Wątpliwe skutki tetrapiloktomii

w3

statue-100399_640

Zmarły (niestety) mistrz Eco wymyślił pojęcie tetrapiloktomii, czyli dzielenia włosa na czworo.

Tak mi owa nauka na myśl przyszła, gdy zdarzyło mi się czytać dyskusję na pewnym forum; dyskusję nader uczoną (z wrodzonego poczucia taktu nie rzeknę – nadętą, gdyż zdaje się jej uczestnicy nie mieli zamiaru jej nadymać, samo im wyszło) dotyczącą sygnałów wysyłanych przez psy, psiego języka i jego odczytywania przez ludzi. dog-1033161_960_720Działo się, działo, rozmowa osiągnęła (oczywiście tylko moim zdaniem) poziom absurdu gdy zaczęło się określanie kąta położenia uszu przez pieski, potem zaś zatonęła w bagnie takiej strasznej nudy, że sama siebie zjadła i zanikła, bowiem dyskutanci głownie zdawali się czekać na swoją kolej żeby opowiedzieć jak, mianowicie, zachował się ich pies na widok starego kosza na śmieci i co oni sami wówczas pomyśleli.

Jako człowiekowi praktycznemu przyszło mi do głowy pytanie mało w sumie istotne, mianowicie skąd ci wszyscy ludzie znajdują czas na te kilometry wywodów, potem zaś drugie, ważniejsze: czy oni potrafią jeszcze cieszyć się normalnym, tradycyjnym spacerem ze swoim psem, czy też pozostają cały czas w napięciu bo muszą, a jakże, „obserwować”. I „notować” chyba też, bo kto by zapamiętał ilość włosków podnoszących się na psim ogonie podczas jakiejś kryzysowej sytuacji?

Edwin Landseer, Stanowienie prawa (Proces sądowy), 1840
Edwin Landseer, Stanowienie prawa (Proces sądowy), 1840

Od maglowania psich zachowań i wyglądu nieuchronnie przechodzi się następnie do nader poważnych dywagacji naukowych, do tabelek, slangowych sformułowań (u ludzi poważnych, a nie lekkoduchów nie może być ”wpierdolu”, tylko „awersja”, zresztą to zjawisko w ogóle jest podejrzane, w odróżnieniu od nagradzania o którym gada się bezkrytycznie, najczęściej w realu nie potrafiąc dobrze go zastosować, i tak dalej).

Trochę to zabawne, trochę nawet rozczulające, gdyby nie niosło ze sobą pewnego niebezpieczeństwa, że tak powiem, społecznego.

Można rzec tak: a szukajże, dobry człeku, w tym swoim psie kompleksu matki albo traum z dzieciństwa, czytaj dwadzieścia mądrych książek naraz – byleby twój piesek nie odrywał innym różnych części ciała, nie łapał rolkarzy za łydki oraz nie wkurzał psów za płotem miotając się po całej ulicy i wyjąc niesamowitym głosem.

Bodajże apostoł Paweł nauczał: „wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”- ba.

Niestety jakoś tak się utarło, że często niegrzecznie zachowują się psy tych zacnych ludzi, którzy odczuwają nasiloną potrzebę dotarcia do samego jądra ciemności: to znaczy planują przeprowadzić swojemu zwierzakowi pełną psychoanalizę. Jednakże do czasu, gdy ów proces będzie zakończony, niewiele robią żeby trochę ustawić zwierzaka do pionu (bo przecież „można zaszkodzić”).

dog-1252071_960_720W sumie logiczne: zabronimy naszemu Fidowi zapluwać się na widok rottweilera sąsiadów a za rok czy dwa wyjdzie, że w dzieciństwie biedaczek przestraszył się czarnego psa – i stąd jego lęki. A my, zamiast podejść do sprawy ze zrozumieniem godnym najświętojebliwszego ludzkiego psychologa, tak… prostacko podziałaliśmy że teraz co prawda piesek się nie rzuca i nie miota, no ale możemy zanabyć poczucie winy, żeśmy nie trzęśli się należycie o jakże wrażliwą i delikatną psychikę naszego psiulka.

Jak to pewien człowiek napisał, nie można tak prosto patrzeć na pieska, on osobiście „wolałby dotrzeć do źródła jego problemów” czyli skłonności do awanturowania się z psami zza płota – a niechże sobie dociera, powodzenia życzymy, ale niech ten jego Pikuś przestanie się awanturować JUŻ, teraz, a nie za pięć lat kiedy nasz bohater być może „dotrze”, a być może „nie dotrze” do „źródła”. W tym czasie cholerny Pikuś pozostanie znienawidzonym w całej okolicy wyjcem psującym piękne okoliczności przyrody.

To już wolę prostaków którzy nic z psem nie robią bo po co…, albo uważają, że ich pies tak ma, że się rzuca, i nic się zrobić nie da. Przynajmniej szczerzy są i nie udają że się czegokolwiek uczą. Nie chce im się i basta. Nie zasłaniają się psimi kompleksami, fobiami, strachem, dominacją i co tam tylko przyjdzie im na myśl.

A, no właśnie. Dla pewnej kategorii ludzi określone emocje u psa powodują zupełne rozbrojenie. Pisaliśmy już o tym tutaj; strach, na przykład, który jakże często jest podłożem agresji bywa doskonałym alibi dla ludzi pozwalającym nie robić nic z problemem. Najwyraźniej histeryzujący ze strachu piesek dostaje carte blanche. Bo przecież „się boi”.

Rzecz w tym, że psy to nie ludzie i nie działają tak, jak ludzie. Inna rzecz, że znamy ludzkie jednostki które idą przez życie machając swoim strachem przed tym i owym niczym sztandarem, żerując na innych, wymyślając usprawiedliwienia dla własnego lenistwa i wygodnictwa – co powoduje w otoczeniu raczej wzrastającą chęć wymierzenia im solidnego kopniaka dla otrzeźwienia, niż współczucie dla biednej ofiary losu.

No więc co, nie można swojego psa wspierać? Wsparcie – tak, ale nie oznacza ono przecież głupiego pobłażania!

Tyle, że trzeba umieć odróżnić te dwa stany, oraz parę innych rzeczy. Do tego zaś, śmiem twierdzić, jest potrzebna sztuka widzenia, a nie tylko patrzenia – i naprawdę niewiele ma to wspólnego z ilością artykułów na temat psychiki czy zachowań psów jakie przeczytamy.

Czy to znaczy, że nie należy czytać, pogłębiać wiedzy, kategoryzować obserwacji? Ależ jak najbardziej. Ino zachowując zdrowy dystans, a zwłaszcza nie wykonując prostego zabiegu zamiany zdrowego rozsądku, myślenia i patrzenia na ślepą wiarę w to, co akurat wyczytaliśmy w książce, piśmie czy (tfy, tfy) internecie.

puppy-games-662806_960_720Fajniuśko się czyta wywody różnych amatorskich badaczy psich zachowań analizujących nastrój psa na podstawie kąta, pod jakim trzymał ogon w trzynastej minucie nakręconego telefonem filmiku, którzy nie widzą jednocześnie, że – na przykład – ich pies w ogóle nie czuje się dobrze w grupie psów (wiem wiem, herezja, wszystkie dorosłe psy mają obowiązek świetnie się czuć w grupie psów, zwłaszcza zbitych ad hoc, przypadkowo, w stado) albo nie odpowiada mu sposób, w jaki go pieszczą. I tak dalej.

W tym kontekście tym bardziej uderza przyglądanie się staremu, emerytowanemu robotnikowi widywanemu z dwoma psiakami na ulicy. Nie żeby był „czytaty i pisaty”, bo nie był – a przecież psy czuły się przy nim wyjątkowo komfortowo (choć bynajmniej nie skarmiał ich kilogramami nagródek a i krzyknąć mu się zdarzało).

Vittore_Carpaccio_Dwie weneckie damy, 1490-95
Vittore Carpaccio, Dwie weneckie damy, 1490-95

Po prostu bezbłędnie odbierał ich nastroje. Nie tylko własnych zwierzaków, także tych obcych, co do nich podchodziły. I odpowiednio do tego się zachowywał.

Dobra, temu staremu człowiekowi bozia dała specjalny dar, to na pewno; ale ilu psiarzy ma choćby odrobinkę tej iskry, ale ją w sobie starannie zagłusza? No, zagadka.W końcu “czemu ma być prosto, skoro skomplikowane też działa?” czyli musimy być odpowiednio wyrafinowani, nawet w tak brudzącej sferze, jak bliskie kontakty z psami.

6 thoughts on “Wątpliwe skutki tetrapiloktomii

  1. Z jednej strony się zgadzam, ale z drugiej strony mamy takiego jednego meksykanina, co bezbłędnie odbiera psie nastroje, a teraz cały światek nauk kynologicznych się za głowę łapie. 😉

    W dzisiejszych czasach jest tak dużo szumu, że trudno jest znaleźć coś wartościowego, szczególnie jak człowiek dopiero zaczyna zgłębiać nowy temat.

    Inną kwestią jest problem gadanie vs słuchanie. W obecnych czasach niemal wszystko (np. social media, fora, blogi, youtube) uczy nas gadania i dzielenia się swoimi poglądami itd, ale nie uczy nas słuchania. Zamiast rozmawiać i zdobywać wiedzę. Ludzie słuchają tylko po to, by wiedzieć, kiedy mogą (wreszcie) wygłosić swoją opinię.

    No i mamy przez te dwa czynniki bełkot na forach, gdzie ludzie się przekrzykują bez chwili refleksji. Witamy w XXI wieku… :/

    • Fay

      Dokładnie. Pewien Meksykanin, który wpadł na możliwość zrobienia łatwego biznesu, teraz robi za autorytet dla gawiedzi wślepiającej się bezrefleksyjnie w ekran telewizora, bo przeca to, co w TV pokazali, to prawda objawiona. Typowe dla społeczności, której po pierwsze nie chce się pracować z psem sprawiającym problemy, po drugie uważającej, że pies to worek treningowy. Co do reszty artykułu, to się zgadzam.

      • Malgorzata Ksiazka

        Mialam (nie)przyjemnosc go poznac osobiscie i dziewczyne,ktora u niego pracowala.Prostak z mania wyzszosci.Takich trenerow jak on sa tysiace,mial szczescie w zyciu,ktore wykorzystal.Dobra gadka przed kamera,nic poza tym.

  2. Ewona

    Ano, swieta prawda. W realu znam osobe podszyta ogromem teorii, ktora absolutnie nie radzi sobie ze swoim psem, bo zamiast powiedziec stanowcze NIE, snuje teorie od czapy. Taka sytuacja – mowie, ze jesli jej pies bedzie zbyt ekspansywny, to zabieram swojego i bez urazy, to slysze, ze bedzie to wzmocnienie, oj niedobrze.

  3. Po pierwsze, ile by sie nie naczytac to jak sie nie ma przy tym wyczcia czy intuicji to, na nic sie zda wiedza teoretyczna.
    Po drugie, odkąd szkolimy Lilkę i wszystkie spacery są treningowe, sama łapię się na obserwowaniu, analizowaniu itp. A ja juz się na tym złapie to – raz na jakis czas – odpuszczam jej trening i po prostu sie szwendamy na luźnej smyczy. Po trzecie – własnie za to lubie, naszego obecnego szkoleniowca, ze nie teoretyzuje, nie zrobił Lilce psychoanalizy, nie połozył na kozetce, nie zastanawiał co oznacza to, ze woli skrecac w prawo zamiast w lewo, nie gada tylko uczy – nas i ją, pewnych zachować, które pomagaja nam wspolnie funkcjonować bez nieporozumień.
    Bardzo ciekawy tekst.
    pozdrawiamy!

    http://www.PROJEKTAMSTAFF.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *