Związek Kynologiczny czyli hodowlany owoc zatrutego drzewa

dog-1027549_1920statler3
 Statut Związku Kynologicznego w Polsce liczy 10 stron. Blisko 4000 słów reguluje działalność rzekomo demokratycznej korporacji, która nie pamięta już nawet kiedy pamiętała o tym że:

Związek jako stowarzyszenie osób zainteresowanych w amatorskiej hodowli psów rasowych oraz amatorskim szkoleniu psów w celach użytkowych lub sportowych, opiera swoją działalność na pracy społecznej ogółu członków.

Celem związku jest oparta na podstawach naukowych organizacja hodowli i szkolenia psów rasowych dla osiągnięcia jak najwyższego poziomu zarówno pod względem eksterierowym jak i użytkowym.

W powszechnym mniemaniu rasowy=rodowodowy czyli zadbany, przemyślnie skojarzony, o przewidywalnych cechach, zdrowy.

Duży błąd. O tym dlaczego hodowla degeneruje na przykładzie Kennel Clubu, który pod presją opinii publicznej został zmuszony do wprowadzania zmian było tutaj: link

Nasze rodzime piekiełko ma się jeszcze gorzej i spróbujmy zastanowić się dlaczego?

Związek Kynologiczny funkcjonuje jak każdy najgorszego sortu urząd, traktujący ludzi jak petentów, w którym nowa osoba nie ma wpływu na działanie ogółu i bieg zdarzeń bo nawet jeśli będzie miała najdoskonalsze pomysły na poprawę sytuacji odbije się od betonu kompletnie nie zainteresowanych zmianami kierujących nim osób. Nikomu w ZK
a) nie chce się robić żadnych dodatkowych rzeczy
b) Związek nie angażuje się w działania, które nie przynoszą mu wpływów,
a wpływy Związku to
1. pieniądze z wystaw,
2. składki członkowskie,
3. rejestracja szczeniąt.

Dawno już sport i szkolenie psów Związek uznał za balast, wielokrotnie ogłaszając, że pieniędzy na zawody, seminaria i starty zawodników w zagranicznych mistrzostwach nie ma. Fakt że w ogóle coś się dzieje zawdzięczamy garstce osób, które w poczuciu misji na przekór nawarstwianym przeszkodom starają się działać (i chwała im za to).

Dawno już związek wpadł na genialny pomysł, że zamiast obciążać się kłopotem organizowania szkoleń psów, można poprzeć szkoły tresury psów umieszczające je na swojej stronie. Ale nie że wszystkie szkoły osób, które mają np. papier “Instruktor Szkolenia Psów” wydany przez tenże Związek. Nie. Tylko takie szkoły, które zapłacą kilka tysięcy rocznie (stawek nie śledzimy, mogły wzrosnąć) za to, że informacja o nich pojawi się na stronie stosownego oddziału ZK. W takiej szkole raz na jakiś czas pojawi się (zazwyczaj) mało zainteresowany sędzia (tych zaangażowanych się nie zaprasza) i patrząc bardziej w niebo niż na murawę na której zdaje pies, oceni odpowiednio wysoko niewiele umiejące pieski, co umożliwi ZK pobranie opłat za egzamin, a szkółce zachowanie twarzy (przecież uczą żeby był papier, nie żeby nauczyć).

Egzamin będzie też nie tak trudny jak kiedyś – wiadomo psy już nie takie twarde i zrównoważone to i regulaminy regularnie ulegają ułatwieniom. Za trudne egzaminy i szkółka straciła by reputację. Brrr.

Ryba psuje się od głowy

Wyłączając dosłownie garść osób, które (czasem latami) starają się więcej i lepiej, władze ZKwP to grupa dbająca o interesy korporacji, często spokrewniona (rodzice – dzieci, mąż – była żona – aktualna żona – kochanka), utrzymująca się z bycia we władzach, komisjach, sędziowania na wystawach i hodowli psów (oczywiście tych wygrywających na wystawach).

Można oczywiście starać się o uprawnienia związkowe (czy to sędziowskie czy trenerskie), ale po pierwsze: odpowiednio długo trzeba być członkiem związku, a następnie odbyć kilkuletni staż, polegający na zabieganiu o pozytywną opinię, odwalaniu papierkowej roboty i przebywaniu w towarzystwie, w którym ciężko o dobre wzorce.

Można jako pożyteczny idiota dać się od czasu do czasu wykorzystać ale kompletnie bez wpływu na ogólną sytuację organizacji.

Przebywając w grupie działających w sposób kompletnie wypaczony osób, ci którzy do niej dołączają zazwyczaj się po prostu przystosowują/demoralizują.

Żeby zostać sędzią (zarówno eksterieru jak i prób pracy) trzeba zdać egzamin. No chyba, że się jest działaczem Związku o odpowiedniej pozycji, wtedy to jest taki egzamin: wszyscy wiedzą, że pan X na zawodach Y zdał egzamin, chociaż wszyscy widzieli jak to wyglądało czyli nic nie robił i nic nie wie oraz nie spełnia wcześniejszych wymagań.

Potem pan Z sędziuje testy psychiczne dla danej rasy (czytaj: kolejna okazja do pobrania opłaty bo wpis do rodowodu) i nie ma nawet pojęcia jakie są wymagania dla tej rasy. No ale w końcu nie od tego jest żeby wiedzieć, tylko żeby pieski zdały.

Hodowla

Zwiazek_kynologiczny

Hodowla zaczyna się różnie. Czasem z prawdziwej pasji i chęci wyhodowania fajnych zwierząt. Czasem z bezsensownej potrzeby rozmnożenia własnego pupila, który nie koniecznie się do rozmnażania nadaje, czasem z czystej chęci zysku.

Nie da się ukryć, że nawet w ZKwP istnieją hodowle, które są prowadzone z należytym staraniem, wiedzą i dbałością. Ale jest ich mniejszość – większość nie ma szans.

Dlaczego?

Bo wystarczą wzorce ras w połączeniu z indolencją większości sędziów na wystawach, żeby początkujący miłośnik hodowli kompletnie stracił rozeznanie jaki pies nadaje się do hodowli. Wystarczy obejrzeć kilka wystaw, żeby przekonać się jak niewiele psów się do hodowli nie nadaje. Każdą krytyczną uwagę jednego sędziego zrównoważą dwie pozytywne dwóch kolejnych (przy czym z dużym prawdopodobieństwem żaden z tej trójki sędziów nie zna wzorca). Ten sam pies na dwóch wystawach będzie miał dwie kompletnie sprzeczne opinie dotyczące np. ruchu (może być dowolny element eksterieru).
Sędzia eksterieru nie będzie zajmował się zachowaniem, tylko nieliczni zwrócą na ringu uwagę na zachowania nietypowe dla rasy (jeśli je potrafią rozpoznać) i tchórzliwość, która jest zmorą w wielu rasach.

nawet jeśli istnieją jakieś kryteria, to nikt na nie nie zwraca uwagi.

Tylko konieczność posiadania określonych badań weterynaryjnych w niektórych rasach jest w stanie wyeliminować co bardziej chore psy z hodowli.
Nie trzeba się martwić, istnieją przecież “polecani” weterynarze, którzy częściej wpiszą w rodowód pożądane HD (dysplazja) czy też łagodnie zinterpretują jakiś wyniki. A jak nie, to zawsze znajdzie się grupa, która podłoży rodowód czy badanie.

Większość osób ma bardzo emocjonalny stosunek do psów, a ci którzy łapią “bakcyla” wystaw (o nieszczęsnych pupilach tychże: tutaj) – dodatkowo ogromne ambicje – nie wolno podważać przekonania, że ich pies jest właśnie tym wyjątkowym materiałem hodowlanym, na którym zbudują wspaniałą “linię” unikalnych pokoleń z własnym przydomkiem. Szkoda, że w większości przypadków bez żadnej wiedzy o genetyce, za to w oparciu o hodowlane bajki dotyczące zarówno kojarzenia psów w hodowli jak i prawidłowych zachowań (w końcu ich jest ten niepowtarzalny, typowy dla rasy, nawet jeśli ma wady to i tak wzorcowy, a zarazem wyjątkowy).

Użytkowość

Wspominanie o użytkowości w ogóle wydawało by się śmieszne gdyby nie ten cytat z początku. Niektóre rasy psów to rasy użytkowe i tym bardziej żenujące jest oglądanie działalności Związku w ramach “oceny” użytkowości.
Mimo niektórych prób podejmowanych przez kluby ras – nie ma w Polsce porządnej związkowej oceny użytkowości.
Hodowla psów zgodna z wzorcem eksterierowym wyklucza z definicji podtrzymywanie odpowiednich cech użytkowych. Po prostu: albo wygląd, albo charakter. Jeśli wybieramy wygląd traci charakter, jeśli wybieramy charakter traci wygląd. Linie użytkowe funkcjonują w rasie owczarek niemiecki, dzięki obniżeniu wymagań dotyczących wyglądu, za to użytkowość linii eksterierowych to niestety równia pochyła.
Termin “użytkowy” służy jako marketingowe hasło służące lepszej sprzedaży szczeniąt ras, które od wielu pokoleń nie przeszły żadnej próby pracy i w najlepszym razie szczekają przez płot – przy pełnej aprobacie Związku Kynologicznego.

Status Quo

Współistnienie w ramach jednej organizacji dwóch zależnych od siebie grup interesów, z których żadna nie jest zainteresowana zmianą, pieczętuje tylko pogorszenie jakości hodowanych psów.

W interesie Związku Kynologicznego nie jest ani zwiększanie, ani precyzowanie wymogów hodowlanych, w interesie hodowców nie leży zmiana władz związku na bardziej postępowe i światłe.
W interesie żadnej z grup nie leży dokształcanie się, stawianie sobie większych wymagań i troska o hodowane zwierzęta.
Jest to w ogóle niemożliwe, dopóki nie zaistnieje sytuacja, w której te grupy przyznają, że coś jest głęboko nie tak. To może się stać tylko na skutek jakichś zewnętrznych wydarzeń np silnej presji opinii publicznej (jak w UK).

Gdyby nawet skrzyknęło się kilku ambitnych członków ZK i postanowiło zrobić własne testy użytkowości, zawody, lub po prostu wziąć w takich udział to nie może bo:

Członek Związku jest zobowiązany:

8) nie uczestniczyć w imprezach organizowanych przez inne krajowe organizacje kynologiczne.

bo automatycznie wylatuje. Korporacja kynologiczna ma zakaz konkurencji 🙂

Pozostaje więc przebijać się przez betonowy sufit skostniałych przedstawicieli aparatu tejże jakże społecznej organizacji.

I pomyśleć, istnieje spora grupa postępowych miłośników psów, którzy chcieliby ustawowo zakazać hodowli innej niż związkowa.

35 thoughts on “Związek Kynologiczny czyli hodowlany owoc zatrutego drzewa

  1. Święte słowa. Naprawdę wielkie gratulacje za ten artykuł! Ale poleje się fala hejtu… Ja od dłużeszgo czasu o tym mówię, ale siła zwiazku jest tak duża, że ludzie przestali myśleć obiektywnie i racjonalnie. A ja przestałam już się wypowiadać na ten temat, bo nie ma sensu walić głową w mur. Bo ludzie są tak zmanipulowani, mają tak zafałszowane poglądy i są w dużej mierze zastraszeni, że jak powiedzą inaczej niż to dobrze wygląda – ktoś ich shejtuje i będzie prześladował w Internecie. Jast to tak głęboko wpojone, że ludzie niemal bezmózgowo powtarzają: “rasowy=rodowodowy”, “nie ma psa w typie rasy są tylko kundle” , “każda hodowla z innego klubu to pseudo”, “90% zwierząt z innych hodowli jest porzucanych, usypianych, zabijanych” -powtarzają to nie zastanawiając się nawet nad tym co głoszą.
    Oczywiście trzeba zacząć od tego, że i w związku są hodowcy z prawdziwego zdarzenia, z powołania i zamiłowania… ale są też przypadki o wiele grosze niż nieświadomi rozmnażacze psów na wsi. Mnie bardzo boli zepsucie i snobizm związku, po tym, jak kiedyś chcąc chodzic na sekcję kynologiczną na studiach organizowaną przez ZK dowiedziałam sie, że powinnam uspić swojego schorowanego 7letniego ONka, bo po co mi pies z papierami na którym nie mogę zarobić i który generuje wysokie koszta? Lepiej kupić szczeniaka. Takie słowa usłyszałam od pewnej hodowczyni i nigdy więcej się tam nie pojawiłam. Inna kwesia jest taka, że psy ze ZK są tak samo (albo nawet bardziej w wyniku przerasowienia, pokrywania większości suk jednym psem, który został mistrzemi itp) chorowite, a na prawdę nie jest problemem mieć zaprzyjaźnionego weterynarza, który z dysplazji tylu B wpisze w papiery A. Serca prawie się nie bada, nie dopisuje się do wzorców ras nowych już genetycznych chorób, które z roku na rok częściej wystepują u danych ras, bo to brzydko wygląda i nie jest w interesie hodowców dopisac 5 potencjalną chorobę genetyczną rasy czy predyspozycje do niej. Ostatecznie największym grzechem ZK jest hejtowanie każdego innego klubu, mimo że takie hodowle, często maja o wiele lepsze pod wzgledem zdrowia i psychiki psy, bo inwestują pieniądze w nie, a nie w związek i wystawy, na których uczciwość i obiektywność też jest oddzielną kestią.
    Podsumowując: hodowlę i przyszłego psa trzeba sprawdzić. Niezależnie czy jest to ze ZK, klubu cy organizacji. Sama przynależność do organizacji nie gwarantuje nam zdrowaia, wyglądu i predyzpozycji psa. Nic nie zastąpi rozmowy z hodowcą, zobaczenia rodziców i opinii innych osób co mają szczeniaki od danych psach. A zrzeszenie w organizacji nie ma tak na prawdę na nic wpływu. To tak samo jak można być dobrym człowiekem niezależnie od wyznania, wykształcenia, czy pochodzenia.
    Przykładowo: miałam psa z rodowodem z ZK -> mam psa z KHRON bez rodowodu -> planuję w przyszłości psa do dogoterapii. I nie ma dla mnie znaczenia z jakiej organizacji bedzie hodowla. Będę szukała hodowcy, który już miał w miotach psy które zostały terapeutami albo psami asystującymi, który wie po jakim skojarzeniu szczeniaki się do tego będą nadawały, który po kilku tygodniach życia powie mi co nieco o szczeniakach i podejmie z nimi pracę od najmłodszych lat. A czy to będzie ZK, klub, czy niezarejestrowana hodowla domowa – nie ma znaczenia, bo liczy się pies, a nie otoczka. A papier? Coż.. po Budziku leży gdzieś w teczce z dokumentami i do niczego nie jest mi potrzebny. A czcze słowa, że każdy hodowca zna swoje szczeniaki, wie co się po nich spodziewać i pracuje z nimi od najmłodszych lat to ściema. Bo gdyby tak było był by niewielki odsetek lękliwych i rozchisteryzowanych ONków, agresywnych goldenów i niezrównoważonych beagle, a niestety proporcje są odwrotne…

    • Amulinka

      Mała uwaga: B to nie dysplazja!

      • Dorota

        Gorzej jak to w rzeczywistości jest “naciągane” C 😀

    • Kalina

      W punkt! Zwkp to beton, nic więcej.

    • Toniejan

      No i jak teraz ma się poczuć sędzia, który uczciwie i za pierwszym podejściem zdał egzamin teoretyczny, praktyczny, otrzymał legitymację sędziowską i… siedzi w domu? Jest cała masa sędziów, którzy są także zasłużonymi hodowcami, ale nie mają “pleców”, krewnych ani przyjaciół we władzach. No i nie są zapraszani do sędziowania. Regulamin mówi, że ubieganie się o zaproszenie do sędziowania jest surowo zabronione. Mówi także, że jeżeli dany sędzia nie sędziuje przez 5 lat, musi ponownie zdać egzamin praktyczny. Sędzią międzynarodowym (czyli takim, który ma m.in. możliwość rozszerzania uprawnień i oceniania na wystawach każdej rangi) można zostać po odbyciu 20 sędziowań krajowych. Czyli sędzia krajowy, chcąc być w zgodzie z przepisami, siedzi w domu i czeka na zaproszenie. Ile lat będzie trzeba, żeby sędziował 20 razy? Znam sędziów, którzy co 5 lat zdają egzamin praktyczny i wciąż czekają na swoją szansę. A znam i takich, którzy tuż po egzaminie są zapraszani na 7-8 wystaw rocznie. Czasem aż strach kran odkręcić…

  2. a_na

    Dawno nie czytałam tak tendencyjnego artykułu. Oczywiście nie podpisany…bo po co. Mam nieodparte wrażenie,że pisał to wielbiciel stowarzyszeń “burka i azorka”….bo to,o czym pisze to margines…a treść po prostu obraża hodowców-pasjonatów,których w ZKwP jest mnóstwo.
    Oczywiście,Związek ma swoje wady, ale tutaj są wyolbrzymione do niebotycznych rozmiarów. Smutne tylko,że przeciętny
    kowalski będzie czytał tę pisaninę….i nie daj Bóg uwierzy…bo to w końcu “artykuł”…ehhh….

    • Tomasz Wiński

      a_na , ja nazywam się Tomasz Wiński , a Ty?
      Według mnie artykuł nie jest tendencyjny, tylko porusza ważne kwestie o których warto rozmawiać… Niestety związek nie ma zwyczaju dyskutowania tylko prowadzi politykę taką, jaka została opisana w powyższym artykule.

    • Magda

      Ja wiem, że bardzo boli czytanie prawdy, ale proszę sobie wyobrazić jak czuja sie dobrzy hodowcy nie zrzeszeni w ZKwP a ciągle obrażani przez innych zwolenników ZK. Wyobraź sobie, że w innych organizacjach również są dobrzy hodowcy jak i źli tak samo jak w ZKwP, bo nie przynależność do organizacji czyni dobrego hodowcę a człowiek. Dlaczego oczerniani są tylko dlatego, że nie należą do ZK? Nie wsadzamy wszystkich do jednego wora.

      • v

        dobrzy hodowcy niezrzeszeni w ZK nie są hodowcami, tylko rozmnażaczami, proszę sprawić sobie zwierzaka z rodowodem FCI, zapisać się do ZK i rozwijać swoją pasję, w tej organizacji jest mnóstwo pasjonatów, a ludzie i ludziska będą w każdej społeczności, więc nie należy zasłaniać się swoim “niezrzeszeniem” proszę zapisać się zatem do właściwej organizacji a nie stowarzyszenia Reksia i Burka. pozdrawiam.

        • Justyna

          Dobrzy hodowcy niezrzeszeni w ZK nie są hodowcami tylko rozmnażaczami, a Ci, którzy są w związeczku i handlują psami niczym cukierkami, niszcząc je, trzymając w klatkach i dbając tylko o swoje interesy są cudowni i zasługują na miano hodowcy. Tylko dlatego, że są w ZK.

          Zawsze mnie rozbraja ten tok myślenia 😉

          • Mariola

            Ale oni rozmnażają psy rasowe a Pan kundle

    • Jestem pasjonatem właścicielem psa z rodowodem ZKwP, opłacam składki członkowskie i mnie ten artykuł nie obraża. Irytuje mnie fakt że “ci” hodowcy-pasjonaci (oczywiście nie wszyscy) nie mają pojęcia o socjalizacji szczeniąt, opieki nad suką w ciąży, no a o czymś takim jak “środowisko wzbogacone” nie słyszeli. W sieci aż huczy od historii gdzie nieświadomi ludzie ludzie kupują szczeniaka z hodowli zarejestrowanej ZKwP i wydaje im się że dopełnili wszystkich wymagań co do świadomego zakupu szczenięcia (bo przecież Związek Kynologiczny czuwa). I co kupują zeschizowanego szczeniaka (który na pewno nie był odpowiednio socjalizowany) i co … dzwonią do ZK i informują, że zaistniała taka sytuacja i proszą o skontrolowanie hodowli – i trafiają na “beton” bo przecież nic takiego się nie stało. ZK powinien kontrolować i na bieżąco monitorować zrzeszone hodowle, bo przegląd hodowlany miotu to trochę za mało. Znam hodowle, które mają wysokie standardy, ale znam też takie, które niewiele różnią się od pseudo.

  3. Magda

    Zgadzam się ze wszystkim. Ja poruszę sprawę petów. Na wszystkich forach inne organizacje obrażane są, iż maja same pety i na nich bazują, lecz dla mnie to chyba nie zastanawiają się co piszą. Biorąc pod uwagę ile na prawdę powstało nowych hodowli po roku 2012 a które bazuja na tych petach, to wychodzi dla mnie, że ZKwP “produkuje” same pety. Pamiętajmy, że fanatyków tego związku jest mniej i dużo hodowli sprzedaje swoje pieski, bez głupich umów w których to mimo, że kupimy pieska, to piesek jest dalej hodowcy, który chce decydować o wszystkim. Jest wiele organizacji, które zakupuje piękne psy z zagranicy, bo to w dzisiejszych czasach nie problem. I właśnie coraz częściej w hodowlach nie zrzeszonych w ZKwP dostanie się pięknego wzorcowego psa. Kiedyś czy piesek ładny czy brzydki a ze ZK osiągał kolosalne ceny, teraz można kupić taniej i cudownego zadbanego pieska. I tu zaczyna się ból członków ZKwP, bo nie można już tak zarobić jak kiedyś, bo konkurencja duża i niestety czasem lepsza. Brzydsze pieski po prostu już nie schodzą. W tym wszystkim ja rozumiem jedno, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

  4. a_na

    Panie Tomaszu, jest pan zagorzałym przeciwnikiem ZKwP, to wiadomo od dawna….
    Pani Magdo…heh…dobrzy hodowcy w stowarzyszeniach….? Bardzo nieliczni i chyba tylko DONków, bo tej rasy FCI nie uznawało więc miłośnicy DONów nie mieli wyjścia. Każda inna rasa “hodowna” w stowarzyszeniach to psy w typie ras…produkowane na bazie psów NN albo na bazie niehodowlanych psów FCI …W stowarzyszeniach grunt, żeby trochę daną rasę przypominały…przeciętny Kowalski i tak się nie pozna…a “rodowód” machnie się na domowej drukarce. Takie są te wg Pani dobre hodowle. Dlaczego psów rasowych (FCI) praktycznie nie ma w schroniskach? Dlaczego jest w nich ogrom psów w typach ras, bardzo często ze zwichrowaną psychiką albo schorowane?
    Hah..piękny wzorcowy pies w pseudostowarzyszeniu…niech pani marzy dalej … 🙂

    • Magda

      No właśnie o czym tu rozmawiać jak dalej wszystkich do jednego wora wkładasz. Nienawiść i oczernianie, to właśnie opis niektórych członków FCI, bo po co brać się do porządnej roboty, aby taki “niby” pseudo nie miał lepszych psów, to lepiej siedzieć i oczerniać.I nie muszę marzyć, bo nie jestem w ZKwP pieski mam zakupione od nienawiedzonych hodowców FCI, lub importowane z zagranicy. Bez wpisów, że to pet, mam lepszy materiał genetyczny niż niejedna hodowla ze ZKwP. To co robię, robię to z głową, miłością i pasją a pieski z mojej hodowli rezerwowane są zanim się urodzą, bo mam małą domowa hodowlę a nie fabrykę. Dobrą opinię o hodowli zawdzięczam ciężkiej pracy a nie przekrętom. I takich hodowli w innych organizacjach jest dużo, a wiem to ponieważ się tym interesuje a nie wyrabiam sobie opinii na podstawie plotek.Oby wszystkie hodowle w ZKwP były takie jak moje. Czasy się zmieniają i ludzie też mądrzeją wybierając dana hodowlę patrząc co reprezentuje a nie z jakiej jest organizacji .

    • Tomasz Wiński

      Nie jestem zagorzałym przeciwnikiem ZKwP. Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków. Zasada jest prosta, albo robi się coś dobrze, albo nie należy do tematu podchodzić w ogóle. W powyższym tekście autorka/autor anonimowy, do którego później wrócę, zwraca uwagę na rzeczy ważne. Nie można wiecznie udawać że jest dobrze, ponieważ jak wszyscy dobrze wiemy w tym związku jest wiele do poprawienia. Niestety, z wiadomych powodów, ta konstruktywna krytyka jest dla wielu osób niewygodna. Zawsze łatwiej jest udawać, że problem nie istnieje, niż starać się go rozwiązać. Według mnie największym problemem dla działaczy związku są w tej chwili ludzie, którzy zaczynają mówić o tym, że dzieje się w tej organizacji źle. Taktyka jest więc prosta, eliminować tych którzy mogą obnażyć prawdę, zatkać im usta, zdyskredytować… Nie dziwi mnie zatem fakt, że autor,autorka powyższego tekstu występuje jako anonim. Od razu widać, że jest to osoba znająca doskonale realia związku, najprawdopodobniej wieloletni członek tej organizacji, dlatego tekst jest bardzo trafny. Niestety, każda osoba która odważy się publicznie krytykować związek, mimo że intencje są dobre, a krytyka konstruktywna, musi liczyć się z konsekwencjami. Konsekwencje to oczywiście represje ze strony związku, nagany, zawieszenia, z wykluczeniem włącznie.
      Proszę pamiętać, że mimo pozorów jakie buduje wokół siebie związek, mimo całej tej iluzji, ideałów, jakość psów zależy tylko i wyłącznie od samych hodowców… Wszyscy hodowcy należący do ZKwP i tak są w jednym worku. Najlepiej, gdyby wszystko co z tego worka wychodzi, było jak najlepszej jakości… Tak się składa, że oceny jakości w ostatecznym rozrachunku dokonują sami konsumenci, a świadectwo jest wystawiane dla ZKwP, czyli dla wszystkich z worka 🙂

  5. Statler

    “Panie Tomaszu, jest pan zagorzałym przeciwnikiem ZKwP, to wiadomo od dawna….” a to jak się wie, z kim się rozmawia, wtedy jest łatwiej bo wystarczą przytyki personalne i nie trzeba się wysilać na merytoryczną dyskusję, tak?
    O tym nie pomyśleliśmy, ale… faktycznie 🙂 Przepraszamy za kłopot wszystkich anonimów dotkniętych cudzą anonimowością 🙂

  6. Krzysztof Wojtunik

    Wspaniała analiza tej chorej organizacji. Gratulacje Panie Tomaszu

  7. Justyna

    Dziękuję za ten artykuł. W końcu ktoś ujął problem w sposób najbardziej szczegółowy. W końcu moje myśli zostały przelane “na papier” i to nie przeze mnie. NIestety, to wszystko jest prawdą, choć chciałoby się powiedzieć całkiem inaczej.

    Bo ślepym patrzeniu na ZKwP, hejtowaniu wszystkich, którzy kkupili psa poza ZK, zaczęłam patrzeć na wszystko z dystansem i… okazało się w jakim zakłamaniu żyję. Od tamtej pory przestałam mówić, że jak pies rasowy to tylko ZKwP. Ja swojego rasowca planuję (o ile wezmę rasowca, bo jakoś na razie mi nie po drodze – psy, jak na razie, same znajdują drogę do mnie) akurat spoza związku. Znalazłam fantastyczną hodowlę i utrzymuję z hodowcami kontakt.

  8. Krzysztof Wojtunik

    Największy grzech FCI i całej tej mafii to utrwalanie formuły psa jako pięknego pluszaka i przytulanki , bo na tym robi się kasę. Sport i uzytkowosc powinny być na perwszym miejscu. PIES NIE DLA IDIOTÓW !!!

  9. Anna Sulik-Pillich

    Tekst baaaardzo krytyczny dla ZKwP, nie wnoszący poza krytyką nic konstruktywnego, z czego można by korzystać przy ewentualnej reorganizacji pewnych aspektów działalności Związku. Krytyka jest wtedy budująca kiedy daje materiał do budowy czegoś nowego, lepszego, bardziej wartościowego. W tym tekście nie ma nic popartego konkretami, przykładami z życia Związku, a opowiadanie o ogólnie możliwych sytuacjach, domysłach i ewentualnych nieprawidłowościach, możliwych, ale nie popartych faktami
    jest tylko pomówieniem. Jak masz fakty podaj, podpisz się, działaj – wtedy pogadamy

    • Anna

      hehehe, najłatwiej jest generalizować.
      to tak jakby napisać: większość tekstów pisanych na psich blogach to bzdury.

  10. Tyszecki

    Z tym artykułem trudno polemizować, z uwagi na jego konstrukcję. Przedstawiony obraz Związku, akcentuje głównie negatywy, nie koniecznie obiektywne. Oczywiście, są one również , lecz zostały przejaskrawione. Wystawiając zarejestrowane w ZKWP psy od 53 lat miałem dostatecznie dużo doświadczeń, aby zapoznać się z tą tematyką. Związek, to nie firma, nie zakład pracy. To dobrowolne stowarzyszenie hodowców i właścicieli psów rasowych, zrzeszone w FCI które przez lata działalności wypracowało swoją historię.Opiera się na regulaminach, wzorcach ras, trochę na tradycji, a przede wszystkim na nieodpłatnej pracy swoich członków.Nie jest prawdą, że są hermetycznie zamknięte dla chcących się angażować w tą pracę, wręcz odwrotnie, jest wielki deficyt chętnych do pracy w Oddziałach.Każdy, komu na tym zależy, może znaleźć swoje miejsce w tym Związku.Tu nikogo nie mianuje się, tu działa Samorząd, z demokratycznie wybieranym zarządem . Oczywiście jak w większości stowarzyszeń, nie wszystko jest idealne. Przywary ludzkie, w tym środowisku, również się ujawniają. Brak kultury, nieuczciwość, stronniczość to nie są cechy występujące wyłącznie w Kynologii. Te same zachowania widzimy w polityce, w kościele, w administracji.I żadnym działaniem administracyjnym, tego się nie pozbędziemy.To jest kwestia zachowań nas samych, kulturalnego i etycznego oddziaływania na innych, odwoływania się w skrajnych przypadkach do ciał dyscyplinarnych działających w każdym Oddziale.Każde awanturnictwo, przynosi niestety odwrotne skutki od zamierzonych. Szczególnie trudna jest sytuacja sędziów kynologicznych. Na nich często wywierane są presje , wylewane żale, zarzuty że oceniają drugą stronę smyczy, wreszcie że się nie znają na rasie którą oceniają. A ponieważ mają – upraszczając- tylko jedno pierwsze miejsce do dyspozycji, grupa ” skrzywdzonych” bywa znaczna i często mamy okazję widzieć ich żale,nie zawsze kulturalne w internecie.Prawdą jednak jest, że bywają pretensje niekiedy jak najbardziej uzasadnione.Jednak takie zachowania, skutkują zmniejszeniem zaproszeń na wystawy. Werdyktów bowiem się i słusznie, nie zmienia. Nie wdaję się w szczegóły, przykłady, wydarzenia – bo książki można na ten temat pisać. Reasumując, sami zachowujmy się wzorowo, pomagajmy w tym innym, a to zaowocuje.

    • Waldorf

      Paczpan, zupełnie jakby czytać tekst o dużej spółdzielnie mieszkaniowej. 🙂 🙂 🙂 Hue hue.

    • Waldorf

      O, tutaj jeden z najbardziej humorystycznych filmików które pokazują, jak to rozmaitym zapaleńcom pokazuje się, a jakże, ich miejsce w całym tym systemie. Zaiste, każdy ma w ZKwP możliwość działania, a ludkowie którym się czegoś chce na pewno dostaną szansę. 🙂

      https://www.youtube.com/watch?v=I2SBdrIqI20

      Przy okazji, dla osób które nie znają tego wszystkiego od wewnątrz: to, co widzicie na filmie, to BARDZO typowi działacze ZKwP. Bardzo, bardzo. Aż do bólu typowi. Endżoj!

  11. Martyna

    Świetnie napisane,sama jestem za ZK ale nie w takiej formie jak jest teraz

  12. Jan

    Pomijam tendencyjność tekstu i użytą w nim manipulacyjną technikę tzw. “cherry picking”. Sytuacje niepożądane istnieją ale ich skala jest zupełnie inna. Wystarczy porozmawiać z większą liczbą hodowców, żeby poznać szerszą perspektywę – bo wybiórcze opinie rozgoryczonych to nie jest obiektywny ogląd sytuacji. Ale ja nie o tym.

    Najbardziej bawi mnie logika: skoro ZKwP jest zły, to stowarzyszenie miłośników psa i kota jest dobre. I tu mój ulubiony argument: “w innych organizacjach również są dobrzy hodowcy”. Zapewne tak, na zasadzie prawdopodobieństwa to możliwe. Ale taki hipotetyczny “dobry hodowca” nie rozumie, że należąc “innej organizacji”, której procedury przyzwalają na rozmnażanie przypadkowych kundelków wbrew wszelkim zasadom sztuki kynologicznej przykłada do tego rękę, nawet jeśli sam tego nie robi. To trochę tak, jakby należeć do organizacji religijnej, która nie zabrania pedofilii i tym samym po cichu na nią przyzwala i tłumaczyć się, że przecież jest tu wielu wspaniałych ludzi, którzy wcale nie krzywdzą małych dzieci!
    A więc pseudohodowco z pseudozwiązku – rozumiem rozgoryczenie ZKwP, każdego mogła spotkać rozczarowująca sytuacja w każdej instytucji. Ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą do kilku wniosków:
    1. Pewne pojedyncze przypadki patologii nie mogą być jedynymi argumentami – dla obiektywnej oceny należy spojrzeć szerzej, w przeciwnym razie popełniamy podręcznikowy błąd logiczny i ocieramy się o manipulację;
    2. Nikt nie zaprzeczy, że w teorii ZKwP dba o psy w najwyższym stopniu – rodowody, uprawnienia hodowlane, badania suk hodowlanych i reproduktorów, kojarzenie psów, przeglądy miotów itd. Naprawiajmy więc Związek jeśli w praktyce coś tu funkcjonuje źle, ale największą głupotą jest obrażenie się i zwrócenie się w stronę Januszy biznesu z pseudozwiązku, w którym przy hodowli nie dba się o żadną z wyżej wymienionych rzeczy.

    Sam nie jestem hodowcą, a raczej “klientem”, ale znam wielu hodowców z całej Polski i krytyczne głosy o Związku słyszałem. Ale mimo wszystko kupując psa zawsze pójdę do hodowli z ZKwP mając świadomość, że teoretycznie istnieje niewielkie ryzyko, że trafię na nieuczciwego człowieka np. ułożonego z nieuczciwym sędzią. Idąc do pseudohodowli liczyłbym na cud, że kupię zdrowego psa rasowego, wiedząc, że jego rodzice o nieznanym rodowodzie nie byli nigdy w życiu oceniani przez żadnego sędziego, nie byli badani pod kątem chorób specyficznych dla rasy, a związek do którego należy pseudohodowla nie miał żadnego wpływu na ich skojarzenie.

    • Waldorf

      Aż żal, że ani Statler, ani ja nie jesteśmy sławetnymi “pseudohodowcami z pseudozwiązku” 🙂 – takie perełki poleciały przed wieprze, ale pomińmy to. 🙂 . Inna sprawa, że od lat mamy okazję obserwować – i to bynajmniej nie będąc jedynie, jak to szło? “klientami” tej organizacji.

      ZKwP jest popeerelowską, skostniałą instytucją, która de facto ani nie panuje, ani nie zamierza panować nad tym, co wyprawiają jej członkowie, byleby pozostało utrzymane status quo polegające na pasieniu grupy działaczy i pozostawieniu w spokoju zabetonowanych układów.

      Bardzo fajnie jest kłócić się z tekstem, mając przed oczami TEORETYCZNE (bardzo ładnie brzmiące, przyznaję) zasady – niemniej przydałoby się nieco przyjrzeć PRAKTYCE.
      A skoro już o tym mowa, Statler sporo miejsca poświęcił sławetnej użytkowości – porozmawiajmy więc o niej, jako że kwestia hodowli poza ZKwP była w tekście doprawdy marginalna, w odróżnieniu od innych poruszonych problemów.
      No więc jak ZKwP “dba” o utrzymanie użytkowości psa rasowego?
      Pogadamy merytorycznie?

  13. Marek W

    Witajcie 🙂
    Jestem hodowcą DONków od 18 lat wtedy w ZKwP DONki były nie uznawane wiec hodowca od którego to kupiłem psa z ZKwP skierował mnie do ZONDu Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego którego założycielem byłł wieloletni członek ZKwP hodowca szkoleniowiec Tadeusz Trzciński człowiek o niesamowitych zasadach podkreślam ZASADACH których już w żadnym innym związku nie spotkałem 🙁 . Patrząc w dzisiejszych czasach ekonomicznych na to co sie dzieje w związkach których powstało masę naprawdę ciężko jest sie wypowiadać co jest gorsze kumoterstwo w ZKwP czy brak zasad w hodowlach i nastawienie sie tylko na zyskowność ??? Temat ZKwP , ZONDu , PFK czy innych dosłownie paru związków szanujących sie jest mi doskonale znany gdyż działałem w zarządzie i udzielałem sie społecznie ……. tak społecznie gdyż moja hodowla jest typowo domową a ja miłośnikiem tej rasy a nie producentem
    Dzisiejsze czasy są bardzo ciężkie gdyż jest masa pseudo hodowców która chce na Owczarkach zarobić nie zwracając uwagi na dobro psa NIESTETY

  14. dora

    Dobrzy hodowcy zrzeszeni sa w ZKwP Do innych uciekaja ci ktorych pies z jakis powodow zostal zdyskwalifikowany do hodowli lub ida na łatwizne Zgadzam sie ze to skostniala organizacja Ale w zwiazku psa i kota kupujesz kota w worku

  15. dora

    Dobrzy hodowcy zrzeszeni sa w ZKwP Do innych uciekaja ci ktorych pies z jakis powodow zostal zdyskwalifikowany do hodowli lub ida na łatwizne Zgadzam sie ze to skostniala organizacja Ale w zwiazku burka i kota kupujesz kota w worku

    • Waldorf

      To może wobec tego pogadamy o promowaniu i propagowaniu użytkowości, co? Bo o tym głównie był tekst Statlera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *