Wiele tysięcy Batmanów

w3

sheep-17482_640 Co jakiś czas tzw. opinię publiczną (której głównymi i samozwańczymi przedstawicielami są zdaje się obecnie społecznościowe serwisy i portale) porusza opis to takiej, to innej zbrodni przeciwko zwierzętom.

A to jakiś syn padalca i dżdżownicy zastrzeli z wiatrówki czyjegoś psa, a to zamorduje ze szczególnym okrucieństwem kota. Pomysłów na dręczenie żywych istot pewien gatunek ludzi ma dużo, stąd i ciągle nowe wiadomości, pod którymi oczywiście internauci miłujący zwierzątka wpisują komentarze. Następuje tak zwane „rytualne oburzanko”.

Niby naturalna reakcja, niby właściwie trudno to negatywnie oceniać, choć z drugiej strony to zjawisko dokładnie pokazuje dlaczego tak świetnie wychodzą rozpętywane nagonki internetowe. Bowiem fakt czytania tych wszystkich doniesień większą część czytelników zwalnia z myślenia (optymistyczne założenie, że tę czynność w ogóle wykonują w innych życiowych sytuacjach) za to pozwala im pławić się w łatwych emocjach. Nic dziwnego, że wchodzą w ten system jak w masło, przy narastającej bierności w tak zwanym życiu. Albo realuwoman-791185_640

Siedzą te zbite w stado o jedynie słusznych poglądach owce na „wydarzeniu” i wyrażają swoje najgłębsze oburzenie, bo to nic nie kosztuje i mogą opisywać jak by tu, panie tego, owemu mordercy psów flaki wyrwali i na latarni zawiesili, łaaaa.

W realu te ludki nie robią praktycznie nic żeby ten nasz świat trochę poprawić (nawet kosztem dostania po mordzie od pijanego sąsiada który znów skopał swojego szczeniaka a któremu to sąsiadowi należałoby zwrócić uwagę; albo choćby wystąpienia w sądzie – pod własnym nazwiskiem, ze wszystkimi konsekwencjami – świadcząc przeciwko dręczycielowi).

A nie, a nie, coś tam wydaje im się, że robią…. w najbardziej miglancowaty i niepraktyczny sposób.

Jakoś tak się chyba dzieje, że odwaga w naszym świecie zanika. Po prostu deficytowy towar. Mało kto już komuś w ćwiarz przywali w imię idei, za to siedząc sobie przy herbatce w przytulnym pokoiku i prztykając w klawiaturę to o, już i do ćwiartowania by się brał… Słowa stają się coraz tańsze to i nie dziwota, że trzeba dokręcać śrubę (za dużo poczciwego Stephena Kinga czy co…?).

Nie tylko fizyczna odwaga zanika, ale też i ta bardziej subtelna, zwana niegdyś „cywilną”.

Oto zdarzyło się, że niewiasta pewna, posiadaczka stareńkiego amstaffa chorego na nowotwór została dosłownie zalana kontrolami z wszelkich możliwych organizacji prozwierzęcych, tych pozarządowych, gminnych, specjalistycznych i co tylko.

Jej ogromnym przewinieniem było to, że dogorywający na raka piętnastoletni pies jest chudy i nie wygląda pięknie, więc wniosek jest oczywisty, podła baba głodzi i dręczy psiumpsiuńka.

Niezbyt zamożna kobiecina zmaga się z drogą kuracją psa, wyczerpującą fizycznie i psychicznie opieką nad nim i na dodatek nie ma dnia żeby nie musiała tłumaczyć się kolejnemu komitetowi czekistów, ops, tego, jaśnie wielmożnych Przedstawicieli Narodu Do Spraw Dręczenia Zwierzątek że nie jest wielbłądem.

Nic dziwnego, że ma już tego trochę dosyć, kolejne kontrole denerwują i ją, i psa, ma na dodatek głębokie poczucie niesprawiedliwości.

W internetowych dyskusjach o tym przypadku przeważały głosy, jak to dobrze, iż ludzie reagują jak im się wydaje że coś nie w porządku z pieskiem. Tyle, że właścicielka tego psa jest akurat bardzo kontaktowa i gdyby tylko taki jeden z drugim Praworządny Obywatel PRZED wysłaniem donosu zadał sobie trud porozmawiania z nią przez trzy minuty, zaoszczędziłby jej kłopotu.

No ale – kombinuje sobie Mećka sprzed komputera – jeśli powiem coś bezpośrednio do tej kobiety a ona okaże się niemiła, a może nawet chamska, to co? Będzie nieprzyjemnie, doznam obrazy swojego majestatu… eee, to już lepiej pchnę zgłoszenie. Bo przecież „ktoś powinien coś zrobić w tej sprawie” i są „uprawnione służby i fundacje”. Donosik będzie anonimowy, ma się rozumieć, tak dla bezpieczeństwa. No i leci zgłoszenie a owe Odpowiednie Służby nawet w tym przypadku wypełniają swoje „obowiązki” – zwłaszcza gdy zorientują się że chodzi o samotną niezamożną kobitkę którą można fajnie zastraszyć (w razie gdyby zgłoszenie miało realne podstawy).dog-333483_640

W naszym kraju bowiem organizatorzy walk psów śmieją się tak zwanym miłośnikom zwierzątek w nos, dzielne organizacje prozwierzęce oraz – żeby była jasność – organy bezpieczeństwa publicznego omijają zaś szerokim łukiem zorganizowane gangi złodziei psów i handlarzy żywym zwierzęcym towarem, ohydne pseudohodowle z psami w klatkach po kanarku oraz ustosunkowanych myśliwych strzelających do wszystkiego co się rusza. Najlepiej wychodzą interwencje u pokaleczonych życiem, niespełna rozumu, starych, chorych, niesprawnych, zdepresiałych samotników o których wiadomo, że nie będą walczyć tudzież się odgryzać.

Już nie wspomnę o tym, że owe służby mają roboty po kokardę i też może się okazać że spóźniają się z interwencją – przytyk w stronę owej pani co to siedziała obok dogorywającego potrąconego przez samochód kota i przez parę godzin wydzwaniała do kolejnych organizacji które „nie przyjeżdżały”.

Kot zakończył żywot, przedstawiciele prozwierzęcej fundacji którzy w końcu przyjechali zebrali stosowny ochrzan, bo co w końcu, od czego są…, a przecież pani nie mogła kociska zawlec do najbliższej lecznicy. Po pierwsze, to by kosztowało, po drugie, mogłaby się pobrudzić a widok pokaleczonego zwierzęcia jest nieestetyczny.

Tak tak, cholernie kochamy zwierzęta i obchodzi nas ich dola, zwłaszcza tych wirtualnych, na ekranie. Jednak praktycznie nie do pomyślenia jest żeby owo umiłowanie nas kosztowało i nie mówię o „ustawieniu stałej wpłaty na schronisko” (ciekawe, ilu darczyńców zadało sobie trud przejechania się do owego schroniska czy fundacji i obejrzenia, co się tam naprawdę dzieje, ograniczając się do śledzenia słodziuśkiego serialu na jego temat ze zdjęciami, serduszkami i aniołkami na Facebooku).

Walczący w tak zwanym terenie mawiają ponuro, że kto ma miękkie serce, musi mieć twardą d…*, tak często im się zdarza w nią oberwać.costume-697960_640

Nawet Batman walczący ze złem w Gotham City owsze, bił, ale i sam brał w pysk i to nieraz jak poważnie!

Na razie mamy jednak sytuację że przed komputerami codziennie ze złem wobec zwierząt walczy wiele tysięcy poczciwych Meciek, uważających się za Batmanów.

Zawsze można zdwoić wysiłki, siedząc w internecie dwa razy dłużej i w ten sposób pobić podłego Jokera, nie?

 

One thought on “Wiele tysięcy Batmanów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *