Zwierzoczłekoupiór

w3

dog-329280_640

W dzisiejszej cywilizacji bardzo się pilnuje, żeby zwierzątko nie było agresywne.Dobra, zdarzają się jeszcze ciołki dumne z faktu że ich pies, taki, panie, ostry zawodnik pogryzł nieszczęsnego, pięć razy od siebie mniejszego pokurcza sąsiadów albo „nikogo do domu nie wpuści, a „jak już wpuści, to nie wypuści”, ale generalnie tzw. cywilizowane społeczeństwa pragną żeby psy były jak te wypchane miśki, całkowicie bezpieczne w użytkowaniu, a może nawet bezpieczniejsze, bo jak się miśkowi urwie oko z guzika i połknie to ono może narobić szkody, a żywy misiek (czyli puszysty piesek) nie powinien, w zasadzie, reagować na próbę wetknięcia mu palucha do oczodołu przez rozwydrzonego parolatka – to jest ten ideał…

No więc jakieś tam przejawy agresji, typu szczekanie na coś / kogoś, rzucanie się, kłapanie zębami postrzegane jest jako nie-OK.

Zasadniczo takie zachowania podlegają wobec tego – albo, dokładniej ujmując, powinny podlegać skorygowaniu, tak na zdrowy chłopski rozum.

Zadziwiające, jak bardzo ludzie – gatunek agresywny z natury i lubiący używać wobec siebie przemocy w przeróżnej, nieraz wyrafinowanej formie – mają opory przed użyciem jej wobec swoich zwierząt, to znaczy przemocy uświadomionej, celowej, obliczonej na osiągnięcie konkretnych efektów. Bo z taką nieuświadomioną, mimowolną, znacznie bardziej okrutną i dotkliwą dla zwierzęcia to mamy do czynienia całkiem często i to ze strony ludzi uważających się za „psie mamusie” i „psich tatusiów”.

Giovanni Boldini, Madame Rejane, ok. 1885.
Giovanni Boldini, Madame Rejane, ok. 1885.

Wracając do przejawów agresji: pół biedy, kiedy pies uważany jest za super-twardziela i przypina mu się łatkę, że „się stawia” (a często tak nie jest, tylko psiarze lubią mieć prosty, jasny i klarowny obraz świata i dużo przeróżnych psich reakcji pakują do jednego worka z napisem „dominacja”).

Tu jeszcze ludzie próbują coś tam z tym zrobić, stąd opowieści o wychowaniu twardą ręką, nie pozwalaniu na wchodzenie na głowę i tak dalej.

Ale jak już ktoś odkryje że jego pies zachowuje się agresywnie bo się boi – klasyczny przypadek tak zwanej ostrości pozornej, czyli agresji ze strachu – natychmiast załącza się mu czip p.t. „biedny piesio, trzeba go ulgowo traktować”.

Dopóki chodzi o oswajanie ze zjawiskami, przedmiotami czy osobami które psa przerażają, to wszystko wydaje się O.K., choć już przyczepianie zwierzakowi etykietki „biedny”, „nieszczęśliwy”, „tyle przeszedł w życiu” ma kiepskie rokowania.

Udzielanie takiemu psu wsparcia jest jak najbardziej w porządku, byleby rozsądnie przeprowadzane (o tym trochę tutaj).

Niemniej nie wiadomo dlaczego pokutuje opinia, że strachobździela który atakuje ze strachu nie wolno, pod żadnym pozorem, skarcić, czy to groźnym słowem, czy to fizycznie.

Należy ciumciać, ciniać, podlizywać się, unikać czynnika pobudzającego, ale wrzasnąć albo szarpnąć raz a dobrze i przerwać wreszcie to błędne koło nakręcania się do ataku ze strachu – o nie, nigdy!

Na spacerach mija się nieraz właściciela z uwieszonym, drącym pysk wniebogłosy szczekaczem, przy czym rozmiar szczekacza nie ma znaczenia – wyjące owczarki niemieckie na przykład usiłują stawać dęba i zapluwają się spektakularnie, targając doczepionym do smyczy człowiekiem, miniaturowe sznaucerki wydają dźwięki przypominające bezpośrednią transmisję ze świniobicia.

Wspólną cechą jest zachowanie ich właścicieli. Od rachitycznego i ciepłego w wyrazie„Oj nie wolno, nie wolno, Pimpusiu!” poprzez „Nie szczekaj, Reksiu, zobacz jaki miły piesek (rowerzysta, inwalida, kotek, pan, pani”, niepotrzebne skreślić, aż do „No niestety, ale on się boi, on jest ze schroniska!” przy czym ta fraza wydaje się na stałe zrośniętą ze sobą językową strukturą.

Najśmieszniejsze, że ci wszyscy dobrzy ludzie nie orientują się – i pewnie nigdy nie dowiedzą, chyba że już naprawdę zrobi im się odpowiednio rzygawicznie od życia z takim męczącym psem – że usilnie pracują nad stałym utrzymywaniem swojego zwierzaka w stanie złego samopoczucia.

Bowiem wsparcie i zdobycie psiego zaufania polega, między innymi, na jasnym wytłumaczeniu zwierzątku że w przeważającej większości sytuacji postrzeganych przez nie jako groźne, niebezpieczne czy nawet tylko nietypowe to my, właściciele, je obronimy, my się wszystkim zajmiemy, my przywrócimy świat do równowagi. A do tego jest potrzebne wyznaczenie prostych, ale konsekwentnie przestrzeganych reguł. Z nich zegarków repliki najważniejszą jest ta, że to jednak my decydujemy o rozwoju wypadków, a nie pies. I nie do niego należy decyzja o ataku.

Ciumkanie, karmienie szynką, wychwalanie pod niebiosa nie jest złe. Tylko najczęściej zapomina się o drobnym fakcie, że może ono nastąpić dopiero po tym, jak pies otrzyma od nas komunikat „zamknij się, to ja decyduję czy zabijamy ten obiekt” i, co ważniejsze, ten komunikat z respektem przyjmie i się do niego dostosuje.

Najczęściej stosuje się je niestety jako procedurę „zamiast”.

A potem mamy opowieści o tym, jak to ktoś od trzech lat „pracuje nad tolerowaniem psów na ulicy” i „ma już pewne, niewielkie postępy” albo po pięciu latach próbuje zapraszać do domu gości choć ”na razie nie idzie zbyt łatwo”.

dog-160532_640

Jest mądre współczucie i głupie współczucie. Ogół właścicieli oscyluje raczej wokół tego drugiego.

Niezależnie od przyczyn, z jakich pies przejawia lękową agresję, trzeba wreszcie zrozumieć że jako istota żyjąca znacznie bardziej chwilą teraźniejszą, niż my, on naprawdę naszej litości nie potrzebuje.

Więc przestańcie wreszcie chodzić na paluszkach wokół swoich psów bojących się Zwierzoczłekoupiora, ludzie, i weźcie się do prawdziwej szkoleniowej roboty.

2 thoughts on “Zwierzoczłekoupiór

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *