“Więc spieszmy się, więc spieszmy się!…”

w3

barber-895147_960_720

Mistrz Makuszyński (był kiedyś taki pisarz…) zachwycał się często ładunkiem emocjonalnym charakterystycznej operowej sceny, kiedy to grupa śpiewaków stoi na scenie, bardzo szybko przebiera w miejscu nogami i śpiewa z całych sił: „więc spieszmy się, więc spieszmy się!”.

Sytuacja, zważywszy na brak miejsca na prawdziwy ruch, zupełnie zrozumiała.

Ciekawe, że można przez analogię stwierdzić, że w światku obrońców zwierzątek też często chodzi głownie o to, żeby bardzo szybko przebierać nogami, śpiewając „więc spieszmy się, więc spieszmy się”, niekoniecznie sensownie, byle głośno i szybko.

Podobno internety przegrywa ten, kto pierwszy zastosuje w dyskusji argument ad Hitlerum. A w dyskusjach w sprawach zwierzęcych usiłuje wygrać ten, kto pisze: „wzięlibyście się do roboty, zamiast w klawiaturę klepać”.

Ha, coś jest na rzeczy, pisaliśmy już o tym kiedyś.  Rzecz w tym, że zazwyczaj tworzy się prościutką niczym konstrukcja cepa opozycję: działanie kontra bezruch, i to w konkretnej opisywanej sprawie.

Gdybyż to było takie proste.

Po pierwsze, wszelkim obrońcom zwierząt ci klawiaturowi klepacze są potrzebni, choćby po to, żeby – poruszeni coraz to bardziej dramatycznymi opisami – wykonali taki czy inny przelewik.

Żeby było jeszcze zabawniej, „klepanie w klawiaturę” zarzuca się wyłącznie oponentom, czyli opcji innej niż serduszkująca, rytualnie oburzająca się, śląca pieniądze. „Klepie w klawiaturę i nic nie robi żeby pomóc” internauta, który zadaje, na przykład, niewygodne pytania. Nie „klepie w klawiaturę” tylko inteligentnie komentuje ten, który pisze „jesteście wspaniali, kocham was, tyle dobrego robicie” albo „biedny piesio!’ (kocio, konio, niepotrzebne skreślić).

Wytworzył się samonapędzający się mechanizm. Ludność cywilna zgromadzona przed monitorami i innymi okienkami chce dynamizmu, zmian, przerw na reklamę. Nudne staje się np. podglądanie postępów jednego uratowanego psa – chyba, że ratownicy odkrywają u niego coraz to nowe przypadłości wymagające nowych interwencji.

yorkie-712116_960_720Jakież byłoby to nużące, gdyby miłośnicy mieli do czynienia ciągle z tą samą sytuacją: „To jest Flora. Odwiązaliśmy od drzewa w lesie, odpaśliśmy, ma nowy dom, jest jej tam fajnie, to jej zdjęcie, za miesiąc pokażemy nowe”.

Albo „To jest Reksio. Był w złym stanie, teraz jest w dobrym. Szuka domu”.

Owszem, takie posty się zdarzają, jednak najczęściej w celu uwiarygodnienia działalności tej czy innej fundacji („pomogliśmy stu pieskom”), a nie ciągnięcia serialu w stylu brazylijskim.

Ilu tych podopiecznych by się zmieściło na stronie i w mało pojemnych – jednak – sercach internetowej publiki?

A, żeby udowodnić rację własnego bytu, trzeba mieć ciągle nowe, dramatyczne przypadki.

Obecnie najfajniej sprzedają się zwierzaki bez łap i oczu albo bez skóry. Interwencje na sto psów czy kotów.

Żeby było jasne: zwierzaki takie ciągle się – niestety – zdarzają. I dobrze, że ktoś przychodzi im z pomocą – inna sprawa, że nieraz przez wiele miesięcy trwa galwanizowanie i maltretowanie, w imię „opieki”, psa czy kota któremu, tak naprawdę, należałoby po prostu humanitarnie dać odejść.

Robi się dziesiątki kosztownych badań, nieraz naprawdę niekoniecznych, trzyma w klinikach, przerzuca z domu do domu, dopasowuje protezy i tak dalej, przy bezustannym podtrzymywaniu napięcia na wątku: żeby się gawiedź nie znudziła, muszą być zwroty akcji. I tak dalej, i tak dalej.

pluto-486130_960_720Stałe podsycanie histerii kończy się tak, że szalenie łatwo zorganizować bezsensowne akcje z całkiem realnie niebezpiecznymi nagonkami, najczęściej na całkiem niewinnych ludzi. Albowiem miłośnicy zwierzątek wychowani na facebookowych wydarzeniach cechują się zazwyczaj kompletną bezrefleksyjnością i ciągłym pobytem w świecie Disneya.

Nie tak dawno wybuchła afera bo jakieś panie o wrażliwych serduszkach wypatrzyły na ogrodzonej posesji ze zrujnowanym domem sporawego psa. Oczywiście „biedny zagłodzony piesio” i w trymiga rozpętana akcja „dożywiania” owego biednego piesia który na zdjęciach wyglądał absolutnie normalnie, a już na pewno nie był za chudy. Oraz, jak na porzuconego, był zadziwiająco czysty.

Co się podziało w tej sprawie? Podano dokładne namiary na posesję oraz ustalono właściciela. Na faceta napuszczono straż miejską która się nie dopatrzyła znęcania, co dało asumpt do kąśliwych uwag pod adresem tej formacji, służb porządkowych w ogóle, naszego prawa, naszego państwa i tak dalej.

Stada nawiedzonych miłośników psów zaczęły dojeżdżać na miejsce i skarmiać psa różnymi przysmakami typu ziemniaki maczane w tłuszczu.

Ku zachwytowi aktywistów którzy rozpętali tę wojenkę pies zaczął być zamykany w zrujnowanym budynku – można było odbyć rytualne lamenty o podłym właścicielu który zamyka biednego pieska.

Nic to, że najbliższy sąsiad z ręką na sercu zeznawał, że ten facet tam ciągle bywa i psa karmi. Nic to, że SM podkreśliła, ze zapoznała się ze sprawą i nic złego się nie dzieje.

Miłośnicy wiedzieli lepiej i już.

Następnie wybuchło…, bo jakaś organizacja dokładnie sprawdziła stan rzeczy i okazało się, że:

  • dokarmiane przez dobrych ludzi z zanikiem mózgu zwierzę nie jest samcem, a suką (czego miłośnicy przez wiele dni jakoś nie zauważyli)
  • jest regularnie szczepione, odrobaczane i odkleszczane u weterynarza
  • obecny właściciel przygarnął zwierzątko kilka lat wcześniej, a nie mogąc z różnych przyczyn trzymać go w tej chwili obecnym miejscu zamieszkania, ulokował na kupionej przez siebie działce z domem który zamierza remontować
  • facet jeździ do suczki przed i po pracy, karmi ją i wychodzi codziennie na długi spacer, słowem, wykonuje pewną normę nieznaną, umówmy się, osiemdziesięciu procentom wiejskich Burków
  • przez interwencje tzw. dobrych ludzi jest zmuszony zamykać sukę w budynku, zamiast pozwolić jej – jak dotychczas – na swobodny dostęp do działki, bo przeróżne wiktuały podawane jej przez siatkę powodowały ustawiczne biegunki i wymioty

No i fajnie. Działania miłośników piesków spowodowały że nieszczęsny gostek gorzko pożałował własnego miękkiego serca, jego dane pohulały w internecie a rozmaici ludzie stosowali wobec niego tzw. groźby karalne, suce pogorszyły się warunki i gra gitarra.

Całkiem sporo ludzieńków zaś traciło czas (dobra, to ich prywatna sprawa, w sumie) usilnie dążąc do tego, żeby zaopiekowane i będące w dobrej kondycji zwierzątko koniecznie trafiło do lokalnego schroniska. Jupikajej. Tak trzymać.

Ten przykład pokazuje, jak łatwo manipulować i ulegać manipulacjom (oczywiście to działa w obie strony, żeby nie wylać … pieska z kąpielą, ma się rozumieć).

Wystarczy zdjęcie piesia na łańcuchu i komentarz jak się ten piesio męczyyyy – żeby spowodować lawinę wrzasków i wyzwisk pod adresem właściciela tegoż piesia, a może i interwencję jakiejś lokalnej organizacji – ale mało kto zadaje sobie trud żeby dociec, ile czasu ten piesio na owym łańcuchu spędza, jakie ma możliwości ruchu, jak wygląda jego schronienie, jak jest traktowany i tak dalej.

Tworzenie czarno-białych wizji jest fajne dla całkowicie prostych internetowych symulacji, życie, ba, bywa bardziej skomplikowane.

weimaraner-164109_640Jednak ten czarnobiał na razie rządzi, i dlatego na przykład różne fundacje tłumaczą się nieraz gęsto czemu kilkudziesięciokilowy dominujący samiec do adopcji na zdjęciu ma na sobie kolczatkę, popiskując ulegle że „to tylko jedno zdjęcie, teraz już zmieniliśmy na halti” zamiast odrzec „odczepcie się, ten pies na razie tego wymaga”.

Podobnie jest z psami które bywają, czasowo, gdzieś zamykane czy przywiązywane, są karmione tak a nie inaczej albo wymagają awersji.

Kto powiedział że kolczatka jest zła? Miłośnicy zwierzątek. Kto powiedział że kantar jest dobry? Miłośnicy zwierzątek. Podobnie jest z łańcuchem, sposobami żywienia, zabiegami niekoniecznie ratującymi życie, sposobami prowadzenia psów i tak dalej.

I koniec dyskusji, są na świecie prawdy objawione, podawane metodą zabawy w pomidora przez ludzieńków którym naprawdę nie chce się zagłębiać w temat. Jak to się czasem pisze „tl;dr”. 🙂  Po co grzebać, wysilać szare komóreczki i samemu dojść do jakichś wniosków skoro podane gotowce też działają?

Tyle, że takie gotowce – te wszystkie opozycje „samo dobro kontra samo zło” i inne, w pomieszaniu z wysokimi emocjami jakim ulegają ludzie kochający wirtualne polowania na niegodziwców dają czasami mieszankę wybuchową która realnie może komuś zaszkodzić. Komuś kto na to zwyczajnie nie zasługuje.

tea-1040835_960_720Dlatego właśnie, przy całym szacunku dla ludzi wykazujących się empatią wobec zwierząt, zanim włączą się w tłumek statystów przebierających nogami i wykrzykujących „więc spieszmy się”, niech zrobią sobie może najpierw herbatę, i to stosując cały ceremoniał jej parzenia, żadnych szczurków, uczciwe herbaciane liście w podgrzanym imbryczku i tak dalej. To da im czas na ochłonięcie.

Potem niechaj obejrzą starannie całe wydarzenie, wyłapując komentarze ludzi którzy mają przeciwne zdanie niż założyciele eventu, przez sekundę zastanowią się, o co im chodzi – może niekoniecznie są to „znajomi krzywdziciela” albo „hejterzy”.

Niech obejrzą wnikliwie zdjęcia jakie się im przedstawia.

Dobrze jest przy okazji podstawić w miejsce biednego pieseczka czy koteczka własnego zwierzaka – w szczególnych okolicznościach, na przykład wtedy, kiedy było oberwanie chmury a my pędziliśmy do domu, ale i tak nam zwierzaka zabłociło i zmoczyło, w związku z czym wyglądał jak z plakatu reklamującego bezdomne psy do adopcji. Albo kotka który przelazł przez kompost sąsiada a teraz bębni nam w szybę drzwi tarasowych wyglądając jak coś co właśnie wypełzło z kanału.

Wtedy, ewentualnie, można się włączyć. Może zadając jakieś pytania, niekoniecznie tylko takie jak „na jakie konto wysłać pieniążki?” (doświadczenie i obserwacja uczą nas, że internauci to zadziwiająca kategoria obywateli którzy z absolutną dezynwolturą traktują to, dokąd trafiają ich pieniądze i jak są wykorzystywane – szczerze mówiąc większość jest naiwna jak dzieci we mgle).

Zwłaszcza zaś dobrze się zainteresować dalszymi losami opisywanego psa czy kota. Albo licznych psów czy kotów. Czasem te historie są zadziwiające.

9 thoughts on ““Więc spieszmy się, więc spieszmy się!…”

  1. Widzę, że mamy identyczne spostrzeżenia “Albowiem miłośnicy zwierzątek wychowani na facebookowych wydarzeniach cechują się zazwyczaj kompletną bezrefleksyjnością i ciągłym pobytem w świecie Disneya.” Disney wiecznie żywy! 😀
    Co do dobrych ludzi, mieliśmy kiedyś taką sytuacje, że na znajomych nasłano jakiś TOZ czy SM (nie pamiętam), bo znęcają się nad psem, bo ma wiaderko na głowie. Dopiero wyjaśnienia kiedy przyjechała kontrola, że pies jest po zabiegu i nie było rozmiaru kołnierza i doradzono im by zrobić kołnierz z wiaderka (było to dobre kilkanaście lat temu i było ciężko dostać kołnierz) spowodowało, że odpuścili. Na tym się nie skończyło, bo ciągle do nich robiono pielgrzymki by uwolnili psa, bo się nad nim znęcają, a to że operacją bardzo kosztowną uratowali mu życie to nie ważne. Liczy się wiadro na łbie. Także dobrzy uczynni ludzie byli, są i będą… Choć lepiej tak niż jakby mieli udawać, że nic nie widzą i nic nie słyszą.
    Jedynie nie zgodzę się co do kolczatek, ale to moja osobista opinia.Mam pogląd można by powiedzieć całościowy nie “widzi mi się” bo to nie humanitarne tylko pracę z psami na kolczatce przez naście lat i to różnych kursów i szkół oraz pracę na metodach pozytywnych. Do każdej z metod mam zastrzeżenia, ale z doświadczenia które nabyłam, nie korzystałabym więcej z kolczatki. Ale to moje zdanie, jednak w sumie nie dziwię się jak jest hejt na kolczatki założone np.: na łyse gardełka bokserów czy szczeniaków, jeszcze źle dopasowane, dobrane, starych wielkich i ciężkich modeli itp. Ale to mój pogląd – jak ktoś chce niech je stosuje – jego pies niech jemu robi krzywdę sam, ale rozumiem hejt w takich przypadkach i też jestem temu przeciwna, ale na pewno kolczatka nie jest jedynym rozwiązaniem problemu – tylko po prostu jest szybsza i wygodniejsza, bo po co poświęcić miesiąc na pracę z psem, kiedy trzeba się spieszyć, skoro można go opanować jednym szarpnięciem. 🙂

    • Daria Rawicz

      Doskonały artykuł, i godna zastanowienia refleksja, zresztą jak wszystkie poprzednie.Natomiast kolczatka, nie razi mnie u psów ras olbrzymich, czyli w takich wypadkach o którym mowa była w tekście – kilkudziesięcio-kilowy dominujący samiec. Jestem zdania, że stosowanie dobrze dobranej kolczatki u ogromnych psów, nawet tych po konkretnym szkoleniu, może być zasadna, bowiem zwiększa jednak bezpieczeństwo przewodnika. Bywają psy, o osobliwych temperamentach czy fobiach, których na 100% nie da rady opanować w ciągu jednej sekundy. Rozumiem że kolczatka pozostanie sprawą dyskusyjną, ale jakby to śmiesznie nie zabrzmiało, moim zdaniem jest bardzo pomocnym elementem, szczególnie przy dużej dysproporcji gabarytowej czy sprawnościowej, przewodnika i psa.

  2. Maria

    Uwielbiam to Wasze zdroworozsądkowe podejście! 🙂

  3. Tekst rewelacyjny. Może, gdyby nie moje bezpośrednie przeżycia z “obrońcami” zwierząt, wzięłabym to za “bujną wyobraźnię”. Niestety, takie rzeczy dzieją się w całej Polsce. Sama jestem ofiarą takiej ekipy. Moje doświadczenia, jakie się sprawdziły: za wszelką cenę nie wpuszczać, nie rozmawiać, nie oddawać zwierzaka, wzywać Policję i koniecznie powiadomić Urząd Miasta/Gminy. U nas się sprawdziło. Jeszcze jedno- szantażują założeniem sprawy o znęcanie się nad zwierzęciem- muszą mieć dowody. Nasza umarła “śmiercią naturalną”- nawet do sądu nie doszło. Została sprawa o kradzież.

  4. Do grona organizacji stosujących obrzydliwe manipulacje dołączyłabym jeszcze kilka z grona “stop polowaniom”. Jedna z nich notorycznie wrzuca na swój fp filmy rzekomo nadesłane przez czytelników, na których ludzie zabijają np. wilki, lub zdjęcia na których widać kilkadziesiąt ciał zabitych królików. Pod postem oczywiście żadnych źródeł, kontekstu, tylko prośba o wpłatę na konto, żeby “walczyć z tym niegodziwstem”. Nie ważne, że zdjęcia pochodzą z dalekiej Rosji, albo jeszcze innej części świata i nie ma szans na realne przeciwdziałanie temu problemowi. Pod postem milion komentarzy typu “Ja bym mu…”, a każdy kto zadaje dociekliwe pytania co do treści jest oskarżany co najmniej o “brak serca”.

  5. Dziękuję za ten tekst, poprawił mi humor na resztę dnia. Polaki biedaki, ale dobre serce mają, więc zasilają kieszenie innych. Kiedy w końcu społeczeństwo zrozumie, że to co przekazują nam media to nie 100% prawdy. Eh, idę psa nakarmić, bo od ostatniego posiłku już 16godzin głoduje. Zaraz mi TOZ naślą.

  6. Justyna

    Pięknie! 🙂
    Ja stwierdziłam, że nie chcę być porównywana do tych oszołomów-fundacyjek. Mierzi mnie manipulacja, obłuda, niedomówienia. Dlatego obecnie usuwam się z życia psiego na fejsbukach i innych, na forach mnie mało, na blożki zagląam bardzo rzadko, a za to działam w terenie. Kto powinien mnie znać, ten zna. Komu warto pomóc, pomagam. Reszty fundacyjek już nie śledzę, bo szkoda mi nerwów :p

Pozostaw odpowiedź anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *