pusio ze schyloną głową…, a tu Pusio robi kupę”).

Ale można bardziej się postarać, na przykład z faktu, że komuś pies zaginął wysnuć jakże logiczny wniosek, że był niedostatecznie pilnowany – no więc jasne, że gość nie zasługuje na posiadanie psa, a szczęśliwy znalazca – zasługuje, ufff, co należało dowieść.

No i jest jeszcze – mój ulubiony – argument „z etologii”.

Pies_oczyPrawie wszystkie ludzkie anioły które przygarniają cudze zwierzęta (i ani myślą oddać) jakoś tak, zapewne z nadania Ducha Świętego (albo Najwyższego Dowódcy Reptiliańskiej Gwiaździstej Sotni – to dla niewierzących w Opatrzność) otrzymały tajemną moc czytania w ludzkich oraz zwierzęcych duszach. Na dodatek (szczerze mówiąc, bezpodstawnie, bo najczęściej są półidiotami którzy naczytali się łzawych opowiastek w internecie albo naoglądali filmów o zwierzętach nie mających z rzeczywistością nic wspólnego) oczywiście doskonale znają się na psach. Czy tam kotach. Niepotrzebne skreślić.

No więc jak ktoś nie chce oddać psa, to zapodaje: na pewno go bili! Skąd ten wniosek? Aaaa, jasne: jak się krzyknie i zamachnie, to zwierzak się kuli.

Fakt istnienia wbudowanych zachowań mających na celu powstrzymać agresję, tak zwanych submisywnych, które prezentuje większość psów, tych które są w miarę normalne, nie przebija się do świadomości pań i panów yumaczy. Macham, wrzeszczę, pies się kuli, tłukli go, nie oddam psa takim oprawcom, kropka. Znowu: ufff!

I tak dalej, i tak dalej.

Najlepsze w tym wszystkim, że co by tam poprzedni właściciel nie wyprawiał, z prawnego punktu widzenia owym legalnym właścicielem pozostaje i nie tobie, żałosna karykaturo Matki Teresy, decydować o tym, że pies czy kot do niego nie wróci.

TemidaSą oczywiście drogi ewentualnego sprawdzenia, co się ze zwierzęciem w poprzednim domu działo, a jeśli naprawdę źle – to i sposoby na to, żeby ono tam nie wróciło. Ale znów: to się załatwia na drodze oficjalnej, prawnej, a nie na podstawie wpisów różnych pisz-pan-znajomych na facebooku którzy, tacy sami półgłówkowie, podszczuwają cię do pozaprawnych działań.

Niestety coraz częściej zwierzątka znikają, bo ludzie – ot, przeciętni tacy ludkowie z ulicy – są po prostu głęboko nieuczciwi i mają prawo w czterech literach. Zaś swój problem z lepkimi rączkami usiłują przekuć w cnotę, co najśmieszniejsze.

Wracając do smutnej rzeczywistości, powiem tak: fatalnie, jeśli taki człowiek-dorosły bachor odda znalezione zwierzątko do rodziny czy przyjaciół, bo to wiadomo…, trochę trudniej wytropić. Wild wild westAle jeśli zatrzyma psa czy kota u siebie, a jego adres jest znany, to szczerze mówiąc, skoro prawo nie chroni skutecznie prawowitego właściciela, w końcu ktoś pobawi się w Dziki Zachód. A może to i dobrze – kilka spektakularnych przypadków gdy serduszkowy znalazca dostanie wreszcie solidnie po pysku być może ograniczyłoby ten proceder, który zaczyna powoli rosnąć w dziesiątki przypadków. Nie wiem, gdybam sobie.

Swoją drogą, zastanawia mnie, czy we wszystkich tych aferach z przywłaszczonymi psami naprawdę chodzi li i jedynie o infantylne uczucia? Zważywszy, że w schroniskach tkwią tysiące, ba, dziesiątki tysięcy zwierzaków z których wiele mogłoby być naprawdę fajnymi towarzyszami rodziny, nie do końca wierzę że komuś nagle aż tak odwala na temat dopiero co znalezionego psa, że musi to być „ten i tylko ten”. Czy to wszystko nie jest aby podszyte nutą chorej rywalizacji, chęcią wygranej za wszelką cenę? „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie!” jak mówiła babcia Pawlakowa wręczając młodszemu pokoleniu granaty.

Czyżby brzydkie i niskie poczucie zwycięstwa nad kimś? Nareszcie sukcesik w życiu? A przy okazji jeszcze brzydszy sadyzm, ot sadyzmik malutki, pozwalający bawić się czyimś cierpieniem, niepokojem, lękiem? No, może warto żeby się jakiś fachman od ludzkiego umysłu przyjrzał temu zjawisku, nie wiem. Zapytam się Statlera, w końcu jest specjalistą , i jeszcze dosyć lubi grzebać w takich zagadnieniach.

3 thoughts on “Syndrom lepkich rączek

  1. Pięknie napisane, a ja nigdy nie zrozumiem większości “pomagaczy”… Tekst z jednej z grup prozwierzęcych pod zdjęciem znalezionego zwierzaka: “ty to masz szczęście. Ja to nigdy nic nie znajdę, a tak to by był powód by zatrzymać, bo rodzice nie chcą mi pozwolić mieć zwierzę” to w końcu ratujemy/pomagamy czy obchodzimy zasady? Smutna polska rzeczywistość….

  2. Dorota

    Ja myślę, że powinny być bardziej nagłośnione zasady postępowania w przypadku znalezienia psa/kota.
    Bo mimo, że prawa i obowiązki znalazcy reguluje np. art. 5 Ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o rzeczach znalezionych, art. 187 Kodeksu Cywilnego, art. 125 Kodeksu Wykroczeń i inne przepisy, to ciągle do ludzi nie docierają te przepisy.
    A postawy wszelkiej maści fundacji i stowarzyszeń “od zwierzątek” są bandyckie i karygodne, niestety z niepojętej dla mnie przyczyny społecznie akceptowalne.

Pozostaw odpowiedź Zamerdani Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *