Wirtualna produkcja aniołów

w3

Anioł świetlisty

Lubimy bajki. Jeśli lubimy zwierzątka, to kochamy bajki z udziałem zwierzątek, c’nie?

Jako ludzkość stechnicyzowana i spędzająca coraz więcej czasu w wirtualu proporcjonalnie śledzimy też coraz więcej psich, kocich i końskich historii w internecie.

Wymagania odbiorców tego typu historii są dość proste: musi być wzruszająco, dużo zwrotów akcji, trochę przerw na reklamę i koniecznie szczęśliwe zakończenie.

Co miłośnicy zwierzątek mogą dać w zamian? No kasę, oczywiście, ale wbrew pozorom nie tylko. Zainteresowanie, fejm, wsparcie – ze szczególnym naciskiem na to ostatnie. I nie zawsze owo wsparcie duchowe jest O.K.

Zawsze mnie zdumiewało, powiem szczerze, jak bardzo ludzie, którzy w realu są z pozoru odpowiedzialnymi, rozsądnie prowadzącymi swoje sprawy dorosłymi – w internecie przemieniają się w naiwne, do bólu niemądre dzieciątka we mgle, co to we wszystko, co napisane, uwierzą; szukają tylko ckliwych opowiastek a płytkie łzy wzruszenia biorą za przejaw głębokich emocji i dowodu na własną niesłychaną wrażliwość.

Najbardziej zdumiewająca jest, według mnie, postawa niektórych duszyczek którą łatwo można streścić jako: „jestem idiotą i jestem z tego dumny!”.

Żadne racjonalne argumenty, żaden logiczny wywód nie skruszy murów zbudowanych przez takiego dobrego człowieczka wokół Internetowej Słusznej Sprawy.

W skrajnym przypadku mogliśmy prześledzić ten stan umysłu (… umysłu…? hm, określenie na wyrost) na przykładzie niewiasty, Red lightsktóra z oburzeniem wypowiedziała się pod informacją o klasycznym internetowym oszustwie – fałszywej petycji niby to na rzecz biednych zwierzątek, która to akcja służyła wyłącznie wyłudzeniu danych osobowych.

Rzecz była jasna, oczywista i udowodniona, ale kobiecina tak się poczuła dotknięta do żywego faktem, że – według niej – ktoś ośmielił się skrytykować sam fakt podpisywania takowych petycji, że solidnie ulała rozżalenia i gniewu. Bo jakże to tak: ona zawsze podpisuje wszystkie petycje i o, tak należy robić. A nie „siać nienawiść” (sic!) i rozdzielać przysłowiowy włos na czworo, bo to, kurczę, takim paniom jak ona źle robi na błogie poczucie samozadowolenia pod tytułem „rany, jakim ja jestem wrażliwym i dobrym człowiekiem! Wszystkie petycje podpisuję!”.

Słowem, istota owa gromko domagała się od ludzi, żeby koniecznie, ale to koniecznie pozostawali półgłówkami z których dowolny krętacz, oszust czy psych robi wała, ile razy mu się zechce. Bezrefleksyjność rządzi!

A tam. W sumie jeśli ktoś koniecznie chce pozostawać w strefie landrynkowego komforciku, to zabronić mu nie można (znam przypadek w którym próba pokazania prawdziwej sytuacji spowodowała u takiej kremówkowej osoby zaburzenia natury somatycznej – które się skończyły, gdy kobiecina, przez moment dostrzegająca rzeczywistość bez różowego lukru, szybkim skokiem wróciła do stanu poprzedniego otępienia).

No tak. „A kij wam do tego, na co idą moje pieniądze!” i te sprawy – każdy ma wolną wolę i, dopóki nie jest ubezwłasnowolniony, może robić ze swoimi zasobami (kasą, czasem, zapałem i tak dalej) co tylko zechce – ino gorzej jak szeregi ludzi którzy upierają się żeby stan zaniku mózgu pozostawał u nich chorobą przewlekłą dzięki temu wspiera bezsensowne inicjatywy albo, co gorsza, zbrodnicze działania.

Albo choćby tylko starannie popycha chorego bliźniego w stronę nieuchronnej przepaści. Bowiem istnieje coś takiego jak mądra miłość oraz głupia – niestety miłośnicy zwierzątek częściej znajdują się we władaniu tej drugiej, co stwierdzam z prawdziwym smutkiem.

Właściwie od zawsze, ale od gwałtownego rozwoju internetu zwłaszcza, można obserwować cyklicznie pojawiające się, takie oto historie:

– jest sobie dobra pani (dużo rzadziej: dobry pan, ale też się zdarza) .

Dobra pani opiekuje się zwierzątkiem. Zwierzątkami. Trzema. Przyjęła właśnie czwarte, i szybciutko piąte. Szóste też, bo zbieramy na jej rzecz pieniążki, przecież nie będzie ich utrzymywać za własne, jest już ich sporo (o, właśnie wzięła na odchowanie miot szczeniąt od Fundacji Mumumu).

Wszyscy są zachwyceni, zwłaszcza że dobra pani, dajmy na to: Fiubścińska, Anioł przerażającyto naprawdę fajna kobita jest, lubi zwierzęta, stara się porządnie opiekować tą gromadką, oczy ma spuszczone skromnie w ziemię, czasem coś powie zuchowato, tak od serca, że niby ciężko jest, ale trzymajmy się, nie dajmy się, a ktoś przecież pomagać musi…, aniołki, serduszka, pani Fiubścińska nigdy, nigdy nie odmawia pomocy, jak ktoś znajdzie trójnogiego kota na ulicy pod domem to dostaje namiar na panią F. bo ona nigdy nie odmawia, nie tak jak inni, ci wyrachowani, CYNICZNI, co to udają że lubią zwierzęta a potem w razie czego to się głupio tłumaczą że osiągnęli już kres mocy przerobowych i nie dadzą rady wziąć jeszcze jednego, o wa, takiego malutkiego, i tylko trochę chorutkiego.

Aniołki! Więcej aniołków! Serduszka! Kreskówkowe pieski z wielkimi oczami! Bukieciki kwiatków! Wklejamy na fejsbuczku!

Dobra pani Fiubścińska ma już trzydzieści zwierzaków, bohaterka, skąd ona siły na to bierze, wklejmy jej ogrooomne różowe serce i puśćmy przelew. Cudownie że są tacy ludzie na świecie, tacy dobrzy w oceanie bezduszności i zła.

I tak się toczy, toczy ta śniegowa kula…

Dla bezkrytycznych klakierów przyszłego zbieracza (albo już-obecnego-zbieracza) tak zwany dobrostan zwierząt naprawdę w pewnym momencie przestaje się liczyć.

To znaczy dla nich najistotniejsze jest, że ktoś KOCHA zwierzątka, a to, że – niby tak je kochając – naprawdę nie jest w stanie zapewnić im normalnej, godziwej opieki jest nieistotnym drobiazgiem o który nie warto kruszyć kopii.

Albo inaczej: standardy „dobrej opieki” drastycznie zmieniają się w oczach Kibiców Zbieracza; och, może i zwierzątka wegetują w stadzie w ciasnych pomieszczeniach, ale przecież pani Fiubścińska czy pan Mirek „życie im poświęca” oraz „tak je uwielbiaaaa…”.

za: www.zanimaux.com
za: www.zanimaux.com

Niby wiadomo, że jedna osoba nie jest w stanie dobrze i solidnie, zgodnie z potrzebami, prowadzić opieki nad – powiedzmy – czterdziestoma chorymi, starymi psami czy kotami (halo, Kosmos? tu Ziemia: to jest FIZYCZNIE NIEWYKONALNE bez stałej, regularnej, codziennej pomocy kilku osób) ale są wyjątki, w postaci tej czy innej Horpyny która najwyraźniej posiadła umiejętności bilokacji oraz dowolnie manipuluje czasem więc – jakżeby inaczej – nie bawi się w zbieraczkę z przewidywalnym smutnym finałem, ino „wspaniale się opiekuje”.

Pani Fiubścińska czy pan Mirek potrzebują wsparcia swoich działań, także psychicznego oparcia, legitymizacji faktu że przygarnianie coraz to nowych stworzeń bez zaplecza (fizycznego, finansowego, lokalowego i tak dalej) jest w porządku.

To internetowe (a czasem nawet realne), że tak powiem: szczytowanie w postaci achów, ochów, zachwytów, płaczu z rozczulenia nad współczesnymi aniołami w ludzkiej skórze którzy się nam na tej ziemi objawili i opiekują biednymi pieskami i kotkami trwa nieraz sporo miesięcy, a nawet lat.

Po drodze tworzy się oczywiście Brygady Inkwizycyjne, wymierzające surowe kary złośliwym pomiotłom ośmielającym się sugerować jakieś tam nieprawidłowości, wyrażającym wątpliwości, no, ogólnie – nie wierzącym w nowo wykreowanego Anioła.

Argumenty stare ale jare, co WY zrobiliście dla zwierzątek, Zawieszonytylko „klepiecie w klawiaturę” a pani Fiubścińska (pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio, niepotrzebne skreślić) ciągle ino gnój spod psów wyciera, pomoglibyście, łajdacy, no tak, biedne pieski konałyby na ulicy gdyby nie pani Fiubścińska, pan Mirek, Nasza Gwiazda, Kochana Cioteczka, Wujeczek Mrówcio.

Tu rzeknę że na pewnym etapie opieki pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy i tak dalej…., to tym zwierzakom lepiej by się konało na ulicy, a już na pewno krócej by trwała ich beznadziejna męka, no ale cóż, to pogląd niepopularny.

Politpoprawność Miłośników Zwierzątek polega bowiem na tym, że nie liczy się prawdziwy stan rzeczy, tylko jak najsłodsza bajeczka. Uwaga: jak najbardziej jest w niej miejsce dla gówien, które są dla nieskazitelnego bohatera rodzajem próby i dowodem dla gawiedzi na jego anielskość – dawniej postać z haggady pokonywała smoka czy właziła na szklaną górę, a tu mamy prosty fakt sprzątania jako nowy heroizm najwyższej próby. Zrzędliwie powiem: taki heroizm, jakie czasy, he he.

No więc jest sobie biedne cierpiące zwierzątko, spotyka na swej drodze Ludzkiego Anioła i już jest mu – bo musi być! – dobrze w życiu. Spróbowałoby być inaczej! Under waterDzieci kochają szczęśliwe zakończenia, a my, ludzkość, wszyscy staliśmy się po trosze Filidorami dzieckiem podszytymi i też chcemy bajek. A co. Tylko tych nieszczęsnych ludzi zmagających się z Animal Hoarding Syndrome trochę (mi osobiście tylko trochę, przyznaję, bo generalnie w kontaktach osobistych to strasznie wkurzające jednostki) żal. Bo bez fachowej pomocy – i odcięcia od narkotyku w postaci coraz to nowych fal zwierząt do „uratowania” – powoli toną: to, że oni sami, cóż, nie oni jedni, przykre że nacierpią się przy okazji zwierzęta których nikt nie pytał, czy aby na pewno chcą być „uratowane” przez zaburzoną jednostkę.

O czym pt. publika dowiaduje się zwolna po owym długim okresie kiedy to Anioł króluje na tronie.

Stopniowo na świetlistości, różu, pomadce, pudrze i jeszcze tam czym pojawiają się smużki, zacieki jakieś, czasem wszystko wyłazi na jaw powoli, a czasem ŁUBUDU, wybucha afera i okazuje się, że z ponurego domu, posesji czy mieszkania pani Fiubścińskiej, pana Mirka, Naszej Gwiazdy, Kochanej Cioteczki, Wujeczka Mrowcia wyciąga się psie szkielety z odparzeniami, utytłane w syfie nie z tej ziemi, nie leczone albo źle leczone, ze śladami pogryzień albo pazurów, bowiem zwierzątka w tłumie, nawet te stadne, cierpią jak diabli i im odwala, co widać choćby na przykładzie metra w godzinach szczytu. TłumOjojoj, daliśmy się oszukać, kto mógł przypuszczać, wstrętna pani Fiubścińska, ale i Fundacja Mumumu winna bo co, nie widziała w jakie warunki przywozi kolejne zwierzątka??? Wzajemne żale, przerzucanie się oskarżeniami, i tak dalej, i tak dalej.

Tłum miłośników nie ogarnia, że bynajmniej nie jest tak, że „dał się oszukać” – starannie bowiem SAM się oszukiwał, bo się oszukiwać chciał, koniec, kropka.

Dla zbieracza naprawdę nie liczy fakt opieki nad cierpiącymi zwierzętami, zapamiętajcie sobie, kandydaci na Internetowych Bezrefleksyjnych Półgłówków.

Ich rajcuje moment „ratowania”. Słowem, oni zbierają tych zwierząt coraz więcej i więcej nie z uwagi na to, że „nie umieją odmówić z powodu wielkiego serca” – bzdura, to znaczy oczywiście że nie umieją, tak jak zaawansowany alkoholik nie odmówi kolejki czy dwóch. Liczy się kolejny okaz do kolekcji.

To, że ten mechanizm działa, poznaje się właśnie po zupełnym braku refleksji nad tym chociażby, jak np. przyjęcie kolejnego zwierzęcia podziała na już istniejące stado.

Na braku sekundy zimnej kalkulacji: czy będzie czas na REALNE zajęcie się nowym przybyszem Zza siatki(absolutnie nie kosztem pozostałych podopiecznych i nie kosztem snu, czy jakichkolwiek czynności życiowych opiekuna – sorry, ale to też jest ważne i myślenie o tym świadczy, że na razie nie zachwiały się nasze podstawowe siły umysłowe – piszemy o tym tutaj).

Owszem, ci uczciwsi wobec zwierząt starają się, to nie jest tak, że nie zasuwają przy tym swoim stadzie – tylko że są granice ludzkich możliwości, a każdy zbieracz je w pewnym momencie przekracza. Niestety, niczym anorektyczka przeglądająca się w lustrze i stwierdzająca, że „przydałoby się jeszcze trochę odchudzić”, zbieracz stopniowo przestaje widzieć stan swojego domu i swoich domowników.

Piszcząc nad nimi, zachwycając się ich wielkim sercem, nie zadając kłopotliwych pytań, glebiąc osoby próbujące takie pytania zadawać, nie sprawdzając, co się u takiej osoby dzieje, uporczywie nie spostrzegając sygnałów alarmowych stajecie się współwinni – co najmniej winni podsuwania narkomanowi kolejnej działki narkotyku, głaskania go po głowie i mówienia mu, że tak ma właśnie być, że jest świetnie i że dobrze, że po tę kolejną działkę sięga.

Łubudu! dzieje się często gdzieś w głębi kraju, po cichu, jest wybuchem, a raczej wybuszkiem na mała skalę – piętnaście kotów chorych na zakaźne choroby (i zarażonych już po przybyciu do domu ratującego je Anioła), kilkanaście czy kilkadziesiąt psów…

Czasem zaś mamy do czynienia z soczystym skandalem na skalę krajową, gdy w grę wchodzi, na przykład, osiemset psów czy parę setek kotów i ta czy inna celebrytka która postanowiła „się poświęcić”.

Przypomnę archiwalia na przykład i ciekawą opowieść o tym, jak pewne Ważne Panie które od lat wiedziały, że u pewnej zbieraczki źle się dzieje, przymykały oczy na sytuację a nawet, w momencie gdy szambo się rozlało, próbowały nadal malować bury ugór na zielono:

http://www.argos.org.pl/boguszyce/polityka.htm

Czy taka postawa czegoś nam nie przypomina?

No więc te rzeczy dzieją się od lat, zawsze tak samo. To aż nudne. A najbardziej nudne jest to, jak wielka rzesza zwierzolubów niczego, ale to absolutnie niczego się nie uczy. Mimo że podobno historia vitae magistra est. No ale jednak ważniejsze jest że „jestem idiotą i jestem z tego dumny”, najwyraźniej.

8 thoughts on “Wirtualna produkcja aniołów

  1. Niestety tak to wygląda – czasami widzę jakieś akcje na polakpotrafi i tego typu portalach, gdzie zbierane są ”datki” na różne cele. Kiedyś widziałem nawet, że jednej Pani ufundowano dom, żeby miała gdzie trzymać te wszystkie uratowane zwierzątka.

    Druga kwestia jest taka, że jeśli odpowiedzialność za bezdomne zwierzęta zrzucimy z gmin na prywatne osoby to schroniska nigdy się nie poprawią, bo po co skoro ludzie rzucą kasę na dofinansowanie domowych schronisk?

  2. Anka

    Tylko czemu tak ostro ? Czemu z brakiem szacunku dla czytelnika ? Zgadzam się z poruszonym tematem ale jak większość ludzi, nie przepadam za porównywaniem mnie półgłówka. Nieprzekonanych nie przekona, myślących odstraszy.

    • Waldorf

      Ależ ja nikogo nie “porównuję” do półgłówka! 🙂 Jeno nazywam półgłówków – półgłówkami. A to różnica.

      Jeśli podpuszcza Pani zbieraczy do zbieractwa, zachwyca się panią Villas (ś.p. obecnie) i innymi zbieraczami, bezrefleksyjnie tępi ludzi którzy ostrzegają że u takich osób nie wszystko jest w porządku i tak dalej, to nie mogę nazwać Pani “myślącą” – jednak zapewne coś takiego w tym przypadku nie zachodzi, ma się rozumieć. :-).

    • Taki styl wypowiedzi – czasami nie da się inaczej 🙂

  3. Teresa

    Do łez się uśmiałam. Nie, że temat śmieszny, ale jakże celnie ujęty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *