Zaklinacz pies

statlerJakim trzeba być głupkiem, żeby wychować swojego psa na głupka i być tym zachwyconym?

Takie pytanie zawsze przechodzi mi przez głowę kiedy natknę się na psa – zaklinacza. Zaklinacz pies w procesie wychowania czyli na podstawie życiowych doświadczeń nabrał przekonania, że różne korzyści, które go spotykają dzieją się na skutek jego życzenia. Zazwyczaj życzenie to jest wyrażane zachowaniem: zamieram, patrzę na obiekt życzenia, jeszcze bardziej patrzę.

za http://nicepetsblog.com/
za http://nicepetsblog.com/

Taki pies w sytuacji kiedy pożądany obiekt martwy nie reaguje na zaklinające spojrzenie, doprowadzony do ostateczności długim czekaniem w końcu skacze, szarżuje i widać, że jedynym związkiem jaki dostrzega, jest związek on – pies i obiekt nieożywiony. Kompletnie nie dostrzega łączącego ogniwa – człowieka, który zazwyczaj przedmioty martwe wprawia w ruch.

Zaklinacz pies, jeśli w ludzkiej ręce pojawi się jedzenie, z ogromnym zaangażowaniem patrzy na przekąskę, a z jego oczu można wyczytać z jakim wysiłkiem powtarza w głowie zaklęcie „spadnij, chodź tu do mnie natychmiast, czekam na ciebie! Kanapko, parówko, kiełbasko etc.” Zaklinacz pies podchodzi do drzwi i w skupieniu patrzy na miejsce przez które przejdzie kiedy się otworzą i patrzy, i patrzy i patrzy. Jeśli drzwi się nie otwierają skacze, drapie, zazwyczaj dostaje za to w przysłowiowy łeb, czasem nie. Zależy czy drzwi świeżo kupione/malowane, czy stare.

„To urocze, on zawsze z nami je śniadanie”, „wie że dostanie, czeka na to”, „jest taki głodny, trzeba mu dać”, „tak mądrze patrzy”.
Guzik prawda. To nie jest urocze, to jest smutne. Jeśli patrzy na żarcie, a nie na Ciebie to macie kłopot. Jedyne, czego zaklinacz pies został głupio nauczony, to to, że jeśli w ludzkiej ręce pojawia się coś do żarcia, to pojawi się też w psiej paszczy. Kiedy tam wyląduje jest tylko kwestią czasu i natężenia tępego spojrzenia.

Z dużym zdumieniem obserwowałam niedawno scenę w lecznicy weterynaryjnej, w której drzwi łączące gabinet z poczekalnią są w połowie przezroczyste, widać więc mniej więcej co jest tuż za nimi. Po oględzinach dorosłej już suczki wet i właściciel zajęli się  omawianiem jej zdrowia, tymczasem pies rozpoczął trwające bite 15 minut walenie w wyżej wymienione drzwi. Całym ciałem – raz wyżej, raz niżej, czasem z wyskoku z łapkami w górze, czasem łbem w przezroczystą część drzwi, suka waliła, drapała, miotała się. Zagadnieniem na osobny wpis jest brak reakcji właściciela i weta (do czego ci weci są przyzwyczajeni, że są w stanie stoicko znieść dewastację własnego gabinetu?), o tym kiedyś. Skupmy się na suni, która niewątpliwie zestresowana samą wizytą i badaniem miała jeszcze jeden stres: zaklęcie przestało działać. Właśnie wtedy kiedy było jej naprawdę potrzebne, kiedy było ratunkiem przed potwornościami weterynarii – nie działało.

za http://nicepetsblog.com/
za http://nicepetsblog.com/

Będąc jakiś czas później z własnym, niezbyt mądrym, acz sympatycznym psem, w tym samym gabinecie przypomniałam sobie tamtą sukę, kiedy mój umęczony licznymi badaniami i bolesnymi zabiegami na przestrzeni krótkiego czasu, drogi staruch, chcąc wyjść już wreszcie – podbiegał to do drzwi do to mnie, podskakując w miejscu jak szczeniak i usilnie próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy po to, żeby wzrokiem gorączkowo przekazać mi: „słuchaj, nie ma sensu tutaj siedzieć, chodźmy już, bardzo Cię proszę, spieszy nam się, skończ to gadanie z wetem i wyjdźmy już, możemy robić jakieś fajniejsze rzeczy, lepiej wyjść zanim znów im przyjdzie go głowy coś mi robić”.

„Jaki fajny, mądry pies”, słyszę zazwyczaj od wetów. Gruba przesada. To jest pies, który tylko rozumie tę jedną prostą zasadę: człowiek wprawia w ruch przedmioty nieożywione, człowiek otwiera drzwi, człowiek daje żarcie i jeśli jest jakaś pilna sprawa, to właśnie z człowiekiem trzeba ją załatwiać, a nie z drzwiami.

To nie jest fizyka kwantowa, na szczęście dla wielu właścicieli psów zachowania, które pozwalają psu zrozumieć proste zależności są intuicyjne.

Tym psom, którym nie dane było się tego nauczyć bo właściciele postępują z nimi w sposób kompletnie bezmyślny – współczuję. One mają ciężkie życie kiedy dowiadują się, że zaklęcie nie działa. Kiedy człowiek, ten uroczo wkładający do paszczy kanapki wkurza się, bo pies nie przybiega puszczony luzem, kiedy ma pretensje, że pies na niego w ogóle nie reaguje. A wszystko zaczyna się od takich prostych rzeczy jak drzwi czy kanapka. I tak niewiele w sumie potrzeba żeby nie zrobić z (z natury myślącego) psa – głupka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *