Żyrafa nie istnieje

w3

Dachshund

Słynna anegdotka Gilberta Keitha Chestertona: pewne dziecko nie było w stanie uwierzyć w realne istnienie żyrafy. Nie jakiejś konkretnej żyrafy, tylko żyrafy jako gatunku, takiego zwierzaka z długą szyją… Pokazywano mu rysunki, opowiadano, przekonywano: nie i nie, takie coś nie istnieje i już!

W końcu wiktoriańscy rodzice, zmęczeni tym stanem rzeczy, zabrali potomka do ZOO, gdzie mu na wybiegu pokazali palcem, o, patrz, dziecię, to jest właśnie żyrafa!

Chłopczyk patrzy, patrzy, w końcu powiada: „no, właśnie, takiego zwierzęcia nie ma!”.

To niezwykłe, jak wielu mamy zwolenników teorii nieistnienia żyrafy, zwłaszcza w świecie zwierząt domowych.

O, historyjka jakich wiele, buldożek francuski do adopcji, opiekunowie – zadziwiająco uczciwie, jak na standardy tzw. zwierzolubów – opisują psa jako jego ważną cechę podając, że wyjątkowo nie lubi dzieci: boi się ich, jednocześnie starając atakować, tak na poważnie, żeby je odstraszyć.

Z lubością wręcz czytam komentarze niewiasty jakiejś, uważającej się za znawczynię rasy (na ogół oznacza to że miała buldożka, a może nawet dwa) która postanawia wszystkich naokoło pouczyć, że buldożki to „pieski które kochają wszystkich” więc opiekunowie jakieś bzdury opowiadają. No bo tak. Ona się zna, ludzie którzy mają tego konkretnego zwierzaka pod swoim dachem X tygodni czy miesięcy bredzą, kłamią i niczego nie rozumieją.

Przyciśnięta do muru, pani wreszcie z niechęcią przyznaje że może z tym pieskiem są jakieś problemy, ale „wiele miłości” oraz „przekonanie go że dzieci są fajne” zmieni sytuację o sto osiemdziesiąt stopni i w ogóle. Słowem, pies nie lubi dzieci, wciśnijmy go do rodziny wielodzietnej, niech ma. Albo raczej: niech pani od „żyrafa nie istnieje” nie wywróci się aby światopogląd, czyli głębokie przekonanie że wszyscy przedstawiciele rasy są idealnie spod jednej sztancy.

animals-1454214_1280

W sumie fajnie się żyje w takim czarno-białym świecie, bo głowa od myślenia nie boli, a wszelkie porażki i niepowodzenia można zwalić na otoczenie.

Już w ostateczności słodcy zwolennicy czarnobiału wymyślają, że może te gryzonie rozmaite, fobicy, skrajni tchórze i tak dalej to „z peudohodowli” pochodzą (bowiem, jak wiadomo, pieski spod czułego oka FCI to wyłącznie chodzące ideały i im się przykre incydenty nie zdarzają, a to z powodu niewiarygodnie trafnego doboru hodowlanego i odchowywania ich, wszystkich bez wyjątku, na siedmiu puchowych pierzynach posypanych płatkami damasceńskich róż).

Rozumiem mechanizm, jakoś istnienie żyrafy trzeba sobie zracjonalizować, więc może tak…

Tymczasem życie uparcie nie chce być takie łatwe, a nieraz podziały idą raczej w poprzek wyznaczanych uparcie teoretycznych, wyimaginowanych granic. Między innymi stereotypów.

Różnym rasom udało się dokleić rozmaite gęby, i nie dotyczy to rzeczy oczywistej, czyli ich pierwotnej użytkowości

Anthony van Dyck, Troje najstarszych dzieci Karola I, ok. 1635 - 36.
Anthony van Dyck, Troje najstarszych dzieci Karola I, ok. 1635 – 36.

(nawet cavalier king charles spanel takową posiadał, zwany comforterem od funkcji grzania pościeli królowi Karolowi i jego dworzanom…), bo to insza inszość. Chodzi o różne mity i przekonania funkcjonujące w tzw. sferze publicznej.

Na przykład nieszczęsne psy myśliwskie – labradory, które miały pecha i dostały metkę „psa rodzinnego”, co powodowało przez długi czas (teraz na szczęście jakoś chyba ich popularność w takiej funkcji spada) kupowanie ich przez młodych pnących się po szczeblach kariery osobników, często świeżo obdarzonych potomkami, mieszkających w zamkniętych osiedlach w dużych miastach i, no właśnie, nie mających czasu (ani tradycji rodzinnej czy osobistej) chadzania na spacery.

Gadaj tu do takiego, że labrador to pies potrzebujący naprawdę dużo ruchu (nawet jego karykaturalna wersja show, w której hodowcy mylą masy tłuszczu z mięśniami, a przewalanie ruskiej tankietki ze zwinnością i wydajnością ruchu); że to masywne, silne zwierzę, a już niektóre samce potrafią być prawdziwymi skurwielami jeśli chodzi o inne osobniki własnego gatunku i płci.

Oj tam oj tam, taki rodziny piesek i tak fajnie wygląda w reklamach; podobnie zresztą jak jego nieszczęsny kuzyn, golden retirever.

Dobra, w ostatecznym rozrachunku labradory pozwalały co prawda deptać po sobie dzieciom (jak wiadomo, w dzisiejszych czasach niczego się dzieciakom nie zabrania, bo to powoduje traumy, tylko „tłumaczy”, co w praktyce przekłada się na wygłaszane jojkliwym głosem dogorywającej perliczki zdanka „nie można tak robić pieskowi, to go boli!” przy totalnej zlewce rozwydrzonych pociech, pokazującym rodzicielom – perliczkom wirtualnego wała i dalej kopiących pieska, bo w pewnym wieku uchodzi to za przednią rozrywkę), Awwale za to wlokły swoich właścicieli na nieśmiertelnej flexi, wyorując głębokie bruzdy w asfalcie, uciekały, skakały po ludziach i śliniły ich, łamały kręgosłupy psim miniaturkom, gryzły się z innymi psami, tarzały w błotnistych kałużach i tak dalej.

Jeśli ludziom zechciało się wreszcie ruszyć cztery litery, a zwłaszcza jeśli mieli szczęście i trafili na dobrego szkoleniowca („Marley i ja” przykładem na to, że można przez całe życie szkolić swojego psa pod kierownictwem beznadziejnych dup, nie trenerów) to odkrywali istnienie żyrafy, co więcej, udawało im się nawet przystosować żyrafę do swojego życia, a swoje życie do faktu jej posiadania.

Ale większość pozostawała w błogim przeświadczeniu, że „takiego zwierzęcia nie ma” a to, co ich spotkało w ich rodzinie i ich życiu to: choroba psychiczna psa, niedobra hodowla, wyjątkowy przypadek i tak dalej. Bo przecież powiedziane jest że ten labrador to taki będzie, panie, no jak w filmie, w sumie niezauważalny poza przypadkami gdy dzieci zechcą się z nim pobawić i będzie można z nim raz miesiącu (jak czas pozwoli) wyjść do jesiennego parku pełnego kolorowych liści, gdzie jego maść (obowiązkowo czekoladowa, bo rzadsza niż pospolite biszkopty albo – o zgrozo – nudna czerń) będzie ładnie współgrać z tymi rdzawymi i czerwonawymi barwami.

Let sleeping dogs lieAntyżyrafiści to wszyscy upierający się że psie miniaturki, często nadpobudliwe, wrażliwe i delikatnej budowy są „idealne” dla małych dzieci (które, a jakże, „marzą” o chihuahua, yorku czy innym toy terierku, nawet jak mają półtora roku i wykrztuszają na razie tylko „bla, gul, mla”), silni faceci na tyle bojący się świata, że muszą wychodzić na ulicę z superhiperextra obronnym psem który na dodatek „wpuści złodzieja do domu, ale go nie wypuści”, ludzie wierzący w niesłychaną opiekuńczość wszystkich bernardynów oraz superinteligencję border collie pozwalającą im wychować się samym, bez udziału człowieka, i tak dalej.

Osobnym, a dość w sumie zabawnym, przypadkiem antyżyrafistówhodowcy, usilnie dążący do bliżej niesprecyzowanego ideału i w efekcie ciężką hodowlaną pracą tworzący kaleki, nieraz niezdolne do normalnego rozrodu, a nawet życia.

Swego czasu ubawiła mnie wypowiedź znanego hodowcy buldogów angielskich, rasy, choć przefajnej psychicznie, będącej prawdziwą kolekcją wad i chorób powodujących cierpienie a potem ciężki zgon. Otóż zapewnił mnie on, że w rasie w ogóle nie ma przypadków dysplazji stawów łokciowych i biodrowych. Na moje „…!” wyjaśnił, że doprawdy, nie badają tego, bo powszechnie wiadomo, że takich przypadłości w rasie brak, wiec po co badać nieistniejące choroby?

Ha, zapewne nie ma też zespołu brachycefalicznego, zwężenia aorty, demodekozy, rozszczepu podniebienia, dystocji i tak dalej.

Paczciepaństwo, to jak w Sowieckim Sojuzie, gdzie pewien młody działacz zapewnił gościa przybyłego świeżo ze zgniłego Zachodu, iż „u nas seksa niet!”.

U nich seksa niet, a u buldogów dysplazji brak, i co zrobisz, żyrafa nie istnieje.

Dla ewentualnie oburzonych miłośników buldoga angielskiego informacja: ta rozmowa miała miejsce dawno, być może od tego czasu wśród hodowców pojawili się już ludzie dostrzegający żyrafę i postulujący badania tego i owego – co nie zmienia faktu, że to, co się stało z tą jakże fajną rasą, o pomstę do nieba woła.

Żyrafy nie dostrzegają też hodowcy owczarków niemieckich, uważający że to, o, o:

Źródło: Gerans German Shepherd
Źródło: Gerans German Shepherd

– to wspaniała budowa „zapewniająca wydajny kłus” , zaś fakt że na testach przestraszone owczareczki ujadają ze strachu, a jak tylko mogą, spieprzają z placu…, V Horand von Grafrath (Hektor Linksrhein)to kwestia techniczna, na przykład podły pozorant niepotrzebnie na te dzielne psiaki popatrzył, a miał łajdak przykazane żeby patrzeć w niebo, machać ostrożnie, a biec metodą operową, kiedy to wykonawcy stoją w miejscu i przebierają nogami, za to śpiewają głośno „więc spieszmy się, więc spieszmy się!”. I tylko słychać jednostajny skrzyp powodowany przez obracającego się niczym wiatrak w swojej trumnie von Stephanitza. Horand, protoplasta rasy, wyleciałby dziś z ringu przy wtórze pogardliwych rechotów, taka prawda.

Żyrafy nie raczyła dostrzec pewna behawiorystka, nakazująca właścicielom dorodnego psiska nie lubiącego karesów wymuszone przytulanie wiele razy dziennie. GrrPies zaczął w efekcie reagować odstraszającym warczeniem i pokazywaniem zębów. Najśmieszniejsze, że ludzie dużo z tym zwierzęciem pracowali i mieli z nim dobry układ, tyle, że niechcący pokazali go tejże niewieście, która w końcu ma dyplomy, więc się zna. No a ci, co jej dyplomy dawali, powiedzieli jej, że jedyną dobrą relacją z psem jest taka, w której bezustannie kleimy się do psa a on, a jakże, „to uwielbia”. Pomysł że jest całkiem sporo osobników które tego nie znoszą jest oczywiście niegodziwy. Istnieje jedynie słuszna wizja (ta bez żyrafy! zapamiętajcie, dzieci!) i do niej należy dostosowywać żyjące organizmy, nigdy odwrotnie.

A propos, w całej tej sprawie spodobał mi się też pomysł na rozwiązanie problemu. To tak, jakby komuś, kto nie znosi czekolady, wduszać coraz większe jej porcje: „masz, żryj! Będziesz szamał tak długa, aż nie polubisz!”.

Przykre, w sumie, że bezżyrafiści stale eksperymentują na żywych organizmach, zazwyczaj im szkodząc. Bo jakże dobrze zaopiekować się żyrafą, zaspokoić jej potrzeby i dać jej dobre życie, skoro się odmawia przyjęcia do wiadomości samego faktu, że ona istnieje, stoi sobie o, tu, na wybiegu, i usiłuje zrywać listki z drzewa?

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *