Wróć, Luciu, wróć!

w3

Dylemat

Tak mi się zahaczyło o spacery i przy okazji, jak tu by nie kombinować, wychodzi, że najważniejszą rzeczą, którą każdy pies powinien mieć w swoim repertuarze, jest przywołanie. Uwaga: dalej pod tym słowem rozumieć powinniśmy „natychmiastowy powrót do właściciela na wezwanie niezależnie od istnienia czynnika czy czynników rozpraszających”. [Ale fajna drewniana mowa mi wyszła.]

Ta definicja się jednak przyda, bowiem dostrzegam że dla pewnej ilości braci psiarzy słowo „przywołanie” ma raczej znaczenie takie, jak o, tu, na tym oto filmiku-perełce (uwaga: nic psiego, ale idealnie oddaje klimat).

Słowem: „Och wróć, Luciu, wróć, Luciu, wróć, Luciu, wróć” – „Złudzenia rzuć, Guciu, rzuć!”

woman-892309_640Nawet jeśli jesteśmy praworządnymi obywatelami i w związku z trochę niejasną kwestią spuszczania psa w poszczególnych miejscowościach w ogóle nie pozwalamy mu latać luzem (robiąc świętojebliwą minę na temat własnej dobrej obywatelskiej postawy) – każdy karabińczyk może kiedyś pęknąć, każda obroża spaść.

Wtedy jesteśmy na podwójnie straconej pozycji, bo nasz pies jest trochę oszołomiony faktem że oto znalazł się na wolności i nie ma pojęcia co to jest przywołanie, a i my, przy okazji, też nie.

A propos, ludziom święcie przekonanym że wystarczy psa prowadzić przez, powiedzmy, pół roku czy rok wyłącznie na smyczy, a potem, spuszczony, będzie się ich trzymał mogę powiedzieć że niestety to tak nie działa.

Przywołanie to czynność której albo nauczymy, albo nie – i albo będziemy się zajmować odławianiem naszego zwierzaka na spacerach, albo będzie przychodził gdy go wezwiemy, w zależności od tego czy go tego nauczyliśmy, proste. Samo się nie robi.

Rudolf Koller, Skaczący pies, 1856.
Rudolf Koller, Skaczący pies, 1856.

Pewną regułą, zresztą logiczną, jest, że psy lękliwe (ale nie histerycznie lękliwe) czy submisywne ogólnie chętniej trzymają się człowieka i do niego wracają, niż typy „hop do przodu!”, chętne do eksplorowania świata, nie mające za dużo obaw wobec niego. Słowem, to nie jest tak że każdy pies wymaga jednakowej porcji nauki i wysiłku żeby go przywołania nauczyć. Trochę o tym tutaj.

Najśmieszniejszy aspekt sprawy, dla osób głębiej tkwiących w psim światku: zabawnie jest gdy się pomyśli że są na świecie ludzie nie rozumiejący, że albo pies ma zrobione przywołanie, albo go nie ma – i wierzący święcie w coś zwanego „przywołaniem awaryjnym”, które jest „lepsze” od przywołania „zwykłego”.

Słowem: dlaczego ma być prosto, skoro skomplikowane też działa?

Come by or leave mePrymitywną mową rzecz ujmując, tak „normalnie” to se wołamy pieska i on albo przychodzi, albo wącha jeszcze trawkę albo zabawił się z kolegami i w ogóle…, no ale są sytuacje nagłe, grożące rozmaitymi konsekwencjami i od tego mamy Cudowny Gwizdek i Przywołanie Awaryjne uzyskiwane za jego pomocą.

Jak mi się pierwszy raz zdarzyło o tym mistycznym elemencie nauki psów usłyszeć to ciekawość mnie zżerała, co to, na cudowne kolano boskiej Izydy, może do licha być?

Jakież było moje rozczarowanie gdy opis owego zjawiska (bowiem w końcu paru wtajemniczonych zdecydowało się odsunąć na bok zasłonę skrywającą mgliste misteria) wyjaśnił mi, że chodzi o bardzo proste warunkowanie na dźwięk gwizdka wzmocnione konsekwencją wobec psa, odrobiną awersji i dużym nagradzaniem.

Żeby było jasne: zasadniczo doceniam zalety gwizdka w sytuacji, gdy właściciel psa posiada słabe struny głosowe, dożył pięknego wieku lat stu trzech (i jego głos nie jest taki jak niegdyś…) albo ma takie problemy ze sobą, tak strasznie się wstydzi otoczenia, że nawet w stanie tak zwanej wyższej konieczności nie jest w stanie wydać z siebie odpowiedniego głosu – głosu niczym trąby przy użyciu których zburzono niegdyś mury Jerycha – bo jeszcze ktoś na niego spojrzy i co będzie.

Generalnie tzw. przeciętny właściciel zazwyczaj nadużywa ryku, często nie wyobrażając sobie w ogóle że mógłby się do swojego psa zwrócić neutralnie albo wręcz wesoło. Właściciel Jaśnie Oświecony – odwrotnie, w ogóle go nie używa ponieważ uświadomiono go co do niestosowności jego użycia. Pewnie, lepiej ten gwizdek i ta awaryjność…

Gdyby nie to, że mamy tu jakieś kompletne pomieszanie pojęć, a przy okazji najczęściej i klepek w ludzkich głowach, to można by było w sumie przejść nad tym do porządku, no ale niezrozumienie zasad na jakich działają psy aż boli.

Wracając do meritum: jeśli „to działa” – działa nie dlatego, że jest „awaryjne”, tylko dlatego, że ktoś przyłożył się do konsekwentnego ćwiczenia przywołania, do czego prawdopodobnie zmobilizowały go mądre miny doradców wyszeptujących mu na ucho tajemnicę „awaryjności” (w odróżnieniu od profanów, którzy po prostu uczą swoje psy bezwzględnego przybiegania na wezwanie i nie rozróżniają przywołania normalnego i szczególnego).

Do mniePrawdopodobnie jest też tak, że nieszczęśnikom „awaryjnym” sytuację komplikuje fakt iż ich psy nie przybiegają, zawracając na czarnej czy różowej piętce, natychmiast na pierwszy okrzyk. Słowem, dużo w ich życiu pojękiwania „Fido! Fiiiidooo… no chodź już, piesku!” co Fido ma – pardą my French – w tyłku, albo wręcz uroczego „nie wołam go bo i tak nie mam szans żeby posłuchał, więc nie chcę upalić komendy”.

Żeby tak coś z tym zrobić, ba, niekoniecznie (bo jeszcze się okaże że trzeba trochę pieska przycisnąć…) – niemniej życie jest na tyle nieprzewidywalne i niebezpieczne, że coś by trzeba mieć w zanadrzu, na wypadek szaleńczego biegu pupilka w stronę ruchliwej ulicy albo co.

Więc w codziennym życiu jest „mój pan tak dobrze wytresował mnie, że kiedy zawoła – przychodzę lub nie” a w krainie NigdyNigdy prask, i pies pędzący za sarenką zawija w powietrzu i śmiga w naszą stronę bośmy zadęli w gwizdawkę.

A tak naprawdę: wierząc święcie w wyższy stopień wtajemniczenia przy owym „awaryjnym” przywołaniu przez przypadek jeden z drugim nauczyli swojego psa NORMALNIE. Użyli awersji (tak tak, lina przytrzymująca zwierzę to awersja) i dużo nagradzali. Niczego wyjątkowego i tajemniczego w tym nie ma, należałoby się jeno zastanowić, co takiego dotąd wyczyniali ci ludzie (a może i pracujący z nimi fachowcy?) że od początku po prostu nie nauczyli swojego zwierzaka wracać na wołanie… Opis wskazuje na znaczą stratę czasu – naprawdę przy lekkiej zmianie metody można efekty osiągnąć szybciej – ale co kto lubi.

Przy okazji, jasna rzecz że do przywołania potrzebne jest zmotywowanie zwierzaka. Powtarzać się nie chcę, więc po prostu można zajrzeć tu oraz tu – ale, choć uważam autocytaty za rzecz śmieszną, to sobie pozwolę, o: motywacją dla psa jest świadomość, że za pewne zachowania spotka go przykrość, podczas gdy rezygnacja z nich oznacza realną przyjemność – nagrodę.

MalinoisDla niektórych odkrycie że mówią prozą bywa nielichym szokiem, fakt. Znam parę osób co by się strasznie zdziwiło że de facto ich psy mają zrobione „awaryjne” przywołanie. Tyle, że za każdym razem, to znaczy dają się odwołać w pięknych okolicznościach przyrody typu nudny spacer po pustyni Gobi jak i, w identyczny sposób, przy wysokim stopniu podjarania faktem że właśnie śmignął niedaleko wiewiórek.

Ot tak, po prostu, ciemne chłopy podolskie (pardon wszystkich którzy pochodzą z tamtych okolic, to takie powiedzonko): od początku wiedzieli że muszą na tyle ogarnąć swojego psa, żeby móc mu zapewnić jak najwięcej luzu a jednocześnie bezpieczeństwa. Nawet, jeśli miałoby się to odbyć przy wykorzystaniu rozmaitych metod awersji, wliczając w to głos, linę, obrożę elektryczną i co tylko. Oraz sznury serdelków albo pudełka kawioru, z drugiej strony.

Uroczym odłamem Awaryjnych Przywoływaczy są tacy, którzy święcie wierzą że istotą przywołania jest sam gwizdek. HamelnMożesz, człecze nieszczęsny, dwoić się i troić przekonując ich, że zasadniczo do wyrobienia odruchu przybiegania na sygnał można użyć rzeczy dowolnej: ludzkiego głosu, gwizdka, trąby, uderzenia w struny harfy (jeśli przypadkiem zabieramy ją ze sobą zawsze na spacery), strzału z walthera P38 w powietrze, walnięcia pokrywkami garnków jedną o drugą i tak dalej. Byleby było to – konsekwentnie – podobne do siebie za każdym razem. Owszem, psy na ogół reagują na wysokie tony ultradźwiękowego gwizdka, zwłaszcza słysząc go po raz pierwszy; ale jeśli nie zajmiemy się prawidłowym wyrobieniem w psie reakcji na tenże gwizdek, to sam jego dźwięk doprawdy nie zahipnotyzuje naszego zwierzaka tak, że odtąd już zawsze będzie pędził gdy go usłyszy. Opowieść o szczurołapie z Hameln to taka bajka. Z wieloma freudowskimi podtekstami co prawda, ale jednak bajka.

Nie i nie, tajemnicza tajemniczość polega na takim, a nie innym tonie świstawki i basta!

Słodcy wielbiciele Szczurołapa to jednak mniejszość. Większy odłam psiarzy wierzących w Awaryjne Przywołanie chce po prostu misteriów i świadomości, że znajdują się na wyższym stopniu wtajemniczenia, niż tacy zwykli ot, profani.

A tak naprawdę to w przewadze jest owa przeciętna właścicieli, łażąca ze swoimi zwierzakami po naszych ulicach i chcąca żeby one wracały, kiedy się zawoła. I to by było na tyle.

 

20 thoughts on “Wróć, Luciu, wróć!

  1. Jowita

    Świetny blog, czytam każdy wpis, bardzo mi się podoba dobitność i szczerość z jaką pisane są teksty.
    Co do samego przywołania, trafił mi się piesek, który to bardzo lubi robić mnie w konia, więc tłuczemy przywołanie na lince. Wiem, że moje błędy z przeszłości, jak nauczenie psa, że nie musi wracać pędem na pierwszy krzyk, pozwalanie psiakowi na rozglądanie i tańczenie niemal kankana, rzucanie przysmakami, by wybrał mnie w środowisku pełnym rozproszeń na początkowym etapie nauki, ciągną się za mną niemiłosiernie.
    Najbardziej sen z powiek spędza mi sprawa zwierzyny, bo mój pies jest z tych o silnym instynkcie łowieckim. Nie widzę większych postępów w tym temacie, co oznacza, że o ile nie zareaguje zanim, to bez szarpnięcia linką się nie obędzie. Czy taki pies jest skazany w terenach, gdzie zwierzyna przebywa, na linkę do końca życia? Bardzo chciałabym tego uniknąć, ale czas pokazuje, że chyba nigdy nie będę mogła na sto procent zaufać jej w tej kwestii, bo to że sto razy da radę się pohamować, nie oznacza że za sto pierwszym sarenka nie będzie za blisko i nie poleci? Więc jak w takim przypadku mówić o stuprocentowym przywołaniu, a raczej 99% bo sto procent jest chyba kompletnie niemożliwe do uzyskania?

  2. i.cz

    Psy wlasnie dlatego gina i wpadaja pod samochody bo “maja przywolanie”. Ktore nie zawsze dziala.
    Najlepszy przyklad – w lecznicy psy szkolone zachowuja sie nie lepiej niz te nieszkolone. W sytuacji stresu kazde “szkolenie” mozna sobie w buty wsadzic.

  3. Waldorf

    A to już zależy, jakie szkolenie 🙂 . Znamy szkółki w których określa się mianem “psa z przywołaniem” takiego, który w ogóle wie, jak ma na imię. Kwestia jakości wymagań i oczekiwań, po prostu.

    A że psy szkolone się denerwują w lecznicach? Hm. Na ogół psy z którymi ludzie w ogóle coś robią to psy, które ich do tego zmuszają – zwierzęta z większym temperamentem i popędami, niż – nazwijmy to – ogół populacji…
    To i hulają u weta aż miło. Oczywiście jest jeszcze kwestia podporządkowania przewodnikowi, ale też trochę o tym jest ten tekst.

    • i.cz

      Znam przyklady psow szkolonych z ZKwP, przez uznanych szkoleniowcow.
      Przyznaje, ze teraz sie namnozylo “bihawiorystow” i innych “specjalistow” od szkolen.Po dwutygodniowym kursie internetowym. Dawniej trzeba bylo lat praktyki, np. byc pozorantem. Ale i takie psy – np. suka hodowli i szkolenia prezesa Zwiazku – zachowywaly sie paskudnie.
      A psy np. Mistrzow polski, obroncze, gryzly przypadkowych ludzi. Np. owczarek z plakietkami ze ukonczyl szkolenia, przywiazany pod sklepem pogryzl niewidomego. Wlasnosc uznanego szkoleniowca. Wiadomosc z pierwszej reki – moja siostra prowadzila obserwacje.

  4. Waldorf

    Ja tam uważam, że pies do roboty – zwłaszcza do sportów obronnych – musi być trochę k…*wą, a nawet nie trochę.
    W związku z tym oczywiście należy mu się też wyższy poziom nadzoru, jasne, w sytuacjach w których może się wmurwić na tzw. osoby postronne. Dlatego gość od owczarka był palant że go zostawił bez opieki – bo jasne, że szkoleniem psu nie wymienimy mózgu, więc jeśli pies był chętny do gryzienia, to i gryzł, szczególnie gdy zostawiono mu możliwość podjęcia decyzji.

    Akurat w przypadku agresji to pewnie się nie rozumiemy – bo ja uważam, że psy jako gatunek są agresywne i nie jest to nic złego; natomiast rzecz jest o przywołaniu, które doprawdy można psu zrobić na baaaardzo wysokim poziomie.

    Nota bene w tekście nie postuluję puszczania psa, nawet z tak zrobionym apelem, tuż przy trójpasmówce wylotowej z dużego miasta – żeby była jasność.
    Trochę mnie irytuje, a trochę śmieszy natomiast modne ostatnio nawoływanie żeby psy prowadzać jedynie na smyczkach, ewentualnie zachwycanie się bździawymi (i generującymi głównie problemy) wybiegami.
    No i miło, że samorządowcy z kolei jakoś wyciągneli korki, vide Warszawa, gdzie już można spuszczać psa w miejscu publicznym, byleby mieć nad nim kontrolę.

  5. i.cz

    Moj dunski sasiad mial psy obroncze – i trzymetrowy plot z drutu kolczastego. W Danii jakikolwiek atak psa na czlowieka konczy sie uspieniem psa. Byl przypadek gdy owczarek zaatakowal listonosza ktory wszedl na posesje. Pies zostal uspiony.
    Ja mialam licznik od pradu na scianie domu, a od wody w studzience w ogrodzie. Wszelkie sluzby wchodzily pod moja nieobecnosc.
    A teraz w Polsce dziwie sie ze ludzie sie psow boja. Bo w Danii to kazdy glaszcze i sie cieszy.
    Niestety, u nas pies ma byc grozny. Ma prawo ugryzc gdy sie go po uszach poglaszcze czy w oczy popatrzy. Wiec mamy gryzace psy i bojacych sie ludzi. Bardzo przykra sytuacja.

  6. i.cz

    Mysle ze nie ma Pan pojecia o innych psach niz owczarki. Owczarek jest “miekki”. Pies wyscigowy ma tak mocno rozwiniety instynkt pogoni ze na pewno nie da sie go odwolac. Tu sie wypowiadala Pani ktora ma do czynienia z psami coursingowymi – wiec bez typu lub w typie wystawowym. Ja mam exracery – i na pewno gdy podejmie pogon w zaden sposob sie odwolac nie da. Im lepszy pies tym bardziej bezwarunkowo goni. Moze by sie dalo nauczyc calkowicie lamiac psa – np. silnie kopiac pradem – w rezultacie pies by byl psychicznie zniszczony.

  7. Waldorf

    Myślę że nie ma Pani pojęcia o używaniu prądu :-)))
    Ale to tak na marginesie.

    Eee, jakby to powiedzieć, niejakie pojęcie o psach innych niż owczarki mam. Ba, szczerze mówiąc akurat ta grupa (I) nie jest moją ulubioną 🙂 .

    Ad. 1)
    Tja, skandynawskie psy niestety w masie swojej zmieniają się w owce, to akurat wiem, chociaż z drugiej strony trochę jeszcze przechodzi testy KORAD, na przykład, co pocieszające. Jednak może natura nie da się aż tak przemaglować.
    I nie, nie chodzi mi o to żeby, jak u naszych kochanych wschodnich sąsiadów, było “nie udierżat!” i targanie za łańcuchy…
    Natomiast, i owszem, niedobrze mi się robi jak pomyślę że hodujemy i ludzi, i psy na podobną modłę. To się zemści, i pewnie raczej prędzej, niż myślimy.
    No i nie, nie uważam za fajne że wszystkie psy miałyby dać się gładzić po uszkach przez każdą chcącą to zrobić osobę. Brrr. Nowy Wspaniały Świat.

  8. i.cz

    Moja siostra twierdzi ze zaden pies ktorego sie nie da objac i ucalowac – czyli jezeli w tym momencie zaatakuje -nie powinien zyc miedzy ludzmi. Czyli konkretnie -podchodze do psa, obejmuje, caluje. Jak ugryzie – do uspienia. Siostra ma trzydziesci lat praktyki w Polsce.
    Ale podobnie jest w Anglii – specjalista bierze psa na parking, na smyczy i w kagancu. Stara sie go przewrocic. Jezeli pies w tym momencie atakuje -do uspienia. Tak robia z psami ktore zaatakowaly czlowieka. Bardzo madre – eliminuje nienormalne psy.

  9. i.cz

    tak, moje psy kazdemu sie daja pogladzic po uszkach. I jeszcze ucaluja.

  10. i.cz

    Malo- one sie kaza gladzic po uszkach

  11. i.cz

    I dlaczego pies sie nie ma dac glaskac po uszkach? Jak jest lekliwy histeryk to w kazdym widzi wroga. Moje w zyciu niejedno przeszly a widza w ludziach przyjaciol.

  12. Waldorf

    Aż tak źle a Wielkiej Brytanii (jeszcze) nie jest, zapewniam, choć np. bardzo wiele złego narobił Dangerous Dogs Act.

    Szczerze mówiąc mój szczery zamiar wdania się w poważną dyskusję rozwiał się niczym dym po przeczytaniu “moja siostra twierdzi że…” oraz “moje psy dają się głaskać po uszkach” – jako tzw. argumenty nie do zbicia. 🙂 🙂
    Nawet jeśli siostra ma 30 lat [bliżej nieokreślonej] praktyki – chyba że poznamy jej nazwisko i będziemy mogli obejrzeć tę jej tutaj przywoływaną praktykę…

    Przepraszam ale na takie dictum wymiękam. 🙂

  13. i.cz

    Praktyki weterynaryjnej. Ja tez jestem lek. wet.

  14. i.cz

    I tak, tak jest w Anglii. Bylam. mam psy adoptowane stamtad – choc urodzone w Irlandii i Belfascie.

  15. Waldorf

    Ale co mają lekweci do szkolenia zwierzątek i oceny ich charakterów? Tzn. wiem, ze lekweci uważają, że ho-ho, jacy z nich spece, ale to błąd systemowy.
    Jak czytam że ktoś tak ciumcia charty po uszkach a one go LIŻĄ – i nie wie, co to znaczy – i uważa, że to własnie jest argument za jego tezą – to tym bardziej wymiękam. 🙂

    • i.cz

      to maja ze dla nas psy to zawod. Dla Pana -hobby.
      Powoluje sie na siostre bo ona cale zycie pracuje w lecznicy dla malych zwierzat – choc byl okres ze w dyzury teren obejmowal tez duze. Przez jej rece przechodzilo dziennie po kilkaset psow – jak byly szczepienia po wsich. ‘
      Miala na obserwacji psy szkolone obronczo. Nawet Mistrzow Polski – bo pogryzly czlowieka. Ja mialam (na obserwacji) suke hodowli prezesa ZKwP i jego szkolenia.
      Widzi jak zachowuja sie w lecznicy psy szkolone – nie lepiej niz nie szkolone wcale.
      Ja pracowalam tez w lecznicach, ale i rzeznie w- w tym za granica. Wiec mysle ze siostra wie wiecej.
      Rodzinnie niejako bylysmy wciagniete w kynologie – z tym ze ja szybko sie wymiksowalam, nie majac ochoty spierac sie z “fachowcami”. Zresszta gdy bylysmy na tyle glupie by dzialac w zwiazku to obstawialysmy wystawy i szkolenia – w tym Mistrzowstwa Polski psow obronczych. Smieszne to bylo, szkoda na to czas.

  16. Waldorf

    P.S. Właściwie wszystko na ten temat już powiedzieliśmy:

    http://www.psyiludzie.pl/reservoir-dogs/

  17. i.cz

    WIdze ze Pan podziela rewelacje “bihawiorystow” ze pies lizaniem oznajmia ze nie ma ochoty na glaskanie. I ze psy nie lubia glaskania po uszach. Porsze zobaczyc opis jakiegokolwiek greja do adopcji -Prawie zawsze jest ze uwielbiaja ears rub.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *