“Wolę zwierzęta niż ludzi!”

w3
Adolf Eberle, Karmienie psów.
Adolf Eberle, Karmienie psów.

Słyszy się takie sformułowanie. I często czyta na stronach poświęconych zwierzętom, głównie psom i kotom. To stwierdzenie bywa wykorzystywane jako pretekst do łomotania zwierzolubów przez, eee, jakby to rzec, stronę przeciwną (mniej uwrażliwioną na potrzeby świata zwierzęcego – tak to ujmijmy).

Zazwyczaj te słowa wyrywają się ludziskom za łatwo, bezrefleksyjnie, bywa jednak, że ktoś doznał tyle zła od ludzi, że faktycznie woli wycofać się w bezpieczniejszy – jak mu się wydaje – świat zwierzątek.

Z drugiej strony… Czasem to zdanie wypowiada rzeczywiście skrzywdzony człowiek, ale muszę przyznać że bardzo często słyszę je z ust prawdziwych piekielników, różnych herod-bab i facetów-pieniaczy, takich, na widok których znajomi na ulicy nerwowo skręcają w boczną uliczkę żeby się z nimi nie spotkać, bo wiadomo że dostaną na łeb całą porcję ważących tony opowieści o tym, kto ostatnio takiego delikwenta skrzywdził i kto, mianowicie, jest głupi, podły i zachowuje się niewłaściwie. Ewentualnie dowiedzą się jak wspaniale wyglądałby świat gdyby piekielnik mógł go urządzić od początku do końca.

No więc naprawdę różnie z tym bywa.

Czy jakieś stwierdzenie może być jednocześnie prawdziwe i fałszywe? W sumie chyba tak, jeśli zastanowimy się nad motywacjami, jakie kierowały wypowiadającym je.

Jak się wydaje, w potocznym znaczeniu chodzi o to, że pieski i kotki są takie, błuj, pardon, kochające tudzież wierne, nie oszukują, nie są podłe, a człowiek to obrzydliwa istota która nic ino krzywdzi wszystko naokoło.

Do przedstawicieli homo sapiens mam stosunek mocno sceptyczny, fakt, ale z drugiej strony idealizowanie innych gatunków tylko dlatego, że nam się bliźni nie podobają wydaje mi się zabiegiem mocno ryzykownym.

Alfred Stevens, Wyjdziesz ze mną, Fido?, 1859.
Alfred Stevens, Wyjdziesz ze mną, Fido?, 1859.

Prawda jest taka, że najczęściej ktoś, kto tak bardzo „woli” psy w ogóle nie ma pojęcia o psiej psychice i potrzebach gatunku. On jedynie idealizuje sobie swojego ulubieńca, ewentualnie więcej znanych sobie zwierzaków – w sumie to dość proste, pies istota socjalna, często jego różne zachowania z tym faktem związane bardzo się ludziom podobają, no i ma cechę idealną, mianowicie nie potrafi gadać. Można do niego wyplatać rozmaite brednie a on, pocieszek nasz milusi, nie odezwie się nigdy słowami „przestań już chrzanić” albo „odwalże się wreszcie ode mnie” ani nic w ten deseń, co czasem zdarza się innym istotom ludzkim. Czysty zysk, nie?

Zasadniczo mamy stuprocentowo zależnych od nas niewolników i możemy sobie wywijać nimi, jak tylko chcemy, w zależności od tego, jakie mamy doświadczenia i jak bardzo jesteśmy szurnięci, nieraz przy aprobacie otoczenia i w nimbie osoby miłującej zwierzątka i wyjątkowo humanitarnej.

Znam przypadek faceta zadręczającego, obsesyjnie, swojego wychuchanego psa milionami badań i wciskającego mu niepotrzebne leki (przy współpracy weterynarzy, nie wiem, idiotów albo cyników którzy na życzenie pana robią na przykład kroplówkę psu który zeżarł kawałek patyka i go wyrzygał po czym zapomniał o sprawie… albo zapomniałby, gdyby z powodu „straszliwych wymiotów” nie zawieziono go na sygnale do lekarza).

Gdyby piesek zaginął (tfu tfu) i pan musiał się wykazać „dbaniem” o zwierzaka (jak wiadomo, to bardzo ważny punkt dzięki któremu znalazca łaskawie rozważy czy może oddać nam naszego zwierzaka) to jest szansa że – przy grubej teczce pełnej medycznej dokumentacji dotyczącej absolutnie zdrowego zwierzęcia – facet będzie miał szanse na jego odzyskanie. Wszystko pięknie ładnie, a zwierzak jest naprawdę nieźle udręczony, śledzony przez cały czas (bo „jakoś szybciej oddycha!”) i stresowany w różnych klinikach tylko dlatego, że jego właściciel ma problem ze sobą.

Czy gość – tak naprawdę – jest aż tak wrażliwy i tak bardzo myśli o swoim zwierzaku? Ależ skąd, on zajmuje się, niejako przez pieska, SOBĄ. Kolokwialnie mówiąc robi dobrze sobie, a nie psu – bycie dobrym dla zwierzątek wymaga bowiem najczęściej właśnie czegoś a’la wyjścia z siebie i stanięcia obok, jako obiektywny obserwator. Mało kogo na to stać.

"Wyszkolone psy", źródło: Library of Congress, b.d.
“Wyszkolone psy”, źródło: Library of Congress, b.d.

Dzięki zwierzątkom możemy na przykład realizować nasze ambicje, nieraz całkowicie chore (popatrzcie na niektóre hodowle, tak tak, także te ę, ą, ZKwP FCI i co tylko…, albo niektórych kynologicznych sportowców i ich psy), możemy budować swój image osoby światłej i humanitarnej oraz poświęcającej się (przypadki „kocich aniołów” będących domkami tymczasowymi dla trzydziestu zestresowanych kotów upchniętych w kawalerce albo działaczy organizacji prozwierzęcych dla których psy i koty stają się w końcu tylko robotami, napędzającymi do działania i pozwalającymi odtrąbić kolejny sukces).

Anioł aniołowiczW wersji „nazywam się milijon i kocham za milijony” czyli umiłowania psów (czy innych zwierzaków) ogólnie, jako gatunku, następuje piękna ekstrapolacja wykonywanych zadań na cechy moralne. I tak, szlachetne psy służbowe strzegą naszego bezpieczeństwa a nieraz oddają życie za opiekunów – tyle, że one nie mają specjalnie świadomości że mogą zginąć, normalka, szukają swojej zabawki, radują się że wreszcie będą mogły kogoś (po długiej pogoni) ugryźć, cieszą się ze współpracy z kimś kto przemawia do nich ich prostym, klarownym językiem i tak dalej.

Pieski pasterskie zaganiają owieczki nie dlatego, że je kochają i chcą żeby zwierzątka były w stadzie bo tam bezpieczniej, tylko od małego uruchamia im się instynkt (wyprowadzony pracą hodowlaną z prostego popędu łowieckiego), nie wspominając o tym ile razy w młodości takiego owczarka pasterz przygrzmocił mu lagą za próbę owych owieczek gryzienia (mówimy o pasterzu ze stadem owiec i robotą do wykonania, a nie infantylnej panience która trzy razy w roku jeździ na „seminaria pasterskie” na których wybucha płaczem i obraża się bo ktoś ma pretensje że jej ukochany, a wychodzący spod ręki piesek oskalpował owcy ogon).

I tak dalej, i tak dalej.

No cóż, potem następuje wielkie zdziwko po zasłyszeniu informacji że w pewnym mieszkaniu dwa psy odgryzły właścicielce rękę – i zaraz smutna mina, że „na pewno je biła i się broniły” co jest bzdurą do kwadratu, bo pani właścicielka była akuracik taką samą miłośniczką piesków jak wypowiadający się, no i właśnie wprowadzała w życie idee powszechnej miłości i braterstwa co się skończyło tak, a nie inaczej. Bowiem psy raczej owych idei nie uznają i – jakby to rzec? – biorą sprawy takimi, jakimi są, w tym przypadku zaś pani nie zauważyła że właśnie zaostrzyły jej regulamin porządku domowego, śrubowany przez wiele miesięcy, i ją skarciły za jego przekroczenie, w trakcie zaś owego karcenia trochę się wzajemnie podjarały i skończyło się, jak się skończyło.

Gordon refleksyjnyDopóki nie zobaczymy naszych psów czy kotów takimi, jakimi są naprawdę, będziemy tonąć w morzu hipokryzji (dobra, niechaj będzie: zostaniemy na zawsze w drużynie Walta Disneya), co byłoby w sumie tylko drobnym osobistym kłopocikiem natury czysto teoretycznej, gdyby nie fakt że najczęściej przekłada się na praktykę. Trochę o tym tutaj, na przykład. Słowem, wyczyniamy z naszymi zwierzakami rzeczy dla nich nie do zrozumienia, wymagamy za dużo albo za mało…, a na końcu wdeptujemy w jakąś śliską pseudohumanitarną ideologię i zostajemy, pfuj, działaczami na rzecz zwierzątek albo coś. Albo wojujemy o różne wydumane sprawy, zwalczamy takie czy inne sposoby szkolenia nie mając do tego realnych podstaw.

Jestem w stanie zrozumieć, natomiast, stwierdzenie o preferowaniu zwierząt z ust kogoś, kto nie za dobrze radzi sobie w sferze pewnych niuansów, narzucanych w procesie cywilizacyjnym albo wynikających z tego, że ludzie mają tak rozwinięty mózg.

U zwierząt faktycznie jest prościej – grzmotnąć kogoś, jak podpadnie albo wlezie na nasz teren, pomęczyć słabszego, przytulić innego członka stada, cieszyć się ze wspólnego polowania, zjeść, wypić, rzygnąć, oznakować teren.

Kruseman_Portret Adriaana van der Hoopa.
Jan Adam Kruseman_Portret Adriaana van der Hoopa.

Czasem wejście w ten prostszy świat, gdzie „A” znaczy „A” i nic ponadto, i nikt nie rozumie że można na przykład bardzo długo mówić po to, żeby nic nie powiedzieć – bywa bardzo ożywcze. Stąd tylu fascynatów zwierzątek.

Ale o mur na końcu ślepej uliczki rozbijemy się wtedy, gdy zaczniemy niebezpiecznie skręcać w kierunku podkładania zwierzątkom naszych uczuć, emocji, rozumowania, pragnień.

Zwierzątka zresztą czemuś też preferują takich osobników naszego gatunku, którzy mówią do nich w sposób klarowny, jasny i dla nich zrozumiały, co nie znaczy automatycznie, że są dla nich wyłącznie milusi albo wyłącznie surowi. Śmiem twierdzić, że takich, co to chcą być wyłącznie milusi albo wyłącznie surowi raczej nie lubią i nie poważają, bo to jest niezgodne z ich – jakby to powiedzieć? – sposobem bycia oraz życia. I tyle.

4 thoughts on ““Wolę zwierzęta niż ludzi!”

  1. Marta

    Mądry artykuł. Ludzie rzeczywiście mają tendencje do przypisywania psom cech ludzkich. Trudniej jak traktować psa, jak po prostu psa, nie jak dziecko. A przecież on tego własnie potrzebuje. Powinien być związany z opiekunem, a jednocześnie czuć do niego respekt i uznawać go za przewodnika stada. Właściwy stosunek do czworonożnego ulubieńca – mało z nas to potrafi.

  2. Małgorzata Rybak

    Ja mam sunię ze schroniska jest z nami 8 lat. I faktycznie traktuję ją jak pieska a nie człowieka. Moja sunia wie gdzie jest jej miejsce i jest posłuszna. Poza tym miałam raz taki przypadek, wstawiłam czajnik z wodą na gaz no i przysnęło mi się. I proszę sobie wyobrazić że, moja sunia zaczęła mi piszczeć i mnie obudziła. Ja uważam że, zwierzęta instyktownie wyczuwają niebezpieczeństwo. Poza tym jak pogorszył się mój stan zdrowia to moja sunia cały czas leżała przy moich nogach by być jak najbliżej mnie. A choruję na nowotwór. A jeśli chodzi o ludzi to niestety byli w moim życiu ludzie na których bardzo się przejechałam. Moja ś.p matka która wszem i wobec opowiadała o mojej rzekomej chorobie psychicznej. Bardzo zależało jej na mojej samotności. Nie pozwalała na to bym pokochała drugiego człowieka. Oraz mój brat który traktował mnie jak powietrze. Dlatego nie miałam przyjaciół, bo kto by zechciał przyjaźnić się z osobą psychicznie chorą. Jak żyła mama to nawet zwierzaka nie miałam i byłam cały czas samotna. Teraz mam dorosłego już syna którego kocham matczyną miłością oraz mam sunię. I tyle w temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *