Trzeba umieć sobie radzić

 

statler3

Kiedy szczeniak przeprowadza się do nowego domu ma zwykle circa 2-3 miesiące. Na tę ważną okazję hodowca zaopatrzy go w karmę którą kupił w zniżkowej cenie, dorzuci poradnik zadogue-dezwierający pory karmienia, ogólne BHP postępowania z maluchem, porady zdrowotne itp. Czasem znajdzie się tam również miseczka, smyczka i inne sympatyczne duperelki. Następnie zapakuje do samochodu ostrzegając nowych właścicieli, że piesek może wymiotować bo nigdy samochodem nie jechał.
No żeby: nie tylko nie jechał nigdy samochodem, nie był nigdy oddzielony od stada i rodzeństwa, nie opuścił progów podwórka, nie miał kontaktu sam na sam z obcymi ludźmi. Nie widział żadnego innego otoczenia niż to w którym się urodził. Nie słyszał żadnych dźwięków, które się tam nie pojawiały, nie stanął sam oko w oko z żadnym problemem (żadną nowością) z którą musiałby sobie poradzić. Pewnego dnia wszystkie te nowe i trudne doświadczenia zostaną mu zafundowane na raz, wtedy kiedy w pobliżu nie będzie nikogo bezpiecznie znajomego.
No co? W końcu da radę, Jakoś tam – tak.

Niby każdy wie, że pierwsze trzy miesiące to kluczowy okres w rozwoju psa. W tym czasie szczeniak jest elastyczny jak plastelina, jego zachowanie można kształtować wzmacniając i uwypuklając to co chcemy, minimalizując równocześnie niechciane.
Najczęściej jest to też najbardziej zmarnowany okres w całym życiu psa. Pomijając stymulację neurologiczną, od momentu w którym maluchy zaczynają jeść samodzielnie można podjąć szereg działań, które sprawią że i ludziom i szczeniakowi będzie później w życiu dużo łatwiej.

Hodowcy (zwykle nie ze złej woli, raczej z niewiedzy czy w natłoku codziennych spraw), kiedy mija ten pierwszy okres pilnowania czy maluchy aby nie zagniecione, czuwania w pobliżu kojca 24 na dobę, kiedy szczeniaki zaczynają widzieć, ruszać się i niezdarnie buszować, zaczynają traktować je jak samograj. Dać jeść, zadbać o matkę, a maluchy zostają w przed- przedszkolnej deprywacji.

toy-dog-942346_1280
Gdybyśmy założyli, że przykładowe szczeniaki są silną psychicznie linią użytków, których przodkowie to psy o stabilnych charakterach z określonymi, wyrównanymi, zachowaniami i spośród doskonale zapowiadającego się miotu chcemy wyłowić  te słabsze – to jest właśnie to co powinniśmy zrobić.
Zostawić we własnym sosie a potem po kolei wyciągać i sprawdzać jak radzą sobie w nowych okolicznościach. Jeszcze lepiej sprawdzać takie rzeczy znacznie później, w wieku 6 miesięcy i więcej – zgodnie z teorią, że porządny pies sobie po prostu poradzi. Jeśli zaś nie jesteśmy akurat Knutem Fuchsem, a zależy nam na oddaniu ludziom w miarę przystosowanych stworzeń (dla dobra ich samych bardziej niż dobra właścicieli), jeśli chcemy cokolwiek poprawić nawet u tych lepszych – to niestety drodzy hodowcy: trzeba się zabrać do roboty.

Na takie hasło odzywają się zazwyczaj głosy; „nie, niech dyletant nie zabiera się za pracę ze szczeniakiem bo zaszkodzi”.  Jest w tym niestety trochę racji bo tak się nieszczęśliwie składa, że hodowcy często rzeczywiście są dyletantami. Gdyby dajmy na to ogrodnik, prowadzący szkółkę sadzonek, nie zainteresował się wymaganiami roślin i ich właściwą pielęgnacją, poszedł by z torbami bo w krótkim czasie nie miałby czym handlować. Hodowca to inna para kaloszy – pies wytrzymałe zwierzę, jak go nie zagniotą i nie zjedzą w pierwszym okresie to przetrwa wczesne szczenięctwo byle malthezertylko dać jeść i dopilnować spraw zdrowotnych. A jak wiemy hodowca się na psach znać nie musi, wie wszystko o rasie i wogóle jest ekspertem. Tylko o tym co i jak zrobić ze szczeniakiem nie ma pojęcia. Poza ciumkaniem, podziwianiem podobieństwa do rodowodowych przodków i robieniem wymyślnych sesji foto prezentujących szczenięta na sprzedaż.
Pewne minimum nauki szczeniąt powinno być normą dla każdego kto uważa się za porządnego hodowcę. Jakże rzadko jest.

Po fejsbuku plączą się setki filmików, na których znudzone siedzeniem w kojcu maluchy próbują się z niego wydostać tylko pech, że hodowca nie przewidział kipiszu w salonie więc tkwią w kojcu póki pogoda się nie poprawi bądź trochę nie podrosną i nie będzie można wyrzucić ich na zewnątrz. Te co mają nieco większy fart w życiu biegają po domu i badają otoczenie ale prawie zawsze w stadzie. Hodowcy, którzy zajmują się maluchami indywidualnie stanowią tak małą grupę, że w skali będzie to jakiś potężny mikroskop. Rzecz jasna powtarza się i tutaj żelazna hodowlana zasada – im mniej „pracująca” rasa, tym bardziej nikt nie kiwnie palcem, żeby cokolwiek z psem zrobić.

Kto nie widział szczeniaka, który zamiera z przerażenia bo zobaczył sprzęt domowy, mebel, lampę, bo stanął na podłodze, która w dotyku różni się od trawnika (względnie klepiska), ten mało widział szczeniąt trzymanych w ogrodzie czy kojcu czy monotonnym otoczeniu. Maluchy które widywały ludzi tylko wtedy kiedy starszyzna stada obszczekiwała ich przez płot lub “na wejściu”, mają „nieufny” stosunek do nowych osób. Te, które nawet otoczone rodzeństwem ewakuują się na głośniejszy odgłos, postawione sam na sam w takiej sytuacji będą wiać gdzie pieprz rośnie. Itepe itede. O ile nie potraktuje się indywidualnie i nie zrobi minimum z każdym z osobna.

Nikt nie mówi, że 8 tygodniowy szczyl ma mieć zrobione posłuszeństwo. Ale przybiegać na określone zawołanie może i to w podskokach. Odkąd je samodzielnie jest podatny na naukę i nikt nie każe wołać go po imieniu – to może być dowolne zawołanie, które na dzień dobry rozwiąże wiele problemów nowym właścicielom. Wystarczy jeśli szczeniak wie, że przychodzenie do człowieka jest fajne i opłacalne.

Jeżeli „siad” szanownych hodowców przerasta (wiemy skądinąd, że są tacy którzy tej trudnej sztuki jaką jest nauka psa „siad” nie opanowali przez parę dziesiątek lat hodowania), to w warunkach hodowlanych z powodzeniem można przyzwyczaić psa do obroży czy szelek. Można przyzwyczaić że ciągnie się za nim sznureczek i za ten sznureczek łapie czasem człowiek. Co zdolniejszy hodowca poradzi sobie nawet z tym żeby maluch podążał za nim na sznureczku tak, żeby nie był to szok w dniu, w którym idzie do nowego domu. Można zacząć uczyć że jedzenie jest nagrodą, podobnie jak pochwała czy wszelkie inne wartościowe zasoby.

Można wreszcie, korzystając z odwiedzin gości, pokazywać im maluchy po kolei, a nie wszystkie razem. Tak, żeby każdy miał szansę sam na sam stanąć w obliczu nowej gadającej głowy z wyciągającym się do niego łapami. Można każdego zabrać do samochodu i włączyć silnik, każdemu z osobna pokazać nowe podłoża, dźwięki kształty. Można wreszcie wynieść na ulicę i nie narażając na choroby zakaźne zaprezentować kawałek wielkiego świata.szczeniak

Tak z codziennych obserwacji, na każdego szczeniaka który nie ma problemu z nowymi bodźcami przypada jeden taki, który ma średnie i duże. Im starsze szczeniaki trafiają do nowego domu, tym bardziej ta proporcja się zmienia bo im starszy szczeniak, tym większe problemy z adaptacją. Na każdego hodowcę, który jakkolwiek próbuje przygotować szczeniaki do życia, przypada 5 takich, którym w ogóle to nie przyjdzie do głowy. Prawdopodobnie to wyliczenie jest mocno optymistyczne.

Przy 8 szczeniakach w miocie poświęcenie 3 godzin na każdego z nich daje raptem 24 godziny. Jeśli ktoś jest zbyt zajęty żeby tyle czasu wygospodarować na przestrzeni 2 tygodni (między 6 a 8 tygodniem życia szczeniąt) nie powinien psów w ogóle rozmnażać. Ludzie wierzą, że hodowca potrafi wybrać odpowiedniego psa z miotu, tymczasem bez indywidualnego podejścia jakakolwiek ocena szczeniąt jest zaburzona i z dużym prawdopodobieństwem błędna. Żadna wypasiona wyprawka dla szczeniaka nie  nadrobi straconego czasu i nie pomoże mu łatwiej i szybciej zaaklimatyzować się w nowym miejscu, a o hodowcy nie świadczą krokodyle łzy wylane na pożegnanie malucha, tylko to jak ten maluch będzie radził sobie z nowymi sytuacjami i co o jego potencjalnych problemach potrafi powiedzieć hodowca.
Trzeba umieć sobie radzić – z każdym szczeniakiem z osobna.

2 thoughts on “Trzeba umieć sobie radzić

  1. Tyś

    Amen!

  2. I si? no hi pensis ara en això, si mai et passa, ja reaccionaràs com hagis de reaccionar, hi han molt més condicionals que els que escrius, i si et son infidels però te l’estimes? i si hi han nens? i si ets tu la infidel? i si t’és infidel però amb un altre home?No se si m’entens, podries trencar-te les banyes en tots els possibles casos, però tot i que pensessis que faries, quan et toqués potser reaccionaries diferent.Tu ets com ets, i pel que et llegeixo, dubto que algun dia et comportís així.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *