Nie wylewaj waćpan wina!

w3

Arrrrrgh

Cienias bywa mocny w gębie. Zjawisko stare jak świat, klasykiem się wesprę na początek. Ktoś pamięta, kto to był pan Czapliński? Dobra, wiem że żarty i że wymaganie tego od kogokolwiek jest przejawem oderwania od rzeczywistości, jednak mogę podrzucić pomoc, nieprawdaż.

A to było tak:

„Czapliński zerwał się z miejsca i aż mu mowę ze złości odjęło, twarz tylko spąsowiała mu zupełnie, a oczy coraz bardziej na wierzch wyłaziły. Tak stojąc przed Skrzetuskim, puszczał tylko urywane wyrazy:
— Jak to! waść mimo listów hetmańskich!… Ja waści… ja waści…

Daniel Schultz, Portret Stanisława Krasińskiego,  przed 1654 r.
Daniel Schultz, Portret Stanisława Krasińskiego, przed 1654 r.

A pan Skrzetuski nie wstał nawet z ławy, jeno wsparłszy się na łokciu, patrzył na podskakującego Czaplińskiego, jak raróg na uwiązanego wróbla.
— Czego się waść mnie czepiasz, jak rzep psiego ogona? — spytał.
— Ja waści do grodu ze sobą… Ja waści kozakami!…
Krzyczał tak, że w izbie uciszyło się trochę.

— Ja wa… wa… waści do grodu… w dyby! — wrzeszczał dalej Czapliński, nie uważając już na nic i na nikogo.
Teraz pan Skrzetuski podniósł się także całą wysokością swego wzrostu, ale nie wyjmował szabli z pochew, tylko jak ją miał spuszczoną nisko na rapciach, chwycił w środku i podsunął w górę, tak że rękojeść wraz z krzyżykiem poszła pod sam nos Czaplińskiemu.
— Powąchaj no to waść! — rzekł zimno.
— Bij kto w Boga… Służba! — krzyknął Czapliński, chwytając za rękojeść.
Ale nie zdążył szabli wydobyć. Młody namiestnik obrócił go w palcach, chwycił jedną ręką za kark, drugą za hajdawery poniżej krzyża, podniósł w górę rzucającego się jak cyga i idąc ku drzwiom między ławami, wołał:
— Panowie bracia, miejsce dla rogala, bo pobodzie!

To rzekłszy, doszedł do drzwi, uderzył w nie Czaplińskim, roztworzył i wyrzucił podstarościego na ulicę.”

W zasadzie ten kawałek należy zadedykować wielu właścicielom psów, od malutkich szczekaczy po drące się basowym wow-wow-wow! owczarki niemieckie, na widok innego psa stające na tylnych łapach (o ile im anatomia na to pozwala) i rwące się na smyczy.

Syndrom Czaplińskiego w kynologii jest dosyć powszechny. Inna sprawa, że sami właściciele tworzą potwora.

Niektórzy biorą na przykład taką agresję za przejaw niebywałej dzielności. Tyle już o tym powiedziano, a jednak wciąż i wciąż widzimy ludzisków którzy szczerze wierzą że ich histerycznie ujadający na widok ludzi czy psów strachliwy Burek załatwi oddział komandosów. W końcu jest wielki i imponujący, a oni go kupowali żeby był taki ostry, że, panie, gryzie przez siatkę. De gustibus – mnie by raczej odstraszał widok stojącego na posesji psa, w milczeniu wpatrującego się we mnie nieruchomym wzrokiem. Tak, tu już wypadałoby uważać z beztroskim otwieraniem furtki i wbijaniem ludziom na kwadrat, bośmy przecież z wizytą, a nie na włam przyszli.

dog_barkingInni znów wiedzą, że mają problem, a może raczej: że to otoczenie ma problem z ich psem, ale, ululani wciskającą się do kynologii politpoprawnością powiedzą wam jedno: absolutnie nie wolno w odpowiednio nieprzyjemny sposób powiedzieć wrzaskunowi, że powinien się opanować, gdyż spowoduje to nieodwracalne straty moralne, piesek się będzie moczył w nocy, straci zaufanie do właściciela, będą mu się śniły koszmary i w ogóle wszystko się „pogorszy”.

Choleryczna szkoda, że psi świat nijak nie wpasowuje się w ten rysunkowy, mdły od cukierkowej słodyczy obrazek lansowany ostatnio przez media, organizacje prozwierzęce i niektórych tzw. behawiorystów – i rządzi się, jak dawniej, tak i teraz, zwierzątkowymi zasadami, dość prostymi i wymagającymi niekiedy użycia przemocy. A, doskonale wiem, że kiedy już padło to straszne słowo, cukierkowcy ustawią sobie mnie odpowiednio pod własne tezy (tak, jasne, bić i kopać, i kij na psie połamać, średniowiecze! tak, jakby nie istniało nic pomiędzy przesłodzonym i nieskutecznym antropomorfizowaniem zwierzątek a ich torturowaniem) – ale, w sumie… who cares?

Ząbki0No dobra, co by nie było, my możemy być ludźmi rozsądnymi albo idiotami, robić coś z tą cała ostrością pozorną albo nie…, ale clou w tym, że innych zwierząt nie oszukasz i jeśli my się za naszego wrzaskuna nie weźmiemy, to zrobią to inne psy. Prędzej czy później jakiś Skrzetuski wybije naszym Czaposiem drzwi gospody, mamy to jak w banku.

No chyba że będziemy się przemykać o północy, z koffanym zwierzaczkiem na pięciu smyczach, dwóch halterkach, w husherze i owiniętym antystresowymi kamizelkami (albowiem wiele jest sposobów wyciągania od naiwnej p.t. publiki forsy i większość epokowych wynalazków z dziedziny behawiorystyki stosowanej służy wyłącznie do tego, ale o to mniejsza, zostawmy ten ucieszny temat na inną okazję). A znając złośliwość losu, i tak w samym środku Pustyni Błędowskiej o godzinie 1.34 w nocy zderzymy się z grupą obozowiczów ze zirytowanym kangalem wychodzącym z namiotu.

Jeśli z koffanym zwierzaczkiem wylegniemy w dzień, w miejsce publiczne, to jak byśmy się nie rozglądali i jakich czujników nie stosowali, i ile oburzonych postów nie publikowali na facebooku o strasznych pieskach-podbiegaczach, rzeczywistości nie zmienimy – a ta rzeczywistość jest taka, że prędzej czy później nasz wrzaskun zetknie się z jakimś psem (czy innym zjawiskiem które go denerwuje, czemu daje wyraz).

Otóż dla innych psów osobnik, który nie jest w stanie załatwić spraw normalnie, po psiemu, czyli wykonać zrytualizowanych gestów służących ustaleniu przejściowej relacji, tylko kretyńsko się miota i drze paszczę jest zjawiskiem niesłychanie irytującym.

Niestety, tworzy się błędne koło, bo psi Czapliński, przez te swoje wieczne „ja waści Kozakami, ja waści w dyby!” prowokuje agresję otoczenia, i to takiego otoczenia, w które w normalnych warunkach pozostałoby neutralne, a może wręcz ostrożnie – przyjazne.

Różnie bywa, czasem w takiej sytuacji wrzaskuny obrywają od innych przedstawicieli swojego gatunku, co dla ich właścicieli jest przyczynkiem do głębokiej wiary że świat jest podły, inne psy – agresywne a oni muszą co najwyżej od tego podłego świata swojego pupilka izolować, bo nic, ino krzywdy doznaje!

stone-sculptureTrochę off topic, na drugim końcu skali są psi Skrzetuscy, którzy znoszą rozhisteryzowanych agresorów naprawdę długo, a potem w końcu robią coś, co ucisza wrzaskuna, ku dużej uldze otoczenia, a co niekoniecznie oznacza stałe wyeliminowanie go z tego świata.

Statler coś o tym wie, ale tzw. ogół nie, więc zauważę, że na przykład pewien zaprzyjaźniony psi olbrzym wobec czteronożnych Czaplińskich tego świata, zwłaszcza tych mniejszych, stosuje własną strategię, mianowicie zamiast odgryźć im łeb (i stać się bohaterem histerycznych newsów na facebooku „potwór zaatakował biednego małego pieseczka, uwaga, w okolicy Tarnopopolupia grasuje pies-morderca!”) zwyczajnie siada na nich.

Spróbujcie się drzeć spod masy ciepłego, ciężkiego cielska. I trudno, i głupio, nie?

No ale tu mówimy o bardzo pewnych siebie, specyficznych psach o wysoko umieszczonym progu pobudzenia. Takich stoikach, co łatwo się nie irytują. Ogół psiej populacji znajduje się mniej więcej pośrodku (wiadomo: krzywa Gaussa) i dlatego przy posiadaniu psa agresywnego ze strachu należałoby coś z tym zrobić.

A, niestety, większość właścicieli nie jest w stanie uwierzyć, że to wyłącznie od nich zależy, czy przerwą owo błędne koło agresji – sprowokowanej agresji – ataku – wzmożonej agresji.

Gdzieś, kiedyś coś się zadziało, co spowodowało że czworonożny Czapliński nie nauczył się odpowiednio komunikować, niepewny colliea jego idiotyczny pomysł na rozwiązanie tej kwestii został wzmocniony wrodzonym zamiłowaniem do robienia burd. Możliwe, że już w życiu szczenięcym, kiedy młody piesek wyrastał u boku matki która sama nie potrafiła już się po psiemu z innymi komunikować; być może to wina ludzi, którzy młodego zwierzaka izolowali albo! właśnie przesadnie, w beznadziejnej wierze w zalety „socjalizacji po trupach”, wrzucali swojego szczeniaka w zbyt trudne sytuacje i nie udzielali mu wsparcia?

Dobra, można się zaanalizować na śmierć, ale w sumie – co to da? No niewiele – psy to bowiem takie stworzenia, że znacznie lepiej reagują na sytuacje stworzone tu i teraz, niż na zabawy w psychoanalizę i wnikliwe przeliczanie ilości aniołów mieszczących się na czubku szpilki.

Co za rozczarowanie, że ich świat jest taki jakiś… prosty. Oczywiście można go próbować skomplikować przez wyżej wspomnianą psychoanalizę i zliczanie aniołów, ale, jakby to rzec… po owocach ich poznacie. Słowem, albo siedzimy i ględzimy (znajdując w tym wiele przyjemności, a jakże), albo działamy, i to tak, żeby to skutek przyniosło.

Przy okazji, słyszę chlupot grząskiego bagienka pod stopami, ale co tam: uwielbiana przez psiarzy definicja „agresja smyczowa”, termin określający zjawisko, polegające na tym, że pies zachowuje się bardziej wojowniczo i agresywnie będąc uczepionym na sznurku do właściciela niż biegając luzem świadczy de facto o jednym: o niedobrej relacji, jaką człowiek ma z psem, a może raczej pies z człowiekiem. barking-1819740_1280Niektórym miło jest myśleć, że zwierzak czuje w nich zaplecze dzięki któremu jego wyskoki przejdą mu bezkarnie (a w razie czego schowa się za pańcia i będzie patrzył, jak mu nogawki obrywają czy tam coś), ale nie zastanawiają się nad innym aspektem sprawy, znacznie ważniejszym: jakie zero absolutne respektu ma dla nas nasz czworonóg, skoro uważa, że trzymając go na uwięzi tuż przy naszej nodze nie jesteśmy w stanie zabronić mu pienienia się, szczekania i miotania…

No wiem, wiem, respekt (szacunek, autorytet czy jak to tam chcemy nazwać) słowo niemodne, jak wiadomo z pieskami mamy się przyjaźnić na zasadzie partnerstwa absolutnego, bo to takie disneyowskie stworzonka z kreskówek z dużymi oczkami i różowymi skrzydełkami które nic, ino nas chcą koffać i wielbić bezgranicznie i jak się jest ciągle milutkim i słodkim to pieseczki też takie są…

Uff. No z przykrością wywrę co poniektórych z tego snu Ripa van Winkle, ale to tak nie działa.

 

P.S. Zasadniczo to, co tu o psach napisano, stosuje się też do ludzi – Sienkiewicz dixit.

 

2 thoughts on “Nie wylewaj waćpan wina!

  1. Hej, jestem psiarzem od lat kilkunastu i kociarzem od urodzenia. Ciekawie się czyta wszystko o czterołapych bohaterach. Nieprawdaż? Dzisiaj na Inn.Media.Pl napisałem artykuł o psach w mieście – blokach. Sam mieszkam na wsi, towarzyszą mi Karolina – owczarek niemiecki, pies żeby nie było wątpliwości i Donia. Jamnik wielorasowy. Ale doskonale rozumiem co się wokół dzieje. O, właśnie kot Koks wskoczył mi na kolana i nadaje łapami w klawisze. To już po pisaniu 🙂 Pozdrawiam

  2. monika

    A czy kiedyś waćpan miałeś takiego psa z “agresją smyczową”? Wiesz waść, ile to czasem pracy trzeba włożyć, żeby takie bojaźliwe zwierzątko naprowadzić na prostą? Jeśli tak i się udało, daj waść ów prosty przepis. Bardziej się wszystkim przyda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *